Szkoła, która „rozjeżdża” kreatywność
Pomysł na Little Bit Academy zrodził się dekadę temu z inspiracji islandzkiego badacza, dr. Kiartana Sigursona, oraz z głębokiej niezgody na to, jak funkcjonuje publiczny system edukacji. Zdaniem Koziarskiego, tradycyjna szkoła zamiast rozwijać naturalną ciekawość dzieci, często ją tłumi.
– Wiadomo, że edukacja – taka można powiedzieć: system publicznej edukacji – w jakiś sposób rozjeżdża kreatywność naszych dzieci. Dzieje się tak, że jak dzieci idą do szkoły, to jeszcze przed tym całym etapem zadają bardzo dużo ciekawych pytań (…) no i okazuje się, że jak dziecko idzie do szkoły, to już przestaje zadawać takie pytania, tylko szuka odpowiedzi prawidłowej na zadane pytanie – zauważa Dominik Koziarski.
Odpowiedzią na ten problem stały się autorskie programy Little Bit Academy. Zamiast nudnej teorii, dzieci wkraczają w świat technologii jako twórcy. W ramach zajęć pozalekcyjnych symulują pracę studia gier wideo, tworząc w środowisku Roblox projekty poruszające ważne tematy społeczne i ekologiczne – od ginących pszczół, przez smog, aż po problem nietolerancji.
Po co uczyć programowania w erze AI?
W dobie powszechnego dostępu do Chata GPT i zapowiedzi liderów branży technologicznej, że tradycyjne programowanie odchodzi do lamusa, rodzice mogą zadawać sobie pytanie: po co płacić za lekcje kodowania? Dominik Koziarski zgadza się z tą wątpliwością tylko częściowo. Podkreśla, że w Little Bit Academy technologia jest jedynie narzędziem do kształtowania kluczowych kompetencji przyszłości.
– Od samego początku mi nie pasowało do końca, że my się nazywamy szkołą programowania. Bardziej skupiam się na umiejętnościach miękkich, czyli na tym, żeby pokazać, że technologia pewna mija, ale pewne umiejętności – typu elastyczność poznawcza, rozwiązywanie problemów, czy właśnie logiczne myślenie i komunikacja – zostają – twierdzi nasz rozmówca.
Dla twórcy śląskiego projektu najważniejsze jest to, by uczyć dzieci logicznego myślenia, empatii, metody projektowej i pracy w grupie. „Za każdą technologią stoi człowiek” – przypomina Koziarski, a sukcesy jego wychowanków, którzy po latach kontaktu z akademią świadomie wybierają ścieżki techniczne, są na to najlepszym dowodem.
Bezpieczne drony w klasie i międzynarodowy turniej
Jednym z najbardziej spektakularnych projektów Little Bit Academy jest wejście w obszar robotyki powietrznej. Poprzez program „Latamy z klasą” szkoła pokazuje nauczycielom i uczniom, jak za pomocą bezpiecznych, programowalnych dronów uczyć fizyki, matematyki czy informatyki w praktyce – m.in. wizualizując działanie siły nośnej czy przyspieszenia. Co ważne, drony te są całkowicie bezpieczne i nie wymagają żadnych uprawnień pilota.
Zwieńczeniem tej ścieżki jest Droniada Junior – turniej, który z lokalnej śląskiej imprezy urósł do rangi międzynarodowego wydarzenia. Dwuosobowe zespoły ze szkół podstawowych i ponadpodstawowych rywalizują w dwóch konkurencjach: precyzyjnym locie wewnątrz pomieszczeń na czas oraz programowaniu skryptu drona w środowisku blokowym (Blockly/Scratch) w celu rozwiązania konkretnego zadania. Taki podział pozwala na naturalną współpracę dzieci o różnych talentach: manualnych i analitycznych.
Zderzenie z rzeczywistością: Budżety szkół i inwestorzy VC
Prowadzenie biznesu EdTech w Polsce nie jest jednak usłane różami. Koziarski otwarcie mówi o bezwładzie administracyjnym i szokująco niskich budżetach na innowacje w publicznych placówkach.
– Szkoły mają na przykład… w liceum we Wrocławiu na przyrządy dydaktyczne, pomoce dydaktyczne – jest 1000 uczniów w tej szkole, a ma 1500 zł na rok, żeby sobie coś ewentualnie kupić. My mówimy w zasadzie o zero możliwości – podaje drastyczny przykład.
Mimo to, dzięki wsparciu z rad rodziców, wynajmu sal czy projektów unijnych, szkołom udaje się wdrażać te nowoczesne technologie.
Równie ciekawe są doświadczenia Little Bit Academy z funduszami Venture Capital. Choć projekt ma na koncie innowacje (jak stworzony we współpracy z SWPS system AI pomagający nauczycielom w sprawdzaniu egzaminów), inwestorzy VC często wykazują dużą rezerwę wobec monetyzacji rynku EdTech. Koziarski, który przez lata z powodzeniem opierał się na bootstrapingu, szuka partnera o określonym profilu.
– Bardzo byśmy chcieli być z jednej strony niezależni, z drugiej strony chciałbym pewne tematy przeskalować (…) Natomiast tu jest potrzebny inwestor, który wierzy w impact. My jesteśmy biznes impact. Dla mnie osobiście ważna jest i zmiana finansowa – czyli żeby to wszystko się zgadzało pod względem finansowym – i to, że my faktycznie wprowadzamy jakąś zmianę w społeczeństwie, że dokładasz ten kamyczek do tego, żeby robić coś dobrego – opowiada Dominik Koziarski.
Śląski EdTech leci do Szanghaju
Dziś rozwiązania Little Bit Academy obecne są już w szkołach w każdym polskim województwie, a Droniada Junior zagościła m.in. na Litwie. To jednak dopiero początek globalnych ambicji. Już w październiku zespół Dominika Koziarskiego leci do Chin, by zaprezentować swój unikalny ekosystem edukacji dronowej na największych targach robotycznych w Szanghaju.
Jak to możliwe, że mimo tylu barier rynkowych, pandemii (która w pewnym momencie odcięła firmę od 70% przychodów stacjonarnych) i trudności, twórca projektu wciąż zaraża energią? Koziarski odpowiada z uśmiechem:
– Ponoć do tych optymistów to szczęście się bardziej uśmiecha. Bo jak widzisz świat w czarnych barwach, no to on się potem potrafi ci tak trochę ułożyć i zmaterializować w taki właśnie sposób. A jak widzisz, że to się wszystko jakoś uda zrobić, to się to po prostu często udaje – puentuje Koziarski.
Chcesz dowiedzieć się więcej o kulisach budowania startupu EdTech, współpracy z korporacjami w ramach CSR, planach na produkcję własnego hardware’u oraz o tym, dlaczego Chiny są zainteresowane europejskimi metodami nauczania?
Koniecznie wysłuchaj pełnej rozmowy z Dominikiem Koziarskim!