Marketplace to coś pięknego na etapie pomysłu, ale koszmarnego na etapie egzekucji – Jakub Mocarski i Thomas Werner (Stepapp)

marketplace to cos pieknego na etapie pomyslu ale koszmarnego na etapie egzekucji jakub mocarski i thomas werner stepapp
Udostępnij:
– Robiąc marketplace, musisz być niezłomny i wytrwały, bo co rusz ktoś będzie ci mówił, że takie coś już było i padło. Nikt jednak nie zna ciebie tak, jak ty sam, więc musisz im wszystkim udowodnić, że umiesz postawić na swoim i robić niecodzienne rzeczy – mówi Jakub Mocarski, który wraz z Thomasem Wernerem tworzy aplikację Stepapp.

Stepapp to aplikacja mobilna, którą pomaga zapracowanym osobom znaleźć zleceniobiorców, chętnych wykonać codzienne obowiązki – posprzątać, wypielić ogród, naprawić kran i tak dalej. O jej rozwoju rozmawiamy z jej twórcami – Jakubem Mocarskim i Thomasem Wernerem.

Skąd wziął się pomysł na Stepapp?

Jakub Mocarski: Tak naprawdę były dwa powody, dwie głowy i dwa pomysły. Jakiś czas temu siedziałem na kanapie z Thomasem, który przyjechał tutaj ze Szwecji i rozmawialiśmy o otaczającym nas świecie. Akurat zaczynał się krajowy lockdown i chcieliśmy wykorzystać ten czas, aby spróbować zrobić coś więcej, niż udawało nam się dotychczas.

Mnie osobiście bardzo dotykał fakt, że wielu moich znajomych, rówieśników, ale także osób starszych ode mnie borykało się z problemem braku pieniędzy, trudnością ze znalezieniem sposobu na zarobek. Przy tym jednak wiedziałem, że to są porządni ludzie, potrafiący zrobić różne rzeczy – dobrze posprzątać, naprawić kran, pomalować ściany, świetnie skosić trawnik. Mieli więc wachlarz umiejętności, na które inni zgłaszają zapotrzebowanie; na które są klienci. Dlaczego tak trudno połączyć osobę, która potrzebuje wykonania jakiegoś zadania z osobą, która potrafi tę pracę wykonać? Dlaczego brak nowoczesnych, szybkich i łatwych rozwiązań w środowisku, które istnieje od tysięcy lat? W erze internetu, nowych technologii, dalej musisz dzwonić lub szukać na własną rękę. Chciałem to rozwiązać.

Thomas Werner: Z mojej strony z kolei chciałem pomóc tym, dla których czas jest najważniejszy. Wszystko się zaczęło w moim własnym domu, w którym często brakowało czasu na załatwianie drobnych rzeczy. Każdy był zajęty swoimi własnymi sprawami. Zacząłem analizować problem, badając społeczeństwo w mojej okolicy. Zauważyłem, że preferencja czasowa moich sąsiadów była taka jak u mnie w domu – sąsiedzi nie mieli czasu na załatwianie obowiązków domowych i innych prac osobistych, gdyż nie było to w ich oczach zbyt opłacalne. Zmobilizowałem więc kilku znajomych. Wspólnie zaczęliśmy oferować swoje umiejętności i czas tym, którzy potrzebowali naszych usług. Odnieśliśmy w tym sukces, co mnie jeszcze bardziej zmotywowało, by podjąć następne kroki i rozwijać ten pomysł na większą skalę.

Wcześniej jednak miałem dużo projektów i małych przedsięwzięć na swoim koncie. Kiedy byłem w szkole średniej, poprzez UF (Junior Achievement Worldwide) stworzyłem Brainpark, mój pierwszy startup. Brainpark był platformą dla osób uczących się, która umożliwiała dzielenie się wiedzą w zamian za punkty, specjalną walutę wymienną za prawdziwe pieniądze.

Z doświadczenia, które zdobyłem pracując nad Brainparkiem, wiedziałem, że w Polsce mamy naprawdę dobrych programistów, którzy pracują dla szwedzkich przedsiębiorców. W międzyczasie zapisałem się na studia w Białymstoku i poznałem Kubę.

Wzięliśmy swoje problemy do kupy, zaczęliśmy działać, bo nie lubimy bezczynności. I tak powstał Stepapp.

Od czego zaczęliście pracę nad projektem?

Jakub Mocarski: Nie jesteśmy osobami technicznymi, nie umiemy kodować. Jednak całkiem nieźle wychodzi nam kreatywne myślenie, a tworzenie takiej platformy jak Stepapp daje w tym temacie duże pole do popisu.

Thomas odezwał się do software house, który wycenił pracę nad aplikacją na 6 miesięcy i 300 tysięcy złotych. Ale że jesteśmy studentami, nie mieliśmy takich środków.

Co więc zrobiliście?

Jakub Mocarski: Spotkaliśmy się ze znajomym Thomasa, który pracuje w jednym z software house’ów. Bardzo spodobał mu się projekt; przez niego dotarliśmy do kolejnych osób od baz danych po front-end. To było jakoś w lutym tego roku. Zmotywowało nas to. Robiliśmy zebrania organizacyjne, wszystko zaczynało jakoś wyglądać. Po dwóch tygodniach stwierdzili jednak, że osoby, z którymi współpracujemy, nie dadzą rady nadążyć za tym, co chcemy zrobić.

Musieliśmy wrócić do początku i wymyślić coś innego.

Przez LinkedIna znaleźliśmy kilkanaście ciekawych osób, odezwaliśmy się do nich, przeprowadziliśmy kilkadziesiąt rozmów, aż w końcu znaleźliśmy tych właściwych. W marcu udało nam się stworzyć w pełni autonomiczny zespół z ogromnym doświadczeniem zarówno od strony back-endu, jak i front-endu aplikacji. Ludzi, którzy każdą wolną chwilę poświęcają Stepapp. Dzięki nim wiemy, że możemy sami stworzyć to, co mamy w głowach bez żadnej zewnętrznej pomocy. Z Thomasem zajęliśmy się wszystkim poza programowaniem – tworzyliśmy stronę, zrobiliśmy sesję zdjęciową na potrzeby reklamy, marketing, regulaminy, biznesowy sens tego przedsięwzięcia. Zaprojektowaliśmy też całe UI aplikacji.

Sporo tego. A co na początku działalności sprawiło Wam największą trudność?

Jakub Mocarski: Znalezienie odpowiednich osób – to jest kluczowe. Musisz mieć pod sobą ludzi, którym możesz ufać i wierzyć w ich kompetencje. To łączy się też z tym, że musisz pozyskać ludzi mądrzejszych od siebie, obeznanych w dziedzinach, których nie rozumiesz. Mając dobry zespół, możesz rzucić i wyegzekwować każdy pomysł.

Jak znaleźć takich ludzi? Jak Wy ich znaleźliście?

Jakub Mocarski: Dużo rozmawialiśmy, czytaliśmy, dyskutowaliśmy. Na początku dla kogoś, kto nie siedzie w IT, każda potencjalna osoba wydaje się kompetentna. Po czasie wychodzi jednak, że się mylisz. Na początku nie wiedzieliśmy, co to jest ReactNative, w czym się pisze aplikacje, ale chcieliśmy się dowiedzieć i teraz jak Damian (nasz CTO) pisze, że musi zaimplementować WebSockety jako kategorie prac w aplikacji, to wiemy, co mamy mu dostarczyć i jak to rozwiązać. To działa w dwie strony – ja i Thomas cały czas mówimy Damianowi i Maćkowi (back-end), co i dlaczego robimy na rzecz np. marketingu, a Damian i Maciek mówią nam, co robią w kodzie. Przejrzystość i wymiana informacji, a także wzajemne zrozumienie – na tym można tylko zyskać.

Pamiętacie pierwszego klienta? Jak go pozyskaliście?

Jakub Mocarski: Tak. Robiliśmy to, co dalej robimy i w czym czujemy się najlepiej – rozmowa z ludźmi. Tak naprawdę pierwszym klientem była moja mama, ale opowiem o pierwszym kliencie, który był dla nas obcą osobą.

Panią Annę, naszą prawdziwą pierwszą klientkę, znaleźliśmy na grupie na Facebooku. Zauważyliśmy, że szuka sprawdzonej osoby do jednorazowego sprzątania mieszkania. Zaoferowaliśmy to, czego grupy na Facebooku nie mogą, a co się dla niej liczyło – pewność, zaufanie, wygodę i sprawdzone kompetencje. Każdego wykonawcę weryfikujemy, sprawdzamy nie tylko tożsamość, ale też rozmawiamy z nimi, zadajemy pytania, instruujemy, weryfikujemy umiejętności. W prosty i szybki sposób dajemy to, czego klient potrzebuje – w bezpiecznym środowisku. To przekonało Panią Annę.

I na jakim etapie jest obecnie Stepapp?

Jakub Mocarski: Właśnie wypuściliśmy aplikację na iOS i Android. Oficjalnie na razie tylko dla wykonawców, żeby sprawdzić, co i jak działa. Przed wypuszczeniem apki zgłosiło się do nas ponad 600 wykonawców z samej Warszawy, których umiejętności sięgają od tłumaczenia języka japońskiego na polski, przez mycie okien, naprawy samochodów po zamrażanie i odmrażanie rur.

Po opublikowaniu apki w sklepach w ciągu pierwszych trzech dni weszliśmy na trzecie miejsce w rankingu Google Play i dziewiąte w AppStore. Teraz trochę przystopowaliśmy, bo najpierw musimy zapewnić zlecenia obecnym użytkownikom.

Co najbardziej lubicie robić jako founderzy?

Jakub Mocarski: To, że mogę realizować się na wielu płaszczyznach. Ciężko byłoby mi się odnaleźć w jednej branży, do końca życia budzić się, aby wałkować powtarzalne schematy przez cały dzień. W wieku 13 lat recenzowałem sprzęt audio pod 500-tysięczną audiencję, potem tworzyłem reklamy do zdjęć, zajmowałem się wizualnym aspektem stron internetowych i miałem krótki epizod z handlem e-papierosami na linii Chiny-Polska. Przestawałem robić te rzeczy nie dlatego, że mi nie wychodziło, tylko dlatego, że mnie zaczynały nudzić. Teraz w poniedziałek pracuję z Thomasem nad UI, we wtorek robimy sesję do reklam na Facebooka, a w środę myślimy nad kolejnym sposobem dotarcia z naszym produktem do zapracowanych mam w Warszawie. To pozwala mi rozwijać się na różnych płaszczyznach i nieustannie uczyć się nowych rzeczy. Nie umiałbym wymienić jednego zadania, kocham je wszystkie.

Thomas Werner: Zawsze bardzo samokrytyczny i dużo prokrastynowałem. Z tego powodu nie umiałem się trzymać reguł i norm z góry ustalonych przez inne osoby, gdyż ograniczało to moje możliwości i po prostu nie zawsze wszystko wychodziło, tak jak mogłoby wychodzić, gdyby tych zasad nie było. Zawsze dużo myślałem nad otaczającym mnie światem i jak go można ulepszyć.

Podchodząc do problemów, najpierw się nad nimi długo zastanawiałem, analizując go z wielu perspektyw i biorąc pod uwagę dużą ilość czynników. Jednak, gdy nastał już moment, w którym było trzeba zaprezentować swoje myśli w jakiejś sformalizowanej postaci, szybko i dokładnie wiedziałem, jak rozwiązać dany problem najlepiej jak to możliwe. Jednak ten sposób działania często się nie sprawdza w zwykłych branżach i pracach, z którymi miałem do czynienia. Ludzie zawsze oczekują efektów na teraz, nie patrząc na całe tło danego problemu. Właśnie dlatego odnajduję się jako przedsiębiorca, umiem zmotywować i zainspirować ludzi do tego, by zmieniali otaczający ich świat. W naszym zespole panuje socjokracja. Lubię rozmawiać z ludźmi, uczyć się od nich nowych rzeczy i przekazywać im wizję i kierunek, w którym zmierzamy. Ludzie w naszym zespole wiedzą, że za moimi konkluzjami i przemyśleniami stoją mocne argumenty. Nie umiałbym funkcjonować bez ludzi, od których sam się uczę, a zarazem realizować się, wykonując zadania, które nie wnoszą większej wartości i nie „przeplatają” się z misją i wizją całego zespołu.

O czym muszę wiedzieć, chcąc uruchomić startup w Waszej branży?

Jakub Mocarski: Marketplace to coś, co jest piękne na etapie pomysłu, koszmarne na etapie egzekucji. Na pewno musisz być niezłomny i wytrwały, bo co rusz ktoś będzie ci mówił, że takie coś już było i padło. Nikt jednak nie zna ciebie tak, jak ty sam, więc musisz im wszystkim udowodnić, że umiesz postawić na swoim i robić niecodzienne rzeczy.

Jak kryzys spowodowany koronawirusem wpłynął na Waszą działalność?

Jakub Mocarski: Choć brzmi to niepoprawnie, bardzo nam się przysłużył. Byliśmy w trakcie studiów, kiedy uznaliśmy, że więcej się uczymy robiąc Stepapp, niżeli odrabiając zadania z finansów i rachunkowości. Przejście w zdalny tryb nauczania z powodu pandemii dało nam więcej czasu do wykorzystania oraz pozwoliło skuteczniej negocjować rynkowe ceny.
Był jeszcze jeden plus. Na początku pandemii zainwestowaliśmy trochę wolnych środków na Nasdaq, głównie w Modernę oraz linie lotniczne, co pozwoliło nam w miesiąc/dwa pozyskać część kapitału na dalszy rozwój Stepapp.

Byliście w jakimś stopniu przygotowani na kryzys?

Jakub Mocarski: Ciężko mówić tu o jakimś przygotowaniu, ale całe życie uczymy się odpowiadać na niespodziewane i odpowiednio dostosowywać do sytuacji.
Jakie wnioski na przyszłość wyciągnęliście z obecnej sytuacji?
Jakub Mocarski: Nie można być zbyt pewnym tego, co się ma w danej chwili. Niecodzienny splot okoliczności na drugim końcu globu może poważnie naruszyć twoje codzienne życie, więc zawsze trzeba myśleć o planie B.

Jak dalej zamierzacie rozwijać Stepapp?

Jakub Mocarski: Chcemy zapewnić jak największa satysfakcję każdemu klientowi, żeby mógł z radością na twarzy opowiedzieć o nas swoim znajomym oraz robić rzeczy, które dotychczas nie miały miejsca w naszym kraju. To brzmi poważnie i ciężko, ale mamy parę mocnych planów, które już zaraz będziemy wprowadzać w życie.

Na koniec powiedzcie, co radzicie właścicielom startupów, którzy obecnie walczą o przetrwanie?

Jakub Mocarski: Kiedy załamuje się wypracowywany latami model działania, to – choć jest to ciężkie – należy szukać okazji, bo zawsze się jakieś pojawiają, i szybko wprowadzać zmiany. Nie mamy doświadczenia i wiedzy, aby z góry przedstawiać jakiekolwiek rady i wskazówki osobom z większym stażem od naszego, ale patrząc na to, jak z tą sytuacją poradziło sobie np. Booksy, myślimy, że jest to jedna z opcji, którą należy rozważyć.