Czego Harvey Specter nauczył mnie o biznesie

czego harvey specter nauczyl mnie o biznesie
Udostępnij:
Jest wiosenne, ciepłe popołudnie. Przeprowadziliśmy się właśnie z całą firmą do zupełnie nowego miejsca. Pełni optymizmu popijamy kawę nad małym stawem, który jest jakieś 50 metrów od naszego biura i stanowi centralny punkt całego kompleksu, w którym się znajdujemy. Lokalne, industrialne mury pofabrycznego kompleksu napełniają nas chęcią do działania.

Zobacz również: Czego Taco Hemingway nauczył mnie o biznesie

Siedzę tam wraz z Kamilem, który wówczas u mnie pracował, a który to był jednym z najbardziej kreatywnych ludzi, jakich miałem okazję poznać. Siedzimy tak i knujemy, jak zmienić sposób dotarcia do naszych klientów. Jak znaleźć sposób, by o wiele kreatywniej robić to, co robimy, jak zaskakiwać ludzi coraz to bardziej nowymi pomysłami. Nagle z ust Kamila pada – „Walić to wszystko. Adam, nie masz czasem takiego wrażenia, że wszyscy są tym zmęczeni? Tą całą otoczką nowoczesności. Serio, myślę, że powinniśmy być tacy jak Harvey Specter. Pomyśl sobie, jak on rozwiązałby ten problem i działajmy w ten sam sposób”.

Kilka miesięcy później, kiedy mówiliśmy o tej sytuacji jednemu z naszych klientów ze Stanów Zjednoczonych, który stał się już naszym dobrym znajomym, ten spojrzał na nas jak na małe dzieci i powiedział – „Ale przecież Harvey tak naprawdę to nie istnieje!”.

Ale w sumie co z tego, czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Bohaterowie książek też nie (no dobra, wiem, że to zależy), a jednak się na nich wzorujemy. Podobnie superbohaterowie z komiksów, którzy to mają na nas ogromny wpływ w dzieciństwie, ucząc nas jak radzić sobie z różnymi problemami. Wojownicy czy rycerze z bajek uczą nas bycia honorowym, a wielobarwne postaci albo zwierzątka, by być dobrymi ludźmi.

Podczas jednego z wywiadów, do nowej książki, nad którą aktualnie pracuję, a który to przeprowadzałem z bliskim mi przyjacielem będącym aktorem, zapytałem go o jego ulubioną pozycję literacką. Powiedział, że dla niego jest to bardzo trudne pytanie, ponieważ te ulubione książki są związane z pewnymi czasoprzestrzeniami w jego życiu i nie ma jednej czy nawet trzech. Podobnie powiedziała inna osoba, z którą prowadziłem wywiad, dzięki której zrozumiałem, że książki warte przeczytania to takie, które realnie mają wpływ na nasze życie i dzięki którym my jako ludzie możemy się zmienić na lepsze.

Wzorowanie się mimo wszystko na fikcyjnej postaci może okazać się dla nas czymś, co przyniesie nam wiele dobrego. Może Harvey i nie pochodzi z książki, przecież to tylko rola, którą gra aktor. Serial „Suits”, w którym Harvey jest pierwszoplanową postacią, doczekał się już 9 sezonów (przynajmniej na ten moment, bo jak piszę te słowa w telewizji leci 3. odcinek) i nadawany jest od 2011 roku. To właśnie w tym serialu grała Rachel Markle, czyli obecna księżna Sussexu. Serial otrzymał też kilka nagród i nominacji, ale to nie to jest w tym najważniejsze.
Bo najważniejsze to nieszablonowe, ciekawe, przerysowane i pełne barw postaci, które się tam znajdują, a także dialogi, jakie między sobą prowadzą. Jedną z tych postaci jest właśnie Harvey, który myślę, że nie tylko dla mnie, ale także dla wielu innych osób może i pewnie jest źródłem inspiracji.

Zawsze bądź wytrwały

97% ludzi, którzy się poddają, są zatrudniani przez 3% tych, którzy nie poddają się nigdy

Kiedy jesteś dojrzałym przedsiębiorcą, czy nawet początkującym startupowcem na pewno nieraz czujesz, że masz już dość tego, czym aktualnie się zajmujesz. Że życie kładzie Ci kłody pod nogi i za chwilę świat, w którym jesteś, się rozpadnie. Myślę, że każdy ma swoje chwile zwątpienia, ale zasadnicze pytanie jest dość proste – „jak sobie zamierzasz z tym poradzić?” Odpowiednia definicja tego, co się dzieje, może zdziałać cuda, ale nic ona nie znaczy przy braku wytrwałości w dążeniu do celu. Dlatego tak ważne jest, by nigdy się nie poddawać. Twój cel może być za rogiem, dwie przecznice stąd albo za tą skałą. Może też się zdarzyć, że idziesz w złą stronę i powinieneś zawrócić. Bo widzisz wytrwałość to nie zawsze ślepy bieg przed siebie, ale ciągła, nieustanna analiza i diagnoza otaczającej nas rzeczywistości.

Sława i splendor

Pracuj, dopóki nie będziesz musiał przedstawiać się kim jesteś

W rozumieniu popkulturowym sława zdecydowanie jest czymś przereklamowanym. Niesie za sobą szereg konsekwencji i nieprzyjemności. Wypacza rzeczywistość, słabszych wciąga w nałogi albo zamyka w domach. Biznes w tym wypadku rządzi się trochę innymi prawami i o ile jesteś niesamowicie dobry w tym, co robisz, a Twoje imię coś znaczy w branży, w której się obracasz, to zaczynasz czuć się coraz swobodniej. Przychodzi w pewnym momencie taki czas, że przestajesz się martwić o klientów. To proste. Kiedy robisz coś dobrze i kiedy stanowi to wartość dla innych ludzi, kiedy potrafisz im pomóc, rozwiązać ważny dla nich problem stajesz się dla nich niezbędnym partnerem biznesowym. Kiedy ktoś inny spotka się z takim samym problemem, nietrudno wówczas o rekomendacje. Nie musisz mierzyć tak wysoko, by być drugim Billem Gatesem, ale wystarczy, że będziesz się liczył w Twojej branży czy wąskiej dziedzinie specjalizacji. Wprawdzie prowadzenie biznesu opartego w 100% na rekomendacjach może być bardzo trudne, bo tych rekomendacji nie da się w żaden sposób skalować. Jednakże Twoja reputacja to ogromne fundamenty i podwaliny do udanego biznesu. Cytując po raz kolejny Harveya – „Anyone can do my job, but no one can be me.”

Pracować ciężko czy mądrze?

Jedyny raz, kiedy sukces pojawia się przed pracą (ang. work) to słownik

Wielokrotnie jak mówię, że należy ciężko pracować, dostaję kontrę od innych ludzi, że, wręcz przeciwnie, bo pracować należy mądrze. W sumie to ciężko mi się wtedy z nimi nie zgodzić. Natomiast pewnie racja leży gdzieś po środku.

Tak sobie myślę, że wszystko zależy od naszych predyspozycji, możliwości, podłoża, miejsca, w którym się wychowaliśmy itd. Mógłbym wymieniać pewnie tutaj dziesiątki rożnych pozycji, co nie zmieni faktu, że na wspominamy przez Harveya, a przez prawie wszystkich nas wyczekiwany sukces, po prostu trzeba zapracować.

Więc wstajesz każdego dnia rano i dajesz z sobie wszystko. Tak, by po zachodzie słońca móc powiedzieć, że zrobiłeś kawał dobrej roboty i być z siebie dumnym. Rob Bailey & The Hustle Standard w swojej piosence „Beast” śpiewali (no dobra, to średni przykład, zwłaszcza ten autotune, który pozwala osobie, której słoń na ucho nadepnął, śpiewać i odnosić „sukces", ale do rzeczy): When the sun rises; I wake up and chase my dreams; I won't regret when the sun sets; Cuz I live my life like I'm a Beast.

Czasem w życiu jest też tak, że na firmę, biznes nie musimy pracować od podstaw, bo odziedziczamy ją po rodzicach czy innych bliskich osobach. Dzięki temu jest nam zdecydowanie dużo prościej na starcie. Prościej w pewnych aspektach, bo w tych międzyludzkich na pewno nie jest tak łatwo. Nikt nie diagnozuje tej sytuacji, ale za to bardzo chętnie ocenia i krytykuje. Biję się teraz w pierś, bo sam kiedyś tak robiłem. Budując biznes od absolutnego zera zazdrościłem innym tego, że odziedziczyli go po innych ludziach. Ale im dalej tkwię w świecie biznesu, tym wiem, że nad każdym, kto prowadzi biznes ciąży ogromna odpowiedzialność. Szczególnie wtedy, gdy zatrudnia ludzi i musi się troszczyć już nie tylko o swoich bliskich. Dlatego rozumiem już, jak wielką presję przeżywają ludzie, którzy muszą się zająć czymś, co już ma pewną renomę i muszą jej bardzo szybko dorównać. Nie jest w końcu żadnym problemem zniszczyć wszystko, co mamy z dnia na dzień. Wystarczy chwila zwątpienia, trudności, ciężki do rozwiązania problem. Wystarczy też przestać pracować. Nad sobą, życiem, firmą czy innymi.

To się wydarzy, ponieważ ja sprawię, że tak się stanie

Co z marzeniami?

Jesteśmy sobą, pracujemy ciężko albo mądrze, grunt, że pracujemy. Idziemy do tego sukcesu wielkimi krokami albo człapiemy w swoim tempie, to nie ważne, ważne, że idziemy.

No i tak czasem przywykamy, a może nawet stajemy się więźniami swojej monotonii. Nagle pewnego dnia zdajemy sobie sprawę, że przestaliśmy już się rozwijać i marzyć. Przecież jesteśmy dorośli, prowadzimy biznes, więc już chyba nie wypada. Teraz to trzeba wszystko analizować i to jeszcze na chłodno, więc gdzie tutaj czas na fantazjowanie.

Sam jestem zwolennikiem głębokiej analizy sytuacji. Nieoceniania, a analizy i wyciągania wniosków. Nie sprzedaliśmy wystarczającej ilości subskrypcji. Aha, bo Andrzej się pochorował i jego LinkedIn wyhamował.

Coraz mniej ludzi się z nami kontaktuje. No tak, zmieniliśmy ostatnio układ przycisków na naszej stronie i CTA nie spełnia swojej roli.

Ale do jasnej chol… nie da się tylko żyć tą analizą i wnioskami. Czasem dla zdrowia naszej psychiki, podniesienia morale zespołu, a może i samego siebie trzeba poddać się wodzy fantazji i jednak trochę pomarzyć. Dobrze być w życiu marzycielem, byle tylko nie bezkrytycznym i naiwnym, a za to odpowiedzialnym.

W jednym z odcinków serialu Harvey wypowiada słowa – „ja nie mam marzeń, ja mam cele”. Nie znaczy to, że nie śni o wielkich rzeczach, wręcz przeciwnie. Widać to na każdym kroku. Czy to o sprawach dotyczących jego spraw prywatnych, związków czy biznesu. Te marzenia nie są jednak tylko wytworem jego wybujałem wyobraźni, a precyzyjnie obranym kierunkiem działania. Więc kiedy następnym razem powiesz sobie – „Kurde, fajnie byłoby mieć tą firmę za naszego klienta” to po prostu działaj. Nie zwlekaj i zbuduj plan i po prostu to zrób.

Pamiętaj – „Winners don’t make excuses”

Trudne czasy

Każdy z nas wie, że sukces to nie tylko sielanka i że na drodze do upragnionego celu bardzo często pojawiają się przeszkody oraz problemy. Nie zawsze wszystko idzie nam po naszej myśli.

Tak wiem piszę tutaj o banalnych sprawach, ale w tych banałach bardzo często jest ukryta mądrość.

Sam pamiętam chwile, że jednego dnia dwóch moich klientów zadzwoniło do mnie, że odkładają projekty na później i w przeciągu trzech godzin straciliśmy siedem z ośmiu zaplanowanych na najbliższy czas projektów. Było cholernie ciężko i bardzo to przeżywałem. W pewnym momencie z prac zaplanowanych na najbliższe miesiące zostały zgliszcza. Mogłem wyciągać konsekwencje, bo negocjacje nie miały tutaj racji bytu. Zależało mi jednak na relacji z klientami, a wiem, że zmusiła ich do tego ciężka sytuacja. Zacisnąłem więc zęby, otrząsnąłem się i stwierdziłem, że zamiast lamentować trzeba zacząć działać.

Wszedłem do naszego CRM-a, opaliłem wszystkie swoje kanały social mediowe, kontakty w telefonie i zacząłem najmocniej jak tylko mogę starać się pozyskać dla nas zlecenia. Nigdy wcześniej nie czułem takiej presji i takiego parcia jak w tym momencie. Niecałe dwa tygodnie później mieliśmy więcej pracy, niż mogliśmy zapewnić naszym zespołem.

Nie podnoś głosu, ulepszaj swoje argumenty

Weź już skończ proszę

Już kończę, nie chcę, by ten artykuł ciągnął się w nieskończoność. Chciałem Ci tylko pokazać, że inspiracje do działania, do bycia lepszym człowiekiem, biznesmanem, startupowcem są na wyciągnięcie ręki. Tylko chciej ich szukać. I pamiętaj jeszcze o jednym – sukces nie przychodzi łatwo.

Sukces jest jak bycie w ciąży, wszyscy ci gratulują, ale nikt nie wie, ile razy byłeś wyr…y

 

Adam Trojanczyk

Posiada czternaście lat doświadczenia w IT. Pracował dla największych agencji interaktywnych w Polsce. Od 2011 zarządza software house’em Czarny Kod i jest twórcą oraz współzałożycielem wielu startupów. Od 2019 mentor operacyjny w programie akceleracyjnym Startup Spark.

Jego firmy zdobyły prawie 20 nagród i nominacji w tym nagrodę Mocni w Biznesie oraz nominację do Nagrody Gospodarczej Prezydenta Rzeczpospolitej w kategorii Startup.

Zobacz również: Czego Taco Hemingway nauczył mnie o biznesie