Eksperyment NASK: jak badano polskiego TikToka?
Konstrukcja badania przeprowadzonego przez Ośrodek Analizy Dezinformacji NASK jest metodologicznie czytelna i wzorowana na standardach audytu algorytmicznego stosowanych m.in. przez Amnesty International czy amerykańskie ośrodki akademickie.
-
Metoda: Analiza typu user journey (podróż użytkownika). Badacze utworzyli 6 nowych kont z polskim adresem IP, przypisanych do fikcyjnych użytkowników poniżej 25. roku życia.
-
Reżim badawczy: Konta nie wchodziły w żadne interakcje – nie lajkowały, nie komentowały i nie zapisywały filmów, a pamięć podręczną i pliki cookie regularnie czyszczono.
-
Horyzont czasowy i próba: Od 16 lipca do 16 października 2025 roku przeanalizowano blisko 9,6–10 tysięcy materiałów wideo, sprawdzając pierwszych 20 wyników wyszukiwania dla sześciu konkretnych haseł.
Sześć analizowanych fraz bezpośrednio nawiązuje do tzw. „pięciu trucizn” (ang. Five Poisons) – kwestii uznawanych przez Komunistyczną Partię Chin (KPCh) za egzystencjalne zagrożenie dla spójności państwa:
-
Sinciang (rejon zamieszkiwany przez Ujgurów)
-
Tybet
-
Tajwan
-
Masakra na placu Tiananmen
-
Prawa człowieka w Chinach
-
Obozy reedukacyjne w Chinach
Co udowodniono? Mechanizmy rozmywania przekazu
Najciekawszym i najlepiej udokumentowanym elementem raportu NASK nie jest sam algorytm rekomendacji, lecz strategia zalewania przestrzeni informacyjnej (flooding) oraz wykorzystywanie powiązanych podmiotów do kreowania „oddolnego” przekazu.
Ucieczka w tematy zastępcze (SEO Spam & Rozmywanie)
Przy wyszukiwaniu hasła „obozy reedukacyjne w Chinach” aż 88,9% pierwszych wyników wyszukiwania nie miało żadnego związku z tematem. Zamiast informacji o sytuacji w Sinciangu, użytkownik otrzymywał filmy o odchudzaniu, recyklingu, medycynie czy podróżach.
„To przemyślana taktyka: zamiast agresywnej cenzury, algorytm wyszukiwarki jest zalewany neutralnym szumem informacyjnym, co skutecznie zniechęca użytkownika do dalszych poszukiwań” – zwracają uwagę autorzy opracowania.
Wyreżyserowany entuzjazm influencerów
Badacze zidentyfikowali schemat, w którym zagraniczni (w tym zachodni) twórcy „przypadkowo” spotykają w Sinciangu czy Tybecie przedstawicieli mniejszości etnicznych, którzy przed kamerą chwalą warunki życiowe i zaprzeczają doniesieniom o dyskryminacji. Jak zauważa w raporcie Patrycja Krzyśpiak z NASK: „to właśnie kwestie dotyczące jedności etnicznej kraju są absolutnym priorytetem chińskiego rządu, dlatego nie jest zaskoczeniem, że te zagadnienia są najbardziej podatne na propagandę na TikToku”.
3. Powiązania z aparat państwowym
NASK wskazał konkretne konta, m.in. polskojęzyczne profile powiązane z China Media Group (koncernem podlegającym bezpośrednio Wydziałowi Propagandy KC KPCh) oraz anglojęzyczne kanały (np. @joeyyyds666), które wprost oskarżały zachodnie agencje wywiadowcze (m.in. CIA) o fabrykowanie informacji na temat sytuacji Ujgurów.
Taktyki kształtowania wizerunku Chin zidentyfikowane w raporcie NASK:
- rozmywanie fraz (Flooding): rozmywanie czy ukrywanie trudnych pojęć treściami lifestyle/recenzjami
- astroturfing / soft-power: zachodni influencerzy „odkrywający” dobrobyt Ujgurów
- przypisanie odpowiedzialności: generowanie filmów AI i wpisów obwiniających CIA oraz generalnie Zachód.
Czy TikTok jest odosobnionym przypadkiem?
Wyniki NASK nie wiszą w próżni informacyjnej. Wpisują się w ciąg światowych badań nad architekturą rekomendacji ByteDance (spółki-matki TikToka):
-
Badania Finkelsteina i in. (2025): Amerykańscy naukowcy z uczelni Princeton i Rutgers we współpracy z Network Contagion Research Institute (NCRI) wykazali istotną statystycznie dysproporcję między obecnością treści krytycznych wobec Pekinu na TikToku a ich obfitością na Instagramie czy YouTube.
-
Raport SIMODS (2026): Analiza porównawcza sześciu głównych platform społecznościowych pokazała, że to właśnie na TikToku odnotowuje się najwyższy odsetek treści wyczerpujących znamiona dezinformacji lub manipulacji kontekstowej.
Nie bez znaczenia jest też struktura właścicielska: ByteDance zatrudnia dziesiątki tysięcy moderatorów treści w Chinach, a chińskie prawo zobowiązuje krajowe podmioty technologiczne do ścisłej współpracy z organami bezpieczeństwa państwowego. Dla 12–15 milionów polskich użytkowników aplikacji oznacza to codzienny kontakt z ekosystemem, nad którym monopol informacyjny sprawuje podmiot z innego kręgu geopolitycznego.
Co w raporcie NASK wymaga dystansu?
Mimo ogromnej wartości dokumentacyjnej, profesjonalna analiza wymaga chłodnego spojrzenia na słabości metodologiczne raportu. Co budzi wątpliwości?
1. Podaż propagandy a bezpośrednia manipulacja algorytmem
Raport stawia w tytule tezę o manipulacji algorytmami. Jednak to, że w wynikach wyszukiwania dominuje prochiński przekaz, może wynikać z dwóch całkiem różnych zjawisk:
-
scenariusz A (aparaturowy): Inżynierowie ByteDance świadomie modyfikują kod algorytmu, by ukrywać treści krytyczne dla KPCh.
-
scenariusz B (pozycjonowanie i spamerzy): Chińskie firmy i agencje promujące treści (oraz tysiące kont prowadzonych przez AI) wygrywają walkę na pozycjonowanie haseł (SEO) poprzez masowe zasypywanie platformy filmami, podczas gdy twórcy niezależni rzadziej używają precyzyjnych tagów politycznych.
Raport NASK dokumentuje skutek (przewagę prochińskich treści), lecz nie przedstawia jednoznacznego dowodu kodowego na celową modyfikację algorytmu rekomendacji przez dostawcę aplikacji.
2. Brak grupy kontrolnej (Inne platformy)
Główną luką metodologiczną jest zbadanie wyłącznie TikToka. Aby twardo udowodnić, że aplikacja „tłumi” treści krytyczne, należałoby w tym samym czasie, za pomocą tych samych zapytania, przebadać np. Instagram Reels czy YouTube Shorts. Na innych platformach wyniki wyszukiwania dla niszowych fraz politycznych również bywają zdominowane przez szum lub treści komercyjne.
3. Stanowisko TikToka i problem oznaczeń
Przedstawiciele TikToka (m.in. Piotr Żaczko) odrzucili zarzuty, argumentując: „metodologia, w której zarówno obecność, jak i brak treści krytycznych są interpretowane jako dowód na manipulację, uniemożliwia obiektywną ocenę. TikTok nie zezwala żadnemu rządowi na wywieranie wpływu na swój model rekomendacji”. I choć deklaracjom korporacji warto przyglądać się z ostrożnością, to w jednym punkcie krytyka platformy trafia w punkt: odróżnienie filmu „neutralnego z podróży” od „subtelnej propagandy” opierało się na manualnej i uznaniowej kategoryzacji badaczy.
Prawdziwym, systemowym grzechem TikToka – co słusznie punktuje raport NASK – jest brak wyraźnego oznaczania mediów kontrolowanych przez państwo chińskie (co od lat robią Meta czy YouTube). Przeciętny polski nastolatek nie ma pojęcia, że oglądany przez niego profil z ładnymi ujęciami z Szanghaju należy do pracownika agencji rządowej.
Bez taniej sensacji i clickbaitów
Opublikowany przez NASK raport to niezwykle cenny materiał dowodowy, ale warto go czytać bez taniej sensacji. Pokazuje on, że cyfrowa przestrzeń informacyjna stała się polem bitwy soft-power, na którym autorytarne reżimy radzą sobie znakomicie, wykorzystując lukę w regulacjach dotyczących przejrzystości algorytmów i oznaczeń mediów państwowych.
Zamiast straszyć „magicznym przyciskiem cenzury w Pekinie”, wnioski z badania powinny skłonić europejskich regulatorów do egzekwowania zapisów aktu o usługach cyfrowych (DSA): wymuszenia otwarcia audytowego algorytmów oraz bezwzględnego obowiązku etykietowania treści sponsorowanych przez rządowe aparaty propagandy.