Firma Inuru drukuje światło. Innowacyjna metoda może zrewolucjonizować rynek opakowań na świecie [wywiad]

firma inuru drukuje swiatlo innowacyjna metoda moze zrewolucjonizowac rynek opakowan na swiecie wywiad
Udostępnij:
– Drukujemy światło. Wyobraź sobie, że bierzesz drukarkę, którą masz aktualnie w domu, wyciągasz z niej tusze kolorowe i wkładasz nasze tonery, a to co drukujesz się świeci. Bardziej technicznie ujmując, drukujemy OLEDY, które są nową technologią ekranowa, która w odróżnienia od LED nie bazuje na rzadkich materiałach, tylko na materiałach organicznych, czyli jest w 100 proc. zielona – komentuje Marcin Ratajczak, CEO Inuru.

Misją firmy Inuru jest eliminacja śmieci i wprowadzenie w obieg jak największej ilości opakowań cyklicznych. Według Marcina Ratajczaka ciężko będzie z tymi surowcami, które teraz mamy utrzymać obecny pęd rozwoju społeczeństwa. Nam jako konsumentom ciężko jest coś z tym zrobić, bo wszyscy uczestniczymy w tym pędzie. Trudno jest dopasować zupełnie nową dietę i zamiast mięsa jeść owady. To brandy, które mają duży kapitał powinny zająć się tym problemem i umożliwić konsumentom to, żeby życie ekologiczne było wygodne. Świecące opakowania wielokrotnego użytku, na których w przyszłości będzie można umieszczać cienkie, elastyczne monitory maja być jedną z propozycji dla dużych korporacji.

Postanowiliśmy porozmawiać z Marcinem Ratajczakiem i zapytać go o historię firmy, którą stworzył, o to na jakim etapie jest technologia, którą tworzy i jakie ma plany na przyszłość.

Inuru prowadzisz ze wspólnikiem – Patrickiem Barkowskim. Jak się poznaliście?

Z Patrickiem znamy się z liceum. Obydwoje wychowywaliśmy się w Berlinie, w tym samym momencie tam wyjechaliśmy, mieliśmy wtedy po 5 – 6 lat, to był 1988 rok. Po liceum nasz kontakt nieco się urwał, ja miałem już własna firmę razem z ojcem, a Patrick studiował fizykę.

A Ty co studiowałeś?

Studiowałem wiele rzeczy naraz. Zaczęło się od inżynierii, potem rzuciłem ją, bo mi się tam nie podobało i poszedłem na ekonomię, zrobiłem MBA. Potem jeszcze studiowałem fizykę. W międzyczasie założyłem firmę razem z ojcem. Po 2 semestrach fizyki zrezygnowałem, bo skupiłem się na rozwoju Inuru.

W takim razie kiedy Wasze drogi z Patrickiem znów się przecięły?

Razem z ojcem prowadziłem firmę sprzątającą. W 2008 roku był wielki kryzys ekonomiczny. W 2009 roku nasz bardzo duży klient poinformował nas, że nie zapłaci nam rachunków, co skutkowało zadłużeniem w wysokości pól miliona euro. Miałem wtedy dwadzieścia parę lat, niedokończone studia i taki dług. Nie  spałem wtedy dobrze. Wiedziałem, że muszę spiąć się i ciężko pracować, żeby jak najszybciej wyjść z tej trudnej sytuacji.

Zamknęliście firmę z ojcem?

Nie. Pracowałem dalej w tej firmie, wyprowadziliśmy ją na plus, ale ja już wtedy wiedziałem, że po pierwsze usługi to nie jest działka dla mnie, a po drugie cały czas interesowałem się nowymi technologiami, zawsze chciałem stworzyć coś nowego, innowacyjnego. To był 2011 rok. I wtedy zadzwonił do mnie Patrick i żalił mi się, że ma dość swojej ówczesnej pracy. Zaprosił mnie też na piwo, bo powiedział, że ma pomysł na biznes. Tak więc spotkałem się z nim.

Co to był za pomysł?

Jego pomysł na biznes był technicznie dobry lecz ekonomicznie beznadziejny (śmiech). On chciał robić maszyny do pomiaru, dziś wiemy, że sprzedalibyśmy ich może 10 sztuk na cały świat i nic byśmy z tego nie mieli. Jednak podczas naszej rozmowy zainteresował mnie tematem pomiarów organicznych warstw do technologii OLED. Kiedy wróciłem do domu zacząłem szukać informacji o tym i okazało się, że w tym temacie mówi się o potencjalnych giętkich ekranach. A przecież to było to, co zawsze, od dziecka mi się marzyło!

Od dziecka?

Tak! Kiedy byłem dzieckiem, bawiłem się katalogami. To był wtedy taki Amazon na papierze (śmiech). Tak więc chodziliśmy z kolegami po podwórku z tymi katalogami i oglądaliśmy co tam jest w środku i wybieraliśmy co kupimy, jak już będziemy bogaci. No ale ja jako dziecko byłem bardzo leniwy i słaby fizycznie, więc ciężko było mi nosić te katalogi pod pachą, bo one swoje warzyły. Wtedy myślałem o tym, że fajnie byłoby mieć taki przenośny telewizor na papierze. Potem wyszły tablety, które praktycznie zrealizowały to moje marzenie. Jednak kiedy zobaczyłem te OLEDy i zrozumiałem, że faktycznie jest technologiczna możliwość zrobienia giętkiego ekranu, stwierdziłem, że musimy to zrobić z Patrickiem. Bombardowałem go wiadomościami i cisnąłem temat. Któregoś razu siedzieliśmy w sushi barze i patrząc na menu, na którym była narysowana ryba, stwierdziliśmy, że gdyby ta ryba płynęła po tym papierze, to byłby to świetny myk reklamowy. I tak powstał pomysł, żeby te technologię, która chodziła nam po głowie, wykorzystać w reklamie. To było około 1 kwietnia 2012 roku. Czyli nasze debaty nad założeniem firmy trwały rok.

Co było dalej?

Najpierw zaczęliśmy szukać zaplecza uniwersyteckiego, z którym moglibyśmy to produkować. Nawiązaliśmy współpracę z Uniwersytetem Humboldta w Berlinie, tam zrobiliśmy pierwsze testy i zdobyliśmy pierwszy grant na badania. Potem przenieśliśmy się do bardzo małego miasteczka w Niemczech i tam rozwijaliśmy nasz projekt przez kolejne dwa lata. Kiedy zrobiliśmy pierwsze prototypy prezentujące tę technologię, to otworzyliśmy firmę w Berlinie.

W Berlinie jest bardzo mocno rozbudowany ekosystem startupowy, korzystacie z niego?

Tak, to prawda w Berlinie środowisko startupowe działa bardzo prężnie. Jednak ekosystem startupowy nie jest dla nas. My nie jesteśmy startupem, który potrzebuje tylko i wyłącznie laptopa i może pracować z kawiarni, skalując swój biznes. My jesteśmy startupem, który potrzebuje własnego garażu, w którym możemy spalić materiały i eksperymentować, typowe R&D. Potrzebujemy zaplecza i urządzeń za parę milionów, dlatego siedzimy blisko uniwersytetu.

Jak zatem wygląda Wasze finansowanie?

Na samym początku pchaliśmy w projekt własne pieniądze, potem dostaliśmy wspomniany grant, który był dwufazowy.

To znaczy?

Najpierw dostał go uniwersytet, za ten grant mogliśmy się sami zatrudnić na uniwersytecie i dzięki temu używać infrastrukturę, potem w drugiej fazie wykupiliśmy prawa do przez nas rozwiniętej technologii od uniwersytetu i wtedy dostaliśmy grant na stworzenie własnej firmy. Do tego musieliśmy dołożyć z własnych pieniędzy około 60 tysięcy Euro Firmę założyliśmy w 2016 roku i chwile po tym mieliśmy już pierwsze obroty. Następnie dostaliśmy pierwszego inwestora.

Jakiego?

Zainwestował w nas Merck z Darmstadt oraz Techstars  i paru prywatnych aniołów. To była pierwsza większa runda, która pozwoliła nam skalować biznes. Obecnie znów lecimy na własnych obrotach.

Co już jest gotowe? Co już sprzedajecie?

Naszymi głównymi produktami, które teraz sprzedajemy są świecące etykiety na różne produkty.

O jakich rynkach mówimy?

Cały świat.

Ile państw?

Trzy kontynenty, Azja, Europa, Ameryka, a państw około 20. Jesteśmy niszą, więc musimy atakować globalnie, żeby znaleźć jak najwięcej potencjalnych klientów.

No właśnie, co z konkurencją, jest jakaś?

Jest konkurencja ale ona stosuje standardową elektronikę. Używa diod LED. To ciekawe rozwiązanie, ale ciężko je skalować na większą produkcję, jak w naszym przypadku. My dajemy tusz i praktycznie na każdej drukarce można drukować swoje produkty do woli z zastosowaniem  naszego rozwiązania. Poza tym jest ważniejsza kwestia. Dużo osób nie wie, że standardowe diody LED są produkowane w taki sposób, że bardzo mocno obciążają środowisko. Proces pozyskiwania materiałów do stworzenia takiej diody w uproszczeniu polega na tym, że wpycha się do ziemi różne chemikalia, które wypłukują szlachetne materiały, co powoduje, że woda jest na całe lata skażona. Gdy Amerykanie w ten sposób wydobywali ropę w XIX wieku, to całe rzeki dosłownie były palne. To nie jest zielona technologia, a brandy chcą dziś ekologicznych rozwiązań, a nasze rozwiązanie takie właśnie jest.

Poza tym Wasze produkty mogą być wykorzystywane wielokrotnie.

Dokładnie tak. Naszym celem jest to, żeby stworzyć cyfrowe opakowania, które będzie można wykorzystywać wielokrotnie. Misją naszej firmy jest wyeliminowanie systemu opakowań, które się wyrzuca, a przy ich produkcji wyczerpuje różne surowce.

Tworząc swoje rozwiązania stawiacie na patenty. Łącznie z tymi, które macie i które są w toku jest ich 16. Opowiedz coś o tym.

Patentów aktualnie w aplikacji mamy 6, a w przygotowaniu powyżej 10. Od samego początku staraliśmy się chronić technologię bazową jak najszerzej. Sam OLED, wszystkie materiały, które wymyśliliśmy, sposób jak te materiały są robione, sposób jak się je aplikuje, jak się składa świecąca etykietę i tak dalej. Chcieliśmy od samego początku zabezpieczyć nasz pomysł w jak najszerszy sposób, żeby w przyszłości być bardziej atrakcyjnym dla dużego gracza. Chcemy żeby w przyszłości ktoś wolał nas kupić, zamiast łamać nasze patenty. Zwłaszcza, że mamy ogromne plany, jeśli chodzi o przyszłość naszej technologii.

To znaczy?

Technologia, którą wymyśliliśmy pozwoli nam w przyszłości wydrukować zwykły telewizor. Dziś cena ekranu telewizora za metr kwadratowy w produkcji to około 400 euro, a my już dziś jesteśmy w stanie oszacować, że telewizor zrobiony naszym sposobem kosztowałby około 10 euro za metr kwadratowy. Czyli mogłabyś co kilka miesięcy kupować sobie nowy telewizor. Wieszać go na ścianie, a przy tym w razie potrzeby ściągać go ze ściany i składać w kostkę, żeby schować do szuflady (śmiech). Do tego jeszcze długa droga. Musimy skalować technologie i być coraz lepsi. Jedną z rzeczy, którą robimy, by osiągnąć kiedyś ten cel, to obecna ekspansja do Doliny Krzemowej, która zrealizuje się za dwa miesiące. Więc plany mamy szerokie, dlatego musimy dbać o te patenty.

Ile osób zatrudniacie?

Aktualnie jest nas 11 osób w firmie. Jest to zdecydowanie za mało, ale w następnym roku mamy w planach powiększyć nasz zespół.

Dużo mówi się o tym, że na rynku brakuje specjalistów. Również mierzycie się z tym problemem?

Tak, to jest bardzo duży problem. Dla takich firm jak nasza jest to szczególnie odczuwalne, ponieważ takiej technologii nie ma na rynku. Tak więc kompletując zespół nie patrzę na to co konkretnie dana osoba robiła, bo jest niemożliwe, ze ktoś robił już to co my, ale patrzę na to, czy dana osoba jest obeznana w dziedzinie, którą się zajmujemy. Następnie każdego pracownika sami wyuczamy. Patrzymy po pierwsze czy pasuje do naszej kultury, po drugie jaki ma potencjał i czy potrafi rozwiązywać otwarcie i mądrze zadania, a nie wciskać tego czego się wyuczył. Chodzi o to czy taka osoba podchodzi kreatywnie do zadań z otwartą głową. No i muszę przyznać, że zbieranie naszego zespołu trwało dość długo. Na Marco Gräber, naszego COO, czekaliśmy 2 lata.

Gdzie ten zespół pracuje?

Ja chwilowo jestem w Polsce, bo mamy dużo do czynienia z polskim rynkiem, ale cała ekipa siedzi jeszcze w Niemczech, a już niedługo w USA.

Największy krok milowy?

Najtrudniejszy był pierwszy krok. Czyli sprawienie tego, żeby to co wydrukujemy się zaświeciło. Masa firm produkuje tusze z kolorem, ale nikt nie wie, jak się taki tusz rozwija od podstaw. Więc dojść do tego w jakim rozpuszczalniku rozmieszać daną farbę, żeby uzyskać warstwę cieńszą od włosa, o dokładnie określonej grubości i potem nałożyć na siebie kilka takich warstw, żeby spowodować zapalenie się materiału, to to był pierwszy i najbardziej męczący krok milowy. Trwało to 2,5 roku. Wszyscy mówili „nie działa, nie działa, nic nie macie”, mówili tak, bo nie widzieli nakładu naszej pracy. A i tak najgorzej było jak już się udało zapalić pierwszy raz.

Dlaczego?

Bo każdy się spodziewał, że jak to się już zapali, to aż będzie razić, a to się świeciło tak kiepsko, że ledwo było widać (śmiech). Kolejnym wielkim krokiem było skalowanie tego pomysłu.

OLED powstaje jak kanapka, z wielu nałożonych na siebie warstw. Cała magia polega na tym, żeby te warstwy tak dobrać, żeby można było je jedna na drugiej drukować i robić to też na powietrzu. Bo co ważne, w normalnych warunkach takie rzeczy powstają w specjalnych próżniach, które są bardzo kosztowne. Przykładowo Chińczycy zainwestowali ostatnio 42 miliardy w podobną produkcję. Natomiast dzięki naszemu rozwianiu możesz osiągnąć ten sam efekt na najzwyklejszej drukarce.

Planujecie również produkcje ekranów, które będą umiejscowione na opakowaniach i będzie można na nich wyświetlać dowolne grafiki. W ostatnim czasie mówi się o tym, żeby sprzątać przestrzenie publiczne z wszechobecnych reklam. Tymczasem, Wy proponujecie nam rozwiązanie, które spowoduje, że kiedy otworzę lodówkę, wszystkie opakowania będą do mnie „mówiły”. Co powiecie na taki zarzut?

Jest to dobry zarzut. Jednak mi się wydaje, że brandy odchodzą od krzykliwych, pstrokatych opakowań na rzecz minimalizmu. Popatrzmy na Apple, które zredukował opakowanie do minimum. Poza tym nasze rozwiązanie daje konsumentom nie tylko elektroniczne opakowania, na których będą wyświetlane reklamy. Nasze rozwiązanie daje dodatkowe funkcje, takie jak na przykład informacja na opakowaniu o terminie przydatności. Wyobraź sobie, że otwierasz lodówkę, a tam karton mleka „mówi” do Ciebie: „jutro skończy się mój termin przydatności”. Albo sięgniesz po butelkę wina i będziesz widziała jaką aktualnie temperaturę ma to wino. Mało tego te opakowania będą mogły informować Cię o pogodzie, o Twojej diecie i wielu innych rzeczach. Więc myślimy, że nie będzie to kolejna krzykliwa reklama na opakowaniu, a szereg nowych funkcji. Pamiętajmy, że takie rozwiązanie może przyczynić się też do ograniczenia śmieci, bo z informacji o terminie przydatności mogą korzystać osoby zarządzające towarami na półkach sklepowych.

Na jakim etapie jest projekt ruchomych opakowań?

Niestety nie mogę jak na razie nic powiedzieć na ten temat, ale mogę zdradzić, że na początku przyszłego roku będziemy informować o czymś w tym temacie.

Jakie macie najbliższe plany?

Pod koniec tego roku wypuszczamy produkt na dwóch kontynentach i na początku następnego roku dwukrotnie. Nie mogę jeszcze powiedzieć co to będzie, ale mogę zapewnić, że będzie co pooglądać.

Na koniec poproszę o radę. Masz duże doświadczenie biznesowe. Co byś powiedział osobom, które chcą założyć firmę?

Ostatnio ktoś zapytał mnie, dlaczego założyłem firmę. Odpowiedziałem, że w którymś momencie uświadomiłem sobie, że przez całe moje życie będę chodził do pracy. Powiedziałem sobie wtedy, że jeśli to ma być całe moje życie, to ja chcę robić coś, co mi się podoba. Tak więc moja rada jest taka, jeśli chcesz stworzyć firmę, to nie możesz robić tego tylko dlatego, że chcesz zarobić pieniądze, bo po prostu tego nie wytrzymasz. Myślę, że to jest podstawa.