Dywersyfikujemy klientów. To pomaga nam przetrwać kryzys – Łukasz Dudko (Bloomnet)

dywersyfikujemy klientow to pomaga nam przetrwac kryzys lukasz dudko bloomnet
Udostępnij:
– W normalnych warunkach specjalizacja może przynosić duże przychody, ale w momencie kryzysu może to być zabójcze, bo jest się totalnie zależnym od kondycji danej branży. To zawsze ryzyko, dlatego dywersyfikacja klientów w agencji interaktywnej jest tak ważna – mówi Łukasz Dudko, założyciel agencji interaktywnej Bloomnet.

Łukasz Dudko to założyciel agencji interaktywnej Bloomnet, która powstała w 2009 r. w Olsztynie. Firma zajmuje się tworzeniem systemów, stron www i aplikacji, projektowaniem graficznym oraz przygotowywaniem kampanii wizerunkowych w internecie. Agencja specjalizuje się także tworzeniem wizerunku nowych marek i doradztwem w rozwoju startupów. Rozmawiamy z Łukaszem o prowadzeniu biznesu w dobie koronawirusa.

Czy byłeś chociaż w jakimś stopniu przygotowany na kryzys związany z pandemią koronawirusa?

Na taki kryzys nikt nie może być do końca przygotowany, chyba że ma worek pieniędzy bez dna. My mieliśmy jednak o tyle łatwiej, bo od trzech lat pracujemy w 100 proc. zdalnie. Mamy już opanowane wszystkie procedury zarządzania w sytuacji, kiedy każdy pracuje z domu, dzięki czemu – w odróżnieniu od wielu firm – nie traciliśmy już czasu na przystosowanie się do nowych warunków.

Jeśli chodzi więc o organizację pracy, praktycznie nic się nie zmieniło, chociaż sam akurat musiałem zmienić mobilne biuro. Tak się składa, że od pewnego czasu zarządzam projektami, mieszkając przez kilka miesięcy w roku w Hiszpanii. Planowałem wrócić do kraju w maju, ale z wiadomych względów musiałem spakować się wcześniej. Na szczęście udało się wyjechać z Półwyspu Iberyjskiego przed szczytem zachorowań. Planowaliśmy zresztą spotkanie całego zespołu w Hiszpanii, ale rzeczywistość zweryfikowała nasze plany.

Jak kryzys wpłynął na działalność Bloomnetu?

Niektórzy klienci zlecają nam mniej pracy, bo to oni są bardziej dotknięci pandemią i wstrzymują inwestycje. Natomiast jeśli chodzi o długotrwałe umowy na obsługę, jak na razie na szczęście niewiele się tutaj zmieniło. Tylko jedna firma z branży prawnej ograniczyła zakres współpracy, ale taki ruch był już rozważany od jakiegoś czasu i kryzys pandemiczny po prostu to przyspieszył.

Obecnie mamy spadek ilości pracy, przez co część załogi wykorzystuje zaległe urlopy, ale z drugiej strony powoli przygotowujemy się do nowych projektów. Pojawiają się zapytania, prowadzimy analizy dla potencjalnych klientów, którzy chcą inwestować w rozwiązania dostosowujące się do zmieniającego się rynku. To firmy, które szukają okazji biznesowych w związku z kryzysem. Sami zresztą jako software house bierzemy aktywny udział w niektórych tego typu projektach.

Jak zamierzasz zabezpieczyć się na wypadek dotkliwego, przeciągającego się kryzysu?

Zaangażowaliśmy swoje siły właśnie w projekt, który naszym zdaniem jest ciekawą reakcją na pandemię i zmieniającą się rzeczywistość. Chodzi o system wspierający proces świadczenia usług poprzez wideo. Jest wiele branż, które nie mają jednego narzędzia spinającego całą komunikację i chcemy zaproponować taki uniwersalny system. Pracujemy teraz nad nim.

Próbujemy zabezpieczać się też na inne sposoby. Chcemy jeszcze bardziej wykorzystać nasze doświadczenie zdobyte w określonych branżach. Przykładem może być projektowanie stron i systemów pod sektor edukacyjny. Jesteśmy teraz świadkami sporej transformacji metod nauczania i rozwiązań cyfrowych, dlatego chcemy być tutaj jeszcze bardziej aktywni i zawiązywać nowe partnerstwa.

W agencji sporo czasu poświęcamy również na content marketing, dlatego od kilku tygodni nasze działania skierowaliśmy głównie na te obszary, które budzą teraz największe emocje. Dzielimy się doświadczeniem chociażby w kwestii e-commerce, wspomnianych już szkół czy organizacji pracy zdalnej. Pomagamy też na inne sposoby. Nie jesteśmy wprawdzie bardzo dużą agencją, ale jeśli mogliśmy przekazać uczniom miejscowej szkoły komputery do zdalnej nauki, z przyjemnością to zrobiliśmy.

Co w dobie koronawirusa sprawia Ci trudność w prowadzeniu agencji interaktywnej?

O organizacji pracy i zleceniach już mówiłem, jeśli chodzi natomiast o ogólne zarządzanie firmą, uciążliwy jest np. utrudniony kontakt z urzędami. Jednym z przykładów może być jeszcze większa niewydolność sądownictwa, bo jeśli mamy sprawę, w której jako agencja kierujemy do kogoś roszczenia, to rozstrzygnięcie przeciąga się. Widać, że w całej tej sytuacji urzędy reorganizują się znacznie wolniej niż firmy.

Sami bezpośrednio nie jesteśmy bardzo mocno dotknięci pandemią. Mamy oczywiście zmniejszone przychody, ale funkcjonujemy. Pewne straty powinna zrekompensować nam pomoc, jaką oferuje firmom naszej wielkości tarcza antykryzysowa. Wsparcie jest adekwatne, ale problem w tym, że na razie jest to tylko na papierze. Tempo realizacji programów nie jest rewelacyjne, ponieważ wciąż nie otrzymaliśmy odpowiedzi na złożone wnioski.

Najgorsza jest więc ta niepewność: mamy spadek przychodów, uwzględniamy w budżecie pomoc od państwa, która nam przysługuje, ale jeśli za miesiąc lub dwa okaże się, że z jakichś powodów tej pomocy nie dostaniemy, to sytuacja będzie trudniejsza. I to będzie nawet bardziej negatywne niż to, gdyby wcześniej nikt nam nie obiecał tej pomocy, bo wtedy podjęlibyśmy inne ruchy. Nasze obecne decyzje biznesowe opierają się bowiem na założeniu, że taką pomoc jednak otrzymamy.

Jakie wnioski na przyszłość wyciągnąłeś z obecnej sytuacji?

Ostatnie wydarzenia pokazały, jak ważna jest dywersyfikacja klientów. Praca z różnymi branżami pozwoliła nam przetrwać i działać.

Spójrzmy na branżę turystyczną. Jeden z naszych klientów zajmuje się przewozem pasażerów na lotnisko w Norwegii, naszym zadaniem było stworzenie systemu do organizacji pracy firmy i aplikacji dla podróżujących. Gdybyśmy obsługiwali tylko podobne firmy z branży turystycznej lub gdyby dominowały one w naszym portfolio, to z dnia na dzień stracilibyśmy prawdopodobnie możliwość generowania przychodów.

W normalnych warunkach specjalizacja może przynosić duże przychody, ale w momencie kryzysu może to być zabójcze, bo jest się totalnie zależnym od kondycji danej branży. To zawsze ryzyko, dlatego dywersyfikacja klientów w agencji interaktywnej jest tak ważna.

Co radzisz właścicielom agencji interaktywnych, którzy obecnie walczą o przetrwanie?

To nic odkrywczego – wyraźnie widać większe zapotrzebowanie w e-commerce i na ogólne zaadaptowanie internetu do potrzeb biznesowych. Wydaje mi się jednak, że wzięcie będą miały przede wszystkim takie rozwiązania, które szczególnie małym biznesom pozwolą zrobić pierwsze kroki w sieci. Bo jednak mamy mnóstwo małych firm, których nigdy nie było w internecie.

Problem polega na tym, że wiele obecnych rozwiązań jest obliczonych na duże, czasami nawet globalne biznesy posiadające już jakiś internetowy know-how. Tymczasem małym, lokalnym firmom, potrzebne są adekwatne rozwiązania. Takich ludzi trzeba czasami poprowadzić za rękę, dać im po prostu coś, co trafi w ich potrzeby.

To jest zresztą dokładnie to, w co sami się zaangażowaliśmy jako agencja – chcemy pomóc zbudować maksymalnie uproszczone narzędzie, które pozwoli po kilku kliknięciach świadczyć usługę wideo i pobierać za nią pieniądze. Ma to być rozwiązanie skierowane do osób, które nie miały wcześniej do czynienia z taką usługą internetową, a teraz będą mogły zrobić to w prosty sposób w jednym miejscu.

Wydaje się, że agencje powinny dziś rozwiązywać m.in. właśnie problemy mniejszych biznesów, które przenoszą się do internetu.