Dobre fundusze zachęcają founderów do podejmowania ryzykownych decyzji – Bartosz Składzień (AperVentures)

Dodane: 24.06.2022

Kasia Krogulec

Udostępnij:

– Startupy muszą dbać o runway, żeby był odpowiednio długi, więc ok. 18 miesięcy. Dla nas obecnie mniej atrakcyjne są startupy, które mają niezasadnie duży cash burn i jeszcze przez dłuższy czas będzie trzeba dostarczać kapitał, aby utrzymać płynność – mówi Bartosz Składzień, partner w AperVentures.

Fundusz AperVentures został założony przez: Jacka Błońskiego, Piotra Sławskiego, Luigiego Amatiego oraz Bartosza Składzienia. Pierwotnie zespół zarządzał założonym w 2014 roku Meta Ventures, inwestując w ponad 20 podmiotów – z czego połowa to spółki deeptechowe i hardware’owe. Od 2019 roku dokonuje inwestycji w ramach AperVentures przy wsparciu sieci AperAngels. W swoim portfelu ma trzy spółki: The Batteries, SurgeCloud oraz Talent Alpha i chęć na kolejnych 10 przez najbliższy rok. Wspiera startupy w dwóch obszarach: deeptech oraz hardware, inwestując w rundach A (5-20 mln złotych w pojedynczą inwestycję).

W ramach hardware, fundusz wspiera rozwiązania, których główna część to fizyczny produkt, ale gdzie istotna wartość dla klienta kreowana jest przez software. Zdecydowanie bardziej koncentruje się jednak na deeptechu, stawiając na polskie R&D. W portfelu ma takie spółki i dąży do ich skalowania – nawet jeśli w Europie jest to trudne.

Czym jest dla Was deeptech?

Bartosz Składzień: Dla nas deeptech musi mieć dwa komponenty: ryzyko związane z product market fit typowe dla wszystkich startupów (czyli czy klienci będą chcieli korzystać z rozwiązania) oraz ryzyko technologiczne (tzn. czy od strony inżynieryjnej, technologicznej i naukowej jest szansa, że to się da w ogóle zrobić). Dopiero wtedy mówimy o deeptechu. Deeptech rządzi się trochę innymi prawami, więc jesteśmy w stanie wchodzić w inwestycję blisko komercjalizacji, w momencie, kiedy jeszcze nie ma sprzedaży (w rozwiązaniach hardware’owych oczekujemy natomiast trakcji). Wiele funduszy uznaje AI jako deeptech, ale to nie do końca obszar naszych zainteresowań.

Z raportu Dealroomu wynika, że fundusze w kończącym się kwartale inwestowały o połowię mniej niż w pierwszym. Czy to w dalszej perspektywie oznacza dla startupów mniej pieniędzy?

Mniej jest inwestycji pochodzących ze Stanów Zjednoczonych oraz inwestycji w ramach dużych rundy powyżej 100 mln dolarów. W przypadku inwestycji seedowych ten efekt jest mniejszy, bo tam inwestorzy patrzą bardziej na zespół założycielski, a nie metryki finansowe. Im startup jest mniej dojrzały, tym mniej powinien się przejmować obecnymi warunkami rynkowymi. U dojrzalszych startupów będzie ważniejsze koncentrowanie się na unit economics i rentowności.

Finansowanie deeptechowych startupów rządzi się innymi prawami, ponieważ w tej branży zawsze potrzeba więcej kapitału, by osiągnąć pierwszą sprzedaż czy rentowność. W Europie deeptechy korzystają też z dotacji. Poza tym powstaje dużo funduszy CVC, które kierują się w stronę startupów deeptechowych.

Startupy mogą się też mierzyć ze zmianą warunków transakcyjnych, związanych z wycenami i preferencjami likwidacyjnymi.

To, co jest nowe, to zbieranie rund w warunkach wysokiej inflacji. W Polsce nie było jeszcze rynku VC, który mierzyłby się z takimi warunkami. Jeśli inflacja jest na poziomie kilkunastu procent to oczekiwany zwrot funduszy VC musi być odpowiednio wyższy (ze względu na koszt alternatywny). Oczekiwania co do tego ile fundusz ma zarobić, istotnie wzrosły. Jeśli fundusz ma zarobić więcej, musi mieć lepsze rezultaty na poszczególnych transakcjach. Wobec tego (zakładając ten sam potencjał exitu) muszą spaść wyceny startupów, szczególnie tych, które są na późniejszym etapie. Zakładam, że fundusze zaczną mocniej negocjować również po to, żeby uchronić się przed inflacją. W Polsce mamy dużo pieniędzy publicznych, które też rządzą się swoimi prawami, jeśli chodzi o timing wydatkowania.

Jakie rady masz dla startupów w tych wyjątkowo niepewnych czasach?

Startupy muszą dbać o runway, żeby był odpowiednio długi, więc ok. 18 miesięcy. Dla nas obecnie mniej atrakcyjne są startupy, które mają niezasadnie duży cash burn i jeszcze przez dłuższy czas będzie trzeba dostarczać kapitał, aby utrzymać płynność. Powinny dysponować środkami z inwestycji efektywnie. Wkrótce będziemy ogłaszać inwestycję w spółkę hardware’ową, która jest tego najlepszym przykładem.

Kryzysy to świetny czas na powstawanie startupów kwestionujących status quo. Dopiero co pokazała to pandemia, podczas której był wysyp startupów q-commerce’owych.

Jeśli zaś chodzi o deeptech w Europie, to od zawsze jest problem z dużymi rundami dla startupów z tej branży. Jest mało funduszy, które dysponują odpowiednio dużymi ticketami –  od kilkudziesięciu milionów dolarów wzwyż.

Jaka jest przyczyna tego, że trudno znaleźć większe finansowanie dla deeptechu w  późniejszych rundach?

Mimo że co czwarta inwestycja w Europie jest deeptechowa, to inwestorzy dysponują raczej małymi ticketami. Ale pocieszające jest, że powstają nowe fundusze kierujące się na ten sektor i coraz więcej funduszy generalistycznych angażuje się w deeptech.

Kilka lat temu fundusze chętnie inwestowały przede wszystkim w software i marketplace’y. Jednak z czasem również w świecie fizycznym dostrzeżono wartość innowacyjnych rozwiązań, często takich, których nie da się zrealizować softwarem. Dostrzegli to też inwestorzy, przesuwając swoje zainteresowania na deeptech i hardware. Jest kilka funduszy w Europie, które mogą poprowadzić rundę 50-100 mln dolarów dla deeptechu.

Co się dzieje z takimi startupami deeptechowymi, które potrzebują większych pieniędzy, a nie mogą zebrać kolejnej rundy?

Wtedy założyciele decydują się najczęściej na early exit, czyli wcześniej sprzedają taką spółkę do korporacji. Jeśli startup deeptechowy wykaże, że ich technologia jest coś warta, to znajdzie się nabywca. To nie jest prawda, że startupy deeptechowe są bardziej ryzykowne – statystyki tego nie pokazują. Jak już przejdą pewien etap, to jest szansa, że ktoś je kupi dla samej technologii czy teamu. Szczególnie że w wypadku deeptechu rozwiązanie jest bardzo trudne do skopiowania. Jeśli przed takim early exitem startup ma już pierwszych klientów – ze względu na unikalność swojego rozwiązania mniej prawdopodobne jest, że zniknie z rynku.

Jakie branże Twoim zdaniem mają szanse przetrwać jeśli będzie recesja? Jaki startup będzie sens teraz zakładać?

Jeśli ktoś chce zakładać startup i szuka bezpieczeństwa to powinien przemyśleć sprawę (uśmiech). Dobre fundusze zachęcają founderów do podejmowania ryzykownych decyzji. Zachęcam, aby angażować się w startupy hardware’owe  i deeptechowe – the time is now. To świetna okazja na rozwój, bo rynek do tego dorósł od strony kapitałowej i różne narzędzia, które pozwalają iterować produkty czy technologie już się rozwinęły. Przykładowo, climatetech jest obecnie najszybciej rosnącym wertykałem w Europie.

Nie jest to dobry czas na zakładanie startupów, które nie skupiają się na unit economics. Wszystkie makretplace’y, q-commers, które liczą na to, żeby mieć dostęp do dużej ilości kapitału, by wygrać rynek, a na końcu martwić się o rentowność – mogą mieć problemy. Poza tym jestem ostrożny w próbie przewidywania zjawisk złożonych.

Mam pytanie odbiegające od startupowych tematów. Patagonia w 2021 r. ogłosiła, że nie chce już rosnąć. Skoro wszystko teraz się zmienia, myślisz, że to może być jakiś większy trend wśród firm? Oczywiście to nie byłaby dobra wiadomość dla funduszy (uśmiech)

Firmy, które mają na pokładzie fundusze VC na pewno nie będę szły w tym kierunku. Patagonia jest przykładem turkusowej organizacji, gdzie sami pracownicy zarządzają firmą. W takim układzie, są większe priorytety niż zysk i rośnięcie. Choć wiele startupów implementuje elementy turkusowej organizacji, jak chociażby płaską strukturę zarządzania i to, że każdy powinien być wysłuchany. Myślę jednak, że będzie w przyszłości więcej firm takich jak Patagonia. Poza tym powstają teraz fundusze simpactowe, czyli takie, które chcą wytworzyć pozytywny wpływ na środowisko lub społeczeństwo. Ale nawet te fundusze zawsze będą liczyć na wzrost.

Wg wspomnianego raportu Dealroomu 68% stanowisk pracy w Dolinie Krzemowej jest kreowana przez firmy wspomagane przez VC, co jest zrozumiałe, bo jest tam mnóstwo startupów. W Europie jest to 1,8%. Skąd wynika poza tym ta różnica?

Sprowadziłbym to dojrzałości rynku VC, który w Europie, pomimo że się dynamicznie się rozwijał do tej pory, nie jest na takim poziomie jak w USA. Podążamy jednak ich ścieżką i coraz więcej nowych miejsc pracy będzie tworzona przez startupy.

Może tutaj startupy są postrzegane jako niepewne źródło zarobków, przez co ludzie wolą pracować w korporacji, lub ostatecznie założyć swoją firmę w jakiejś tradycyjnej branży?

Podczas spotkań ze studentami i absolwentami, bardzo często usłyszymy, że chcieliby pracować w startupie lub w VC. Jeszcze 10 lat temu nie było to tak popularne. Startupy są coraz bardziej szanowanym pracodawcą w Polsce.

Czy uważasz, że na rynku mamy więcej pieniędzy niż projektów godnych uwagi?

W Polsce jest różnie. Często słyszmy, że na etapie seedowym może rzeczywiście być taka sytuacja. Jednak na etapie serii A i w obszarach, na którym my się skupiamy jest więcej potrzeb niż funduszy, które inwestują kwoty 5-20 mln zł.

 

Przeczytaj o ostatniej inwestycji AperVentures: The Batteries pozyskało 35 mln na wprowadzenie na rynek eko-baterii solid state