Projekt, będący wdrożeniem do polskiego porządku prawnego unijnej Dyrektywy w sprawie poprawy warunków pracy za pośrednictwem platform (UE 2024/2831), ma ukrócić zjawisko ukrytego etatu oraz przynieść bezprecedensową przejrzystość algorytmów zarządzających pracownikami.
Wzruszalne domniemanie stosunku pracy, czyli koniec wypychania na B2B i zlecenia
Najważniejszym filarem nadchodzących zmian jest wprowadzenie tzw. wzruszalnego domniemania stosunku pracy. Dotychczas to kurier lub kierowca, walcząc o prawa pracownicze, musiał przed sądem udowadniać, że jego praca nosi znamiona etatu. Nowa ustawa odwraca ciężar dowodu. Wystarczy, że osoba pracująca za pośrednictwem platformy uprawdopodobni w postępowaniu sądowym lub przed Państwową Inspekcją Pracy (PIP), że świadczy pracę pod kierownictwem i kontrolą platformy (lub jej pośrednika/floty). I to po stronie Ubera, Glovo czy ich partnerów flota leżeć będzie obowiązek wykazania, że dany wykonawca jest w pełni niezależnym przedsiębiorcą i nie podlega rygorowi kodeksowemu.
Nowe przepisy dadzą Państwowej Inspekcji Pracy znacznie potężniejsze narzędzie do przekwalifikowywania umów cywilnoprawnych i B2B na tradycyjne umowy o pracę.
Przejrzystość algorytmów, czyli człowiek pod nadzorem kodu
Drugi kluczowy obszar to zarządzanie algorytmiczne. Współczesny kurier często nie ma przełożonego z krwi i kości – jego szefem jest algorytm, który przydziela zamówienia, wyznacza trasy, ocenia efektywność i nakłada tzw. „ciche bany” (zablokowanie dostępu do aplikacji).
Projekt ustawy wprowadza twarde zasady:
-
prawo do wiedzy: Platformy cyfrowe będą musiały poinformować pracowników, w jaki sposób algorytmy wpływają na przydział zadań, oceny, wynagrodzenie i warunki pracy;
-
zakaz decyzji czysto automatycznych: Kluczowe decyzje – takie jak zawieszenie konta, zwolnienie czy obniżenie stawki – nie będą mogły być podejmowane w 100% przez system cyfrowy bez udziału i weryfikacji czynnikiem ludzkim;
-
koniec ze śledzeniem prywatności: Ustawa ma zakazać zbierania danych osobowych pracowników, gdy ci nie są zalogowani w aplikacji lub nie wykonują w danym momencie zleceń.
Rynkowe trzęsienie ziemi, czyli dwa punkty widzenia
Nowa regulacja od początku budzi ogromne emocje i dzieli rynek na dwa obozy. Do obozu pierwszego należą związkowcy oraz obrońcy praw pracowników. To oni mają na sztandarach hasło: „Nareszcie cywilizacja”. Przedstawiciele organizacji pracowniczych podkreślają, że praca platformowa przez lata była synonimem prekarialności – braku prawa do płatnego urlopu, zwolnień lekarskich czy ochrony przed bezpodstawnym zwolnieniem. Unijna dyrektywa ma przywrócić godność i równe szanse thousands osób pracujących na polskich ulicach.
Po drugiej stronie stoi – rzecz jasna – branża oraz biznesowi eksperci, mówiący gromko: „czeka nas wzrost cen i usztywnienie rynku”. Jak zauważa Przemysław Głośny z platformy Useme w analizie na łamach XYZ.pl: „są obawy, że sztywne ramowanie pracy platformowej w zasady Kodeksu pracy ograniczy elastyczność, która dla wielu osób była głównym powodem podjęcia takiej pracy. Tymczasem rząd twierdzi, że zawsze, kiedy pojawia się algorytm wpływający na rozliczenie, mamy do czynienia z pracą platformową. To może usztywnić zasady, których nie ma potrzeby regulować w tak szerokim zakresie.”
Branża ostrzega, że narzucenie modelu etatowego na floty i platformy doprowadzi do wzrostu cen dostaw posiłków i przejazdów zamawianych przez aplikacje, co w konsekwencji odczują bezpośrednio polscy konsumenci.
Projekt MRPiPS trafia właśnie do szerokich konsultacji publicznych i międzyresortowych. Polska ma czas na pełne wdrożenie przepisów wynikających z dyrektywy unijnej, co oznacza, że najbliższe miesiące będą czasem intensywnego lobbingu i debat na linii rząd – giganci technologiczni – związki zawodowe.
Jedno jest pewne: era niekontrolowanej pracy w oparciu o elastyczne pętle algorytmiczne w Polsce rozpoczyna swoją ostatnią prostą.