Dmitrij Żatuchin (DO OK): W krajach nordyckich normalnym jest, że pieniądze wracają do ekosystemu

Dodane: 19.11.2021

Damian Jemioło

Udostępnij:

Dmitrij Żatuchin to CEO firm DO OK S.A. oraz DoConnect, a także członek EstBAN i anioł biznesu. Sporą część klientów Żatuchina stanowią spółki z krajów nordyckich, a sam Dmitrij chętnie uczy się biznesu od tamtejszych przedsiębiorców. Co więcej – DO OK zostało partnerem technologicznym jednego z duńskiego inkubatora EduHub.

Jesteś przedsiębiorcą, programistą, ale też inwestorem. Twoimi głównymi działalnościami są DO OK S.A. i DoConnect – mógłbyś pokrótce przedstawić, czym się te firmy zajmują?

W DO OK S.A. zajmujemy się tworzeniem oprogramowania i pomagamy tym samym founderom przede wszystkim z Europy Północno-Zachodniej rosnąć – mądrze i szybko. W DoConnect z kolei zauważyliśmy ogromny problem związany z nieefektywnym wykorzystaniem danych z inteligentnych urządzeń. A także problem z brakiem efektywności konsumpcji energii, jak i wytwarzaniu tychże urządzeń.

Wymyśliliśmy produkt, który będzie pomagać producentom w branży grzewczej, wentylacyjnej i chłodniczej HVAC podpinać ich urządzenia do chmury, która jest rozwiązaniem efektywniejszym. Zarówno kosztowo, jak i czasowo w porównaniu do głównych dostawców chmur, takich jak AWS, Google czy Microsoft. Nasz program przekaże, zbierze i przetworzy dane nt. tego, w jaki sposób ich urządzenia są wykorzystywane przez użytkowników. A to po to, żeby poprawić efektywność operacyjną.

Mówiliśmy, że zajmujesz się też inwestowaniem – jesteś m.in. członkiem Estonian Business Angels Network. Opowiesz o swojej roli tam i jak wygląda Twoje portfolio – jako anioła biznesu?

Na początku tego roku dołączyłem do EstBAN. To niezwykle ciekawe być częścią tego ekosystemu. To trochę jakby widzieć o krok do przodu, jakie są trendy i jak obecne startupy widzą świat, a także jakie zauważają problemy. I co najważniejsze – jak chcą je rozwiązać. Estonia zresztą nie jest tu przypadkiem, bo startupy są tutaj wspierane z każdej strony – przez rząd, szkoły, biznes i ludzi sukcesu.

Przez wiele lat byłem w takiej „bańce” w swojej branży. Członkostwo w EstBAN pozwala mi wyjść poza nią i zobaczyć, jak można inaczej patrzeć na wiele branż. Z jednej strony to trochę hobby, a z drugiej pomaga mi się rozwijać. A co do startupów, które są w moim portfolio, to są to trzy bałtyckie projekty – talent marketplace, zdalne serwisowanie i monitoring z użyciem AR i narzędzie do przeprowadzania testów user-focus i UX. Do tego wspieram jeszcze dwa polskie projekty, z czego jeden to videoshopping dla B2B ze stajni braci Karwatka.

Dbam o dywersyfikację, bo jest ona w tym fachu wszystkim. Trzeba oderwać się od swoich preferencji, zwyczajów, a nawet nabytych umiejętności. Pomimo tego, że rozumiesz jedną branżę lepiej niż drugą, to inwestowanie w nią nie zwiększy czynnika sukcesu. Niekoniecznie to pomoże tym projektom ani mnie jako aniołowi biznesu.

To rozumiesz przez to wyjście z bańki?

Tak, to właśnie pozwala poszerzyć horyzonty, jeśli masz do czynienia z branżą, której wcześniej nie rozumiałeś, nie analizowałeś ani nawet nie wiedziałeś, co tam się dzieje. To pomaga w codziennym życiu, tj. wytwarzaniu oprogramowania czy docierania do innych klientów.

Poszerza się nasz słownik, a ponadto lepiej rozumiemy cały ekosystem, który się uzupełniał w wielu miejscach. Łańcuchy dostaw są długie i różne. Kiedy rozumiesz tylko jedną cząstkę, to długa droga przed Tobą, abyś mógł w danej branży osiągnąć sukces.

Wiem, że jesteś mocno zainteresowany rynkiem nordyckim – dlaczego?

W 2015 r. po raz pierwszy zacząłem zgłębiać rynek duński. Stało się tak za sprawą jednego z klientów DO OK. Pojechałem wtedy do Kopenhagi, zacząłem rozmawiać z Duńczykami i tak narodziły się inne podróże. Potem odwiedziłem też Norwegię, Finlandię czy Estonię. Zauważyłem pewną wspólną rzecz – wysoką kulturę współdziałania na rzecz wspólnego dobra.

Drugą kwestią było świadome podejście do skutków ubocznych biznesu. Zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. I co ważne – maksymalizacja tych pozytywnych. Wszystko po to, aby biznes miał dobry wpływ na środowisko czy społeczeństwo. Czyli de facto coś poza rachunkiem zysków i strat.

W krajach nordyckich faktycznie tak jest. Widać to po raporcie z 2019 r. jednej z duńskich organizacji. Okazało się w nim, że dla nordyckich startupów ważne jest wspólne dobro i dążenie do lepszej przyszłości. Aż 10% startupów w krajach nordyckich to tzw. startupy pozytywnego wpływu – IMPACT.

We wszystkich krajach nordyckich łącznie mieszka ok. 27–28 mln ludzi. Z czego najludniejsza jest Szwecja. Biorąc pod uwagę tylko populacje, to są to niewielkie rynki, ale bardzo bogate. Pytanie, czy ta niewielka populacja pomaga, czy jest raczej utrudnieniem przy inwestowaniu i zakładaniu startupów?

To odzwierciedlają poprzez adresowanie kilku z 17 celów zrównoważonego rozwoju ONZ. Dziś rano przeglądając LinkedIna, czytałem tabelkę liderów inwestycji europejskich per capita i okazało się, że kraje nordyckie zainwestowały w 2020 r. ponad 13 mld dolarów. Całość inwestycji w startupy w Polsce to połowa tej kwoty.

Co więcej, kraje nordyckie zainwestowały dwa i pół raza więcej pieniędzy w IMPACT niż cała Polska przez 2020 r. Pomimo tego, że nasz rynek jest większy, jeśli chodzi o liczebność. W krajach nordyckich nie hoduje się już tylko unicornów, ale coraz częściej IMPACT-uinicorny. Wycena przestała być jedyną wartością przedsiębiorstwa, a stały się nim zrównoważone prowadzenie biznesów. Ponadto w krajach nordyckich statystycznie częściej można spotkać ludzi z tego obszaru pozytywnego biznesu. Odbywa się tam też więcej konferencji na ten temat.

A co z samą siłą ludzką i pulą talentów? W Finlandii mieszka np. tylko 5,5 mln ludzi. Niemcy, Francja, Polska czy nawet Ukraina to znacznie ludniejsze kraje. Teoretycznie mają lepszy dostęp do potencjału ludzkiego.

W zasadzie mieszkańcy krajów nordyckich to tacy pragmatyczni optymiści, którzy wierzą, że pracą, potencjałem i talentem, który często płynie do nich z Polski czy Ukrainy – można zmienić świat na lepsze. (śmiech) W zasadzie twardo stąpają na ziemi, nie ma tam overthinkingu czy też overtalkingu. Zdają sobie sprawę z tego, że stoi przed nimi ogromne wyzwanie, jeśli chodzi o talenty, bo ten potencjał siły ludzkiej jest mały.

I tyczy się to w zasadzie każdego sektora – startupów, branży usługowej czy przemysłowej. Finlandia boryka się np. z talent gap. Brakuje tam 14 tys. programistów – tak od zaraz. Żeby zasypać tę dziurę w krajach nordyckich, potrzebne jest ok. 50 tys. osób. Jednak Polska po pandemii de facto też boryka się z problemem talent gap w sektorze IT. Wielu programistów zaczęła pracować dla zagranicznych spółek.

Kiedy popatrzymy na to ze strony per capita, to brakuje w zasadzie tyle samo specjalistów. Nasz program Poland Business Harbour jednak nie ściągnie tyle osób ile potrzeba z Białorusi, Ukrainy czy innych krajów wschodnich.

A tu jeszcze na przeszkodzie stoją kwestie kulturowe. Jeśli ktoś ma stabilną pracę i rodzinę, to szansa, że przeprowadzi się do Polski czy Finlandii, jest mniejsza. Na wschodzie koneksje rodzinne są ważniejsze niż na zachodzie, przez co ten transfer jest słabszy. De facto potrzebujemy teraz znacznie więcej pracowników niż półtora roku temu – tyczy się to też DO OK. Wszystkie liczby na to wskazują – ilość pracy, klientów itd. Przy tym wszystkim rosną koszty i dmuchanie balonika. Na razie żaden rynek nie ma na to rozwiązania długoterminowego.

Poznałeś na pewno wiele nordyckich startupów i founderów. Jak różni się ich sposób myślenia i działanie od polskich?

Segment edukacji wygląda tam zupełnie inaczej. Młode osoby wychowujące się w krajach nordyckich od dziecka wiedzą, że jeśli zakłada się biznes, to nie chodzi tylko o mnożniki i wyceny. Ta świadomość jest dojrzalsza – również wyzwań, z którymi trzeba sobie radzić. W Europie Środkowo–Wschodniej cały czas jeszcze gonimy ogon chęci dorównania zachodowi. Mam tu na myśli pogoń za poziomem życia i dobrobytem.

W krajach nordyckich ten dobrobyt jednak jest już od dziesięcioleci, więc mieszkańcy dbają tutaj o potrzeby wyższego rzędu. Ponadto „dzielą się sukcesem”. Jeśli ktoś osiągnie sukces w kraju nordyckim, to nie spoczywa na laurach. Wracanie do ekosystemu tego, co zyskała, jest normalne. Dzieje się to poprzez mentorship, działalność non-profit czy po prostu inwestycje.

Twoja firma została partnerem technologicznym EduHub – duńskiego inkubatora startupów. Opowiesz, jak wygląda wasza współpraca?

EduHub to jak wspomniałeś taki duński inkubator startupów, ale stawiający przede wszystkim na obszar edutech. EduHub stawia na cel quality education – jeden z 17 celów zrównoważonego rozwoju ONZ. Jest to stosunkowo młody inkubator założony przez człowieka, który wcześniej prowadził Digital Edtech Denmark.

Obecnie jesteśmy na etapie drugiego naboru – wypuszczamy pięć startupów. DO OK jest partnerem technologicznym i udzielamy konsultacji founderom nt. produktów czy rozwiązań. Founderzy mogą porozmawiać z naszym analitykiem biznesowym czy inżynierami.

Korzystają z mentoringu. Jeśli po drodze do zbudowania własnego startupu będą mieć jakieś wyzwania technologiczne, to DO OK też służy im pomocą. Cieszę się, że możemy być przy tych, którzy tworzą tę nowoczesną formę edukacji i pomagamy w tym.

Czy w EduHub są jakieś polskie startupy i spółki?

W tej edycji na razie takich nie ma. Mam nadzieję, że to się jednak zmieni. Staram się jednak zasiać to ziarno, żeby polskie startupy mogły z tego skorzystać. U naszych nordyckich klientów w DO OK zresztą widzimy często Polaków, którzy budują sukcesy tych firm. Tak jak wspominałem – mieszkańcy nordyckich krajów często wierzą, że tym talentem, wizją i pracą z Polski da się osiągnąć sukces.

Czyli EduHub to przede wszystkim mentoring? Na rynku jest jednak wiele takich rozwiązań. Np. klawo.io, która oferuje przecież mentoring. Co prawda odpłatny, ale jest tam wiele dobrych nazwisk.

Tak, to platforma, która łączy startupy z mentorami czy specjalistami, którzy są w stanie pomóc osiągnąć ten sukces. A co do klawo.io to projekt jest chwalebny, ale startupowców często na początku nie stać na płatny mentoring. EduHub pomaga, akceleruje i zapewnia przestrzeń dla founderów.

Po tym programie startupowcy mają możliwość pójść dalej, pozyskać finansowanie seedowe i wówczas mogą korzystać z płatnych rozwiązań. Jednak każda platforma łącząca osób doświadczonych w biznesie to słuszna sprawa. Jedna godzina rozmowy z takim człowiekiem może zaoszczędzić znaczną ilość pieniędzy i ustrzec przed wieloma błędami, które można po drodze popełnić.