Komunikacja w kryzysie. Zamilknąć czy wyróżnić się jeszcze bardziej niż zwykle?

Udostępnij:
Kryzys spowodowany pandemią koronawirusa zmusza wiele firm do cięcia kosztów, a marketing i komunikacja często lądują na szczycie listy przygotowywanej przez dział finansowy. Nieprzemyślane decyzje mogą jednak przynieść odwrotne skutki, szczególnie że skuteczna komunikacja nie musi być droga, a jej brak prowadzi do utraty zaufania inwestorów i klientów, co może tylko pogłębić kłopoty. Sprawdziłem, jak z tym wyzwaniem radzą sobie czołowe polskie startupy.

Z poniższego artykułu dowiesz się:

  • Z jakimi trudnościami w czasie kryzysu borykają się polskie startupy?
  • Jak kryzys spowodowany pandemią koronawirusa wpłynął na sposób ich komunikacji z klientami i inwestorami?
  • Co powinny robić spółki, które mimo kryzysu i niezbędnych oszczędności nadal chcą sprawnie się komunikować?

Między innymi o to zapytałem przedstawicieli czterech technologicznych startupów, którzy rozwijają swoje projekty w ramach programu akceleracyjno-mentoringowego InCredibles.

eDrop. Dopasuj komunikację do potrzeb klientów

eDrop to startup, który pomaga użytkownikom korzystać z wody w sposób bardziej świadomy. Inteligentne urządzenie stworzone przez zespół eDrop’a uświadamia użytkownikom, jak ich codzienne interakcje z wodą, chociażby w kuchni czy łazience, przekładają się na środowisko i domowy budżet.

Uziemienie

Według Jakuba Świerka, CEO eDrop’a, w dobie koronawirusa najtrudniejsze jest „uziemienie”, które uniemożliwia przedsiębiorcom podróżowanie między krajami. Dlaczego akurat ten aspekt jest tak ważny dla mojego rozmówcy? Tłumaczy, że chodzi o udział w zaplanowanym programie akceleracji w Stanach Zjednoczonych.

– W ramach zwycięstwa w SU Global Impact Challenge zostaliśmy zaproszeni do programu akceleracyjnego w Dolinie Krzemowej, z którym wiązaliśmy duże nadzieje. Niestety w związku z zamknięciem granic i rozwojem sytuacji epidemicznej w Stanach Zjednoczonych nasz wyjazd przesunął się w bliżej nieokreśloną przyszłość, w związku z czym nasze plany również musiały ulec zmianie – mówi Jakub Świerk.

Ale to nie jedyna trudność, z jaką eDrop obecnie się boryka. Trudny bowiem jest ograniczony kontakt z dostawcami, partnerami i inwestorami. Poza tym nie wszystko da się załatwić przez internet, szczególnie w firmie, która tworzy hardware.

Nowa sytuacja, nowy komunikat

Gdy zapytałem Jakuba Świerka, jak po wybuchu pandemii koronawirusa zmieniła się zewnętrzna komunikacja w jego spółce, odpowiedział, że jego zespół stara się obecnie przede wszystkim jasno określać sytuację, w której się znajduje. W związku z tym zwiększył częstotliwość komunikacji, rozumiejąc, że potencjalni odbiorcy jego usług spędzają teraz więcej czasu w internecie. Dodatkowo zmienił treść komunikatów, które wcześniej miały raczej charakter luźnych publikacji lifestylowych. Teraz eDrop odwołuje się w komunikatach do indywidualnych potrzeb użytkowników.

I chociaż to duża zmiana, to nie wymusiła na spółce mojego rozmówcy konieczności zdefiniowania na nowo swojej wartości. – Oczywiście rozumiemy, że w tej chwili pewne aspekty naszego życia, jak np. ekologia czy ratowanie naszej planety, zeszły na dalszy plan i dla większości naszych odbiorców priorytetem jest skoncentrowanie się na zdrowiu własnym i bliskich, ale to również dla nas stało się szansą do stworzenia nowych „przypadków użycia” (ang. use case) – wyjaśnia Jakub Świerk.

Dlatego stara się wykorzystać pandemię, aby dotrzeć do użytkowników, dla których zdrowie jest najważniejsze. Opowiada, że w efekcie tych działań otrzymuje bardzo pozytywny feedback oraz że dzięki społecznemu przewartościowaniu grupa potencjalnych odbiorców startupu jest teraz znacznie większa. Niemniej mój rozmówca obawiał się, że tak się nie stanie i że model biznesowy przyjęty przez eDrop nie sprawdzi się w nowych realiach. Szczęśliwie nie ziścił się ten czarny scenariusz.

Komunikacyjne bariery

Nie oznacza to jednak, że sytuacja spowodowana koronawirusem nie stworzyła barier komunikacyjnych, których zespół eDrop nie odczuł.

– Nie będę tutaj oryginalny. Chyba wszystkim doskwierają ograniczenia w możliwości komunikacji personalnej. Bardzo się cieszę, że w pewnym stopniu następuje już poluzowanie tych ograniczeń i coraz łatwiej jest się umówić na spotkanie osobiście. Zarówno w przypadku naszych partnerów, jak i inwestorów spotkania twarzą w twarz – choć w nowych maskowych realiach – są nie do przecenienia – mówi Jakub Świerk.

Dodaje, że jeżeli chodzi o komunikację z odbiorcami jego usług, to zespół eDrop prowadzi ją nadal głównie przez internet – i to się nie zmieniło. Zwraca uwagę, że znaczącą pomocą w ogarnięciu kryzysowej komunikacji są warsztaty organizowane przez InCredibles, w ramach których mentorzy zajmujący się PR-em podpowiadają Jakubowi, jak w dobie koronawirusa mówić do swoich odbiorców i do inwestorów.

Komunikacja w kryzysie. Jakub Świerk radzi:

„Myślę, że najważniejsze jest budowanie jasnego i spójnego komunikatu oraz utrzymanie stałego kontaktu z użytkownikiem. W przypadku obecnego kryzysu jest to o tyle łatwiejsze, że dotknął on praktycznie wszystkich, łącznie z inwestorami i aktualnymi i potencjalnymi odbiorcami, co z naszego doświadczenia przekłada się na daleko idącą wyrozumiałość szczególnie tej drugiej grupy. Choć nie musimy się posiłkować wyszukaną komunikacją kryzysową, ponieważ wszyscy rozumiemy sytuację, w jakiej się znaleźliśmy, warto w takiej komunikacji uwzględnić nowe realia użytkownika i odpowiednio do jego potrzeb dostosować przekaz”.

Salesbook. Dostarczaj wartościową wiedzę

Salesbook tworzy oprogramowanie, optymalizujące proces sprzedaży bezpośredniej – od spotkania z klientem do twardej analityki zarządczej. System skierowany jest do sprzedawców pracujących w terenie lub tych, którzy w swojej pracy wykorzystują połączenia telekonferencyjne, a także do ich menedżerów, którzy dostają platformę łączącą w sobie takie kategorie produktów jak Sales Enablement, CPQ, SFA, CRM i Sales Intelligence.

Rynek nie chce inwestować

Jak kryzys wywołany pandemią COVID-19 wpłynął na działalność Salesbooka? O to zapytałem Dariusza Nawojczyka, CMO Salesbook, w pierwszej kolejności. Powiedział mi, że zderzył się z niechęcią rynku do inwestowania. – Przedsiębiorcy spoglądają na siebie nawzajem i widzą, że inni oszczędzają, więc oni również powinni. To spowodowało, że w kwietniu tempo pozyskiwania nowych klientów spadło u nas o około 50%, ale maj daje już nadzieję na powrót na normalne tory – wyjaśnia.

Niemniej nadal często słyszy od potencjalnych klientów: „świetny produkt, wdrożylibyśmy go od ręki, ale mamy odgórnie wstrzymane inwestycje”. Przy czym nie dotyczy to wszystkich klientów. Mój rozmówca wyjaśnia, że są również firmy, które wykorzystują pandemię i związany z nią kryzys do szybkiej modernizacji swojej strategii. – Podczas gdy jedni czekają, aż wróci stary porządek, inni wykorzystują czas COVID-19 do modernizacji procesów sprzedażowych. Firmy te bardzo szybko odkryły, że potrzebują nowych narzędzi na nowe czasy – dodaje.

A co z funduszami VC? Czy zespół Salesbooka otrzymuje wsparcie od obecnych inwestorów? Tak. Jest to wsparcie na miarę możliwości – głównie dotyczy dostarczania wiedzy i działań networkingowych. Zdaniem Dariusza Nawojczyka fundusze nie mogą poradzić zbyt wiele ad hoc, bo przecież VC nie zrobi kolejnej rundy, dofinansowując firmę tylko dlatego, że jest pandemia. Do tego muszą zaistnieć inne czynniki biznesowe.

Korporacje chcą spotykać się online

Dariusz Nawojczyk wyjaśnia, że tuż po wybuchu pandemii jego zespół uwzględnił nowe realia w zewnętrznej komunikacji, pokazując, że Salesbook może być z powodzeniem stosowany również w zdalnej relacji z klientem, że można przejść cały proces sprzedażowy w trakcie wideokonferencji i że można zdalnie podpisać umowę.

– To sprawiło, że tempo sprzedaży, choć zwolniło, nie spadło radykalnie. Mamy nawet spektakularne wdrożenia, jak na przykład to dla OVB Allfinanz Polska – mówi mój rozmówca. Wyjaśnia również, że po wybuchu pandemii wartości, które do tej pory komunikowała jego firma, nie uległy zmianie. Dlaczego? Bo są ponadczasowe.

Zdaniem CMO Salesbook możliwość zarządzania całym procesem handlowym – od spotkania z klientem po analitykę – nie uległa przewartościowaniu w trakcie kryzysu, a być może nawet stała się jeszcze bardziej atrakcyjna. – Jedynym aspektem, który musieliśmy wziąć pod uwagę, było to, by nauczyć klientów prowadzenia spotkań sprzedażowych z wykorzystaniem Salesbooka i dodatkowych narzędzi do wideokonferencji – mówi.

Ponadto kryzys spowodowany koronawirusem nie stworzył barier komunikacyjnych w spółce zarządzanej przez Dariusza Nawojczyka. Jego startup od dawna działa w zdalnym modelu, a zespół wsparcia sprzedaży wykorzystuje narzędzia wideokonferencyjne do prowadzenia rozmów handlowych i prezentacji demo.

– Wszystkie nasze procesy komunikacyjne zachowały ważność i skuteczność w obliczu pandemii. Można powiedzieć, że byliśmy na nią gotowi – dodaje.

Jedyną odczuwalną zmianą w tym aspekcie było podejście do spotkań większych organizacji. Wcześniej korporacje preferowały kontakt osobisty, teraz nie mają problemu, żeby negocjować lub prowadzić warsztaty i szkolenia przez internet – a to plus.

Komunikacja w kryzysie. Dariusz Nawojczyk radzi:

„Co jest najważniejszej w komunikacji kryzysowej? To samo, co w każdej innej skutecznej komunikacji: szczerość, skupienie na istocie komunikatu, rozwiązanie realnego problemu biznesowego i dostarczanie wartościowej wiedzy”.

QNA Technology. Czasy są trudne, mimo to rób swoje

QNA Technology to wrocławska spółka specjalizująca się w produkcji koloidalnych półprzewodnikowych kropek kwantowych QNA.dot. Czym one są? To nanokryształy wykonane z materiałów półprzewodnikowych, zdolne do emitowania i absorbowania światła o różnej barwie w zależności od ich rozmiaru. Ze względu na swoje unikalne właściwości fizyko-chemiczne przyciągają zainteresowanie globalnego przemysłu.

Kwarantanna i wydłużony czas dostaw

Kryzys spowodowany pandemią COVID-19 nieznacznie wpłynął na działalność QNA Technology. Polski zespół nadal pracuje nad rozwojem kropek i tuszy kwantowych, co nie oznacza, że nie spotkał się z trudnościami. Pierwszą z nich była kwarantanna.

– W przypadku laboratorium chemicznego długi czas na home office nie bardzo ma sens, chociaż w miarę możliwości korzystaliśmy również z tej opcji, gdy była taka konieczność. Przy zachowaniu środków bezpieczeństwa, prace B+R w naszej firmie prowadzone były z podobną intensywnością jak przed pandemią – wyjaśnia Artur Podhorodecki, CEO QNA Technology.

Niemniej według mojego rozmówcy główny problem to wydłużone terminy dostaw odczynników do procesów oraz zwolnienie prac związanych z rozbudową laboratorium.

– Trochę to skomplikowało kilka procesów, ale nie spowodowało jakiegoś istotnego zatoru, ponieważ ilości, jakie przerabiamy nie są nadal przemysłowe. Mam wrażenie, że dużo więcej pojawiło się pracy organizacyjnej, ze względu na łatwość spotkań z klientami, inwestorami i partnerami, którzy wcześniej byli często nieuchwytni. Teraz dużo łatwiej jest się umówić i dzień szybko wypełnia się spotkaniami przed monitorem – mówi dyrektor generalny wrocławskiego startupu.

Trudności z finansowaniem

Gdy zapytałem Artura Podhorodeckiego, co w dobie koronawirusa sprawia największą trudność w prowadzeniu biznesu, odpowiedział, że pozyskanie nowego kapitału.

– Jesteśmy startupem. Nasz rozwój uzależniony jest póki co od inwestorów i kolejnych rund finansowania. Właśnie jesteśmy w trakcie rozmów z kilkoma mniejszymi i większymi funduszami z Europy, USA i Japonii. Dwa z nich napisały nam wprost, że rozważają zamrożenie inwestycji do czasu ustabilizowania się sytuacji. To nowo powstałe organizacje i same nie są pewne swojej przyszłości – mówi.

W związku z tym zespół mojego rozmówcy dokonuje analizy swojego modelu biznesowego oraz analizuje różne „skutki formalno-prawne przerwania niektórych działań, aby zawczasu wiedzieć jak się na nie przygotować”. Do tego CEO QNA Technology zlecił wykonanie audytu, aby ocenić wydajność procesów zachodzących w spółce, dzięki czemu spodziewa się znaleźć oszczędności lub oszczędniej prowadzić wydatki.

Niemniej w tej trudnej sytuacji zespół zarządzany przez Artura Podhorodeckiego nie został sam. – W pierwszym kwartale tego roku otrzymaliśmy dofinansowanie zarówno ze strony inwestorów prywatnych, jak i NCBiR. To pozwoliło nam wejść w czasy wybuchu COVID-19 z mocną podbudową. Stąpamy twardo po ziemi i wiemy, że ostateczny wynik naszych prac zależy od nas – wspomina mój rozmówca.

Wzmocnienie komunikacji

Trudność z dostępem do świeżego kapitału nie jest jedyną bolączką, z którą zmagają się startupy w dobie koronawirusa. Kolejną jest komunikacja. Ale czy ogarnięcie tego aspektu stanowiło wyzwanie również dla zespołu QNA Technology? Nie.

– Prace nad rozwojem niebieskiej kropki kwantowej i tuszy kwantowych trwają, tak więc nie było potrzeby zmieniać nic w naszej dotychczasowej komunikacji. Dodajemy za to teraz nowe kierunki. Chcemy wzmocnić przekaz wysyłany do potencjalnych partnerów w Stanach Zjednoczonych. Z kolei w Azji chcemy wykorzystać nasze kontakty w ramach tajwańskiego akceleratora Garage+, do którego należymy. Budowanie widoczności na rynkach zagranicznych jest dla nas teraz bardzo ważne – mówi Artur Podhorodecki.

Mój rozmówca dodaje, że ze względu na COVID-19 nie musiał na nowo szukać wartości, ani ich komunikować światu. Głównie dlatego, że QNA Technology działa w modelu B2B i na etapie rozwoju, na którym znajduje się spółka, komunikacja nie jest mocno zakorzeniona na końcowym odbiorcy i jest mniej podatna na pandemię.

Nie oznacza to jednak, że obecna sytuacja nie stwarza barier komunikacyjnych. CEO QNA Technology zdaje sobie sprawę, że przekaz w internecie jest teraz zdominowany przez koronawirusa i że największe szanse na podchwycenie komunikatu przez odbiorców ma taki komunikat, w którego tytule mieści się fraza „lek na wirusa”.

– Ale spokojnie szukamy okazji i liczymy na te branżowe miejsca w sieci, gdzie będzie można więcej powiedzieć o testach tuszy kwantowych czy unikalnych właściwościach naszej QNA blue dot – mówi mój rozmówca.

Komunikacja w kryzysie. Artur Podhorodecki radzi:

„Spółka nadal musi realizować swoje cele zgodnie z planem. W momencie, w jakim się znaleźliśmy szuka się jakiejś normalności, potwierdzenia, że nie wszystko wokół pogrążone jest w kryzysie. Wysyłamy więc sygnał do naszego bliższego i dalszego otoczenia – czasy są trudne i niepewne, ale robimy dalej swoje i z silnym, zgranym zespołem naukowców budujemy swoją wartość”.

Billon Group. Nie chowaj głowy w piasek

Billon Group to polsko-brytyjski startup, który dzięki blockchainowi tworzy technologię rozproszonego rejestru (distributed ledger technology – DLT). W ramach jednego systemu łączy transakcje walutami narodowymi, zapisywanie dokumentów i zarządzanie tożsamością.

Zwolnienia i obniżka pensji

Kryzys spowodowany pandemią koronawirusa nie ominął Billon Group. Niemniej największą zmianą w funkcjonowaniu firmy było całkowite przejście na zdalny tryb pracy – i tak zarząd spółki planuje pracować co najmniej do końca czerwca. Aby oddać powagę sytuacji Wojciech Kostrzewa, CEO Billon Group, mówi, że załamanie gospodarcze, z którym obecnie się zmagamy, można jedynie porównać ze skalą załamania, która panowała podczas Wielkiej Depresji w latach 30-ch XX wieku. To z kolei wymaga od firm podjęcia radykalnych kroków.

– Żeby zapewnić płynność finansową co najmniej na najbliższe 18 miesięcy, musieliśmy postawić znak zapytania przy każdej pozycji kosztowej i wdrożyć radykalny program oszczędnościowy. Zarząd spółki dał przykład, zmniejszając swoje wynagrodzenia o połowę. Poprosiliśmy też naszych pracowników o zgodę na obniżenie pensji przez te najtrudniejsze miesiące – mówi dyrektor generalny Billon Group.

Dodaje, że w ramach rekompensaty jego firma rozszerzyła program opcyjny, umożliwiający w przyszłości objęcie części udziałów w spółce. Nie obeszło się jednak bez zwolnień. Fintech zarządzany przez mojego rozmówcę musiał rozstać się z kilkoma osobami, ale poza tymi indywidualnymi przypadkami nie planuje dalszej redukcji etatów.

Opóźnienia w płatnościach

Gdy zapytałem Wojciecha Kostrzewę, co w dobie koronawirusa sprawia największą trudność w prowadzeniu biznesu, odpowiedział, że zrewidowanie prognozy przychodowej. – Musimy liczyć się z opóźnieniami ze strony partnerów, niekoniecznie ze względu na to, że firmy nie mają płynności, ale dlatego, że przynajmniej przez pierwszy miesiąc lub dwa były zajęte opanowaniem kryzysu. Mieliśmy jeden przykład projektu, który nie wyszedł, bo naszemu klientowi, młodej innowacyjnej firmie, chyba po prostu zabrakło pieniędzy – wyjaśnia.

Ale z drugiej strony Billon Group ma klientów, z którymi od roku prowadził rozmowy handlowe, a którzy dziś w bardzo krótkim czasie muszą przejść kompletną cyfrową transformację. I tu oferowane przez spółkę rozwiązania pozwalają przejść przez tę cyfrową transformację, wdrażając technologię Billon Group od ręki.

Relacje z inwestorami

Ponadto spółka zarządzana przez Wojciecha Kostrzewę otrzymuje wsparcie od swoich inwestorów. Pomagają w tym wcześniej wypracowane relacje. Mój rozmówca opowiada, że zawsze stawiał na smart money, czyli na inwestorów, którzy mogą wnieść do spółki coś więcej niż pieniądze. Dodaje, że akcjonariusze Billon Group od zawsze byli na bieżąco informowani o tym, co się dzieje w firmie i mieli dobrą, transparentną relację z zarządem.

– Dzięki temu dzisiaj są tym elementem w układance finansowej i przychodowej, który jest w stanie nam bardzo pomóc. Z zadowoleniem mogę powiedzieć, że obecni inwestorzy bardzo pozytywnie przyjęli nasz program działań antykryzysowych i w dalszym ciągu chcą wspierać firmę. Wiążemy też duże nadzieje z brytyjskim programem Future Fund, który zapewnia innowacyjnym firmom pokaźne dofinansowanie rządowe pod warunkiem, że inwestycji w takiej samej wysokości dokonają inwestorzy prywatni. Niemniej ważne są rekomendacje naszych inwestorów mogące prowadzić do relacji z nowymi klientami – wyjaśnia Wojciech Kostrzewa.

Firma działa i panuje nad sytuacją

Wybuch pandemii zbiegł się w czasie z ważnymi krokami milowymi w rozwoju firmy: zakończeniem rundy A finansowania na początku marca i wdrożeniem technologii Billon Group przez partnerów biznesowych, jak Raiffeisen, Tauron, czy Biuro Informacji Kredytowej.

– Paradoksalnie więc w ostatnich miesiącach prowadziliśmy bardziej ożywioną i optymistyczną komunikację biznesową niż przed pandemią, kiedy pracowaliśmy nad dowiezieniem tych projektów. To na pewno jest dobra wiadomość dla klientów, którzy widzą, że mimo gospodarczych przeciwności losu firma działa i wdraża swoją technologię wspólnie z kolejnymi firmami – mówi Wojciech Kostrzewa.

Niemniej zdaje sobie sprawę, że firmy (w tym jego) nie mogą udawać, że koronawirusa nie ma i że wszystko wraca do normy, bo tak nie jest. W związku z tym ważną częścią komunikacji Billon Group jest podkreślenie jego odpowiedzi na COVID-19. Zespół fintechu robi to po to, żeby kolejni klienci i inwestorzy byli świadomi, że w tych trudnych czasach spółka nadal jest działającym i wiarygodnym partnerem biznesowym. Co zatem idzie w komunikatach firmy znajdziemy informacje, że firma działa, że wdrożyła odpowiednie procedury bezpieczeństwa i że szczęśliwie wszyscy jej pracownicy są zdrowi.

– Dużo też mówimy, jak nasza technologia może się przydać firmom, które w nowej rzeczywistości muszą zastąpić fizyczne interakcje procesami cyfrowymi i utrzymać płynność dzięki skróceniu czasu transakcji pieniężnych – mówi CEO Billon Group.

Billon Group szuka nowych możliwości

Zdaniem mojego rozmówcy największym błędem, jaki mogłaby zrobić spółka technologiczna, jest reakcja strusia, to znaczy schowanie głowy w piasek i udawanie, że nic się nie dzieje. Radzi więc, by obecną sytuację potraktować jako wyzwanie.

– Dlatego jako spółka cyfrowa nie wymyślamy swojej wartości od nowa, tylko szukamy takich zastosowań naszej istniejącej technologii, które zdobędą nowych klientów i w krótkim czasie przyniosą przychody. Możliwości naszej technologii blockchain, jak na przykład zapisywanie i udostępnianie ważnych i wrażliwych dokumentów, stają się tym bardziej istotne, skoro na skutek pandemii nie ma często możliwości, aby przekazać te dokumenty fizycznie – wyjaśnia Wojciech Kostrzewa.

Kolejne zastosowanie technologia Billon Group znajduje w przechowywaniu dokumentów, które w przyszłości mogą odgrywać niezwykle ważną rolę w codziennym życiu, np. certyfikaty immunologiczne. Z kolei natychmiastowe blockchainowe transakcje pieniężne, możliwe dzięki tokenizacji walut narodowych, obniżają koszty przepływu pieniądza, dlatego mogą znaleźć zastosowanie w mikropłatnościach, wynagrodzeniach w ramach gig economy, czy przekazach międzynarodowych.

– Co tydzień organizujemy burzę mózgów, na której omawiamy właśnie takie możliwości naszej technologii i dyskutujemy, w jakich rozwiązaniach przystosowujących biznesy do nowej rzeczywistości może ona się przydać – dodaje mój rozmówca.

Niemniej pandemia koronawirusa stwarza pewne bariery komunikacyjne. Wśród nich Wojciech Kostrzewa wymienia ograniczenia związane z podróżami biznesowymi. Dodaje, że nawet jeśli obecne obostrzenia zostaną zniesione, ze względów bezpieczeństwa i oszczędności wyeliminował niemal wszystkie takie podróże do końca roku. Ale i z tym problemem Billon Group radzi sobie dobrze. Do dyspozycji przecież ma technologie. Korzysta między innymi z Google Meet, Zooma i Microsoft Teams.

Komunikacja w kryzysie. Wojciech Kostrzewa radzi:

„Najważniejsze w kryzysowej komunikacji jest informowanie, że firma działa, prowadzi działalność i co ważne, że ma pomysł, jak z tej bardzo trudnej sytuacji wyjść zwycięsko, jako jeden z liderów przyszłego cyfrowego świata. Bardzo ważna jest również komunikacja wewnętrzna. Nie wolno zapominać o pracownikach, którzy, pracując z domu i słysząc alarmujące wiadomości o gospodarce, muszą mieć jasne informacje o sytuacji firmy i jej perspektywach. Stąd jako prezes Billona prowadzę raz na kilka tygodni spotkania dla wszystkich pracowników poświęcone naszej sytuacji finansowej i prowadzonych projektach. Dbamy też o to, aby pracownicy Billona mogli się wypowiadać na temat warunków pracy zdalnej i tego, co firma może zrobić, żeby uczynić tę pracę bardziej efektywną. Dodam, że my jako zarząd firmy mamy codzienne poranne wideokonferencje, a z członkami naszej rady dyrektorów spotykamy się wirtualnie co dwa tygodnie”.

Komunikacja w kryzysie. Podsumowanie

Mimo trudnej sytuacji na rynku przedstawione w artykule startupy nie zawiesiły działań marketingowych i PR-owych. Wręcz przeciwnie. Mają świadomość, że utrzymanie relacji z otoczeniem jest kluczowe nie tylko z punktu widzenia wizerunku, ale także zaufania inwestorów. Skuteczna komunikacja nie musi być zresztą kosztowna, ale ważne, żeby zawsze była efektem przemyślanej strategii, która określa cele, grupy docelowe i skierowane do nich przekazy. Co więcej, brak komunikacji także jest jej formą, ale pod warunkiem, że wynika z przemyślanych założeń, a nie tylko z oszczędności lub zaniechania. Dlatego zamiast traktować komunikację marketingową jako obciążenie kosztowe, zawsze lepiej zastanowić się, jak ją dostosować do bieżącej sytuacji na rynku, co zrobili właściciele eDrop, Salesbook, QNA Technology i Billon Group.