Gdzie i jak można wykorzystać mechanikę Tindera?

Udostępnij:
Mechanika Tindera jest tak intuicyjna, że można ją wykorzystać w e-commerce, sharing economy, crowdfundingu czy projektach społecznych. Sprawdź, przy jakich działaniach warto to zrobić i czego nie powinno się „tinderyzować”.

Na początku 2017 roku na Kickstarterze wylądowała kampania finansowania aplikacji Adoptly, zaprojektowanej na wzór Tindera, tylko z myślą o osobach pragnących adoptować dziecko. Z miejsca wywołała oburzenie i ściągnęła na swoją głowę gromy.

Twórcy aplikacji – Ben Becker i Elliott Glass – przekonywali, że ich rozwiązanie to szansa na uproszczenie procesu i uczynienie go bardziej osobistym i… przyjemnym dla potencjalnych rodziców.

Historia tego projektu pokazuje granicę tego, co nazywam „tinderyzacją” pewnych czynności.

Magia swipe’u

Od strony funkcjonalnej cała obsługa Tindera sprowadza się do swipe’u. Często bezrefleksyjnego przeglądania zdjęć za pomocą przesuwania palcem po ekranie w lewo lub w prawo, co wyraża „tak” lub „nie”.

Cztery najważniejsze cechy stanowiące o genialności tego rozwiązania od strony użyteczności i interfejsu użytkownika:

  1. Jest intuicyjne, a zatem zrozumiałe i łatwe do przyswojenia dla każdego w zaledwie chwilę.
  2. Nie wymaga wysiłku, więc można je wykonywać bez końca.
  3. Opiera się na pierwszym wizualnym wrażeniu, czyli odwołuje do sfery emocjonalnej, nie racjonalnej.
  4. Decyzję podejmowaną przez użytkownika sprowadza do binarnego albo-albo: tak lub nie, nie ma nic pomiędzy lub zamiast.

Można powiedzieć, że Tinderowi udało się stworzyć wzorcowy interfejs dopasowany do współczesnych, leniwych i niecierpliwych nas. I oczywiście są lub byli tacy, którzy skopiowali ten silnik dla własnych potrzeb.

Na rynku pojawiło się już kilka aplikacji podobnych do Tindera:

  • BarkBuddy – do adopcji psów,
  • Stylect – do wyboru butów...
  • ...albo innych elementów odzieży – Blynk,
  • Jobr – do kojarzenia pracodawców z pracownikami,
  • Lettuce – do wyboru restauracji przez posiłek.

Większość z tych aplikacji dziś już nie istnieje i rodzi się pytanie – dlaczego? Przede wszystkim – zastosowanie mechaniki Tindera po prostu nie pasowało do idei lub było niewystarczające. Albo był to po prostu zły pomysł biznesowo lub ktoś schrzanił robotę.

Zanim zaczniemy „tinderyzować”

Zanim będziemy się zastanawiać, gdzie można by zastosować technikę swipe, na początku warto zadać sobie dwa kontrolne pytania. Pierwsze – czy „tinderyzacja” określonej czynności będzie moralna? Wystarczy spojrzeć na historię Adoptly, żeby wiedzieć, że są pewne rzeczy – jak decyzja o adopcji dzieci – których nie wypada sprowadzać do swipe’owania w lewo czy w prawo. Drugie – czy „tinderyzacja” określonej czynności umożliwia użytkownikowi podjęcie decyzji?

Literatura marketingu i psychologii poznawczej od kilkudziesięciu lat dokonuje rozdziału na tzw. decyzje wysokiego zaangażowania oraz decyzje niskiego zaangażowania.

Decyzje wysokiego zaangażowania oznaczają większe ryzyko, bo w razie złej decyzji pojawi się dysonans poznawczy – że wybraliśmy niewłaściwe ubezpieczenie lub konsolę do gier, że przepłaciliśmy za auto itd. Dlatego poświęcamy tym decyzjom więcej czasu i uwagi.

Decyzje niskiego zaangażowania to niewielkie ryzyko, jak np. zakup gazety, napoju, czy pasty do zębów. Nie pochłaniają wiele naszej uwagi, podejmujemy je impulsywnie. Jakby to powiedziało Nike – Just do it!

Mechanika Tindera najlepiej sprawdza się w przypadku podejmowania decyzji niskiego zaangażowania. W końcu wszystko sprowadza się do szybkiej, powierzchownej oceny wizualnej i decyzji „tak” lub „nie”. Ale to nie znaczy, że nie można wykorzystać tego rozwiązania w przypadku decyzji wyższego zaangażowania. Gdzie leży sekret? Wspomniana aplikacja Bark Buddy może się sprawdzić się, bo… swipe jest tylko deklaracją użytkownika, że chciałby następnie spotkać się z pracownikami schroniska, poznać psa itp. Tinder działa tak samo – przecież match dopiero otwiera nam furtkę do rozmowy.

Dlatego kluczowe w stosowaniu mechaniki Tindera jest zdefiniowanie, co powinien zrobić użytkownik, kiedy już „powie tak” swipe’ując w prawo. Przekopiowanie tego modelu 1:1 to nienajlepszy pomysł.

Sharing economy, Allegro i crowdfunding na Tinderze

A teraz pomysły. Na początek te prostsze, oparte na aktywnościach niskiego zaangażowania, całkowicie zautomatyzowane i szybkie działania – nie wymagające namysłu i nie wiążące się z ryzykiem po stronie użytkownika.

1. Badanie opinii i współtworzenie produktów...

... przez twórców, muzyków, producentów gier. Prostym swipem użytkownicy mogą wybierać spośród propozycji i lajkować/dyslajkować:

  • propozycję okładki kolejnego albumu artysty,
  • rękodzieła designerów,
  • szkice grafików,
  • ubiór postaci, projekty broni w grach wideo itd.

2. Partycypacja społeczna i wkład w życie miasta

Miasto może poddawać ocenie mieszkańców np. propozycje urządzenia przestrzennego nowego placu, projekt architektoniczny nowego domu kultury itp. Miasto dowiaduje się, co preferują mieszkańcy, a mieszkańcy – czują, że mają jakiś wpływ na wygląd swojego miasta.

3. Prezentowanie oferty kulturalnej w mieście

Podobnie jak Facebook agreguje wydarzenia w okolicy, w których możesz wziąć udział, to samo można zrobić w mechanice Tindera. Wyrazić zainteresowanie jakimś spektaklem, kinem plenerowym, wystawą artystyczną.

4. Badania naukowe

Naukowcy oraz badacze mogą realizować crowdsourcing części swoich badań za pomocą aplikacji podobnej do Tindera. Użytkownicy mogą np. odpowiadać na pytania „tak/nie” lub sortować pewne dane na zasadzie: spełnia kryterium/nie spełnia kryterium. Przykład? Nauka sztucznej inteligencji.

Teraz kilka bardziej złożonych przykładów wykorzystania mechaniki Tindera w przypadku decyzji wyższego zaangażowania.

1. Allegro lub eBay

Mechanikę tych serwisów można spokojnie przenieść w części do appki opartej na swipe. Użytkownik będzie mógł wybrać kategorię produktu, filtry cenowe, jakościowe i przeglądać propozycje podobnie jak w standardowym wyszukiwaniu.

Wszystkie polubione produkty trafiają wówczas do wyróżnionych, które można następnie przeanalizować dokładniej.

2. Sharing economy

Podobnie jak w przypadku Allegro, można ułatwić kojarzenie wymiany lub użyczania sobie przedmiotów przez mechanikę Tindera. Przykłady? Swipe’owanie używanych książek, ubrań, zabawek, gier. W praktyce można tak zrobić z całym Airbnb i przeglądaniem pokoi do wynajęcia.

3. Gig economy

Przeglądanie drobnych zleceń do wykonania w najbliższej okolicy: skoszenie trawy, wyprowadzenie psa, pełnienie roli niańki itp.

4. Media i artykuły

Można przeglądać tytuły i wycinki ciekawych artykułów w interesującej nas kategorii, a następnie płacić za dostęp do nich w całości, jeżeli któryś został polajkowany.

5. Wspieranie artystów oraz projektów społecznych drogą crowdfundingu

Podobnie jak w przypadku artykułów, można posłuchać fragmentu piosenki, obejrzeć kawałek niezależnego filmu, przeczytać kilka paneli komiksu czy przejrzeć podstawowy opis i mini-prezentację projektu społecznego. A następnie wspierać finansowo te, które zrobiły na nas najlepsze wrażenie.

Czego nie „tinderyzować”?

Może to truizm, ale przede wszystkim nie wykorzystujmy mechaniki Tindera w aplikacjach, w których wybieramy lekarza, mieszkania, czy kierunek studiów; podejmujemy decyzje inwestycyjne, wyborcze, czy decyzje o adopcji dziecka.

I tu powrót do historii Adoptly. Projekt został zawieszony przez Kickstarter już po kilku dniach od startu, ale nie był to rezultat nacisku krytyków.

Okazało się, że była to artystyczna prowokacja. Twórcy, jak sami powiedzieli, zaprojektowali fikcyjną aplikację i zbiórkę jako „projekt artystyczny, który ma satyryzować naszą obsesję technologią i kulturową potrzebę, aby czynić wszystko prostszym, szybszym, bardziej wygodnym i satysfakcjonującym. Zależało nam na tym, aby zadać pytanie o to, gdzie postawimy granicę i czy w ogóle to zrobimy”.

Słowem: pokazali, że nawet jeśli wszystko można „stinderować”, to… nie wszystko warto. I to chyba najlepszy komentarz na koniec – żadne rozwiązanie nie powinno być jednowymiarowe i każde powinno być etyczne.

Zobacz materiał w wersji wideo:

Bartosz Filip Malinowski

Jestem strategiem, konsultantem i kreatywnym. Łączę kropki, które znikają ludziom z oczu. Założyłem agencję doradczą WeTheCrowd. Staram się także łączyć różne światy i dyscypliny oraz zachęcać do wyjścia ze swojej bańki na vlogu Bez/Schematu.