Ludzie zabezpieczają lokalizatorem pendrivy, koty, a nawet… piloty do telewizorów – Piotr Kurowski (NotiNote)

ludzie zabezpieczaja lokalizatorem pendrivy koty a nawet piloty do telewizorow piotr kurowski notinote
Udostępnij:
– W tej chwili pracujemy nad nowym lokalizatorem GPS, którego premierę przewidujemy na jesień. Będzie się go ładowało raz na kilka miesięcy. Wszystkie dostępne na rynku, przenośne lokalizatory GPS wymagają ładowania co kilka dni – mówi Piotr Kurowski, prezes zarządu w NotiNote.

Czym jest notiOne?

NotiOne to lokalizator, który jest zbudowany w oparciu o technologię Bluetooth. Pozwala znajdować rzeczy osobiste takie jak klucze czy torebki, nie tylko w pobliżu telefonu właściciela. To jest urządzenie wielkości mniej więcej monety pięciozłotowej, które zostało zaprojektowane w postaci breloka i można go łatwo przypiąć do plecaka lub pęku kluczy. Zabezpieczane są nim również pojazdy i zwierzęta. Współdziała z darmową aplikacją na telefonie. Płaci się tylko jednorazowo przy zakupie lokalizatora.

Jak działa w praktyce?

Obrazowo to wygląda tak: np. chcemy wyjść z domu i okazuje się, że nie możemy znaleźć kluczy, więc otwieramy aplikację w telefonie i wybieramy lokalizator, który jest przypisany do kluczy. Następnie klikamy w przycisk “odegraj sygnał” i lokalizator zareaguje sygnałem audiowizualnym.

Możemy też w odwrotny sposób znaleźć swój telefon. Więc jeśli mamy klucze w ręku, to po naciśnięciu lokalizatora usłyszymy sygnał dochodzący z telefonu.

Oprócz tego lokalizator pozwala na lokalizację elementów oddalonych, które są wyłączone z obszaru działania Bluetootha. Ta technologia teoretycznie działa do 90 m, ale praktycznie jest to 50-70 m zasięgu. Jeśli sparowane klucze zostawiamy z telefonem w biurze i jedziemy do domu i tam orientujemy się przed drzwiami, że nie mamy kluczy, to wtedy wchodzimy w aplikację i widzimy na mapie ostatnią lokalizację, gdzie widzieliśmy ten lokalizator. Więc w tym przypadku jest to nasze biuro i wtedy wiemy, że na pewno te klucze tam są.

A co jeśli nasz przedmiot przejmie ktoś inny?

Jeśli okazałoby się, że nasza własność zmieniła właściciela i wędruje poza naszą kontrolą, to wtedy sygnał z lokalizatora (który jest wysyłany mniej więcej co sekundę) może być odebrany przez niemal 2 miliony telefonów w Polsce (użytkowników aplikacji notiOne oraz aplikacji Yanosik, współpracującej z naszym systemem). Informacje o lokalizacji przesyłane są do chmury, a następnie wyświetlane w aplikacji notiOne za pomocą adresu i pinezki na mapie.

Czy to jest skuteczne? Nasza zguba może się znaleźć w miejscu, gdzie akurat nikt nie będzie korzystał z żadnej z tych aplikacji.

W zależności od miejsca ta skuteczność się różni. Proszę sobie wyobrazić, że gubimy klucze w lesie. Jeśli zapamiętujemy ostatnią lokalizację w lesie, prawdopodobieństwo, że ktoś te klucze znajdzie jest małe. Ale jeśli wrócimy w to miejsce i włączymy funkcję “szukaj w pobliżu”, to jest duża szansa, że je znajdziemy.

W mieście, gdzie jest bardzo dużo samochodów i użytkowników jeżdżących z Yanosikiem, ta skuteczność wykrywania lokalizatora za pomocą społeczności jest dużo większa. Im bliżej dróg i dużych skupisk ludzkich, tym bardziej poprawia się wykrywalność.

Czy udaje się odnajdywać bardzo wartościowe przedmioty, które „zmieniły właściciela”?

Mamy spore sukcesy w odnajdywaniu skradzionych samochodów i rowerów. W jednym z przypadków sprawa była tym prostsza, że złodziej najprawdopodobniej włączył na swoim telefonie aplikację Yanosik, by unikać patroli policyjnych.

Mamy też ciekawy przypadek, gdzie jednak z naszych klientek ukradziono rower w Berlinie. Był on zabezpieczony naszym lokalizatorem. Rower zniknął na parę dni i pojawił się nagle w okolicach Chojnic. Nasza klientka zgłosiła kradzież roweru oraz jego prawdopodobną lokalizację. Policja, która pojechała pod ten adres odkryła, że w tym miejscu znajduje się dziupla z kilkudziesięcioma rowerami ukradzionymi w Berlinie, które potem były przygotowane na sprzedaż w Polsce.

W jaki sposób sprzedajecie notiOne?

Model biznesowy jest hybrydowy. Ten produkt sprzedajemy bezpośrednio naszym klientom przez sklep internetowy, oraz przez  sieć partnerską. Sporo naszych partnerów działa wyłącznie online, ale wielu z nich prowadzi również  fizyczne punkty bądź sklepy. W tej chwili to jest ponad 250 miejsc na mapie Polski, gdzie można kupić notiOne. Od serwisów internetowych, po punkty dorabiania kluczy.

notiOne to produkt trudny do sprzedania prosto z półki. Głównie ze względu na dość skomplikowaną technologię, na której się opiera jego działanie. Nie da się jej opisać dwoma zdaniami na opakowaniu, a sam produkt często mylony jest z GPSem.

Najskuteczniejsze działania sprzedażowe prowadzimy kontekstowo w internecie, poprzez akcje online’owe. Nasza mrówcza praca głównie w social mediach, przynosi jednak niezłe efekty. Już teraz notiOne jest najczęściej wybieranym mini lokalizatorem w Polsce, a same przykłady działań marketingowych naszej firmy przytaczane są niejednokrotnie jako cenne inspiracje zarówno w publikacjach marketingowych, jak i na różnego rodzaju konferencjach, czy szkoleniach.

Bardzo ważną częścią naszej strategii jest sprzedaż notiOne’a jako giftu biznesowego, obrandowanego w logo naszych klientów. I tutaj naszymi klientami są głównie developerzy, bo notiOne wręczany jest często wraz z kluczami do nowo zakupionego mieszkania. Współpracujemy także z wieloma brandami samochodowymi, takimi jak Porsche, Alfa Romeo, czy z dealerami Opla. Współpracowaliśmy też z Microsoftem, Hewlett-Packard, Danone, Orange czy mBank. Najnowszym naszym partnerem będzie Saint-Gobain, czyli potentat od ceramiki łazienkowej. notiOne w 2019 roku zdobył zresztą tytuł Super Business Gift – to kolejna nagroda, która niezwykle nas cieszy.

W jaki sposób ten projekt jest finansowany?

Finansujemy wszystko z własnych środków spółki, ale jesteśmy też beneficjentami wsparcia programu unijnego związanego z rozwojem technologii IoT.

Czy działacie tylko na rynku konsumenckim?

NotiOne jest produktem konsumenckim, ale my na jego bazie stworzyliśmy też produkt biznesowy – notiLocate, który jest dedykowany do zastosowań bardziej profesjonalnych. Technologia do wykrywania w tym przypadku jest taka sama, ale stosujemy nieco inne typy lokalizatorów.  Dodajemy np. jeszcze akcelerometr albo czujnik ciśnienia lub temperatury i odpowiednio większą baterię. Społeczność tej aplikacji zastępujemy strukturą niezależnych terminali, które odbierają sygnał i montowane są na obiektach, w których obrębie wykrywane są przedmioty lub czasem nawet osoby.

Jakiś przykład jednej z ostatnich współprac?

Nawiązaliśmy współpracę z jedną z  największych i najbardziej znanych sieci z meblami i wyposażeniem wnętrz. Projekt dotyczy monitorowania i zabezpieczania wózków sklepowych przed zmianą właściciela. Problemem, który chcieliśmy rozwiązać, były dość duże straty we flocie wózków, które wędrowały po całym parku handlowym i nie wracały nigdy do wiat, albo były ładowane razem z meblami do samochodów. Wózki wyposażyliśmy te w lokalizator, który ma większą baterię działającą przez 5 lat. W tym lokalizatorze umieściliśmy akcelerometr, co oznacza, że oprócz tego, że możemy pokazywać lokalizację każdego wózka na terenie sklepu oraz parkingu, to dodatkowo alertujemy opuszczenie przez niego strefy bezpiecznej i wszystkie nietypowe zachowania, takie jak podniesienie, przechylenie, czy zbyt dużą prędkość. A na dodatek umożliwiamy bardzo szybką inwentaryzację, czyli policzenie wszystkich wózków ze wskazaniem lokalizacji. Wyposażamy ten system w tryb nocny, czyli generujemy raport i po zamknięciu obiektu widzimy, ile wózków znajduje się poza miejscami ich przechowywania.

Do czego jest jeszcze używany notiLocate?

Stworzyliśmy system, który pomaga w domach opieki seniorom, lub osobom przechodzącym rehabilitację. Mamy wdrożenie dla Stowarzyszenia Medycyna Polska w domu opieki z osobami po udarach, które przechodzą rehabilitację. Tam każda z tych osób ma zapisany program rekonwalescencji, który składa się z różnych aktywności typu siłownia, rower, spacery. Te osoby noszą taką opaskę na ręku i w ten sposób monitorujemy ich lokalizację. I w momencie gdy z jakiegoś powodu lokalizacja osoby odbiega od lokalizacji zapisanej w grafiku, raportujemy służbom medycznym, że dana osoba jest w zupełnie innym miejscu, niż powinna być. Bardzo często te osoby są w trudnym stanie psychicznym i nie wykonują zaleceń lekarzy. Zdarza się też, że ze względu na problemy z pamięcią, gubią się w przestrzeni obiektu lub poza nim. Nasz system może uratować im życie.

Kolejne wykorzystanie notiLocate, to systemy rejestracji czasu pracy. Już nie musisz odbijać karty na rejestratorze, wchodząc do firmy. Wystarczy przejść przez wejście i terminal odczytuje obecność pracownika.

Wspomniał Pan o pacjentach. Taki lokalizator mógłby się przydać osobom, które mają problemy z pamięcią, albo są starsze i mieszkają same. 

Jak najbardziej. Nasz lokalizator konsumencki jest także dostępny w postaci opaski na rękę dla dzieci albo seniorów. Możemy raportować niecodzienne zachowania, takie jak to, że starsza osoba opuściła dom i nie wróciła. Na dodatek ta obudowa, która pełni funkcję przycisku, może być programowana jako panic button, który umożliwia wezwanie pomocy w momencie zasłabnięcia lub zaalarmowanie w razie upadku.

Naszym celem jest to, żeby stworzyć produkt, który nie wymaga codziennego ładowania. Te opaski, które są na rynku, są lokalizatorami GSM i mają wewnątrz kartę SIM, dlatego wymagają codziennego lub częstego ładowania oraz dodatkowych płatności. To w przypadku wielu seniorów jest trudne, bo oni o tym zapominają. Natomiast opaska i notiOne żyje na jednej baterii nawet do 18 miesięcy.

Pracujemy już nad rozwiązaniem dla seniorów, z dedykowanym terminalem. Wypuszczenie tego produktu, to kwestia najbliższych kilku miesięcy.

Nad jakimi jeszcze nowościami pracujecie w tej chwili?

W tej chwili pracujemy nad nowym lokalizatorem, którego premierę przewidujemy na jesień. Do naszej oferty zdecydowaliśmy się dodać lokalizator GPS. To produkt, który wyraźnie różnić się będzie od rozwiązań obecnie dostępnych na rynku, m.in. ceną, wielkością, uniwersalnością i przede wszystkim czasem działania na jednej baterii. W zależności od indywidualnych ustawień, będzie to nawet kilka miesięcy pracy urządzenia bez konieczności jego ładowania. Będzie go można przyczepić do przechowywanego zimą roweru w piwnicy, do motocykla czy łodzi, która jest akurat nieużytkowana. Taki lokalizator może sygnalizować np. próbę kradzieży.

Dopiero co zakończyliśmy prace nad nową funkcją notiOne – nie kupując lokalizatora, można dodać telefon kogoś bliskiego i monitorować lokalizację tego telefonu. To się sprawdza np. przy dzieciach. Oprócz lokalizacji plecaka można lokalizować położenie dziecka wraz z telefonem. Wystarczy na telefonie dziecka zainstalować aplikację notiOne, stworzyć konto użytkownika, a następnie dodać je w swojej aplikacji. I gotowe!

Co najczęściej gubią ludzie oprócz kluczy?

Portfele, samochody i rowery. Jest bardzo dużo aut w Polsce, które nie mają ubezpieczenia AC, bo są tak tanie, albo użytkownicy optymalizują wydatki i nie kupują AC. Więc mamy dużo lokalizatorów umieszczonych w tańszych samochodach.

Co najbardziej nietypowego było szukane za pomocą NotiOne?

Mamy jednego nietypowego użytkownika. Jest nim „Emil łowca fotoradarów”. To nasz fan i ambasador. Ma 44 lokalizatory. Poumieszczał je nawet w środku swoich komputerów i w dronie. W ten sposób chce panować nad całym swoim majątkiem, bo on jest wart kilkaset tysięcy złotych.

Naszych lokalizatorów używają też detektywi. Były przypinane do gitary czy koparek, wiertarek i innego drogiego sprzętu budowlanego. Z ciekawszych zastosowań, niektórzy z naszych użytkowników zabezpieczają lokalizatorem pendrivy, koty, a nawet… piloty do telewizorów.

Czy nie jest tak, że sporo ludzi zaopatruje się w te tańsze, chińskie lokalizatory?

Tak, wiele osób daje się skusić na tę ofertę. Co prawda kosztują one nieco mniej, ale nie mają aplikacji po polsku, nie mają wsparcia technicznego. Nie mają też możliwości namierzania na dalekie odległości, poza zasięgiem telefonu właściciela.

W przeciągu ostatnich 4 lat, od momentu wprowadzenia notiOne na polski rynek, nieustannie ulepszamy nasz produkt i rozwijamy go. Biorąc pod uwagę sugestie naszych użytkowników dodaliśmy nowe funkcje, wprowadziliśmy większą baterię, która dłużej żyje, wprowadziliśmy głośniejszy dźwięk w lokalizatorze. Zarówno produkcja, jak i cała opieka techniczna odbywa się tu, na miejscu, w Polsce.

Jakie macie plany na przyszłość?

Szykujemy się do premiery lokalizatora GPS. Czekamy również na premierę Bluetootha 5.1, czyli tego, który będzie potrafił rozpoznać kierunek, z którego przychodzi sygnał. Kolejną rewolucją dla naszego rozwiązania będzie również technologia 5G. Lokalizatory pewnie zmienią swoją konstrukcję i trwałość na jednej baterii.

Z takich ciekawostek ostatniego czasu, Apple ma zamiar udostępnić osobom trzecim aplikację Find me, tę, która teraz umożliwia odnalezienie produktów z rodziny Apple. Będziemy się zastanawiać, czy skorzystać z obecności na tej platformie. Pewnie tak, bo pojawi się dla nas rynek prawie miliarda użytkowników iPhonów. Tak więc jesteśmy całkowicie gotowi na wykorzystanie wszelkich nowości i możliwości, jakie pojawią się w najbliższym czasie i czekamy na nie z niecierpliwością.