Stworzona przez jej zespół aplikacja Vitabloom ma pomóc milionom kobiet zmagających się z endometriozą, adenomiozą i rzadko diagnozowanym zespołem PCS.
Przewlekły ból miednicy to problem, który Światowa Federacja Ginekologów i Położników (FIGO) wprost nazywa „niewidzialną epidemią” – dotyka on bowiem co czwartej kobiety na świecie. Za tymi statystykami kryje się blisko 475 milionów pacjentek, z których ponad połowa nigdy nie pozna przyczyny swoich dolegliwości. Choć najgłośniej mówi się o endometriozie i adenomiozie, aż za 30% przypadków odpowiada zespół przekrwienia miednicy (PCS), o którym świadomość wciąż jest znikoma. Co gorsza, w całej Polsce lekarzy wyspecjalizowanych w diagnozowaniu tych schorzeń jest zaledwie garstka. W odpowiedzi na te systemowe braki powstał Vitabloom – pierwszy projekt wrocławskiego startupu Heliax PSA. Porozmawialiśmy z Emilią Lewicką, CEO Heliax PSA, która opowiedziała nam o samej aplikacji i tym, co za nią stoi.
Czym jest Vitabloom?
Vitabloom to kompleksowa platforma samoobserwacji i edukacji dla kobiet z endometriozą, adenomiozą, PCS oraz przewlekłym bólem miednicy. Pomaga zauważać powtarzające się wzorce w objawach, lepiej rozumieć własny organizm i przygotować się do wizyty lekarskiej. Nie diagnozuje i nie proponuje leczenia – wspiera kobiety w codziennym życiu z przewlekłym bólem.
Przez 11 lat szukałaś diagnozy. Dziś przekuwasz tę traumę w biznes. Jak to jest wejść w rolę CEO i patrzeć na własny, wieloletni ból przez pryzmat KPI, retencji użytkowniczek i budżetowania? Czy ta osobista perspektywa pomaga w prowadzeniu startupu, czy bywa obciążeniem?
Patrzenie na własną historię przez pryzmat KPI i retencji rzeczywiście jest nietypowym doświadczeniem. Z jednej strony są liczby, roadmapa produktu i decyzje biznesowe, z drugiej świadomość, że za każdą z tych liczb stoi konkretna kobieta i jej codzienne doświadczenia.
Jednocześnie bardzo pilnuję, żeby Vitabloom nie powstawał wyłącznie na podstawie mojej historii. Ona była początkiem, ale nie jest kierunkiem rozwoju produktu. Od początku rozmawiamy z kobietami korzystającymi z aplikacji, analizujemy ich potrzeby i sposób korzystania z produktu. Coś, co dla mnie może nie być problemem, może być niezwykle ważne dla tysięcy innych użytkowniczek. Dlatego decyzje produktowe opieramy przede wszystkim na rozmowach, obserwacjach i informacjach od społeczności.
Vitabloom analizuje dane i generuje raport dla użytkowniczki, ale wyraźnie podkreślacie, że platforma nie stawia diagnozy. Granica między „samoobserwacją i edukacją” a „samodiagnozą” bywa jednak u pacjentek bardzo płynna. Co jeśli zdesperowane brakiem pomocy kobiety zaczną traktować aplikację jak „wyrocznię” i na własną rękę interpretować raporty, zanim w ogóle trafią do gabinetu?
To była jedna z naszych największych obaw podczas projektowania Vitabloom. Doskonale rozumiemy, że wiele kobiet trafia do aplikacji po latach szukania odpowiedzi i często z ogromną frustracją. Właśnie dlatego od początku bardzo świadomie zaprojektowaliśmy produkt tak, aby nie dawał poczucia, że może zastąpić diagnozę czy konsultację lekarską.
Vitabloom nie interpretuje danych medycznie i nie sugeruje możliwych rozpoznań. Nie pojawiają się komunikaty typu „to może być endometrioza” czy „to wygląda na PCS”. Raport pokazuje wyłącznie informacje, które użytkowniczka sama zapisała, uporządkowane w czasie. Dzięki temu może zauważyć powtarzające się wzorce — na przykład że ból częściej pojawia się w określonych porach dnia albo częściej występuje poza menstruacją. To są obserwacje dotyczące jej codziennego życia.
Jednocześnie bardzo konsekwentnie zachęcamy użytkowniczki do konsultacji ze specjalistami. W aplikacji znajduje się baza lekarzy, jasno komunikujemy, że Vitabloom nie stawia diagnozy ani nie proponuje leczenia, a wszystkie treści edukacyjne są przygotowywane i recenzowane wspólnie z naszym zespołem medycznym.
Chcemy, żeby kobieta wychodziła z aplikacji z lepiej uporządkowaną historią swoich objawów i większą świadomością własnego organizmu, ale nadal z przekonaniem, że kolejnym krokiem jest rozmowa z lekarzem.
Droga do diagnozy kosztuje średnio 50 000 zł. Vitabloom działa w modelu freemium – co znajduje się w tej wersji?
W bezpłatnej wersji użytkowniczka może zapisywać objawy w jednym z trzech trybów – śledzenia cyklu, antykoncepcji lub neutralnym, korzystać z bazy wiedzy dotyczącej endometriozy, adenomiozy i PCS oraz z bazy specjalistów, dobranej we współpracy z Fundacją „Pokonać Endometriozę” i na podstawie poleceń samych użytkowniczek.
Może prowadzić własny dziennik z pełnym wglądem i możliwością edycji historii każdego dnia, czytać historie innych kobiet, otrzymywać codzienne inspiracje holistyczne oraz korzystać z podstawowego raportu – przygotowanego przede wszystkim dla niej samej, żeby, jeśli uzna to za pomocne, mogła zabrać go na wizytę.
Od początku zależało nam na tym, aby podstawowe narzędzia wspierające samoobserwację były dostępne bezpłatnie. Nie chcieliśmy, żeby możliwość lepszego poznawania własnego organizmu zależała od możliwości finansowych.
Dostępna jest również wersja premium. Co znajdzie się za paywallem?
Wersja premium obejmuje rozszerzony raport z możliwością pobrania w formacie PDF, pełną bibliotekę ćwiczeń przygotowanych przez fizjoterapeutkę uroginekologiczną, pełny dostęp do materiałów inspirujących oraz wcześniejszy dostęp do nowych funkcji.
Model premium rozwijamy wokół funkcji rozszerzających możliwości platformy, pozostawiając podstawowe narzędzia samoobserwacji dostępne dla wszystkich użytkowniczek.
Jak reaguje środowisko lekarskie na pacjentkę, która przychodzi do gabinetu z „raportem z aplikacji”? Czy lekarze nie traktują tego jak próby wchodzenia w ich kompetencje i jak zamierzacie budować most zaufania między technologią a tradycyjną medycyną?
Ten most zaczęliśmy budować, zanim jeszcze pokazaliśmy Vitabloom pierwszym użytkowniczkom. Raport wielokrotnie konsultowaliśmy z różnymi ginekologami, a w jego projektowaniu uczestniczyli również ginekolog i angiolog którzy od początku są częścią naszego zespołu – dr Maciej Pabisiak i dr Katarzyna Bogucka.
Do tej pory spotkaliśmy się z bardzo pozytywnym odbiorem wśród lekarzy. Raport nie mówi lekarzowi, co ma diagnozować ani jak ma leczyć, ponieważ jest kierowany do użytkowniczki, która z jego pomocą może lepiej przygotować się do wizyty. Zamiast próbować odtworzyć z pamięci kilka miesięcy objawów podczas piętnastominutowej konsultacji, przychodzi z uporządkowaną historią swojej samoobserwacji. To sprawia, że rozmowa może od razu zacząć się od konkretów.
Od początku rozwijamy Vitabloom jako platformę samoobserwacji i edukacji. Nie diagnozujemy i nie leczymy. Wierzymy, że nasza technologia nie powinna zastępować lekarza, ale wspierać użytkowniczkę w drodze do niego.