Nie chcę Cię zabić, przedsiębiorco. Zapraszam za pół roku

nie chce cie zabic przedsiebiorco zapraszam za pol roku
Udostępnij:
Na niczym nie zarabia się tak dobrze w biznesie, jak na asymetrii informacji. Witaj w świecie usług marketingowych: Ty nie do końca wiesz, co my właściwie robimy, nie do końca też wiesz, ile to realnie kosztuje i skąd wynika kwota, no i nie bardzo masz jak sprawdzić, czy to, co dostałeś, jest... zrobione dobrze – BAM - wygrywam!

Tylko, mamy mały problem – nie lubię gier o sumie zerowej. I do tego nie chcę patrzeć, jak ktoś ginie na mojej służbie.

Ponad rok pracy ze startupami to niezła szkoła własnego biznesu. Żebyście mieli jasność: zapisuję Was w naszym budżecie jaśniutko-szarą przerywaną linią i absolutnie nie planuję żadnych wydatków naszej kochanej firmy w oparciu o Wasze fee. Jednego dnia potraficie zamówić usługi za 25 tysięcy netto, a po miesiącu (w którym, cholera, dostaliście całą robotę!) jednak wywracacie się kopytkami do góry.

Mimo wszystko kocham przedsiębiorców jeszcze bardziej, niż kocham zarabiać forsę. Mam ogromny szacunek do wszystkich, którzy wybrali niewygodność, brak stabilizacji, brak obietnic, konieczność budowania własnego losu własnymi rękami. Jesteśmy po Waszej stronie. Dlatego, proszę, nie kupujcie usług agencji marketingowej zbyt wcześnie! I naprawdę, naprawdę sprawdźcie, z kim podpisujecie umowę. Dla dobra obu stron. Także biednych agencji, które potem próbują Wam udowadniać, że nie są kangurem.

Łapcie kilka prostych hacków, jak zacząć marketing bez płacenia bazylionów agencji lub zewnętrznemu specjaliście.

Kiedy wcale nie potrzebujesz brand designera

Rozumiem energię i ekscytację towarzyszące powstawaniu biznesu. Rozumiem też potrzebę „opakowania” Twojego pomysłu, nawet po to, żebyś mógł o nim marzyć wieczorami, przed zaśnięciem przymknąć powieki i wyobrazić sobie neon z nazwą swojej marki. Wizytówki, strony internetowe. Siedzibę, nazwę na ścianie, nad recepcją. Naprawdę rozumiem. Ale nie potrzebujesz wypasionego logotypu i perfekcyjnej księgi znaku na początku biznesu. Ceny pełnej identyfikacji wraz z przemyślaną koncepcją i pełnym pakietem wizualnym to 20 000 – 30 000 tysięcy złotych netto. Sam logotyp u dobrego designera to koszt koncepcji + wykonania, około 6000 zł netto. Jeśli ktoś proponuje Ci wykonanie tego taniej to albo masz mega farta i trafiła Ci się zdolniacha, która właśnie buduje swoje portfolio, albo zaraz będziesz żałować przepalonej forsy. Jeśli nie masz sprawdzonego wykonawcy, a Twój logotyp może być „good enough” – skorzystaj np. z platformy www.fiverr.com zrzeszającej ponad 100 000 freelancerów z branży kreatywnej. Znajdziesz tam wykonawców logotypów, którzy mogą wykonać dla Ciebie pracę już od kilkunastu dolarów i dostarczyć pliki źródłowe. Nie będzie to mistrzostwo świata, ale nie trzeba zaczynać biznesu od siedziby na Willow Road i logotypu od Roba Janoffa.

Jeśli nie wiesz, jak zbriefować designera na logo, możesz wcześniej pokombinować samodzielnie, korzystając z takich wynalazków jak looka.com, pozwalających poeksperymentować z designem logotypu dla Twojej marki. Looka pozwala Ci na zakup logotypu (z wizualizacją na materiałach firmowych oraz możliwością pobrania plików źródłowych), ale cena za zbiór materiałów jest jak na non-custom made stosunkowo wysoka. Polecam Lookę raczej jako źródło inspiracji do dalszej pracy z designerem na fiverze.

Kiedy wcale nie potrzebujesz grafika, fotografa i innego specjalisty od sztuk wizualnych

Nie potrzebujesz wydać kilkuset dolarów na materiały wizualne z Getty Images i Stocka. Możesz skorzystać z www.pexels.com lub www.unsplash.com , które dają Ci dostęp do ogromnej bazy bezpłatnych zdjęć do wykorzystania komercyjnego wraz z możliwością modyfikacji obrazu.

Jeśli potrzebujesz przygotować takie materiały jak: grafiki social media, proste bannery do płatnej promocji, grafiki wydarzeń itd., skorzystaj z serwisu www.canva.com, który daje Ci możliwość pracy nad materiałem w trybie „what you see is what you get”. Nie musisz mieć żadnych umiejętności związanych z obsługą programów graficznych, może jedynie odrobinę dobrego smaku. Jednak szeroki wachlarz wzorców i szablonów powinien poradzić sobie nawet z tymi, którym nie po drodze ze złotym podziałem.

Szablony prezentacji, źródła elementów graficznych, proste wideo i animacje, prezentacje multimedialne, muzyka do spotu reklamowego – www.envato.com – baza, do której miesięczny dostęp kosztuje około 130 zł daje możliwość korzystania z ogromnej bazy materiałów kreatywnych.

Kiedy wcale nie potrzebujesz copywritera

Większość copywriterów nie ma jeszcze nawyku sprawdzania nazw nie tylko pod kątem „czy jest ładna”, ale pod kątem funkcjonalnym. Podpowiem Ci, co zrobić, żeby zaoszczędzić pół dnia:

  • pogódź się z tym, że jest szansa, że nie będziesz mieć wymarzonej nazwy, bo praktycznie wszystkie domeny są już zajęte;
  • skorzystaj z któregoś z generatorów nazw, słownika synonimów (thesearus.com), nadspodziewanie Pinterest jest niezłym źródłem nisko frekwencyjnych określeń. Jak nie masz forsy, musisz zainwestować czas, nie ma innej drogi.
  • zadbaj o to, by nazwa była użyteczna, funkcjonalna i legalna, to znaczy:
    a) nie ma innej firmy w Twojej kategorii o tej samej lub zbliżonej nazwie,
    b) nie ma firmy, która zastrzegła tę nazwę w tej samej kategorii w Twoim obszarze geograficznym działania (sprawdź na stronie www.tmdn.org/tmview/welcome). Wyszukiwarka ta pozwala Ci znaleźć znaki towarowe (i słowne, i graficzne) wraz z informacją o tym, kto je zarejestrował, w jakich krajach i w jakich klasach. Klasy to numery z klasyfikacji nicejskiej określające branżę, rodzaj usług lub produktów, w których dany znak jest chroniony. Sprawdzisz też tam: jaki jest aktualny status danej rejestracji – być może już wygasła. Możesz też zaznaczyć tryb wyszukiwania nazw podobnych, co też pozwala uniknąć niespodzianek. Takie sprawdzenie nie zastąpi solidnego badania zdolności rejestrowej znaku towarowego, ale na początkowym etapie jest w zupełności wystarczające.
    c) jeśli znak jest bezpieczny, znajdź domenę, polecam sprawdzać na stronie www.whois.com/whois/ – dzięki której możesz zweryfikować dostępność domeny (lub dowiedzieć się, kto jest jej właścicielem) bez zagrożenia, że zostanie ona wykupiona.

Kiedy wcale nie potrzebujesz stratega... ale...

Jedyne, na czym nie będę sugerowała Wam oszczędzać jest consulting / doradztwo. Biznes i marketing to dwa połączone ze sobą układy napędzające Twoją firmę. Nie musisz mieć wypasionego logotypu ani identyfikacji, nie musisz mieć wybitnego hasła reklamowego, jeśli wiesz, jak zaplanować swój rok do przodu (plan, który i tak modyfikujesz, ale musisz go mieć, żeby kontrolować to, co się dzieje w Twojej organizacji).

Możesz uznać, że nie mogę być obiektywna, bo zajmuję się doradztwem, ale z drugiej strony właśnie dlatego zajmuję się doradztwem i tworzeniem koncepcji, bo uważam to za wciąż trudny do zastąpienia obszar. Ale wiem też, że na tej stosunkowo drogiej usłudze także można się mocno przejechać. Dlatego...

...dobierz partnera, któremu będziesz mieć podstawy ufać:

  • Konsultant / doradca, jeśli wystarczająco pewny siebie i swoich umiejętności – spuści Cię na drzewo, jeśli zaczniesz go traktować jak kelnera (jeśli do tej pory nie zaczął – przemyśl Waszą relację, doradca bez własnej opinii lub taki, który zawsze się z Tobą zgadza – to kiepski doradca).
  • Rozumie, jak kształtują się koszty działań marketingowych. Twój doradca musi rozumieć etap biznesowy, na jakim się znajdujesz. Jeśli będzie proponował Ci spot reklamowy za 30 000 zł (bo w poprzedniej firmie robił 4 spoty po 120 000 rocznie), to znaczy, że jest oderwany od Twoich realiów i nie pomoże ani Tobie, ani sobie.
  • Chce wiedzieć, jak działa Twoja firma, ale też jak Ty działasz w Twojej firmie (jeśli jakaś część Twojego biznesu zarządza Tobą, to Twój doradca musi to zauważyć i pomoc Ci wyjść z tego, inaczej to oferma, a nie doradca).
  • Nie będzie Ci sprzedawał wysokomarżowych produktów skoncentrowanych na samym początku współpracy – to jest nawyk, wyciurkam Cię i porzucę. Jeśli ktoś traktuje Cię serio, nie będzie patrzył na Waszą współpracę krótkofalowo, tylko długofalowo.
  • Chce znać Twoją sytuację finansową. Pyta Cię o przychody i zysk firmy, pyta Cię o koszty prowadzonej działalności, chce zrozumieć Twój model biznesowy. Bez takich pytań nie zaproponuje Ci sensownego podejścia do marketingu. Aż mnie palce bolą, jak to piszę, ale agencje naprawdę potrafią zacząć pracować dla klienta, nie zadając tych pytań!
  • Sam ma stabilną sytuację biznesową. Potrafi zainwestować czas i pracę na najbliższe tygodnie lub miesiące pomagając Ci budować Twój biznes i nie ślini się na słowo „marża”. Tzn., że jest w stanie zaplanować realnie korzystne działania dla Twojej firmy, nie natychmiastową gratyfikację pieniężną dla swojej.

Zdecyduj też, jakiej oczekujesz relacji z partnerem, bo to wpływa na kompetencje, za które ostateczne będziesz płacić.

Czego chcesz od partnera marketingowego:

  • Spiritus movens – ktoś, kto będzie intensywnie współpracował z Twoją firmą i zespołem, będzie nadawał kierunek działaniom. Ta osoba lub agencja musi łączyć w sobie perspektywę strategiczną z umiejętnością zarządzania projektami. Jeśli nie czujesz, że ma pasję do tego, co robicie i nie masz pewności, że rozumie Wasze cele i potrafi w sposób kwantyfikowalny je określić – uciekaj. Jeśli wszystko się zgadza, może właśnie trafiłeś na kogoś, kto pozwoli Ci wznieść Twój biznes na wyższy poziom.
  • Partner – to Ty nadajesz kierunek biznesowi, masz wystarczającą motywację, żeby pchać wózek do przodu, poszukujesz jednak kogoś, z kim możesz zderzyć pomysły, kto uzupełnia Twoje kompetencje o brakujące elementy, oddajesz obszary, w których ta osoba lub zespół może podejmować decyzje i przenigdy nie odbierasz tej decyzyjności.
  • Dostawca – Ty już wszystko wiesz, potrzebujesz „kelnera” marketingu. Kogoś, kto wykona wszystko, co zamawiasz. Bez weryfikacji, bez sprzeciwu, bez buntu. Jeśli szukasz kogoś takiego – nie dzwoń do mnie. Nigdy!

Mam nadzieję, że nie zraził Was uszczypliwy ton tego tekstu. Nie szczędzę Was, tak jak nie szczędzę klientów, którzy przychodzą do nas na mentoring, czy konsultacje, do których namawiamy ich zamiast sprzedawać im proces strategiczny.

Nie szczędzę Was, bo w wierzę w Was i Waszą siłę. Dlatego też uważam, że zasługujecie na traktowanie fair ze strony swoich marketingowych partnerów i na samym początku biznesowej drogi możecie zwyczajnie nie wiedzieć, na czym warto, a na czym nie warto oszczędzać. Z drugiej strony piszę to też dla nas, dla agencji, dla marketerów – przestańmy zaciskać powieki i podpisywać kontrakty z myślą „jakoś to będzie”, niech marketing daje życie, a nie zabija biznes.

 

Jolanta Piela
CEO w Good Division

Strateg marketingu z ponad 10-letnim doświadczeniem. Pracowała w największych światowych i polskich agencjach reklamowych: Havas Worldwide, Grey Worldwide, Young&Rubicam, K2 Internet, PZL.