myREST – system do rezerwacji, który może zrewolucjonizować branżę gastronomiczną [wywiad]

Udostępnij:
myREST to kompleksowy system, który integruje różne kanały dotarcia do klientów (Facebook, Instagram) i umożliwia robienie rezerwacji w wybranych restauracjach bez konieczności dzwonienia czy potwierdzania u managerów danego lokalu.

Volodymyr Turchak, CMO myREST, opowiada nam kulisach powstawania aplikacji oraz planach na przyszłość.

Skąd wziął się pomysł na stworzenie systemu myREST?

Tak jak większość pomysłów na biznes, wpadł on mi do głowy absolutnie przypadkowo, podczas kolacji w restauracji ze znajomymi. Mieliśmy problem ze zrobieniem tam rezerwacji telefonicznej, bo podobno tego dnia nie było zasięgu i obsługa nie słyszała, co mówiliśmy przez telefon. Potem natrafiliśmy na problem z zamówieniem dań, bo kelnerzy nie rozumieli naszego języka, a my nie znaliśmy wtedy jeszcze polskiego. Pomyśleliśmy więc, że przydałby się jakiś system, który pokazywałby menu w różnych językach.

Co więcej, tego dnia razem z moim wspólnikiem, oglądaliśmy kolejne wystąpienie Gary’ego Vee, który zadeklarował, że najlepsza branża do zmiany, to ta która nie jest cyfrowa, czyli analogowa. Do było dla nas takim motorem napędowym do wprowadzenia pomysłu wprowadzić w życie.

Naszym początkowym core produktem było SmartVenue – genialny, ale jednocześnie prosty system, który polegał na tym, że klient otrzymywał przy stoliku w restauracji kod QR, który następnie przekierowywał go do strony, gdzie się znajdowało się menu restauracji, a tam już dodatkowe opisy poszczególnych dań i ich zdjęcia. Dzięki temu klient mógł wybierać potrawy, które chciał zamówić, dodawać je do koszyka i następnie przekazywać kelnerowi przy barze.

Po kilku miesiącach testowania zaobserwowałem, że goście danej restauracji częściej po prostu zamawiali jedzenie pokazując kelnerowi telefon jako menu. Krótko po tym więc stworzyliśmy SmartMenu, czyli proste w użytkowaniu, wielojęzyczne menu, które jest dostępne za pomocą dwóch „swajpów”, również za pośrednictwem kodu QR.

Z czasem postanowiliśmy poszerzyć nasz pomysł o stworzenie systemu do rezerwacji lokali w restauracjach.

Jak on dokładnie działa?

Jest to tzw. widget do rezerwacji, który może być zintegrowany z każdym kanałem (Facebookiem, Instagramem czy Google +) restauracji. Jest to udogodnienie zarówno dla lokali, jak i ich gości. Rezerwacje robi się przez owy widget za pomocą kilku prostych kliknięć. Następnie klient, jak i menedżer danego lokalu, dostaje powiadomienie SMS’em z numerem do swojego stolika i datą rezerwacji.

Jakie były największe wyzwania w początkowej fazie rozwoju?

Dotarcie do osoby decyzyjnej to bardzo ciężkie wyzwanie w branży gastronomicznej.

Trzeba się tutaj naprawdę postarać, by zbudować sobie markę. Ale z czasem jest coraz łatwiej. Ostatecznie udało mi się w ciągu czterech miesięcy zdobyć pierwszych 15 klientów, którzy do tej pory korzystają z naszych usług. Dla niektórych osób taka liczba klientów może wydać się wystarczająca, ale dla szybkiego skalowania nie jest to jednak benchmark.

Czy branża HoReCa otwarta jest na nowe technologie?

HoReCa zawsze była otwarta na nowe technologie. Ale nie jest to jednak zwykły e-commerce, trzeba tu mieć odpowiednie podejście. Z czasem wyrobiłem sobie strategię do komunikowania się z przedstawicielami tego sektora.

Co tak naprawdę jest bólem każdego menedżera czy restauratora? Brak czasu i zamieszanie w pracy. I właśnie od tej strony zacząłem budować nasz marketing. Począwszy od bloga, przez bazę wiedzy, aż po stronę internetową.

Uznałem też, że każdy komunikat kierowany do menedżerów restauracji musi być prosty i opisywać to, co mogą oni otrzymać w ramach korzystania z darmowego systemu do rezerwacji – przede wszystkim więcej czasu do dyspozycji w godzinach szczytu i większy przychód, bo stoliki będą wypełnione.

Wasza usługa jest darmowa? W jaki sposób zatem zarabiacie pieniądze?

Działamy na podstawie Freemium. Mamy darmowy pakiet z ograniczeniami, które są znoszone w każdym kolejnym pakiecie. Teraz mamy 96 klientów, z których 27 jest tych płacących.

Jak wyglądały testy produktów?

Początkowy pomysł był naprawdę dobry. MVP działał i już chcieliśmy przetestować model biznesowy, czyli otrzymać tzw. market proof. Wybraliśmy dwie całkiem różne restauracje, zaoferowaliśmy im przetestowanie naszej usługi za darmo, mieliśmy tylko jedno wymaganie – potrzebowaliśmy informację zwrotną co dwa tygodnie, ponieważ to był podstawowy cel naszego pilotażu. Zainwestowaliśmy w dwa iPady, kupiliśmy do nich stojaki i czekaliśmy. Ale niestety drugiego dnia testowania zepsuł się nasz iPad. W rezultacie mieliśmy rozbitą matrycę i przerwany test pierwszego lokalu. Na szczęście nasz CTO naprawił urządzenie w ciągu kilku godzin jeszcze tego samego dnia i mogliśmy dalej kontynuować nasze testy. Oprócz insightów technicznych dostaliśmy ciekawe informacje na temat gości. Na przykład, gdy dany klient wybierał hiszpański jako język menu, to sesja wyboru dania trwała ok. 60 sekund szybciej niż w języku francuskim.

Ile osób aktualnie tworzy Wasz startup?

Obecnie nasz zespół tworzy 6 osób – czterech założycieli, developera i sales menedżera.

Jak wyglądało finansowanie w początkowych fazach?

Przyznam, że do tej pory nie zajmowaliśmy fundraisingiem. Zainspirował nas proces bootstrappingu, czyli tworzenia firmy od podstaw, jedynie z wkładem własnym. Póki co, idzie dobrze.

Czym zajmowałeś się zanim w pełni poświęciłeś się pracy nad myREST?

Byłem Head of Business Development w innym startupie. Na tej pozycji musiałem się również zajmować inbound marketingiem. Szło mi całkiem dobrze, ale chciałem się dalej rozwijać więc zdecydowałem się na własny biznes SaaS.

Co postrzegasz za swój największy fakap?

Nasz startup został wybrany przez AIP Seed do prezentacji w kolejnej edycji. Dosłownie 5 minut przed wystąpieniem wpadliśmy na pomysł, by podłączyć urządzenie Apple Watch jako pilot do rzutnika. Przez to musieliśmy skorzystać z innego laptopa. Podczas testowania wyglądało to super, ale już w czasie prezentacji rzutnik zaczął migać i przerywać i koniec końców musieliśmy omawiać wszystko bez materiałów. Jak się okazało potem, problem tkwił w laptopie.

Jaki jest Twój przepis na sukces?

Hard work pays off. Z doświadczenia wiem, że każdy ma swój własny przepis na sukces. Wiem też, że bez ciężkiej pracy, porażek i bólu nie ma sukcesu. Widzę coraz więcej osób, które chcą tworzyć biznes i komunikują to na swoich profilach Instagram, ale jak kiedyś powiedział Rafał Brzoska – „Tworzenie startupu, to nie tylko konferencje, bankiety i networking – to praca w nocy, często po kilka dni z 2-godzinnym snem”.

Jakie są Wasze plany na przyszłość?

Aktualnie testujemy nowe udogodnienie, które przekształci podejście gościa do wizyty w restauracji. Natomiast celem do końca 2019 roku jest nawiązanie współpracy z 400 restauracjami w Polsce.

W połowie kwietnia będziemy też szukać inwestora na pierwszą rundę. Mamy już kilka kilka kandydatów z funduszy VC, ale o tym już za parę miesięcy.