Wyobraźmy sobie scenę. Sobota, godzina jedenasta. Człowiek stoi między regałem z makaronem a promocją na proszek do prania. Z głośników dobiega przyjemny, niezobowiązujący pop. Wokalistka śpiewa o miłości, rozstaniu i tęsknocie. Głos ma ciepły, choć trochę zachrypnięty. W refrenie pojawia się coś, co przypomina emocje.
Jest tylko jeden problem. Wokalistka nie istnieje. Nigdy się nie zakochała, nigdy nie rozstała, nigdy nie tęskniła. Nie nagrała płyty, nie pokłóciła się z producentem i nie odwołała koncertu z powodu infekcji gardła. Co więcej, nie ma nawet gardła. A jednak śpiewa. I to za znacznie mniejsze pieniądze niż jej biologiczne koleżanki po fachu.
Witajcie w nowej erze handlu detalicznego. Erze, w której można kupić wszystko, a nawet muzykę, której nikt nie napisał.
Belgia nadaje ton
Jak wynika z materiałów belgijskiego nadawcy publicznego VRT, sieć sklepów budowlanych Brico zaczęła zastępować muzykę wykonywaną przez artystów utworami generowanymi przez sztuczną inteligencję. O sprawie informowano już w październiku 2025 roku. Carrefour również zdecydował się na ten kierunek, a według informacji przytoczonych przez Mood Media zamierza wdrażać rozwiązanie w swoich belgijskich sklepach w latach 2026–2028. Za nową oprawą dźwiękową stoi między innymi firma M-Cube, oferująca sieciom handlowym biblioteki muzyki generowanej przez AI. Odpowiednio dopasowanej do przestrzeni, profilu klientów i – co szczególnie interesujące dla księgowych – modelu opłat.
Można powiedzieć, że kapitalizm wreszcie znalazł muzyka idealnego. Takiego, który nie tylko gra za grosze, ale nawet nie wie, że jest wykorzystywany.
Mozart? Za drogi. Chopin? Niech pan nie żartuje
Przez stulecia muzycy musieli zabiegać o względy swoich mecenasów. Bach pracował dla kościołów i arystokracji. Haydn komponował na dworze Esterházych. Mozart próbował wyzwolić się spod zależności od możnych patronów. Historia muzyki jest w znacznej mierze historią negocjacji między talentem a portfelem. Dziś ten odwieczny konflikt można rozwiązać wyjątkowo elegancko: usunąć talent z równania.
Nie trzeba zatrudniać kompozytora, jeśli można poprosić algorytm o trzydzieści minut pogodnej muzyki w stylu pop, z delikatnym fortepianem, przyjaznym wokalem i subtelną sugestią, że klient powinien dokupić jeszcze płyn do płukania.
W istocie sztuczna inteligencja może stać się kontynuacją pewnej starej tradycji. Dawniej istniała muzak – muzyka tła, mająca umilać czas w windach, biurach i sklepach. Teraz powstaje jej cyfrowy potomek: muzyka, której największym artystycznym osiągnięciem jest to, że nikt nie zwraca na nią uwagi. Coś jak Brian Eno, tylko zamiast albumu „Music for Airports” dostajemy „Muzykę na wtorki dla seniorów”.
Różnica jest jednak zasadnicza. Eno świadomie eksperymentował z relacją między dźwiękiem a przestrzenią. Algorytm może generować podobną atmosferę bez żadnego świadomego zamiaru. Jego ambicją nie jest przewartościowanie naszej relacji z muzyką. Ambicje ma raczej właściciel sklepu, który chce zmniejszyć koszty.
A na końcu tej artystycznej rewolucji stoi człowiek z wózkiem zakupowym. Zastanawia się, czy kupić dwie paczki ryżu, czy może raczej trzy. I nie ma pojęcia, że jest świadkiem kolejnego przewrotu w historii kultury.
Dziewięćdziesiąt tysięcy piosenek dziennie. I żadnej próby zespołu
Oczywiście sklepy nie muszą obawiać się, że zabraknie im repertuaru. W lipcu 2026 roku platforma Deezer poinformowała, że otrzymuje średnio około 90 tysięcy utworów w całości wygenerowanych przez sztuczną inteligencję dziennie. W szczytowych dniach czerwca stanowiły one ponad połowę całej nowej muzyki dostarczanej do serwisu.
Dziewięćdziesiąt tysięcy, tak jest.
The Beatles potrzebowali blisko dekady działalności, żeby stworzyć swój katalog nagrań. Generatywna AI potrafi dziś wyprodukować więcej piosenek w ciągu jednego dnia niż tysiące zespołów przez całe kariery.
Jest tylko pewien drobiazg. Według danych opublikowanych przez Deezera utwory AI odpowiadają zaledwie za 1–3 proc. odtworzeń na platformie. Co więcej, nawet 85 proc. odtworzeń całkowicie syntetycznych utworów w 2025 roku zostało zidentyfikowanych jako oszukańcze. Wygląda więc na to, że sztuczna inteligencja komponuje muzykę szybciej, niż ludzie są w stanie jej słuchać. A znaczna część zainteresowania tym repertuarem pochodzi z aktywności, której Deezer nie uznaje za autentyczne słuchanie. W tej sytuacji sklepy mogą okazać się dla syntetycznych kompozytorów prawdziwym wybawieniem. W końcu klient supermarketu nie może przewinąć piosenki, nie może dać jej jednej gwiazdki ani kliknąć „Nie polecaj tego artysty”. Może jedynie przyspieszyć zakupy.
Wszyscy chcą prawdziwej muzyki. Dopóki nie trzeba za nią zapłacić
I właśnie tutaj nasza wesoła opowieść o algorytmach zaczyna nabierać nieco mniej wesołego charakteru. Belgijska organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi Sabam ostrzega, że gdyby muzyka nieobjęta tradycyjnymi opłatami autorskimi masowo zastąpiła repertuar chroniony, kompozytorzy i autorzy piosenek mogliby stracić od 25 do 28 proc. swoich przychodów pochodzących z publicznego odtwarzania muzyki.
Nie chodzi zatem o to, że jeden supermarket przestanie grać Phila Collinsa. Chodzi o mechanizm, który może pozbawić twórców istotnej części wynagrodzenia. Można oczywiście wzruszyć ramionami. Postęp technologiczny zawsze kogoś wypierał. Samochody zaszkodziły dorożkarzom, fotografia zmieniła zawód portrecisty, a streaming zmusił przemysł muzyczny do przebudowania modelu biznesowego.
Teraz przyszła kolej na człowieka, który komponuje melodyjkę umilającą oczekiwanie przy kasie. Tyle że mamy tu pewien paradoks. Sztuczna inteligencja uczy się muzyki, korzystając z dorobku kultury stworzonego przez ludzi. Kwestia wykorzystania chronionych nagrań do trenowania modeli, zakresu udzielonych zezwoleń i ewentualnego wynagrodzenia dla twórców pozostaje przedmiotem sporów. Sabam domaga się respektowania praw autorów także na tym etapie. SabaInnymi słowy, możliwy jest scenariusz, w którym technologia uczy się na ludzkiej twórczości, a następnie konkuruje z ludźmi o pieniądze, które dotąd dostawali za jej publiczne odtwarzanie.
Klienci żądają prawdy. Ale najlepiej nie za drogo
Sytuację komplikuje jeszcze jedna okoliczność. Ludzie najwyraźniej nie są zachwyceni perspektywą słuchania algorytmów. Z badania Nordic Digital Music Survey 2026, przeprowadzonego przez YouGov na próbie 4033 respondentów z czterech krajów nordyckich, wynika, że 77 proc. badanych chce wyraźnego oznaczania muzyki generowanej przez AI, a 74 proc. chciałoby mieć możliwość usunięcia jej ze swoich rekomendacji i playlist. Ponad połowa, dokładnie 54 proc., wolałaby serwis streamingowy oferujący wyłącznie muzykę stworzoną przez ludzi.
Ale uwaga, bo teraz nadchodzi ulubiony moment każdego ekonomisty. Za taką przyjemność gotowych byłoby dopłacić już tylko 21 proc. badanych.
Trzeba jednak zaznaczyć, że nordyckie badanie dotyczyło przede wszystkim korzystania z serwisów muzycznych, a nie zachowania klientów w supermarketach. Nie można więc automatycznie przenosić jego wyników na handel.
Zresztą, kto wie? Być może klient, który w domu z oburzeniem wyłącza piosenkę wygenerowaną przez AI, w centrum handlowym będzie przy niej radośnie wybierał ser żółty.
Człowiek bywa istotą pełną sprzeczności. Zwłaszcza gdy zobaczy napis „drugi produkt 70 proc. taniej”.
ZAIKS kontra maszyna. Kto dostanie tantiemy za miłość do promocji?
W Polsce temat muzyki generowanej przez AI ma już swój wymiar finansowy i prawny. ZAiKS poinformował, że w 2025 roku rozliczył na rzecz twórców rekordowe 677,3 mln zł wynagrodzeń autorskich. Wraz z rosnącą popularnością generatywnej AI pojawia się pytanie, jaka część przyszłych przychodów z wykorzystania muzyki pozostanie w rękach ludzi. Nie każda kompozycja powstała z pomocą sztucznej inteligencji jest jednak pozbawiona ochrony autorskiej. Jeśli człowiek wniósł do utworu rzeczywisty, twórczy wkład, może korzystać z ochrony. Inaczej wygląda sytuacja materiału wygenerowanego w całości przez algorytm, bez ludzkiego autorstwa.
Chociaż, przyznajmy, byłoby to niezwykle pouczające: „szanowni klienci! Przed chwilą wysłuchali państwo utworu <<Miłość na stoisku mięsnym>>, wygenerowanego przez sztuczną inteligencję w 2,4 sekundy. W kompozycji nie ucierpiał żaden muzyk. Żaden też na niej nie zarobił”.
Do kotleta
Aleksandra Potrykus, Vice President Mood Media CEE, zwraca w informacji prasowej uwagę, że muzyka w sklepie nie jest wyłącznie kosztem do zoptymalizowania. Stanowi również element tożsamości marki. Jej zdaniem istnieje istotna różnica między wykorzystaniem AI do wyboru odpowiednich utworów a zastępowaniem ludzkiej twórczości muzyką wygenerowaną przez algorytmy. Trudno odmówić temu spostrzeżeniu sensu. Tyle że historia technologii uczy nas, iż kiedy spotykają się oszczędności i kultura, kultura często musi poczekać przy kasie.
Na razie przynajmniej Ikea w Belgii postanowiła nie przyłączać się do tej muzycznej rewolucji. Według przywołanych informacji sieć pozostała przy muzyce tworzonej przez ludzi. To miłe. Można zatem wciąż kupować szafę, której samodzielny montaż doprowadzi człowieka do rozpaczy, przy akompaniamencie kompozytora, który naprawdę wie, czym jest cierpienie.
A co będzie dalej?
Można wyobrazić sobie przyszłość, w której każdy dział supermarketu ma własną, generowaną na zamówienie ścieżkę dźwiękową. Przy pieczywie zabrzmi ciepły, akustyczny folk. Przy kosmetykach – eteryczny ambient. Na stoisku mięsnym – ciężki metal. Przy kasie samoobsługowej zapewne blues. Najlepiej dwunastotaktowy, żeby starczyło go na trzykrotne wezwanie obsługi. A w okresie świątecznym algorytm wygeneruje milion nowych kolęd. Wszystkie o miłości, pokoju i wyjątkowych okazjach cenowych. Nie będzie już potrzeby słuchania po raz tysięczny Last Christmas. Wystarczy zamówić Next Christmas, Another Christmas oraz Christmas Premium Plus.
Może nawet doczekamy się specjalnego programu lojalnościowego: za każde sto złotych zakupów klient otrzyma możliwość wysłuchania jednej piosenki napisanej przez człowieka.
I tak oto historia muzyki zatoczy osobliwe koło. Kiedyś grajkowie występowali na targowiskach, licząc na kilka monet od przechodniów. Potem pojawiły się filharmonie, płyty, radio, MTV, streaming i wielomiliardowy przemysł muzyczny.
A teraz wracamy na targowisko.
Tylko grajka już nie ma.
Został głośnik, algorytm i dział księgowości.