Fintechy muszą udowodnić, że oferują usługi bezpieczniejsze, niż tradycyjne instytucje finansowe – Karol Sadaj (Revolut)

Udostępnij:
Revolut na początku 2018 roku miał 30 tys. klientów w Polsce. 12 miesięcy później liczba ta zwiększyła się 10-krotnie, a obecnie każdego dnia firma rejestruje ponad tysiąc nowych użytkowników. Zapytaliśmy Karola Sadaja, który jest odpowiedzialny za rynek w Polsce, o to, co wpłynęło na sukces firmy.

Karol Sadaj zanim zaczął pracę w Revolut był szefem marketingu Ubera w naszym kraju, a wcześniej pracował m.in. w Google, Philip Morris i PepsiCo. Dziś w Revolut odpowiada za rynek w Polsce. Postanowiliśmy zapytać go o rozwój firmy, trendy, jakie widzi w branży fintech oraz o najbliższe plany firmy.

Za co dokładnie jesteś odpowiedzialny w Revolut?

W Revolut odpowiadam przede wszystkim za rynek w Polsce. Za jego rozwój, czyli za to, aby polscy użytkownicy byli zadowoleni z usługi, używali jej na co dzień i polecali ją znajomym. Rośniemy głównie dzięki rekomendacjom, więc user experience i satysfakcja użytkownika z korzystania z usługi przekłada się wprost na dalszy wzrost społeczności klientów w Polsce. Obecnie liczy ona ponad 400 tysięcy, ale każdego dnia dołącza do nas ponad tysiąc nowych osób. Spodziewamy się dalszych wzrostów w sezonie wakacyjnym. Mam na myśli liczbę nowych użytkowników, którzy przetestują Revolut po raz pierwszy, jak i wolumen transakcji, który rośnie, miesiąc w miesiąc, odkąd dołączyłem do firmy. Nasze obroty w Polsce w marcu b.r. przekroczyły 200 milionów euro. To dowód, że Polacy nie tylko mają naszą aplikację w telefonie, ale też intensywnie z niej korzystają. Odpowiadam również za zespół, który właśnie się powiększył. W stolicy dołączył do nas nowy business development manager, dodatkowo w Warszawie i Krakowie zatrudniliśmy city community managerów. Nadal szukamy marketing managera i community managerów w Trójmieście, Katowicach i Wrocławiu.

Jak uważasz jakie będą najbliższe trendy w fintechu?

Sektor fintech będzie rozwijał się globalnie i lokalnie. Spodziewam się kolejnych dużych rund finansowania w Europie i na świecie. Jedna z nich może przypaść nam w udziale jeszcze w tym roku. Kilka fintechów niebawem przekroczy granice kontynentów, na których operują. Chcemy być liderem tego trendu i wyjść poza Europę, do Australii, Azji, USA. Czyli z jednej strony ekspansja, ale lokalnie również zacieśnianie współpracy pomiędzy specjalistycznymi fintechami i bankami. W obu przypadkach chodzi o budowanie zdolności do konkurowania z nowymi graczami na rynku. Ich przykładem są spółki bigtech, amerykańskie i azjatyckie koncerny technologiczne z grupy GAFA i BAT, które aktywnie wchodzą w usługi finansowe.

Kolejnym ważnym trendem, który dotyczy nie tylko fintechu, ale de facto każdej dziedziny biznesu i codziennego życia konsumentów, jest cyberbezpieczeństwo. By zdobyć zaufanie klientów, fintechy muszą udowodnić, że dzięki technologii mogą oferować bezpieczniejsze usługi niż te dostarczane przez tradycyjne instytucje finansowe. To zarówno wyzwanie, jak i szansa. Dlatego w Londynie budujemy zespół „white hats”, czyli etycznych hakerów, których zadaniem jest sprawdzanie, czy dane osób aplikujących o konto w Revolut nie figurują gdzieś w darknecie. Gdyby tak było, zamierzamy prosić o zmianę haseł, zanim założą u nas konto.

Zasadę „security by design” i proaktywne podejście stosujemy też w razie wycieków danych z powszechnie znanych firm i instytucji. Gdy w mediach pojawia się wzmianka o wycieku danych klientów znanej sieci hoteli lub linii lotniczych, sprawdzamy, czy nasi użytkownicy nie mieli z nimi kontaktu. Jeśli tak, ostrzegamy, wymieniamy karty i prosimy o zmianę wszelkich haseł. Dzięki fintech konsumenci mogą sami lepiej kontrolować swoje finanse. Zarówno poziom wydatków, jak i bezpieczeństwo. Robią to z poziomu aplikacji, jednym kliknięciem. To trend, który zakłada oddanie kontroli nad finansami z powrotem w ręce konsumentów. Inny trend, który na pewno nie osłabnie, to rosnąca rola compliance i wzrost wpływu regulacji na branżę. Dlatego inwestujemy w oparte na uczeniu maszynowym systemy compliance tech, które pomagają nam zapewnić zgodność z regulacjami w sposób kosztowo efektywny.

Jakie są największe wyzwania związane z open bankingiem?

Zaliczyłbym do tych wyzwań oba wspomniane obszary, zarówno cyberbezpieczeństwo, jak i compliance. To wyzwanie dla podmiotów udostępniających dane klientów i dla regulatorów. Nowa sytuacja zawsze niesie ze sobą ryzyka, ale przy współpracy wszystkich stron, jestem pewien, że uda się je przezwyciężyć. Staramy się działać w sposób transparentny, budować relacje i współpracę z regulatorami na wszystkich rynkach, na których działamy i dzielić się doświadczeniami w obszarze cyberbezpieczeństwa z bankami. To kwestie, które wymagają współpracy i wymiany informacji, nawet między podmiotami, które na co dzień konkurują.

Na początku 2018 roku Revolut mógł pochwalić się 30 tys. klientów z Polski, a w kolejne niecałe 12 miesięcy udało się tę liczbę zwiększyć niemal 10-krotnie. Co było powodem takiego sukcesu?

Źródłem wzrostu Revolut są rekomendacje użytkowników. Dzięki społeczności użytkowników w Polsce staliśmy się trzecim największym rynkiem w Europie. Zmniejszamy dystans do vice lidera, czyli do Francji. To fenomen. Jesteśmy wdzięczni użytkownikom za zaufanie i staramy się prowadzić biznes w Polsce w sposób maksymalnie transparentny, trzymać dobry kontakt z użytkownikami, traktować ich jak bliską nam społeczność, nic nie udawać, być fair, mówić wprost. Gdy pojawi się błąd, szybko przeprosić i szybko go naprawić. To są bardzo proste rzeczy, ale robią różnicę. Użytkownik nie jest „petentem”, ta relacja polega na współpracy. Użytkownik wspiera nas, a my wspieramy jego. Inne źródła sukcesu to innowacyjna usługa, która stale się rozwija, model freemium i viralowy charakter produktu. Naszą kartą można bezpiecznie pochwalić się w sieci, bo numery schowane są na rewersie. Naszym atutem jest technologia, inwestycje w compliance oraz cyberbezpieczeństwo. Sukces jednak zawdzięczamy ludziom, użytkownikom i pracownikom. Revolut przyciąga bardzo utalentowanych ludzi, większość z nich pracuje w Polsce, w naszym centrum w Krakowie.

Nie boicie się, że ostatnie negatywne informacje o tym, co się dzieje podczas rekrutacji w Revolut oraz odejście w związku z tym Petera O'Higginsa, dyrektora finansowego Revoluta, nieco wyhamują Wasz rozpęd?

Nie ma podręcznika, który mówi jak pozyskać 4 miliony klientów w 4 lata i z małego startupu zrobić fintech, który zatrudnia 800 osób i realizuje ekspansję poza Europę. Z taką ilością wyzwań i przy takim tempie zmian zawsze pojawiają się błędy. Mam dużo pokory i empatii dla każdego, kto stawia sobie wysoko poprzeczkę, nie wypiera się błędów, tylko szybko się na nich uczy. Jeśli popełniliśmy w przeszłości jakieś błędy, mówiliśmy o tym otwarcie. Nasz rozpęd mogłoby hamować, jeśli ktoś próbowałby zamiatać je pod dywan. Błędy w rekrutacji zdarzyły się wiele miesięcy temu, nie miały miejsca w Polsce, nasz prezes za nie przeprosił i zostały szybko skorygowane. Biorę udział przy wielu rekrutacjach, nie zetknąłem się z czymś, co byłoby niepokojące. Co jakiś czas zdarzają się plotki, a nawet fake newsy na nasz temat. Nie ignorujemy ich, zawsze chętnie odpowiadamy na każde pytanie.

Do końca roku planujecie podwoić całkowite zatrudnienie, do 1500 osób. Jakich osób szukacie?

Chcemy utworzyć setki nowych etatów w polskiej branży fintech. Konkretnie w Krakowie. Mamy otwartych 300 różnych typów stanowisk, w zależności od specjalizacji, znajomości języka, lokalizacji. Poszukujemy programistów, specjalistów compliance, analityków danych, osób odpowiedzialnych za support i rozwój biznesu, marketingowców, HR menadżerów… to wakaty nie tylko w Polsce, ale też na wielu rynkach na świecie, gdzie tworzymy lokalne biura i zespoły, od Sao Paulo po Nowy Jork. Wspieramy też mobilność pracowników, jeśli ktoś chce przenieść się z Krakowa do Porto w Portugalii, jest taka możliwość.

Niedawno nawiązaliście współpracę z siecią przestrzeni coworkingowych WeWork, dzięki czemu posiadacze kont Revolut for Business będą mogli korzystać z powierzchni biurowych przez 3 miesiące za darmo. Szykujecie jeszcze jakieś niespodzianki dla swoich klientów?

Będzie coraz więcej niespodzianek, tak dla użytkowników indywidualnych, jak i firm. Zarówno w formie promocji w porozumieniu z naszymi partnerami, jak również w ramach „perks”, czyli systemu okazji, który przechodzi jeszcze testy, ale jego elementy już się pojawiają. Obecnie, z uwagi na sezon wakacyjny, zaproponowaliśmy zniżki z booking.com, agoda.com i omio.com na poziomie od 8% do 10%. Chodzi w sumie o miliony destynacji, przelotów, hoteli i miejsc noclegowych. W ramach „perks” chcemy oferować inteligentne zniżki na to, co dany klient lubi, od biletów po ubrania i sieci kawiarni. Nie zapomnimy o firmach. Trzy miesiące darmowego dostępu do WeWork, to dopiero początek. Z pomocą naszej platformy Revolut Connect chcemy oferować firmom integracje z wieloma usługami biznesowymi, za darmo lub w bardzo atrakcyjnych, niedostępnych gdzie indziej, cenach.

Jakie są wasze dalsze plany?

Nasz priorytet, niezmiennie, to wyjście poza Europę, do Australii, Azji i USA. To start usług inwestycyjnych robo advisory i handlu akcjami. To rozwój oferty dla firm, ale także nowości dla klientów indywidualnych, na przykład karty dla dzieci. Z drobniejszych rzeczy, ale równie ważnych, o których nie zapominamy, chcemy dokończyć wdrażanie „pay”, zarówno Google pay, jak i Apple pay. Już czas dowieźć tę zapowiedź.