Jesteśmy przygotowani na kryzys. Zawsze mamy plan B – Grzegorz Szulik (Provema)

Udostępnij:
Mimo że nad gospodarką ciąży widmo kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa, to startupy z sektora fintech nadal mają się dobrze. Ale czy faktycznie ich właściciele mogę spać spokojnie, nie obawiając się skutków kryzysu? Między innymi o to zapytaliśmy Grzegorza Szulika, prezesa zarządu Provema.

– Tak naprawdę to zależy od wielu czynników, np. rodzaju prowadzonej działalności i etapu rozwoju firmy. Przedsiębiorstwa posiadające zaplecze w postaci klientów i zaufania, pewnej pozycji na rynku zawsze znajdą sposób na przetrwanie. Jeżeli firmy są elastyczne w swoich działaniach i potrafią maksymalnie szybko dostosowywać się do nowych realiów, to powinny sobie poradzić, a nawet odnotować wzrost zainteresowania swoimi produktami – mówi Grzegorz Szulik.

Które sektory branży finansowej najdotkliwiej odczują skutki kryzysu?

LendTechy. Zmiany, które musiały zostać wdrożone po zarządzeniu RPP, wymusiły przesterowaniu biznesu i szybką zmianę modelu zarządzania. Również dostosowanie się do wymogów dyktowanych przez ministerstwo wymagało zmiany organizacji pracy i szybka reakcję. Myślę, że największy problem będą również miały firmy, które swój biznes najpierw nastawiły na promocje produktu bez własnego kapitału.

Jakie kroki już dziś powinny podjąć LendTechy, aby przetrwać trudny okres?

Jestem przekonany, że mądre przedsiębiorstwa zawsze maja plan awaryjny. Jeżeli dany sektor potrafi dostosować się do sytuacji, w której został postawiony, to przetrwa. Dobrze pracować na zapleczem inwestorskim i odpowiednim rozdysponowaniu środków, niemniej wierze, że firmy nad tym się właśnie skupiają.

A co z Wami? Jak w obliczu koronawirusa rozwija się Provema?

Jesteśmy firmą, która rozwija się technologicznie – a to pozwala na bardzo szybką reakcję. W ciągu 24 godzin nasi pracownicy przeszli na tryb pracy home office. Działamy bardzo sprawnie. Zmodyfikowaliśmy nasza ofertę i realizujemy to, co założyliśmy. Wbrew pozorom kryzys ogranicza tylko plany ekspansji, a jest to związane z ograniczeniem ruchu zagranicznego. Na szczęście są wideokonferencje.

Byliście chociaż w jakimś stopniu przygotowani na kryzys?

Zawsze mamy plan B, więc możemy przyjąć, że byliśmy.

Wy również planowaliście ekspansję. Wiem, że w tym roku zamierzaliście pojawić się na Litwie, Chorwacji i Bułgarii. Koronawirus pokrzyżował Wasze plany?

Oczywiście, ze względów na ograniczanie w poruszaniu część rzeczy musi zostać przesunięta na inny okres. Niemniej plany są aktualne. Korzystamy z tych możliwości, które pozostawia technologii, jak np. wideokonferencje itd. Nasi partnerzy wiedzą, że ekspansja na te rynki wciąż jest realna.

Dlaczego chcecie pojawić się akurat na Litwie, Chorwacji i Bułgarii?

Widzimy tam ogromny potencjał. Również technologiczny.

Co w dobie koronawirusa jest najtrudniejsze w prowadzeniu firmy udzielającej pożyczek?

Być może nie tylko w firmie udzielającej pożyczek, ale raczej w większości przedsiębiorstw, to zdecydowanie komunikacja. Negocjacje prowadzi się lepiej przy okrągłym stole. Wdrażamy również innowacje. Są to energo i czasochłonne procesy. Burza mózgów twarzą w twarz przynosi najlepsze efekty.

Jak zatem radzicie sobie z komunikacją?

Korzystamy z rozwiązań, które powstały dzięki zaawansowanym technologiom. Nie jest to co prawda idealny model, ale na chwilę obecną najlepszy z możliwych.

Czy koronawirus zmieni branżę pożyczkową? Jakie są możliwe scenariusze?

Koronawirus wpłynie na wiele gałęzi gospodarki. Dzisiaj okazuje się, że możemy pracować zdalnie prawie z każdego miejsca. Nie musimy płacić za paliwo przy kasie na stacji – wystarczy dostęp do aplikacji. Dostosowaliśmy nasze firmy do zaleceń, obostrzeń, a to pokazało jak wiele rzeczy łatwo jest wykonać w inny sposób.

Jak zamierzacie przetrwać ten trudny okres?

Jak dotychczas. Będziemy ciężko pracować i stawiać na technologie i innowacje. Widzimy, że to przynosi efekty jakich oczekiwaliśmy.