Czy pracownik korporacji odnajdzie się w startupie?

Dodane: 27.09.2021

Damian Jemioło

Udostępnij:

Świat startupów wywodzi się z amerykańskich garażowych projektów z lat 70. i 80. Rzeczywistość startupowa na przestrzeni lat mocno się jednak zmieniła. Coraz więcej founderów to osoby, które miały doświadczenie korporacyjne. Czy jednak przejście z korporacji do startupu jest takie proste?

Kim są polscy founderzy?

Startupowiec stereotypowo kojarzy się z młodym geekiem albo dobrze usytuowanym młodzieńcem z wyższym wykształceniem, który ma marzenie stworzyć unicorna. Rzeczywistość jednak niekoniecznie tak się prezentuje. Pokazuje to wiele raportów z różnych źródeł. Founderzy w Polsce są grupą dość zróżnicowaną i pochodzącą z odmiennych środowisk.

Według raportu PARP „Startupy w Polsce – Raport 2019” 58% statupowców to mężczyźni, a 42% to kobiety. Badanie to przeprowadzane jest cyklicznie i co ciekawe pokazuje, iż zaangażowanie kobiet w projekty startupowe rośnie. Jeszcze w 2017 r. tylko 29% kobiet było founderkami.

Również średnia wieku startupowca może być dla wielu zaskoczeniem. Najwięcej founderów znajduje się w przedziale 25–34 (34%), a następnie 35–44 (33%). Z kolei badanie „Polskie Startupy 2020 COVID EDITION” wskazuje, że najwięcej founderów jest w wieku od 30 do 40 lat (46%). Z owego raportu możemy też się dowiedzieć, że aż 53% startupowców nie miało wcześniej żadnych doświadczeń z pracą w startupie lub ich zakładaniem.

Średnią wieku dla poszczególnych branż wskazuje za to raport „Startupy technologiczne”. Dla sektora średniowysokiej techniki jest to 37,5, dla usług informatycznych 38,1, wysokiej techniki 38,5, a działalności B+R 40,5. Średni wiek foundera w Polsce według tego badania to dokładnie 39 lat. A to wiek, w którym możemy pochwalić się bogatym doświadczeniem zawodowym.
Biorąc pod uwagę te wszystkie zestawienia i raporty, wygląda na to, że przeciętny founder w Polsce to mężczyzna dobijający do 40-stki, który nie pracował wcześniej w startupie, ani żadnego dotychczas nie założył.

Czy startupy w Polsce otwierają pracownicy korporacji?

Gdzie zatem taki founder nabywał doświadczenie? Nie ma badań, które wskazywałyby to jednoznacznie, więc może być to zarówno sektor MŚP, jak i korporacje. Pojawianie się wśród startupowej społeczności tych drugich nie jest jednak rzadkością. Korpoludki są zarówno founderami, jak i pracownikami startupów.

W końcu głównym czynnikiem, który motywuje do otwarcia startupu, jest chęć uzyskania większej niezależności (55%). Tak przynajmniej wskazują badania PARP. A to z brakiem tej niezależności przede wszystkim kojarzone są korporacje.

– Pracownicy korporacji mają teoretycznie duże predyspozycje do zakładania i współtworzenia startupów. Znają modele biznesowe i ograniczenia dużych podmiotów, w których pracowali, co daje im przewagę w przypadku oferowania rozwiązań właśnie dla korporacji. Jeśli oczywiście potrafią je dostrzec i mają pierwiastek przedsiębiorczy, aby zaoferować rozwiązanie problemu. Są też osobami z kompetencjami systematyzowania pracy i tworzenia struktur firm, które na następnych etapach rozwoju startupu będą istotne – mówi Tomasz Rykaczewski, wiceprezes Fundacji PROSPEKT.

Skostniałe struktury, wydłużone procesy decyzyjne, departamenty i ściśle określone ramy. To aspekty, które doprowadziły niejednego pracownika korporacji do zmiany środowiska na startupowe. Rzeczywistość w młodych podmiotach nie zawsze jest jednak tak kolorowa, jak chciałyby tego osoby zmęczone pracą u największych.

– Mam okazję na co dzień obserwować transfery z korporacji do startupów. Zarówno jako redaktor naczelna KORPO VOICE, jak i ze względu na to, że mój mąż prowadzi startup. Niejednokrotnie kandydaci to osoby z korporacji. Kończy się jednak zazwyczaj marnie. I tego nie rozumiem. Z jednej strony sporo ludzi narzeka na korporacje, ale kiedy już mają dokonać wyboru i iść do startupu to zaczynają się wątpliwości. Czują niepewność co do finansów, wypasionych ekspresów do kawy itd. – mówi Justyna Szawłowska, red. naczelna KORPO VOICE.

Transfer z korporacji do startupu to męka?

Luźniejsza atmosfera i kultura organizacyjna, szybkie procesy decyzyjne i łatwe dokonywanie piwotów, czy wreszcie szansa na zbudowanie czegoś od zera. To wszystko magnetyzuje znużonych od lat pracowników korporacji, którzy poszukują nowych wyzwań. Dlatego dla wielu z nich przejście do startupu wydaje się tak atrakcyjne.

Jednak już na początku zaczynają się schody. Startupy w końcu mierzą się z poszukiwaniem modelu biznesowego, pozyskiwaniem finansowania, zdobywaniem pierwszych konsumentów. Wizja garażowego sukcesu Apple zderza się z brutalną rzeczywistością. Trzeba mieć za co jeść, a cashflow niekoniecznie zawsze jest mocną stroną startupów.

– „Zmanierowanych pracowników korporacji” z pewnością zrazi to, że na pensje czasem trzeba będzie zaczekać kilka dni dłużej. Znam startup, w którym przy kryzysowej sytuacji finansowej obniżono pracownikom pensje o 30%. Wszystko po to, aby ich po prostu nie zwolnić. Dodam jednak, że byli to programiści, którzy zarabiali po ok. 25 tys. zł miesięcznie, więc te 30% miały dla nich inną wartość – wyjaśnia Justyna Szawłowska.

Do tego dochodzi też wiele innych problemów. Poszukiwanie modelu biznesowego często wiąże się z powstawaniem kultury organizacyjnej i uczeniem się przez founderów, czy startupowych menedżerów zarządzania zespołami.

Według raportu dot. wyzwań HR startupowcy wskazywali, że największymi problemami w ich organizacjach są niska efektywność pracy (43%), brak komunikacji między zespołami (39%) oraz brak zaangażowania i motywacji (39%). To oczywiście kwestie, na które natrafić możemy we wszystkich firmach, jednak korporacje działające na rynku od kilkunastu czy kilkudziesięciu lat wytworzyły już dokładne metody zarządzania nimi, czy KPI.

Zmanierowany pracownik korporacji nie odnajdzie się w startupie

I tu pojawia się wątek tzw. zmanierowanych korpoludków, czyli osób, które przywykły do modeli dużych firm. Justyna Szawłowska wskazuje, że takie osoby nigdy nie odnajdą się w rzeczywistości startupowej. Zrazi ich brak biura w biurowcu klasy A+, benefitów korporacyjnych, czy to, że czasem samemu trzeba będzie skręcić biurko lub kupić papier toaletowy.

– Na pewno teoretycznym pracowników korporacji ograniczeniem będzie myślenie schematami wyuczonymi w dużej firmie oraz przenoszenie tej kultury organizacyjnej do małego formującego się dopiero podmiotu – tłumaczy Tomasz Rykaczewski.

Wiceprezes Fundacji PROSPEKT wskazuje też, że może to być zarówno zaleta, jak i wada, gdyż często początkujący przedsiębiorcy nie wiedzą dokładnie jak budować modele biznesowe i potrzebują merytorycznego wsparcia oraz rozpoznania rynku.

– Istotne wydaje się to, aby taki pracownik korporacji nie „zabił” w sobie tego poszukiwacza rozwiązań i przedsiębiorcy – dodaje Tomasz Rykaczewski.

Pracownik korporacji też może coś wnieść do startupu

To czy osoby z wieloletnim doświadczeniem w dużych organizacjach odnajdą się w startupowej rzeczywistości uzależnione jest przede wszystkim od ich otwartości. Jeśli dla ekskorpoludka priorytetem nie są owocowe środy, a chęć sprostania nowym wyzwaniom, może być wartościowym pracownikiem dla startupu.

– Zdeterminowany pracownik „po przejściach” w korporacji odnajdzie się w startupie. Doceni, że nie będzie traktowany jak trybik. Jeśli startup jest dobrze zarządzany, to taki pracownik korporacji może być jednym z najefektywniejszych w organizacji. Włoży całe serce i zdobyte doświadczenie w korpo, by rozwijać startup. To dlatego, że będzie traktowany jak partner, a nie jak pracownik – tłumaczy Justyna Szawłowska.

Wojciech Mikucki – CEO Sellions.com – zwraca jednak uwagę, że zaangażowanie osób z doświadczeniem korporacyjnym może być dla młodych startupów trudne finansowo. Podpowiada jednak, iż nie musi się ono odbywać w pełnym wymiarze godzin. Jak sam twierdzi – jego doświadczenie pokazuje, że osoby z korporacji są otwarte również na mniej angażujące czasowo formy współpracy ze startupami.

Daje im to komfort poznania organizacji od środka, zanim jeszcze podejmą decyzję o zmianie ścieżki kariery. Tezę tę zresztą popiera wspomniany na początku raport „Polskie Startupy 2020 COVID EDITION”. Wynika z niego, że praca w startupie jest jedynym źródłem dochodów tylko dla 43% ich przedstawicieli. Jest tu zatem spore pole do zagospodarowania.

– Im startup jest większy, tym więcej jest obszarów do zaadresowania. Tematy takie jak monitorowanie rentowności linii biznesowych, ustrukturyzowanie rozwoju pracowników, czy przygotowanie business case’ow dla nowych przedsięwzięć mogą być dla startupów nowością. W tym samym czasie korporacje zatrudniają specjalistów w każdym z tych obszarów. Będąc startupem, warto czerpać z ich wiedzy – twierdzi Wojciech Mikucki.

Czy zatem startupom opłaca się pozyskiwać pracowników z korporacji? Jak najbardziej – jeśli tylko mają odpowiednie zaplecze – zarówno finansowe, jak i kadrowe, a osoby z doświadczeniem w dużych firmach charakteryzują otwarte umysły.