Jak przygotować się do sprzedaży startupu?

Dodane: 13.07.2021

Kasia Krogulec

Udostępnij:

Nosisz się z zamiarem sprzedaży startupu? Zanim to zrobisz, przeczytaj, jak radzi przygotować się do exitu Aleksandra Maciejewicz z kancelarii LAWMORE oraz jakie wnioski ze sprzedaży firmy mają byli właściciele platformy do umawiania wizyt fryzjerskich – Lavito – Przemek Jurek i Marcin Niewitecki.

Zapytaj prawnika

Aleksandra Maciejewicz, prawniczka i rzeczniczka patentowa w kancelarii LAWMORE przeprowadza między innymi LDD (legal due diligence, czyli audyt prawny) startupów, na zamówienie podmiotów je nabywających, ale też m.in. inwestorów. Celem takich badań jest zazwyczaj wskazanie najważniejszych ryzyk prawnych zawiązanych z działalnością startupu na potrzeby planowanej transakcji.

– Bywa i tak, że startup zgłasza się do naszej kancelarii, aby wykonać pre-LDD, czyli audyt przed audytem. Badanie takie wykonujemy po to, aby zawczasu zlokalizować błędy prawne w startupie, przeprowadzić prace naprawcze, a do właściwego LDD kupna startupu, przedstawić już „posprzątaną” firmę. Taka sytuacja stawia sprzedawany startup, chociażby w lepszej pozycji negocjacyjnej – nie raz spotykałam się z sytuacją, gdzie kupujący, powołując się na ryzyka prawne wykazane w badaniu czy koszty prac naprawczych, podczas negocjacji uzyskiwał większe przywileje – mówi Aleksandra Maciejewicz.

Oto kilka wybranych obszarów, gdzie w związku z takim pre-LDD, prawnicy często wykonują prace naprawcze na rzecz sprzedawanego startupu. Jeżeli więc szykujesz się do sprzedaży startupu, warto zainteresować się tymi tematami.

Chaos w danych osobowych

Wdrożenie RODO jest absolutną podstawą. Warto zainteresować się, czy od pierwszego wdrożenia RODO, działalność startupu nie zmieniła się na tyle, że procesy i dokumentacja RODO’wska wymagają zweryfikowania i aktualizacji. Co więcej, jeżeli wcześniej w startupie nie był konieczny IOD (inspektor ochrony danych) albo DPIA (Data Protection Impact Assessment, czyli ocena skutków dla ochrony danych), aktualnie być może kwestie te wymagają zaadresowania.

Kolejny temat – legalność baz danych. Dodatkowe checkboxy, pop-upy ze zgodami i szczegółowe polityki prywatności spędzają sen z powiek, chociażby UX’om, jednak pamiętajmy, że bez nich bazy będą wadliwe prawnie. Przykładowo, gdy zgoda jest podstawą przetwarzania danych, a zgody takie zostały nieprawidłowo zebrane od użytkowników (lub innych podmiot danych), wówczas przetwarzanie tak ich danych jest niezgodne z prawem.

Brak umów lub nieważne umowy

Dosłowny brak umów to jedno, ale pamiętajmy również, że niektóre czynności prawne wymagają odpowiedniej formy pod rygorem nieważności – jeżeli taka forma nie zostanie zachowana, umowa będzie traktowana, jakby w ogóle nie została zawarta w danym zakresie. Przykładem jest, chociażby przeniesienie praw autorskich czy licencja wyłączna, które wymagają formy pisemnej. Tej formie nie zadośćuczyni skan umowy.

Nieważność jest również ważnym wątkiem w przypadku konsumentów – tutaj szczególnie łatwo o jej wystąpienie. Często spotykane stosowanie w relacji b2c klauzule niedozwolone (zwanye inaczej abuzywnymi), których wprawdzie użycie w umowie (których częścią są przecież regulaminy, termsy, ToSy, etc.) nie powoduje jej nieważności, ale może narobić nam problemów, ponieważ takie klauzule będą po prostu niewiążące.

Z kolei odnośnie dosłownego braku umów, tutaj wyjątkowo często pojawia się kwestia zarządu. Z jakiegoś powodu w startupach przyjmuje się, że uchwała o powołaniu zarządu jest wystarczająca, aby startup stawał się właścicielem wszystkiego, co członkowie wytworzą na rzecz spółki. Tak nie jest. Warto więc zadbać o zawarcie odpowiedniej umowy cywilnoprawnej między zarządem a spółką, chociażby w celu skutecznego przeniesienia autorskich praw majątkowych.

Zawierając umowę pomiędzy członkiem zarządu a spółką, trzeba też pamiętać, że w każdej takiej umowie spółkę musi reprezentować pełnomocnik powołany uchwałą zgromadzenia wspólników – umowa podpisana za spółkę przez zarząd, nawet przez innego członka zarządu, jest nieważna (choć jest to nieważność „naprawialna”). Jest to chyba najczęściej wyłapywany błąd w LDD.

Startup vs własność intelektualna

To, co jest najbardziej problematyczne i ignorowane w tej kwestii, to brak sprawdzenia nazwy (o rejestracji znaku towarowego nie wspominając). W tym zakresie pojawiają się dwa główne wątki – badanie rynku pod kątem istniejących firm o identycznej lub podobnej nazwie (przy czym sprawdzamy nazwy podobne pod kątem fonetycznym, graficznym lub znaczeniowym) oraz czy nazwa nie jest wykluczona z rejestracji np. z uwagi na jej opisowość. Warto zwrócić na to szczególną uwagę, aby następnie nie okazało się, że kupujący musi się zaraz rebrandingować.

Znaczącym problemem jest brak strategii startupu w przedmiocie ochrony własności intelektualnej. A ignorancja w tym zakresie może być bardzo bolesna, np. jeżeli wynalazek został ujawniony przed zgłoszeniem patentowym, z czego startup nie zdawał sobie sprawy, wynalazek ten automatycznie traci możliwość opatentowania. Albo nieświadomość tego, że algorytmy i wytwory AI praktycznie nie są chronione prawem autorskim i należy w tym zakresie dobrać inną strategię ochrony. Z kolei w interesie kupującego startup leży wnikliwe zbadanie praw własności intelektualnej startupu oraz sposobu ich zabezpieczenia.

Kolejna kwestia, licencje open source. Warto upewnić się, czy programiści dobrze dokumentują użycie „otwartych licencji”. Jeśli model biznesowy startupu obejmuje dystrybucję oprogramowania, a „otwarta licencja” jest tzw. licencją wirusową lub wymaga opublikowania całego kodu, może to stanowić niemały problem, a nawet potrzebę przepisania kodu.

Co z ochroną kadr?

Aktualnie jest to gorący temat szczególnie w branży IT, gdzie spółki starają się pozyskać kolejnych zdolnych programistów i deweloperów, również poprzez ich przejęcie od współpracujących ze sobą spółek technologicznych. Warto więc zadbać o odpowiednie klauzule ochrony kadr w umowach współpracy. Warto też móc pochwalić się przed kupcem wdrożonym w startupie ESOP’em lub innym programem opcyjnym. Kupujący coraz częściej zwracają na to uwagę, co jest zrozumiałe, gdyż często jednym z wartościowszych assetów startupu, jest jego zespół.

Sprzedaż Lavito. Jakie wnioski wyciągnęli właściciele?

W 2018 r. Przemek Jurek i Marcin Niewitecki sfinalizowali sprzedaż Lavito.pl do Booksy. Budowali serwis od 2013 r. i w ciągu pięciu lat odnieśli sporo sukcesów na rynku stron do umawiania wizyt w salonach urody. Choć planowali sprzedaż, branżowy nabywca, a właściwie konkurent, wcale nie był ich pierwszym wyborem. Obecnie rozwijają startup Rezuro, platformę do wynajmu średnioterminowego pokoi i mieszkań. W czerwcu tego roku spółka pozyskała 2 mln zł w rundzie pre-seed.

Założyciele Lavito zebrali wnioski, refleksje i rady dla każdego, kto planuje własny exit.

1. Zaplanuj kilka wariantów

Marcin: Nie warto nastawiać się na szybką sprzedaż i prosty, przyjemny proces. Kiedy zaczęliśmy myśleć o sprzedaży Lavito, zakładaliśmy, że nabywcą będzie koncern mediowy, który będzie chciał powiększyć katalog źródeł przychodów o umawianie wizyt w segmencie beauty. Wydawało się, że to naturalne rozwinięcie działalności i interesujący sposób na monetyzację wydawanych treści.

To, co wydawało się dla nas oczywiste, wcale nie było oczywiste dla potencjalnych nabywców, którzy inaczej postrzegali możliwe synergie biznesowe. Jak widać, właściwie ich nie dostrzegali.

Finalnie okazało się, że to branżowy nabywca lepiej rozumiał, czym się zajmujemy, a dodatkowo, co oceniam bardzo pozytywnie, potrafił sprawnie przeprowadzić proces due dilligence.

Oczywiście, negocjacje z branżowym kupcem mają swoje minusy. Szczególnie jeśli to twój bezpośredni konkurent, któremu musisz pokazać całą swoją firmę od środka, zanim ją sprzedasz i zanim podpiszecie finalną umowę. Nie ma wyjścia – jeśli chcesz sprzedać startup w ten sposób, musisz się przełamać i po prostu zaufać drugiej stronie.

2. Podejmuj decyzje w zgodzie ze sobą

Marcin: Decyzje o sprzedaży biznesu dobrze jest podejmować w zgodzie z samym sobą. Ja nie miałem wątpliwości i to pewnie ułatwiło cały proces. Od początku przyjąłem, że jako założyciele Lavito, najlepiej porozumiemy się z założycielami Booksy. Wszyscy czuliśmy, że na początku trzeba się lepiej poznać i porozmawiać bez udziału prawników i doradców. I tak się stało.

Wtedy doceniliśmy także jeszcze jeden fakt. Znaliśmy się z Booksy, czyli naszą bezpośrednią konkurencją, od dawna. I nawzajem się szanowaliśmy. To powodowało, że nie było między nami żadnych barier związanych z rozmowami o sprzedaży. To jeszcze jedna, dodatkowa rada – warto podchodzić do konkurencji z szacunkiem. Nigdy nie wiemy, czy na którymś etapie nie staniecie się sojusznikami, partnerami, a może nawet… jednym biznesem.

3. Dbaj o interesy inwestorów

Przemek: Na przestrzeni lat w Lavito zainwestowało kilka funduszy venture capital. Każdy z nich wszedł z nieco innymi założeniami i wizją wyjścia z inwestycji. Oczywiście, ta pierwsza wizja rzadko kiedy pokrywa się z rzeczywistością, kilka lat później, ale musieliśmy omówić i dojść do porozumienia z funduszami w kwestii tego, kto i jak finalnie wyjdzie na sprzedaży udziałów.

Oczywiście, fundusze venture capital nie będą blokować transakcji sprzedaży udziałów (szczególnie, jeśli zarobią na inwestycji), ale trzeba pamiętać, że każdy z nich będzie dbać przede wszystkim o swój interes. Na szczęście wszyscy wiedzą, że jeśli nie dojdą do porozumienia, transakcja nie dojdzie do skutku. Wszystkim zależy więc na dojściu do porozumienia.

4. Nie ukrywaj planów przed zespołem

Marcin: Sprzedaż firmy jest zawsze stresująca dla pracowników. Oznacza zmiany. Zależało nam na tym, żeby wszyscy, którzy z nami pracowali, przeszli do nowej struktury, odnaleźli się w niej i dobrze się w niej czuli. W związku z tym podjęliśmy dwa działania. Jeszcze przed sprzedażą informowaliśmy pracowników na bieżąco, jak przebiega proces sprzedaży i jakie będą kolejne kroki. Z kolei po sprzedaży Lavito do Booksy pozostaliśmy osobiście zaangażowani w działania organizacyjne nowego biznesu, jeszcze przez kilka miesięcy, starając się zapewnić jak najbardziej płynną integrację.

5. Działaj sprawnie

Przemek: Sprzedając Lavito chcieliśmy, żeby proces był sprawny. Negocjacje, rozmowy i due dilligence mogą trwać w nieskończoność. Chyba że dopilnujesz, by nie było takiej możliwości. Szukając ostatecznego nabywcy Lavito rozmawialiśmy z kilkoma zainteresowanymi podmiotami. Każdemu z nich zaoferowaliśmy wyłączność na rozmowy z nami, jednak w krótkim okresie. To znacznie poprawiło dynamikę procesów due dilligence, audytów oraz kolejnych kroków podejmowanych przez nabywców.

 

icon-112px-padlock Created with Sketch.

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem