... ... ...

Jak Estonia zachwyciła świat. Fragment książki pt. "Świat przyszłości"

Dodane

14-12-2017

Mam Startup
– Ta książka jest analizą branż, które przez najbliższe 20 lat będą siłą napędową zmian w naszej gospodarce i naszych społeczeństwach – pisze Alec Ross, ekspert który pełnił mi.in funkcję starszego doradcy Hillary Clinton, a także pracował z CEO w największych firmach IT w Dolinie Krzemowej.

Minimum socjalne i szerokie możliwości

Rzadko się zdarza, by kraje i narody miały możliwość dokonywania prostego, dwuwartościowego wyboru w kwestii: czy być otwartym, czy zamkniętym. Jednak właśnie to się dzieje po rozpadzie Związku Radzieckiego i odzyskaniu niepodległości przez Estonię i Białoruś. Te dwa kraje położone na zachód od Rosji dzieli tylko kilkaset kilometrów, ale ich drogi nie mogą się już chyba bardziej różnić.

Estonia jest „Małym krajem, któremu się udało”, jak głosi tytuł książeczki napisanej przez pierwszego premiera Estonii Marta Laara, który wyjaśnił w niej, w jaki sposób kraj powstał z ruin, jakie pozostały po radzieckiej okupacji zakończonej w 1991 roku, i stał się jednym z najbardziej innowacyjnych krajów w dzisiejszym świecie.

Po uzyskaniu przez Estonię niepodległości w wyniku rozpadu Związku Radzieckiego jej gospodarka znajdowała się w opłakanym stanie. Codzienne życie większości obywateli było bardzo ciężkie. Waluta nie miała praktycznie żadnej wartości. Sklepy były puste, a żywność była reglamentowana. Braki w dostawach gazu były tak dotkliwe, że słaby i umęczony rząd rozważał ewakuację stolicy z Tallina na wieś. Produkcja przemysłowa spadła w 1992 roku o ponad 30 procent, był to spadek większy, niż doświadczyła tego Ameryka w czasach wielkiego kryzysu. Inflacja wystrzeliła do poziomu 1000 procent, a koszty paliwa wzrosły o 10 tysięcy procent. Jedynym systemem, który wciąż jakoś działał, był nieformalny rynek, który w połączeniu ze słabym zabezpieczeniem prawnym i niestrzeżonymi granicami umożliwiał rozwój przestępczości zorganizowanej, działającej w Estonii i sąsiadujących krajach. Działo się to dokładnie wtedy, gdy wraz z rozwojem komercyjnego internetu zaczynała się rodzić Dolina Krzemowa.

Nowy estoński rząd, na czele którego stanął wybrany na premiera 32-­letni historyk Mart Laar, nie tracił czasu i natychmiast obrał nowy kurs. „Wyprowadzenie kraju z tego chaosu i załamania wymagało radykalnych reform – wyjaśnia Laar – a większość leków na to zło na początku nie była niczym przyjemnym”. Pierwszym krokiem wykonanym przez Laara było ustabilizowanie gospodarki. Ponieważ kraj nie mógł już drukować więcej pieniędzy i nie dysponował żadnym skutecznym mechanizmem pozyskiwania pieniędzy, rząd ograniczył wydatki, w szczególności dotyczące tradycyjnie izolowanych sektorów. Kończąc z subsy­diowaniem państwowych firm, premier Laar oświadczył, że firmy te muszą „zacząć na siebie zarabiać albo wyginąć”.

Skupienie się na kulturze sprzyjającej innowacyjnemu biznesowi wynikało z otwartości, jaką wykazał się rząd w drugim etapie reform. Gdy udało się ustabilizować własną gospodarkę – inflacja spadła z 1000 procent w 1992 roku do 29 procent w 1995 – Estonia otworzyła swoje drzwi dla gospodarki światowej. Zmniejszyła cła w handlu i zniosła wszystkie ograniczenia w eksporcie, co sprawiło, że ten mały kraj stał się centrum handlu. Rząd wyszedł też naprzeciw zagranicznym inwestorom.

Wprowadzono poprawki do prawa obywatelskiego, aby zapewnić taką samą ochronę prawną cudzoziemcom o statusie rezydentów. Estonia uchwaliła prawo umożliwiające cudzoziemcom nabywanie ziemi. Wszystkie specjalne przywileje nadane ówczesnym inwestorom, spośród których wielu wywodziło się z czasów sowieckich, zostały zniesione, aby zapewnić odpowiednie pole do gry dla nowych.

Gdy upadał Związek Radziecki, mniej niż połowa Estończyków miała telefon. Fiński rząd w dobroczynnym geście bezpłatnie zaoferował Estonii swój analogowy system telefoniczny, gdyż Finowie właśnie przechodzili na system cyfrowy. Estończycy odmówili przyjęcia tego daru, wybierając drogę opuszczenia etapu telefonii analogowej i bezpośredniego przejścia na sieć cyfrową, tworzoną według własnego projektu. Zarządzana „od zera” firma mogła darować sobie etap papieru i maszyny do pisania i od samego początku świadczyła usługi przez internet. W 1998 roku każda estońska szkoła miała połączenie z internetem. To było jedynie cztery lata po narodzinach komercyjnego internetu, a sześć lat po brakach paliwa i życia na poziomie minimum socjalnego. W roku 2000 dostęp do internetu został uznany przez parlament za jedno z podstawowych praw człowieka.

Estonia szybko stała się centrum globalnych inwestycji. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku do kraju napływał zagraniczny kapitał inwestycyjny w takich ilościach, że w przeliczeniu inwestycji na głowę mieszkańca Estonia wyprzedziła wszystkie gospodarki Europy Środkowej i Wschodniej. Inwestycje te umożliwiły Estonii unowocześnienie bazy technologicznej i przemysłowej, co stworzyło podwaliny pod innowacyjną gospodarkę.

Od czasu odzyskania niepodległości Estonia była rządzona przez technokratów, którzy coraz bardziej otwierali jej gospodarkę. W roku 2008, pod rządami Toomasa Ilvesa (pełnił urząd dwie kadencje: od 9 października 2006 roku do 10 października 2016 roku – przyp. red.), Estończycy zagłosowali za wstąpieniem do Unii Europejskiej i przyjęciem euro. Jako członek Unii Europejskiej, OECD i Światowej Organizacji Handlu Estonia plasuje się na czele stawki najbardziej globalnie zintegrowanych gospodarek wschodnioeuropejskich.

Prezydent Ilves twierdzi, że siłą napędową wszystkich reform, które udało się wprowadzić w Estonii, była „wola do robienia różnych rzeczy w inny sposób oraz ogromna odwaga polityczna. Przeprowadziliśmy czysty proces prywatyzacyjny, wzorując się głównie na wschodnioniemieckim modelu powiernictwa: szybkiej reformie systemu podatkowego i wprowadzeniu płaskich stawek podatku dochodowego. Skomputeryzowaliśmy się i byliśmy pierwszym [spośród republik byłego Związku Radzieckiego] krajem, który wprowadził własną walutę. Zrobiliśmy to wbrew zaleceniom Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a więc było to w zasadzie wizjonerskie podejście bardzo młodych ludzi wybranych w wyborach powszechnych w 1992 roku. Gdy sięgniemy pamięcią do ostatnich dni okresu sowieckiego, przypomnimy sobie, że to Estończycy wciąż zgłaszali propozycje reform, które na ogół były odrzucane, ale mimo to istniały. Pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych żył w nas duch, wierzyliśmy, że możemy coś zrobić i że wystarczy nam odwagi, by różne rzeczy robić inaczej”.

Strategia ta była niemal radykalną otwartością połączoną z uporządkowaną i zdyscyplinowaną strukturą, określającą jak i kiedy otwierać tę gospodarkę. W konsekwencji Estonia osiągnęła standard życia znacznie wyższy, niż miała 20 lat wcześniej. Jej obecny produkt krajowy brutto per capita, przewyższający 25 tysięcy dolarów, jest 15­krotnie wyższy niż w czasie, gdy upadał Związek Radziecki, i plasuje ten kraj na pierwszym miejscu wśród wszystkich 15 byłych republik radzieckich.

Nie tylko te statystyki odzwierciedlają rzeczywisty sukces Estonii. Miarą sukcesu jest również jej miejsce wśród wiodących światowych centrów innowacji. Nie powstała tam wprawdzie żadna warta setki miliardów dolarów firma w rodzaju Google, ale jednak kraj osiągnął wiele znaczących sukcesów, w tym na przykład ze Skype’em. Co więcej, w Estonii innowacje pojawiały się w sposób, którego mogą jej pozazdrościć wszystkie miejsca na świecie, nie wyłączając Doliny Krzemowej. Dzięki temu życie codzienne i polityczne w tym kraju stało się lepsze i Estonia, tak samo jak każde inne miejsce na świecie, znalazła się na równie dobrej drodze do branż przyszłości.

Zamknięte dla biznesu

Estonia i Białoruś w chwili odzyskania niepodległości znajdowały się w niemal identycznej sytuacji, ale podjęły zupełnie różne decyzje co do swojej przyszłości. Estonia otworzyła się, a Białoruś zamknęła.

Pod rządami Aleksandra Łukaszenki, sprawującego władzę od 1994 roku, Białoruś utrzymała system ścisłej kontroli nad polityką i gospodarką. Łukaszenka jest ostatecznym organem kontrolnym i kieruje Białorusią jak swoim prywatnym folwarkiem. Dysydenci są uciszani. Prasa jest ściśle kontrolowana. Uczestnictwo w proteście opozycji może skutkować uznaniem za terrorystę. Oponenci mogą się spodziewać, że Łukaszenka zrobi z nimi to, co sam ujął takimi słowami: „ukręcę im szyję jak kaczkom”.

W kategoriach ekonomicznych Łukaszenka jest neoluddystą – człowiekiem, który po prostu nie chce nowoczesnego świata. Panuje nad gospodarką tak samo jak nad systemem politycznym, choć białoruska gospodarka nie jest zbyt wielka. Łukaszenka, były zarządca gospodarstwa rolnego, jest jedynym graczem w gospodarce kraju. Większość firm jest własnością państwa – czyli Łukaszenki – a produkcja i zatrudnienie są ściśle nadzorowane przez administrację. Około 40 procent przedsiębiorstw przemysłowych i 60 procent gospodarstw rolnych przynosi straty. Białoruską walutą jest rubel białoruski, przy którym rubel rosyjski sprawia wrażenie naprawdę mocnego.

Białoruś wciąż jeszcze jest krajem praktycznie nieprodukującym żadnych danych. Jest reliktem z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, a w bardzo wielu firmach i biurach rządu wciąż jeszcze używa się maszyn do pisania. Zamiast używać podobnych robotów do wykonywania prac manualnych i przejęcia roli „chłopów pańszczyźnianych”, Białoruś wciąż tkwi w epoce, w której tymi chłopami pańszczyźnianymi są nadal ludzie. Białoruscy robotnicy wciąż jeszcze ciężko pracują fizycznie w kołchozach i przestarzałych zakładach produkcyjnych. Wykonują brudne i niebezpieczne prace, które w bardziej zaawansowanych gospodarkach należą do robotów.

Świat przyszłości

Jak następna fala innowacji wpłynie na gospodarkę, biznes i nas samych 

Wydawnictwo MT Biznes

format 158 x 233 mm

369 stron

oprawa miękka ze skrzydełkami

Komentarze (0)