Druga szansa bankruta – kto na nią zasługuje? Opowiedzieli goście programu Firmament

Dodane: 14.09.2021

Adam Sawicki

Udostępnij:

Czy bankructwo jest cenną lekcją, a może końcem świata? Jak podnieść się po porażce i kto zasługuje na drugą szansę? Między innymi na te pytania odpowiedzieli goście programu Firmament na antenie Radia 357.

Gośćmi ostatniej audycji programu Firmament byli między innymi Oskar Kiwic – lekarz, wynalazca i cyfrowy przedsiębiorca w dziedzinie zdrowia, Marian Owerko – inwestor i współzałożyciel Bakallandu i Mark Preston – interim CRO, coach z zakresu restrukturyzacji i ratowania spółek. Audycję poprowadził Jarosław Sroka, członek zarządu Kulczyk Investments i koordynator programu Incredibles.

Jak upadliśmy? Oskar Kiwic o CardioCube

Audycja poświęcona bankructwu i biznesowemu upadkowi nie mogła rozpocząć się inaczej niż od przytoczenia historii jednego z przedsiębiorców, który doznał porażki. A swoją porażką podzielił się Oskar Kiwic, który przez jakiś czas z sukcesem prowadził CardioCube. Przez jakiś czas, bo jego startup upadł. Zanim powiemy sobie dlaczego, najpierw odpowiedzmy na pytanie, czym było CardioCube i jaki problem rozwiązywało?

Firma Oskara Kiwica działała w branży healthtech na rynku amerykańskim. – Sprzedawaliśmy szpitalom rozwiązanie, które miało optymalizować kontakt z pacjentami. A mianowicie system głosowy, który rozmawiał z pacjentami i przesyłał lekarzom informacje zebrane podczas wywiadu – wyjaśnił pomysłodawca CardioCube.

Chociaż założenia projektu były obiecujące, to proces sprzedaży rozwiązania szpitalom rozciągał się w czasie – trwał bowiem od 9 do 12 miesięcy. To z kolei sprawiło, że gość Firmamentu zdecydował się na pivot. Zatrudnił lekarzy, a CardioCube zaczęło świadczyć usługi medyczne. Od tamtej pory startup był jak Medicover w chmurze. I tu w gruncie rzeczy możemy mówić o pierwszych błędach popełnionych przez przedsiębiorcę.

3 lekcje o porażce

Analizując swój upadek, Oskar Kiwic wskazał trzy lekcje, które odrobił:

Lekcja #1. Za późno wykonałem pivot. Trzeba było zrobić to wcześniej.

Lekcja #2. My, jako kreatorzy, dążymy do zrobienia pierwszego prototypu rozwiązania. Ale przewagą większości największych firm podczas ich startu wcale nie była technologia. Te firmy doskonale rozumiały problem, który rozwiązują. A dojście do tego zrozumienia nie jest proste, bo przystępując do rozmów z klientami, mamy już jakieś założenia. Trzeba się ich wyzbyć.

Lekcja #3. Przedsiębiorcy, którzy po raz kolejny robią biznes mają strategię wejścia na rynek. Skupiają się nie tylko na rozwoju produktu, ale również na dotarciu do klientów. I to odróżnia doświadczonych founderów od tych, którzy dopiero zaczynają swoją przedsiębiorczą drogę.

Nadchodzi katastrofa. Jak ją rozpoznać?

Mówi się, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą. Ale kto w zasadzie ponosi odpowiedzialność za upadek firmy? Winy przecież można szukać we współpracownikach, produkcie lub rynku. Tymczasem zdaniem gości programu Firmament porażka to splot różnych wydarzeń. Najczęściej jednak wina spada na founderów.

– W większości przypadków firmy upadają przez założycieli. Brak lidera, który mógłby w merytoryczny i szybki sposób podjąć decyzję, mogącą np. ograniczyć wydatki to według mnie najczęstsza przyczyna porażek – powiedział Marian Owerko.

Jednocześnie brak zdecydowania i reagowania na sygnały idące z rynku jest sygnałem samym w sobie, który może świadczyć, że na biznesowym horyzoncie pojawi się góra lodowa. Podobnego zdania jest Mark Preston, który ponadto zauważa, że biznesowy upadek można poznać wcześniej między innymi po reakcji kontrahentów.

– Jednym z elementów, który zwiastuje problemy są niepłacący klienci lub klienci, którzy płacą z opóźnieniem. Sygnałem może być również informacja od banku, który w momencie ubiegania się o finansowanie, oczekuje dodatkowego zabezpieczenia. Co więcej, „góra” często nie dostaje tych sygnałów jako pierwsza. Częściej te informacje najpierw docierają do pracowników lub managerów średniego szczebla – powiedział Mark Preston.

Jak poradzić sobie z porażką? Rafał Mrówka radzi

Upadek firmy to traumatyczne doświadczenie. Niektórzy zaliczając bankructwo, więcej nie wracają do biznesu. Inni natomiast stają się silniejsi, wyciągają wnioski i upatrują w porażce czegoś dobrego; czegoś, co pozwoli im stworzyć lepszą firmę.

W jaki sposób po upadku wstać, zebrać siły i na nowo budować? Podczas audycji kilkoma radami podzielił się prof. SGH i gość specjalny programu Firmament – Rafał Mrówka.

  1. Po pierwsze trzeba zaakceptować, że porażka jest częścią życia, czymś absolutnie normalnym i naturalnym.
  2. Po drugie warto w tej sytuacji uświadomić sobie, że porażka jest porażką i dalej nie brnąć, nie popełniając tych samych błędów. Warto też wziąć pod uwagę, że upadek wiąże się z silnymi emocjami, ale nie można pozwolić, żeby frustracja dominowała.
  3. Po trzecie należy przeanalizować błędy.
  4. Po czwarte trzeba wziąć odpowiedzialność za pomyłki. Warto również wybaczać sobie popełnione błędy.
  5. Po piąte warto zastanowić się, czy porażka nie jest przyczynkiem do uruchomienia nowego biznesu. Może pojawił się nowy pomysł.
  6. Po szóste skutkiem porażki ma być działanie, a nie bierność. Warto pamiętać, że za sukcesami wielu jednorożców stały niejedne porażki ich twórców.

Biznesowa reinkarnacja. Kto zasługuje na drugą szansę?

Na koniec warto zapytać: kto po upadku zasługuje na drugą szansę? Według gości Firmamentu pokorni przedsiębiorcy, czyli tacy, którzy potrafią przyznać się do błędu, wziąć na siebie odpowiedzialność oraz tacy, którzy wiedzą, jak wyciągnąć wnioski z porażki.

– Ludzie, którzy szukają winnych, tłumaczą się i mają wymówki, rzadko kiedy potrafią obiektywnie ocenić sytuację. Wskazują winnych, ale nie wiedzą, co poszło nie tak. Ważne, żeby przedsiębiorca brał porażkę na swoje barki – powiedział Mark Preston.

Skrót audycji

Audycję możesz odsłuchać za pośrednictwem YouTube oraz platform: Anchor.fm, Spotify, Radio Public, Google Podcasts, Breaker.

O InCredibles

InCredibles to trwający od czterech lat program mentoringowy dla startupów, którego inicjatorem jest Sebastian Kulczyk. Podczas pierwszej edycji InCredibles do konkursu zgłosiło się 426 startupów. Spośród nich jury wyłoniło pięciu zwycięzców: Archdesk, Hotailors, Radionet, Tidio, UserEngage. W drugiej edycji, która odbyła się w 2018 roku, do rywalizacji przystąpiły 302 startupy z regionu CEE. Spośród nich wyłoniono pięciu zwycięzców: czeskie firmy Avocade i Neuron Soundware oraz trzy polskie firmy: Genomtec, Infermedica i Nuadu.

W 2019 roku InCredibles zmieniło formułę i zwiększyło zasięg. W odpowiedzi na sugestie spółek organizatorzy położyli większy nacisk na mentoring i networking oraz zamiast osobnego konkursu dla startupów, program przyjął formę wsparcia dla firm wyłonionych w innych konkursach wspieranych przez Sebastiana Kulczyka, m.in. European Start-up Challenge, SingularityU Poland Global Impact Challenge. Dotychczas w ramach InCredibles odbyło się 270 godzin warsztatów z udziałem mentorów.

W czwartej odsłonie finalistami programu InCredibles zostało 10 startupów: Handerek Technologies, Molecule.One, Therapify, Skriware, Progresja Space, KPMP, Biotts, NataLab, ICsec i Gamehag.