Czy porażki są elementem wiarygodności biznesowej, a może świadczą o braku biznesowej zaradności? O opinię zapytałem founderów

Dodane: 10.09.2021

Adam Sawicki

Udostępnij:

Startupowcy często mówią, że porażki są dobre. Że sami uczą się na błędach. Zakładają biznes, biorą pieniądze z VC, po czym upadają. Potem uruchamiają nowy biznes – drugi lub trzeci, ponownie biorą pieniądze z VC i znów upadają.

Ale czy 2-3 porażki wciąż są elementem wiarygodności biznesowej, a może już świadczą o braku biznesowej zaradności? Między innymi o to zapytałem finalistów programu mentoringowego InCredibles Sebastiana Kulczyka.

Grzegorz Maciaszek, business development manager SolHotAir

SOLHOTAIR to polski startup, który opracował technologię pozwalającą na produkcję wydajnych kolektorów solarnych grzewczych. Na swoim koncie ma kilka sukcesów. W 2019 roku zakwalifikował się do udziału w programie akceleracyjnym InCredibles Sebastiana Kulczyka, znalazł się w finałowej piątce konkursu Chivas Venture, no i w końcu zainteresował inwestorów swoim projektem, produktem i zespołem.

Jaka była Twoja najdotkliwsza porażka w biznesie?

Dotyczy ona jednej z moich inwestycji. W roku 2014 stworzyłem firmę MedLegalis, której celem była ochrona prawna zawodów medycznych, a więc lekarzy, stomatologów, pielęgniarek, ratowników medycznych i farmaceutów. Z założenia produkt ochrony prawnej sprzedawany był w formie rocznego abonamentu i w zakres tego abonamentu wchodziła pomoc prawna dla przedstawicieli zawodów medycznych.

Pomoc prawną świadczyli najlepsi w Polsce prawnicy z zakresu prawa medycznego i farmaceutycznego. Jednak pomimo stworzonej kampanii, świetnym opiniom ze środowiska lekarzy ostatecznie sprzedało się 30 abonamentów, co było straszną wtopą. Powodem porażki było to, że w niewystarczający sposób zweryfikowałem rynek pod kątem potrzeb klienta, nie zrobiłem eksperymentu rynkowego, który jednoznacznie odpowiedziałby na pytanie: „czy klienci będą chcieli płacić za produkt?”. A nie chcieli.

Czego nauczyłeś się o sobie jako przedsiębiorcy oraz biznesie dzięki wspomnianej porażce?

Podstawową lekcją, jaką wyniosłem z tej porażki jest to, że należy budować eksperymenty rynkowe. Ważne, żeby był to taki eksperyment, który da mocny dowód, że klienci będą chcieli kupić produkt. Takie lean-startupowe podejście daje szansę na uniknięcie porażki i zmniejsza koszty początkowe każdego biznesu.

Notabene firma MedLegalis dokonała pivotu. Wraz z zespołem stworzyliśmy produkt ubezpieczeniowy dla branży beauty i obecnie MedLegalis jest wiodącą firmą w tej branży, ubezpieczając od ryzyk salony kosmetologiczne i medycyny estetycznej. Nie muszę chyba dodawać, że zanim wprowadziliśmy nowy produkt na rynek, to dokładnie zweryfikowaliśmy potrzeby naszych klientów, a eksperymenty dały nam mocne dowody, że klienci zapłacą za produkt.

Czy 2-3 porażki są elementem wiarygodności biznesowej, a może świadczą o braku biznesowej zaradności? Kiedy powiedzieć sobie: „nie wyszło mi, nie jestem tak dobrym przedsiębiorcą jak sądziłem. Czas wrócić na etat”?

Porażka jest częścią życia każdego przedsiębiorcy. W Polsce generalnie porażka najczęściej kojarzona jest z czymś złym, a osoby ponoszące porażki uważane za nie do końca sprawne w tym co robią. To przeciwnie jak np. w kulturze amerykańskiej, gdzie wcześniejsze porażki wręcz są powodem do dumy.

Moim zdaniem porażki powinny nas przede wszystkim uczyć korygowania popełnianych błędów. Dlatego warto bardzo dokładnie analizować porażki i w sposób jak najbardziej obiektywny określać ich przyczyny. Dodatkowo warto pilnować, aby wyrobić w sobie nawyk weryfikacji rynku i niezależnie od rozwoju organizacji ciągle sprawdzać dopasowanie rynkowe produktu lub usługi.

To, ile poniesiemy porażek raczej zależy od naszej odporności psychicznej (i odporności psychicznej środowiska, w którym żyjemy), a także – co oczywiste – od zasobności naszego portfela. Porażki bowiem są mocno kosztowne psychicznie i finansowo. Nie ma tutaj złotej reguły, że np. po trzech porażkach powinienem dać sobie spokój. Warto jednak odpowiedzieć sobie na pytanie czy mamy jeszcze wystarczająco siły i motywacji, aby rozpoczynać wszystko od początku. Być może w sposób startupowy trzeba po jednej lub dwóch porażkach dokonać w swoim życiu pivotu i raczej dołączyć do działającego biznesu.

Na ogół porażki są bolesne – w biznesie zarówno finansowo, jak i emocjonalnie. Jak mentalnie poradzić sobie z porażką i związanymi z nią trudnymi emocjami? Jak Ty sobie radzisz?

Na temat radzenia sobie z porażkami napisano na pewno wiele książek. W moim przypadku podejście jest bardzo pragmatyczne i staram się po analizie przyczyn porażki i planu na przyszłość unikania takich błędów, zbyt długo nie rozpamiętywać popełnionych porażek. Raczej staram się mocno ruszyć do przodu. Jest natomiast jeden sposób, który rekomenduję i który zawsze pomaga w przepracowaniu porażki: poczytać lub pooglądać na temat błędów popełnianych przez innych startupowców. To zawsze pomaga.

 


 

Przemysław Budnicki, CEO Holo4Labs

Polski startup Holo4Labs napisał własny interfejs do okularów Mixed Reality. Swój produkt kieruje do branży laboratoryjnej.

Jaka była Twoja najdotkliwsza porażka w biznesie?

Po wielu latach w branży ICT niesiony hasłami „rób co lubisz, a nie przepracujesz już żadnego dnia”, zdecydowałem się otworzyć własny biznes w branży motoryzacyjnej do klienta końcowego. Miałem, jak mi się wydawało, wiedzę sprzedażowo-marketingową, zapał, wystarczające finansowanie – kredyt 1,5 mln – i lukę rynkową.

Przez 3 lata biznes rósł szybko, ponad 40% rocznie, zostaliśmy 4 dealerem motocykli Honda i… wpadliśmy w tarapaty finansowe. Nie doceniłem kapitałochłonności projektu i nie umiałem zarządzać cash-flow.

Patrząc z perspektywy czasu, najgorsze jednak było to że, w biznesplanie ująłem sprzedaż, marketing i zdobycie rynku – wszystko po to, żeby klienci nas polecali i tak dalej. Ale nigdzie nie napisałem, ile chcę zarabiać. Traktowałem biznes jako spełnienie marzeń, a zdobywanie kolejnych klientów jako potwierdzenie dobrze wykonanej pracy, satysfakcję, że robimy coś lepiej niż konkurencja. Ale zapomniałem, żeby „hajs się zgadzał” i żeby mieć poduszkę na złe czasy. Potem przyszedł kryzys w latach 2009-2012.

Czego nauczyłeś się o sobie jako przedsiębiorcy oraz o biznesie dzięki wspomnianej porażce?

Przez 3 lata próbowałem wyjść ze spirali finansowej. Psychicznie byłem załamany i często niezdolny do przeczytania prostego pisma. Losy mojej rodziny wisiały na włosku. W wieku 40 lat zostałem bankrutem.
Po okresie depresji zacząłem się zbierać i przypominać sobie o tym, że to co umiałem osiągnąć wcześniej ma sporą wartość – że ja mam wartość. Zebrałem się w sobie i zacząłem krok po kroku odbudowywać wiarę w siebie, rozbudzać dawną żądzę działania, szukać atutów. Trochę to trwało, bo tak jak proces niszczący trwał długo, tak i „recovery” trwało. Do wyjścia z dołu potrzebowałem prawie 3 lata.

  • Nie boję się, że znowu upadnę, bo wiem że potrafię wstać, a głęboki brak pieniędzy potrafię przekuć w działanie. Nic mnie tak nie motywuje jak „wk… w słowiański”.
  • Podniosłem się dużo silniejszy – jakkolwiek banalnie to brzmi.
  • Zdecydowanie lepiej się zabezpieczam i zarządzam ryzykiem.
  • Nie boję się mierzyć w biznesie wyżej, łamać ograniczenia. To też brzmi banalnie, jednak statystycznie moje doświadczenie i wiedza włożona w innowacyjne projekty da efekt. Z pracy na etacie nie zabezpieczę „emerytury”. A skoro nie ma wyjścia, to nie ma co się oglądać za siebie.

Z tym większą satysfakcją patrzę na to, co udało mi się zrobić w ciągu kilku ostatnich 4 lat. To jest skok przez przepaść, a przecież za kolejne 4 mogę być dużo dalej.

Czy 2-3 porażki są elementem wiarygodności biznesowej, a może świadczą o braku biznesowej zaradności? Kiedy powiedzieć sobie: „nie wyszło mi, nie jestem tak dobrym przedsiębiorcą jak sądziłem. Czas wrócić na etat”?

Powrót na etat nie jest dla mnie rozwiązaniem – i chyba dobrze, bo to daje determinację.

Nie ma nic złego, jeżeli coś w biznesie nie wyjdzie, o ile możemy spojrzeć wspólnikom i inwestorom w oczy. Jeżeli pracowaliśmy razem, akceptowaliśmy proces, drogę, którą szliśmy, to czasem trzeba się wycofać. Jeżeli wspólnie rozumieliśmy ryzyko, nie było „zamiatania pod dywan”, to potem nie będzie pretensji.

Na ogół porażki są bolesne – w biznesie zarówno finansowo, jak i emocjonalnie. Jak mentalnie poradzić sobie z porażką i związanymi z nią trudnymi emocjami? Jak Ty sobie radzisz?

Nie polecam nikomu tak głębokich dołów, bo psychologicznie podobny efekt mobilizacji można osiągnąć dużo wcześniej. Warto więc wcześniej ustawiać swoje „bezpieczniki”. Po moim dołku, na początku, nie byłem w stanie myśleć o podnoszeniu się psychicznie w biznesie, więc żeby rozładować stres, zrobiłem to, co mi przychodziło łatwiej – zacząłem ćwiczyć. Dołączyłem do wyzwania biegowego z aktywną grupą wsparcia i biegałem codziennie przez 6 miesięcy – bez względu na pogodę, śnieg, katar… takie było zobowiązanie. Równolegle poprawiały mi się pozostałe „parametry”.

Jednym zdaniem powiedziałbym, że radzę sobie z taką sytuacją procesem, który mnie trzyma i ukierunkowuje:

  • Krok po kroku, codziennie robię coś w pożądanym kierunku.
  • Robię notatki, łącze kropki, myślę.
  • Dołączam do inspirujących networków, ludzi aktywnych. Inspiruję się przykładami innych ludzi i ich drogą.
  • Staram się nie powielać błędów.
  • Cisnę do przodu.
  • I nawet jeżeli nie idzie od razu dobrze, to cisnę do przodu.

 


 

Michał Marcinik, CEO AdTonos

AdTonos opracował platformę programmatic do emitowania i targetowania reklam audio. Technologia zamienia w czasie rzeczywistym bloki reklamowe emitowane przez radio na reklamy kierowane indywidualnie do każdego słuchacza. Daje to reklamodawcom możliwości znane z innych form reklamy internetowej.

Jaka była Twoja najdotkliwsza porażka w biznesie?

Upadek jednego z moich biznesów. Sądzę, że to nie jest tak, że jest tylko jeden powód porażki. Raczej jest kilka nakładających się na siebie okoliczności – tak jak często się to dzieje np. w katastrofach lotniczych.

Wydaje mi się, że biznes był jeszcze do odratowania, ale to ja popełniłem błąd związany z tym, że byłem zmuszony zwolnić praktycznie cały zespół. Skala biznesu też została zmniejszona, ale pracy nadal było bardzo dużo, czemu poświęcałem swój wolny czas. Po 16 godzin na dobę, dzień w dzień, obojętnie czy to sobota czy niedziela.

W takim tempie pod silną presją nie da się długo funkcjonować. I zamiast mieć klarowny umysł, by podejmować dobre decyzje, byłem coraz bardziej zmęczony. Pamiętam, że raz pojechałem do Warszawy na spotkanie, które mogło odmienić los firmy. Wysiadłem z pociągu, wyszedłem z dworca i stanąłem, bo nie wiedziałem, co robię w Warszawie. Zupełnie zapomniałem, z kim i po co mam się spotkać.

A im gorzej szło, tym pracowałem jeszcze więcej. Tak to się zapętliło. Przegapiłem moment, w którym trzeba było sobie otwarcie powiedzieć, że szanse na uratowanie biznesu są niewielkie i że zamykamy interes – ale czułem się zobowiązany wobec wszystkich.

Czego nauczyłeś się o sobie jako przedsiębiorcy oraz biznesie dzięki wspomnianej porażce?

Wyświechtany slogan, ale prawdziwy: work-life balance. Życie ma się jedno. Można jeszcze wiele osiągnąć. Nic więcej nie dodam, bo chciałbym, aby to zdanie wybrzmiało.

Czy 2-3 porażki są elementem wiarygodności biznesowej, a może świadczą o braku biznesowej zaradności? Kiedy powiedzieć sobie: „nie wyszło mi, nie jestem tak dobrym przedsiębiorcą jak sądziłem. Czas wrócić na etat”?

Jeżeli kolejny biznes komuś nie wychodzi, to powinien się zastanowić, czy wyciąga wnioski z porażek. Może po prostu robi to mało rzetelnie? Warto to gruntownie przemyśleć, zastanowić się i napisać na kartce, jakie błędy się popełnia. Kartkę warto zachować jako narzędzie samokontroli, aby nie popełnić tych samych błędów.

Z drugiej strony cieszę się, że startupowcy mówią, że porażki są dobre. Wybrzmiewa tutaj amerykańskie podejście, że jeżeli miałeś upadek, ale się podniosłeś i wiesz gdzie zrobiłeś błąd, to nawet lepiej niż gdybyś dopiero wystartował. Szczęśliwie sporo się zmieniło od czasów, gdy ktoś, kto zaliczył zamknięcie biznesu był stygmatyzowany jako nieudacznik czy dyletant. Jeszcze 10 lat temu porażka była wstydliwa, a co za tym idzie, w bardzo szybkim tempie traciło się tzw. znajomych – na szczęście nie przyjaciół.

Na ogół porażki są bolesne – w biznesie zarówno finansowo, jak i emocjonalnie. Jak mentalnie poradzić sobie z porażką i związanymi z nią trudnymi emocjami? Jak Ty sobie radzisz?

Nie można iść przez życie samemu. Mówi się, że CEO zawsze jest sam, ale dotyczy to płaszczyzny biznesowej. Tak jak w kosmosie musi istnieć jakaś cywilizacja, tak musi istnieć życie poza startupem 😉 Znajomi, przyjaciele, rodzina. I trzeba pamiętać, że chociażbyśmy nie wiem jak wyszli poturbowani, to właśnie to jest nasz fundament. Dzięki tym ludziom staniemy na nogi i kto wie, może pomogą nam w realizacji nowych pomysłów.

 


 

Łukasz Pstrong, współzałożyciel Therapify

Therapify to platforma łącząca pacjentów ze specjalistami zdrowia psychicznego. Pacjentom pomaga wybrać psychoterapeutę, rezerwować wizyty i śledzić swoje postępy, a terapeutom zarządzać biznesem.

Czy 2-3 porażki są elementem wiarygodności biznesowej, a może świadczą o braku biznesowej zaradności? Kiedy powiedzieć sobie: „nie wyszło mi, nie jestem tak dobrym przedsiębiorcą jak sądziłem. Czas wrócić na etat”?

Odpowiadając na pytanie, posłużę się słowami Drew Houstona, CEO Dropbox, który powiedział: „You Only Have to Be Right Once”. Porażka to naturalna część procesu.
Zabawa w skalowalne technologie obarczona jest bardzo dużą stopą ryzyka, więc tylko odwaga oraz podjęcie tego ryzyka da Ci szansę – 1% sukcesów na 99% porażek. Druga opcja to trzymanie się brzegu z zerową szansą na trafienie. Dodatkowo zarówno z fali porażek, jak i sukcesów można wyciągać wiedzę. Nie próbując nie można tego zrobić.

A to, kiedy wrócić na etat, jest bardzo subiektywne. Zacytuję Paula Grahama, który dokładnie odzwierciedla moje prywatne odczucia w tej sprawie: „Running a startup is like being punched in the face repeatedly, but working for a large company is like being waterboarded”. Ale tak całkiem serio, póki czujesz jazz, a świat wokół Ciebie jest choć odrobinę fajniejszy dzięki Twojej pracy, to powinieneś po prostu dawać czadu i tyle.

Na ogół porażki są bolesne – w biznesie zarówno finansowo, jak i emocjonalnie. Jak mentalnie poradzić sobie z porażką i związanymi z nią trudnymi emocjami? Jak Ty sobie radzisz?

Rodzina, przyjaciele, pasje. Dywersyfikacja priorytetów życiowych – nic odkrywczego, ale super ważne dla mnie.

Jeśli masz trudną pracę, to szukaj optymalizacji tam, gdzie jest to prostsze, np. sport, żywienie, zabiegi zdrowotne, mindfulness — tu jestem totalnie początkujący, ale się staram. Pomagają nawet małe inicjatywy.

Dodatkowo, jeśli jesteś co-founderem startupu, musi „spływać po Tobie jak po kaczce” – musisz wykształcić u siebie taką cechę, bo prowadząc biznes, dociera do Ciebie za dużo bodźców, stresów. Walki będzie dużo. Trzeba się do niej przyzwyczaić i prowadzić ją ze spokojem.

O InCredibles

InCredibles to trwający od czterech lat program mentoringowy dla startupów, którego inicjatorem jest Sebastian Kulczyk. Podczas pierwszej edycji InCredibles do konkursu zgłosiło się 426 startupów. Spośród nich jury wyłoniło pięciu zwycięzców: Archdesk, Hotailors, Radionet, Tidio, UserEngage. W drugiej edycji, która odbyła się w 2018 roku, do rywalizacji przystąpiły 302 startupy z regionu CEE. Spośród nich wyłoniono pięciu zwycięzców: czeskie firmy Avocade i Neuron Soundware oraz trzy polskie firmy: Genomtec, Infermedica i Nuadu.

W 2019 roku InCredibles zmieniło formułę i zwiększyło zasięg. W odpowiedzi na sugestie spółek organizatorzy położyli większy nacisk na mentoring i networking oraz zamiast osobnego konkursu dla startupów, program przyjął formę wsparcia dla firm wyłonionych w innych konkursach wspieranych przez Sebastiana Kulczyka, m.in. European Start-up Challenge, SingularityU Poland Global Impact Challenge. Dotychczas w ramach InCredibles odbyło się 270 godzin warsztatów z udziałem mentorów.

W czwartej odsłonie finalistami programu InCredibles zostało 10 startupów: Handerek Technologies, Molecule.One, Therapify, Skriware, Progresja Space, KPMP, Biotts, NataLab, ICsec i Gamehag.