Granice krytyki czy lincz medialny? Krzysztof Stanowski, słup i prokuratura

Dodane:

Przemysław Zieliński Przemysław Zieliński

Granice krytyki czy lincz medialny? Krzysztof Stanowski, słup i prokuratura

Udostępnij:

Wypowiedzi Krzysztofa Stanowskiego pod adresem urzędniczki Krajowej Administracji Skarbowej wywołały jeden z najgłośniejszych sporów medialnych ostatnich dni. Sprawa trafiła już do prokuratury, a dyskusja dotyczy nie tylko samego języka użytego przez założyciela Kanału Zero.

Wszystko zaczęło się od owoców morza

Zalążkiem kryzysu stała się z pozoru rutynowa kontrola skarbowa przeprowadzona przez urzędniczki Urzędu Skarbowego w Sopocie w gdańskiej pizzerii Sabroso pod koniec maja 2026 roku. Podczas tzw. zakupu kontrolowanego inspektorki wykryły błąd proceduralny: lokal sprzedawał pizzę z krewetkami, stosując preferencyjną, 8-procentową stawkę VAT zamiast podstawowej, wynoszącej 23 proc.

Choć zgodnie z polskim prawem usługi gastronomiczne są objęte niższą stawką, ustawodawca przewidział sztywną listę towarów luksusowych, do których zaliczają się m.in. krewetki, homary czy ośmiornice. Jeśli posiłek zawiera choć jeden z tych składników, całe danie automatycznie „wskakuje” w wyższy próg podatkowy. Z perspektywy finansowej różnica na jednej pizzy wynosiła niespełna 6 złotych, jednak zgodnie z przepisami karno-skarbowymi kontrola zakończyła się nałożeniem mandatu w wysokości 2500 złotych. Właściciel lokalu przyjął mandat i opublikował w mediach społecznościowych ironiczny wpis o „najdroższej pizzy w historii”, zaznaczając jednocześnie, że same urzędniczki podczas kontroli zachowywały się kulturalnie.

Agresja na antenie i w sieci

Prawdziwa burza wybuchła jednak dopiero wtedy, gdy sprawę w programie „Mazurek & Stanowski” na antenie Kanału Zero skomentował Krzysztof Stanowski. Zamiast skupić się na wadliwości konstrukcji prawnej, publicysta skierował agresywne, personalne i przez wielu uznane za seksistowskie sformułowania pod adresem konkretnej kobiety wykonującej swoje obowiązki.

„Przecież to człowieka szlag trafi. Ty babo głupia, wredna. Babsko obrzydliwe. (…) Przecież ciebie to powinni trzymać na rynku, rozebraną do naga, przypiętą do jakiegoś słupa, żeby wszyscy widzieli, jak głupi potrafi być urzędnik” – grzmiał Stanowski na nagraniu, którego wysłuchały setki tysięcy widzów.

Mimo fali krytyki, dziennikarz nie wycofał się ze swoich słów. W serwisie X (dawniej Twitter) brnął dalej, pisząc, że kobieta, która „wyszukuje takiego rodzaju pizzy, by przedsiębiorca miał problem (…) zasługuje wyłącznie na publiczne upokorzenie i napiętnowanie”.

Instytucje państwowe i obrońcy praw człowieka mówią: „Dość”

Na reakcję organów państwowych oraz organizacji monitorujących nienawiść w przestrzeni publicznej nie trzeba było długo czekać. Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) wydała oficjalne oświadczenie, w którym stanowczo potępiła zachowanie celebryty, nazywając jego słowa „wyjątkowo oszczerczymi” oraz „niedopuszczalnymi”.

W poniedziałek, 8 czerwca 2026 roku, dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Gdańsku skierował oficjalne zawiadomienie do Prokuratury Regionalnej w Warszawie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa wraz z wnioskiem o objęcie sprawy ściganiem z urzędu. W przekazanym mediom stanowisku Krajowa Administracja Skarbowa podkreśliła, że nie akceptuje „szykanowania, obrażania, pomawiania i publicznego atakowania” pracowników wykonujących swoje obowiązki zgodnie z prawem. Według KAS komentarze skierowane wobec urzędniczki miały charakter „oszczerczy i niedopuszczalny”, a personalne ataki przekroczyły granice debaty publicznej.

Do prokuratury wpłynęło również osobne zawiadomienie przygotowane przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (OMZRiK). Organizacja alarmuje, że agresywne i perwersyjne wizje snute przez Stanowskiego mogą wyczerpywać znamiona szeregu przestępstw z Kodeksu karnego:

  • art. 216 kk (znieważenie)
  • art. 226 kk (znieważenie funkcjonariusza publicznego podczas pełnienia obowiązków)
  • art. 255 kk (nawoływanie do popełnienia przestępstwa)
  • art. 190 kk (groźba karalna)

Łącznie za tego typu czyny polski kodeks przewiduje karę nawet do 3 lat pozbawienia wolności. OMZRiK w swoim komunikacie wprost zarzuca dziennikarzowi, że „dla kaprysu i popularności medialnej niszczy kobietę, która uczciwie wykonywała swoją pracę”. Aktywiści zwracają także uwagę na paradoks całej sytuacji – przepisy podatkowe dotyczące owoców morza zostały uchwalone przez poprzednią władzę (PiS), z którą publicysta bywa kojarzony. Mimo to Stanowski nie zaatakował polityków odpowiedzialnych za legislację, lecz urzędniczkę najniższego szczebla, zobligowaną do egzekwowania prawa.

Politycy komentują: „Obrzydliwy, plugawy komentarz”

Skandal wywołał poruszenie na najwyższych szczeblach władzy wykonawczej oraz wśród komentatorów sceny politycznej. Głos w sprawie natychmiast zabrał Minister Finansów, Andrzej Domański, który podczas konferencji prasowej ostro ocenił formę wypowiedzi założyciela Kanału Zero, nazywając ją „absolutnie obrzydliwym, plugawym wręcz komentarzem”. Szef resortu finansów wysłał jasny sygnał obrony struktur urzędniczych:

„O ile dziennikarze, publicyści mają oczywiście prawo atakować polityków, to nigdy nie pozwolę na ataki na urzędników Krajowej Administracji Skarbowej” – oświadczył minister Domański. W podobnym tonie wypowiedziała się wiceprzewodnicząca Nowej Lewicy, Katarzyna Kotula, wskazując na tchórzostwo w doborze celu ataku: „Zabrakło odwagi, żeby skrytykować PiS, zamiast tego jest perfidna i obrzydliwa nagonka na Bogu ducha winną urzędniczkę”.

Eksperci: problemem jest asymetria siły

Sprawa wywołała także debatę w środowisku medioznawców i ekspertów od komunikacji społecznej.

W rozmowie z portalem Press Katarzyna Bąkowicz – badaczka dezinformacji i medioznawczyni z Uniwersytetu SWPS, komentująca sprawę określiła wypowiedzi Stanowskiego jako „jawne nawoływanie do nienawiści i linczu”. Zwróciła przy tym uwagę na szczególną odpowiedzialność osób posiadających ogromne zasięgi medialne.

Eksperci zajmujący się komunikacją publiczną od lat wskazują, że jednym z największych problemów współczesnych mediów jest zjawisko tzw. asymetrii wpływu. Popularny twórca internetowy dysponuje możliwością skierowania uwagi setek tysięcy odbiorców na konkretną osobę, która często nie ma porównywalnych narzędzi obrony swojego wizerunku.

Podobne zjawisko opisywała już amerykańska badaczka mediów Danah Boyd, zwracając uwagę na konsekwencje „networked harassment”, czyli skoordynowanego lub masowego kierowania uwagi społeczności internetowej przeciwko pojedynczym osobom.

Socjologowie i medioznawcy podkreślają, że zjawisko to obnaża ciemną stronę potęgi współczesnych influencerów. Posiadając wielomilionowe zasięgi w mediach społecznościowych, celebryci potrafią jednym nagraniem uruchomić lawinę nienawiści (tzw. hejtu) wobec osób prywatnych, które nie dysponują narzędziami ani platformą, by skutecznie się bronić. Sprawa ta bez wątpienia stanie się bezprecedensowym testem dla organów ścigania w zakresie definiowania granic wolności słowa, krytyki publicznej oraz odpowiedzialności za słowa wypowiadane w sieci.

Gdzie przebiega granica krytyki urzędnika?

Spór dotyka także fundamentalnego pytania o granice krytyki instytucji publicznych.

W demokratycznym państwie obywatele mają prawo krytykować decyzje urzędów i działania administracji. Jednocześnie polskie prawo przewiduje ochronę dóbr osobistych oraz ochronę funkcjonariuszy publicznych wykonujących obowiązki służbowe.

W praktyce sądy wielokrotnie podkreślały, że nawet bardzo ostra krytyka działań instytucji publicznych nie powinna przeradzać się w poniżanie konkretnych osób czy zachęcanie do ich publicznego upokarzania.

Kanał Zero i odpowiedzialność nowych mediów

Sprawa wpisuje się również w szerszą debatę o odpowiedzialności twórców internetowych. Kanał Zero należy dziś do największych przedsięwzięć medialnych w polskim internecie, a jego materiały regularnie osiągają wielomilionowe zasięgi.

Wraz ze wzrostem wpływu rośnie jednak również znaczenie standardów debaty publicznej. Coraz częściej pojawiają się pytania, czy influencerzy i twórcy internetowi powinni podlegać podobnym oczekiwaniom etycznym jak tradycyjne media, zwłaszcza gdy komentują działania konkretnych osób nieposiadających porównywalnej pozycji medialnej.

Zdjęcie okładkowe: fanpage Oficjalne Zero