Najlepsza wizja bez dobrej egzekucji to tylko halucynacja – Adam Niewiński (OTB Ventures)

Dodane: 03.12.2021

Kasia Krogulec

Udostępnij:

– Europa później wystartowała jeśli chodzi o finansowanie innowacji, ale na szczęście to się cały czas zmienia na lepsze. Ogromną rolę odgrywa w tym EIF (European Investment Fund), bez tej instytucji rynek VC byłby w gorszym stanie – mówi Adam Niewiński, co-founder i general partner w OTB Ventures.

Jaka jest filozofia funduszu OTB Ventures?

Adam Niewiński: Inwestujemy w spółki, które technologicznie wywodzą się z Europy Środkowo-Wschodniej i tutaj mają zazwyczaj ulokowane swoje centra technologiczne, ale rozwijają się globalnie. Dla nas nie ma czegoś takiego jak dobra technologia lokalna. Jeśli ktoś od samego początku koncentruje się na rynku lokalnym, to zazwyczaj nigdy nie wychodzi już na rynek globalny.

Wyszukujemy najbardziej utalentowane zespoły technologiczne, które mają ambicje, by ich produkt podbijał rynki międzynarodowe. Potrafimy takich przedsiębiorców wspierać w rozwoju, zarówno jeśli chodzi o finansowanie, jak i wsparcie w postaci stworzenia międzynarodowego zespołu, na poziomie boardu, czyli rady nadzorczej lub doradczej, tak żeby startup mógł poświęcić czas na budowę optymalnego produktu, który dotrze na rynki zagraniczne poprzez nowych klientów i nowych partnerów.

Polujecie na jednorożce?

Gonienie za jednorożcami jest bardziej symboliczne. Czy staramy się znaleźć spółki, które zostaną docenione przez rynek, to odpowiedź brzmi: „tak”. Czy to musi być jednorożec? Niekoniecznie. Spółka wyceniana na 900 mln dolarów nie musi być gorsza od tej wycenianej na 1 mld dolarów. Czy jednorożce będą wyczerpywać nasz apetyt na sukces? Też niekoniecznie. Trochę anegdotycznie można powiedzieć, że dla funduszy najważniejsze są spółki nazywane dragonami. Ma to miejsce wtedy, kiedy inwestycja w spółkę zwraca cały fundusz. To wszystko jest jakąś konwencją czy symbolem. Jednak każdy fundusz, chce odnaleźć jak najwięcej spółek, które odniosą ogromny sukces rynkowy i finansowy.

W październiku zostaliście wyróżnieni jako najlepszy fundusz VC w Europie Środkowo-Wschodniej podczas wydarzenia CEE X-Tech Awards. Co to dla Was oznacza?

Żadna nagroda nie zmienia czegoś z dnia na dzień, bo markę buduje się latami, jeśli chodzi o rynek VC. O funduszu najlepiej świadczą spółki, w które zainwestowaliśmy. Bardzo cieszymy się z tej nagrody i każdego docenienia, które ma wymiar regionalny. To nas motywuje do dalszej pracy. Chcemy, by te nagrody się powtarzały. Poza tym, że jesteśmy najwięksi w regionie, naszą ambicją jest to, by być najlepszym. Na pewno nie ustaniemy w tych wysiłkach, bo praca w obszarze VC polega na tym, że trzeba cały czas dbać o swoją reputację i ją budować. Najlepsi founderzy chcą pracować z najlepszymi funduszami; nie rozmawiają z drugą, czy trzecią ligą. Jest dla nas ważne to, by być postrzeganym jako pierwsza liga na arenie międzynarodowej.

Obserwujemy coraz więcej megarund w naszym regionie. Czy będziemy świadkami coraz większych finansowań?

Wielkość rundy zawsze w podstawowym stopniu zależy od etapu rozwoju spółki i wielkości rynku, na którym działa. Myślę, że należy się spodziewać, że te duże rundy będą coraz częstsze. Duże rundy są naturalnym etapem rozwoju spółek, które wychodzą na rynki międzynarodowe i zaczynają osiągać tam duże sukcesy. Każdy ma inną definicję megarundy. Ile to jest de facto pieniędzy? Kilkadziesiąt milionów dolarów to nie są duże pieniądze na rynkach międzynarodowych.

34 jednorożce w CEE (według raportu Dealroom i Google for sturtups), to liczba adekwatna do możliwości tego regionu?

Dużym wyzwaniem jest ustalenie, kogo nazywamy jednorożcem. Czy to są te spółki finansowane na rynkach prywatnych, czy też na rynkach publicznych? Odnosząc się do naszego regionu, bardzo wierzymy w ten rynek i potencjał technologiczny. Region CEE charakteryzuje się ogromnym potencjałem intelektualnym. Szczególnie jeśli chodzi o talent informatyczny i analityczny. Liczymy, że tych sukcesów będzie o wiele więcej, również wśród spółek, w które zainwestowaliśmy. Ta liczba jest dobrym początkiem, ale nie jest wyznacznikiem ambicji, jakie powinien mieć ten region.

Czy poza świetnymi programistami spółki z Europy Środ.-Wsch. wyróżniają się czymś jeszcze, co przyciąga zagranicznych inwestorów?

Jakichkolwiek inwestorów przyciąga zawsze jedno i to samo, czyli unikalny pomysł, wyjątkowy zespół i świetny produkt. Zespół decyduje o jakości produktu i realnym jego rozwoju. Pamiętajmy, że najlepsza wizja bez dobrej egzekucji, to tylko halucynacja. Jeśli ma się świetny pomysł, ale za tym nie idzie ciężka praca i dostarczenie go na rynki międzynarodowe, to trudno mówić o sukcesie.

Aż 31% startupów z regionu CEE przez większość czasu swojego istnienia korzystało z własnych pieniędzy. Dla porównania w pozostałych krajach europejskich bootstrapping to 7%. Czym Pana zdaniem można uzasadnić niezwykłą przedsiębiorczość startupów z regionu CEE?

Jest to prawdopodobnie kwestia tego, że rynek finansowania startupów w regionie CEE dopiero się rozwija, więc wymaga większej aktywności. Patrząc na Estonię, czy Czechy, to jest tam np. niewspółmiernie więcej pieniędzy, aniołów biznesu i przedsiębiorców, którzy są skłonni finansować startupy na wczesnym rozwoju. We wspomnianych krajach, prawie wszyscy, począwszy od średnich przedsiębiorców, inwestują w startupy technologiczne. W Polsce jest to jeszcze pewien margines rynku. Choć i tak w naszym kraju mamy bardziej rozwinięty rynek VC niż Słowacja, Litwa, czy Ukraina. Ten rynek dopiero się jednak rozwija, więc wiele spółek nie miało okazji dostać finansowania na wczesnym etapie rozwoju. Dostęp do kapitału zmienia się dynamicznie i to przełoży się na to, że te spółki zaczną się szybciej skalować i konkurować na rynkach międzynarodowych.

Dlaczego w Polsce mamy tak mało chętnych inwestorów? To wiąże się z niską tolerancją ryzyka?

To jest pochodna tego, że mamy wciąż za mało dużych sukcesów technologicznych. W Estonii, czy Czechach startupy dość wcześnie zaczęły odnosić sukcesy. W Czechach jako pierwszy było to AVG i Avast, a w Estonii Skype. To powoduje, że większa liczba chce uczestniczyć w kolejnych sukcesach, bo widzi, że to nie zdarza się tylko raz. Przy odpowiednim podejściu może zdarzać się regularnie.

Amerykański kapitał stanowi ponad połowę funduszy zainwestowanych w startupy z CEE. To w jakiś sposób świadczy o środowisku VC w tym regionie. Jak Pan je ocenia?

Kapitał amerykański w VC jest dominującym kapitałem na całym świecie, poza rynkiem chińskim, choć tam też jest znaczący. Europa później wystartowała jeśli chodzi o finansowanie innowacji. Jednak na szczęście to się cały czas zmienia na lepsze. Ogromną rolę odgrywa w tym EIF (European Investment Fund), bez tej instytucji rynek VC byłby w gorszym stanie. Dzięki nim gonimy rynek amerykański i stąd się biorą statystyki, które pani cytuje.

Ten rynek w VC w dużym stopniu się sprofesjonalizował, ale dużo jest jeszcze przed nami. W najbliższym czasie zobaczymy na pewno jeszcze więcej sukcesów startupów technologicznych i jeszcze więcej funduszy VC z regionu CEE.

 

Przeczytaj również: OTB Ventures inwestuje w Fractory z Estonii. Startup zebrał 7,7 mln euro