Od AI i kryptowalut do… armii resoraków. Rahim Blak o nowym startupie, automatyzacji i biznesie z duszą

Dodane:

Aleksandra Janik Aleksandra Janik

Od AI i kryptowalut do… armii resoraków. Rahim Blak o nowym startupie, automatyzacji i biznesie z duszą

Udostępnij:

Przeszedł drogę od technologii, blockchainu i odnawialnych źródeł energii do… sprzedaży resoraków dla pasjonatów. Seryjny przedsiębiorca Rahim Blak w rozmowie z Redakcją MamStartup opowiada o swoim najnowszym projekcie resoraki.com.

Jak z dziecięcej pasji, torby starych zabawek i 2000 złotych z komunii syna stworzyć technologiczny startup, który rewolucjonizuje rynek kolekcjonerski za pomocą AI? I dlaczego małe, metalowe autka okazały się dla niego najlepszym lekarstwem na biznesowe wypalenie?

Ad fontes, ale pod pretekstem

Aleksandra Janik: Od kiedy kolekcjonujesz resoraki?

Rahim Blak: Jak każdy – od dziecka. I jak nie każdy – nigdy nie przestałem! Na początku dorosłego życia nie byłem jednak w pełni świadomym kolekcjonerem. Ot, od czasu do czasu kupowałem sobie jakiś model na stacji paliw czy w hali targowej. Dbałem o te samochodziki „pod pretekstem”, że czekają na moje przyszłe dzieci, którym przekażę je do zabawy. Dokładnie tak samo zrobili moi rodzice, którzy zbierali modele z myślą o mnie i swoich wnukach.

Chyba najcenniejsza w starych resorakach, szczególnie tych z lat 60. i 70. wyprodukowanych w Europie, jest ich niesamowita wytrzymałość. To kawał grubej stali, który bez problemu potrafi przetrwać i cieszyć kolejne pokolenia.

Kiedy moi synowie przyszli na świat, pretekstów do kupowania modeli miałem już oczywiście znacznie więcej 🙂 Przełom nastąpił, gdy starszy syn skończył 10 lat. Moja żona przekazała mi wtedy wielką torbę, w której wymieszane były modele z dzieciństwa moich rodziców, moje własne oraz naszych dzieci. Powiedziała krótko: „Zrób coś z tym, bo chłopaki nie chcą się już nimi bawić”. Tego samego dnia powstał projekt resoraki.com 🙂

Ta torba to był w zasadzie cały nasz kapitał zakładowy na start. Potem mój syn Franio dołożył jeszcze 2000 złotych, które dostał na komunię od dziadków. Ja sam byłem wtedy zadłużony w Copernicu, bez bieżącej wypłaty i bez exitu w dotychczasowych, udanych spółkach. Opowiadam o tym tak otwarcie, bo chcę zmotywować wszystkich tych, którzy chcą zbudować coś wielkiego zupełnie z niczego. Dzisiaj firma ma już 5 pracowników, stałą siedzibę, 75 000 modeli w asortymencie i realną nadzieję na osiągnięcie miliona złotych przychodu już w pierwszym roku działalności!

Seryjny startupowiec wchodzi w e-commerce

Przeszedłeś długą drogę od zaawansowanych technologii, blockchainu i OZE do handlu resorakami dla pasjonatów. Skąd taki pomysł? To sentymentalny powrót do czasów dzieciństwa czy chłodna kalkulacja, że ten rynek to nieodkryta żyła złota?

Jestem seryjnym startupowcem – tworzenie czegoś z niczego daje mi największe spełnienie twórcze. Kiedy firma zmienia się ze startupu w scaleup, czyli zaczyna rosnąć w sposób powtarzalny, zamiast dopiero się formować, oddaję stery. Wtedy firmę przejmują ludzie, którzy są ode mnie lepsi w skalowaniu, a ja zabieram się za kolejny startup. Tak było z edrone, toscanizzazione, a niedawno także z Copernic. Dzieje się tak dzięki świetnym wspólnikom, z którymi te biznesy zakładam.

Wydaje mi się jednak, że z Resorakami będzie inaczej, bo moją główną inspiracją była tutaj rodzina i czysta pasja. Szukałem czegoś więcej niż zwykłej firmy. Chciułem, żeby to był pierwszy projekt, który aktywnie zainteresuje moich synów, Franka i Janka. I choć wspomniałem, że przestali się bawić modelami, to teraz… pomagają mi w pracy! Sortują asortyment, czerpią z tego ogromną satysfakcję, a my spędzamy razem czas 🙂 To dla mnie jednoczesne spełnienie biznesowe i rodzinne.

Ale spokojnie, instynkt przedsiębiorcy mnie nie opuścił i chłodnej kalkulacji jest w tym wszystkim coraz więcej – zwłaszcza że pojawił się już pierwszy inwestor, który pomógł nam ukierunkować firmę na konkretny wynik! Potencjał tego rynku jest ogromny, ale nie wynika on z innowacji produktowej, tylko procesowej.

Bez zespołu ludzi skończyłbym pewnie na bazarze z torbą resoraków na ramieniu!

No właśnie, w porównaniu do Twoich poprzednich biznesów, ten jest bardzo… fizyczny. Jak odnajdujesz się w realiach magazynów, pakowania i wysyłek?

Fizyczne są zarówno same modele, jak i nasza maszyna do automatyzacji aukcji. To dla mnie zupełnie nowe środowisko. W tej kwestii w całości przypisuję zasługi Marcinowi Gorzelanemu, który jest wykształconym logistykiem i inżynierem w jednym. To on zorganizował od zera nasz magazyn i rozpoczął z Filipem prace nad parkiem maszynowym. Ja z kolei w całości skupiam się teraz na zdobywaniu dobrego asortymentu i na sprzedaży. Świetnie się uzupełniamy 🙂 Bez zespołu ludzi skończyłbym pewnie na bazarze z torbą resoraków na ramieniu!

Wspomniałeś o innowacji procesowej. Na czym dokładnie polega technologiczna przewaga Resoraków?

Tę innowację zawdzięczam moim pierwszym pracownikom, a teraz już wspólnikom – Marcinowi i Filipowi. Stworzyli oni proces automatyzacji generowania pojedynczych aukcji na Allegro i eBay. Sercem tego systemu jest fizyczna maszynka, która po naciśnięciu jednego przycisku robi zdjęcia produktowe, a zintegrowane z nią AI automatycznie generuje gotowe opisy do aukcji.

Normalnie ręczne przygotowanie takiej unikatowej aukcji zajęłoby człowiekowi około 40 minut. U nas trwa to teraz zaledwie 90 sekund, a docelowo dążymy do schodzenia poniżej 30 sekund! Dzisiaj mamy wystawionych ponad 30 000 unikatowych aukcji i licytacji na Allegro oraz eBay, a moim celem jest posiadanie 1 miliona takich aukcji jednocześnie.

Aktualnie skupiam się na wzroście sprzedaży modeli, aby generować pozytywny cash flow. Docelowo jednak technologia sprzedaży tej fizycznej maszynki wraz z oprogramowaniem AI dla innych sprzedawców produktów kolekcjonerskich – np. kart Pokémon, monet czy znaczków – daje firmie nieograniczony potencjał. To sprawia, że Resoraki to w gruncie rzeczy firma bardziej technologiczna niż handlowa.

Ucieczka od stresu i praca za trzech

Przez lata byłeś twarzą, prezesem i legendarnym „szefem wszystkich szefów” w swoich spółkach. Po raz pierwszy fizycznie pracujesz w firmie, zamiast tylko nią zarządzać. Jakie masz odczucia?

Dziękuję za to pytanie. Faktycznie, po raz pierwszy od 15 lat zarządzania i strategicznego wymyślania, bardziej pracuję w firmie niż nad firmą. Wynika to z dwóch powodów.

Po pierwsze, startup w początkowej fazie potrzebuje wszystkich rąk na pokładzie – szefa również. Jak to w warunkach niedoborów kadrowych bywa, pracuję fizycznie za trzech: noszę towar, robię zdjęcia, obsługuję naszą maszynkę i zatwierdzam ceny w aukcjach. Pracuję bardzo, bardzo dużo, ale przy takiej pracy… odpoczywam psychicznie.

I to jest właśnie ten drugi powód. Po 15 latach życia w ciągłej niepewności, działając w branżach skrajnie ryzykownych – jak niedoregulowany rynek krypto czy skrajnie przeregulowany rynek energii odnawialnej – potrzebowałem odskoczni. Różnica jest kolosalna: tam człowiek mógł się potwornie napracować i w efekcie może zyskać, a może stracić jeszcze więcej. Tutaj każda wykonana praca daje natychmiastowy, mierzalny wynik i szybką satysfakcję.

Powiem wprost: Resoraki pomogły mi wyjść z depresji, której nabawiłem się, działając na polskim rynku OZE. To nie była kwestia ilości pracy, ale niszczącego stresu. Resoraki mnie koją. Bo to nie jest zwykła praca – to jest czysta pasja.

Jak duży jest rynek modeli resoraków na świecie?

Najwięksi producenci modeli są notowani na giełdach, więc ich dane są publiczne, mowa tu głównie o amerykańskiej firmie Mattel do której należy marka Hot Wheels i Matchbox czy chińskie marki, takie jak Welly i Maisto, które razem mają ok 60% rynku, a jest jeszcze ponad 300 innych mniejszych producentów. Z moich wyliczeń wynika, że produkowanych jest na świecie ok miliard nowych modeli rocznie. Skoro produkuje się od lat 50-tych, w piwnicach i strychach jest nawet kilkadziesiąt miliardów modeli, a moją misją w ramach „gospodarki obiegu zamkniętego” (GOZ) jest dać im nowe życie, zamiast produkować nowe kosztem planety. Myjemy je, naprawiamy, w przyszłości chciałbym je też pakować, aby bezpiecznie sprzedawać je także dzieciom do zabawy. To jest misja, która ma najmniejszy koszt dla naszej planety, i mam nadzieję, że klienci w przyszłości, też to docenią.

Czy małe autka to dobra inwestycja?

Dla wielu osób resoraki to wciąż tylko małe, zabawkowe autka dla dzieci. Czy mogą być one realną inwestycją?

Tak, ale z pewnym zastrzeżeniem! Wartość resoraków rośnie, ponieważ każdego roku na rynek wchodzą nowe modele, a stare bezpowrotnie znikają z linii produkcyjnych. Jest ich w obiegu coraz mniej, a kolekcjonerzy desperacko poszukują konkretnych sztuk do uzupełnienia swoich serii. Taki gigant jak Hot Wheels co roku wypuszcza zupełnie inne serie, dlatego ich starsze roczniki automatycznie zyskują na wartości.

Poza tym stare modele są droższe i – niestety dla naszych czasów – o wiele lepiej wykonane. Kiedyś produkowano je w całości z metalu, dbano o niesamowite detale. Te samochodziki są dzisiaj jak trwała, pancerna biżuteria.

 

Przestrzegałbym jednak kolekcjonerów przed zbyt optymistycznym, hurtowym szacowaniem wartości swoich zbiorów. Kolekcje są warte coraz więcej, ale pod warunkiem, że sprzedaje się je na sztuki, a nie masowo. I to jest kolejna odpowiedź na pytanie, dlaczego stworzyliśmy naszą maszynę. Ona pozwala nam wziąć torbę resoraków i błyskawicznie rozłożyć ją na pojedyncze oferty. Dzięki temu przysłowiowy funt zamienia się w 10 funtów. Klienci końcowi nie kupują hurtu – są w stanie zapłacić bardzo dobrą cenę za ten jeden, konkretny model, którego akurat szukają do gabloty.

W każdym razie, jeśli ktoś z Was kupił w latach 90. model Majorette w Pewexie albo znajdzie dziś na strychu Matchboxa z lat 70., to gwarantuję, że jest on wart wielokrotnie więcej niż w dniu zakupu. Ich wartość jest często 10-15 razy wyższa niż ceny nowych autek sprzedawanych teraz w marketach. To są unikaty. Nawet jeśli model jest lekko „zmęczony” i porysowany – to tylko dodaje mu uroku i czyni go przedmiotem z prawdziwą duszą 🙂

A skąd startup z Polski w ogóle pozyskuje takie unikatowe, stare serie?

Sprowadzamy je do Polski głównie z Anglii oraz krajów nordyckich. Tam do lat 80. poziom zamożności społeczeństwa pozwalał na masowe kupowanie modeli z najwyższej światowej półki – takich, których w komunistycznej Polsce w ogóle nie dało się zdobyć. My ten historyczny deficyt dzisiaj uzupełniamy. Co ciekawe, działa to też w drugą stronę. Zauważam, że na eBayu możemy teraz też sprzedawać za granicę modele pochodzące z Polski, na przykład kultowe auta z czasów PRL-u, których na zachodzie po prostu nie ma.

Cel: Milion modeli i… wielka piaskownica

Jakie są Twoje cele dla tego projektu na najbliższe lata?

Moje dotychczasowe zdolności prototypowania nowych modeli biznesowych zazwyczaj kończyły się na etapie, gdy firma generowała około 2 miliony złotych przychodu miesięcznie. Potem w strukturach zawsze pojawiają się poważne osoby, na które firmę zaczyna być stać, a ja staję się dla już poważnej firmy bardziej „szamanem” niż klasycznym menedżerem – więc opuszczam organizację, pozostając jej pasywnym udziałowcem. Wierzę jednak głęboko, że z Resorakami tak nie będzie.

Mój twardy cel biznesowy na najbliższe 36 miesięcy to osiągnięcie poziomu 1 miliona złotych miesięcznie ze sprzedaży samych modeli oraz kolejnego 1 miliona złotych miesięcznie ze sprzedaży naszych maszynek z AI.

Prywatnie, już zupełnie bez Excela, chciałbym natomiast stworzyć piękną, unikalną nieruchomość, która stanie się oficjalną siedzibą Resoraków. Znajdzie się tam flagowy sklep stacjonarny, nowoczesny magazyn mieszczący 1 milion modeli do sprzedaży online, manufaktura naszych maszyn AI oraz specjalna przestrzeń warsztatowa dla dzieciaków. To będzie niesamowita, wielka piaskownica dla mnie i dla naszych kochanych klientów, których z dnia na dzień jest z nami coraz więcej 🙂

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Rahim Blak (@rahimblak)


Resoraki od Rahima znajdziesz tutaj!