Nie wiedział co chce robić w życiu, więc otworzył biznes. Dziś jego firma osiąga 25 mln zł rocznego zysku

Dodane: 27.07.2016

Adam Łopusiewicz

Udostępnij:

Jędrzej Wittchen zaczynał od sprowadzenia kilku portfeli i torebek z zagranicy. Dziś produkuje i sprzedaje rocznie blisko 500 tys. produktów z działu galanteria. Pieniądze reinwestuje w firmę, ale też w młode przedsięwzięcia, takie jak SkyCash. Poznajcie historię sukcesu Jędrzeja Wittchena.

Artykuł jest częścią cyklu, w którym opisujemy historie sukcesu znanych marek. W poprzednich odcinkach ukazały się historie sukcesu marek: UrsusKrossCCCInglotSolarisGetin Bank i Comarch.

Na zdjęciu: Jędrzej Wittchen, Prezes Grupy Wittchen | fot. aniolybiznesu.org 

Jędrzej Wittchen poszedł na studia, żeby uniknąć służby wojskowej. Podczas jednej z zagranicznych podróży kupił “na próbę” kilka portfeli i torebek, by sprzedać je w kraju. Interes idzie tak dobrze, że rezygnuje z kupowania galanterii innych marek i postanawia skupić się na zlecaniu produkcji i sprzedawaniu galanterii pod swoim szyldem.

W tym czasie kupuje konkurencyjną firmę, a zakup ten ma pomóc w rozwoju strategii firmy. Niestety bardziej przeszkodził niż pomógł, bo Jędrzej Wittchen popadł przez niego w długi. Sprzedaje go po kilku miesiącach, dzięki czemu udaje mu się wyjść z kryzysu. Dziś firma Wittchena jest notowana na polskiej giełdzie i osiąga roczny zysk w wysokości 25 mln zł. Jak wyglądała historia firmy?

Skóra niezłym biznesem

Jędrzej Wittchen, zanim został Prezesem Grupy Wittchen, był członkiem zespołu muzycznego, pisał wiersze, zajmował się organizacją imprez i podróżował. Tej ostatniej pasji postanowił poświęcić więcej czasu, więc rozpoczął studia na Wydziale Geografii. Podróżował dużo i nawet wybuch stanu wojennego nie przeszkodził mu w ciągłym zwiedzaniu świata. Urzędników przekonywał, że jako student geografii organizuje wyjazdy badawcze do Francji, Egiptu czy Tybetu. W Tybecie poznał tajniki taoizmu, filozofii wschodu, która przyświeca Wittchenowi do dziś.

Po studiach Jędrzej Wittchen wyjechał z kraju na dłużej. Utrzymywał się z pracy dorywczej i po trzech latach wrócił do Polski. W 1990 roku przywiózł z Malezji kilka skórzanych portfeli i torebek, które rozeszły się bardzo szybko. Pierwszy mały sukces dał mu do myślenia. – Pomyślałem wtedy, że skóra może być całkiem niezłym biznesem i dodatkowo przyjemnym, bo od zawsze uwielbiałem eleganckie skórzane gadżety – mówił Jędrzej Wittchen. Postanowił zaryzykować i za tysiąc dolarów zamówić pierwszą partię produktów galanteryjnych z malezyjskiej fabryki.

Sprzedawać, sprzedawać i jeszcze raz sprzedawać

Ta partia skórzanych portfeli i torebek sprzedała się szybko, przyniosła zyski, które przedsiębiorca zainwestował w rozwój. Wittchen zaprojektował logo firmy i pierwszą luksusową kolekcję galanterii skórzanej – Italy, którą do dziś klienci chętnie kupują. Galanterię sprzedawał w luksusowych sklepach w kraju, a jej produkcją zajmowały się chińskie fabryki. Jędrzej Wittchen stemplował na nich logo firmy z niemieckojęzyczną nazwą. Dlaczego nie chwalił się, że produkt pochodzi z Polski? – W tamtych latach to nie była zaleta, bo to co polskie kojarzyło się z PRL-owską tandetą – wspominał.

Na zdjęciu: modelka z torebką marki Wittchen | fot. materiały prasowe

Osobiście rozwoził do sklepów produkty sygnowane marką Wittchen. – Od początku były to wyroby bardzo dobrej jakości. Okazało się, że to się świetnie sprzedaje. Pomyślałem, że to jest bardzo dobry pomysł na biznes – dodał. Z czasem zaczął kupować galanterię w małej włoskiej fabryczce. Później zrobiono w niej logo firmy i stemplowano nim torby. – A że to były czasy, kiedy wszystko co zagraniczne kojarzone było z luksusem, to sprzedawcy mówili klientom, że to jest firma niemiecka albo austriacka – opowiadał.

Pierwsze lata działalności wymagały od niego dużej odpowiedzialności i powściągliwości. – Najważniejsze było: sprzedawać, sprzedawać i jeszcze raz sprzedawać. Ambicje twórcze musiałem zostawić na potem – mówił Jędrzej Wittchen.

Trudno produkować w Polsce

Jędrzej Wittchen chciał, aby jego produkty produkowały polskie fabryki. Szło jednak topornie. – Trzy lata zmagałem się z produkcją u nas. Bezowocnie. Myślałem, że w kraju, który słynie ze skóry, nietrudno będzie ruszyć – wspominał. Zatrudnił najlepszych kaletników, kupił najlepsze skóry, maszyny, nici, kleje. – Wszystko najlepsze, a jednak nie wypaliło… Nasze torby czy portfele nijak się nie miały do tych z Azji. Nie traciłem czasu na dalsze wnikanie, dlaczego tak się dzieje. Przeniosłem większość produkcji do Azji – mówił Wittchen. – Czuję się patriotą, ale to nie powód, by tracić pieniądze – dodał.

Produkty skórzane wykonywali ręcznie Włosi i Chińczycy ze skór pochodzących z rejonów śródziemnomorskich. Ich pochodzenie miało duże znaczenie dla efektu końcowego, czyli galanterii. – Polskie czy rosyjskie bydło ze względu na klimat wypasane jest na łąkach przez co najwyżej 3-4 miesiące w roku. Włoskie przez cały rok. Jakościowo to niezwykła różnica. Skóra tego bydła nie wymaga niemal żadnych udoskonaleń – opowiadał. Zanim jednak zlecił fabryce produkcje galanterii Wittchena, osobiście ją wizytował, by pominąć pośredników.

55 mln złotych majątku

– W Chinach z łatwością możesz natknąć się na ludzi, którzy podają się za właścicieli bądź dyrektorów fabryk, a są tylko pośrednikami. Dotarcie do prawdziwych właścicieli sprawia, że oszczędzam sporo pieniędzy – opowiadał Jędrzej Wittchen. W 2001 roku otworzył pierwszy salon firmowy w Warszawie. Dwa lata później złodzieje ukradli 45 tys. par rękawiczek z magazynu Wittchena w Bożej Woli pod Warszawą. Spółka szybko zamówiła towar samolotem, by dostarczyć produkty klientom, ale i tak straciła na interesie.

Wtedy też Wittchen rozpoczął eksport swoich produktów na wschodnie rynki. W 2004 roku biznes idzie tak dobrze, że Jędrzej Wittchen zostaje zamieszczony na liście 100 Najbogatszych Polaków 2004. Zajął 139. miejsce z majątkiem 55 mln złotych

Wittchen rozszerzył wtedy asortyment produktów. Do portfeli i torebek dołączyły torby bagażowe, apaszki, szale, torebki Young oraz eleganckie parasole. W 2006 r. otworzył też pierwsze salony firmowe za granicą, głównie w Rosji, na Białorusi i Ukrainie. Rok później w ofercie znalazły się też ręcznie produkowane buty. Jędrzej Wittchen zaczął też interesować się innymi ciekawymi rynkami. Dzięki zagranicznym wyjazdom dowiedział się, że warto inwestować w młode przedsięwzięcia innych.

Inwestycje w startupy

W 2007 roku, razem z kilkoma innymi przedsiębiorcami, założył Business Angel Seedfund. Za pomocą tego funduszu inwestycyjnego zrzeszającego aniołów biznesu zainwestował w startupy. Zainteresował się m.in. takimi przedsięwzięciami jak: FanpageTrender (dzisiaj SoTrender), Skycash czy Chce.to. Grupa Wittchen nadal jest główną działalnością Jędrzeja Wittchena. W 2007 r. uruchomił Magazyn Wittchen w nakładzie kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy. Zatrudniał wtedy ponad 400 osób, którzy pracują w fabrykach i 50 salonach firmowych w Polsce, a w Azji tysiąc osób.

W 2010 r. spółka przekształciła się w spółkę akcyjną i zapowiedział debiut na giełdzie, z której chciał pozyskać do 60 mln złotych. Przygotowania trwały rok, ale w ostateczności firma Jędrzeja Wittchena zrezygnowała z planów ze względu na niekorzystną sytuację rynkową. W tzw. międzyczasie Wittchen zaciągnął dług i przejął konkurencyjną markę Vip Collection, który miał 26 salonów w różnych lokalizacjach (i 1,5 mln zł długu). Jak pisały później media, “korzyści z akwizycji były zbyt małe, a obsługa zadłużenia zbyt ciężka dla spółki.

Uciec przed bankructwem

W 2011 r., korzystając z dotacji unijnej, firma otworzyła centrum logistyczne w Palmirach koło Warszawy. Wittchen stanął na skraju bankructwa i zaczął szukać planu naprawczego. W 2012 roku sąd zatwierdził procedurę naprawczą, którą stosuje się, gdy przedsiębiorcy grozi niewypłacalność. W grudniu 2012 roku Wittchen sprzedał Vip Collection. W ciągu dwóch lat wyszedł z długów i udało mu się powrócić na dobry tor do sukcesu. Pieniędzy zaczął szukać na giełdzie, z której chciał pozyskać 20-25 mln złotych na inwestycje w kolejne sklepy. 

W 2014 roku Grupa Wittchen osiągnęła 130 mln zł przychodu i 27,7 mln zł zysku. Pod koniec 2015 roku ogłosiła plan wejścia na warszawską giełdę papierów wartościowych. W Grupie działało wtedy 65 salonów i outletów, w tym 54 pod szyldem Wittchen i 11 V VIP Collection. Oprócz tego spółka posiadała dwa sklepy internetowe. Dzisiaj radzi sobie dobrze, poprzedni rok zamknęła wynikiem 24,6 mln złotych zysku.

Wyobraźnia

icon-112px-padlock Created with Sketch.

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem