#OHO! Krindżowi millenialsi, młody w „ślepej uliczce”. A tak w ogóle… masz magistra, żeby tu parkować?

Dodane:

MamStartup logo Mam Startup

#OHO! Krindżowi millenialsi, młody w „ślepej uliczce”. A tak w ogóle… masz magistra, żeby tu parkować?

Udostępnij:

Dzisiaj będzie o ekologii, ekonomii, TED Talkach i segregacji (nie tylko butelek). Zaglądamy do portfela 15-letniego Wiktora, który ośmielił się czyścić krakowskie trawniki i na tym zarabiać. Do tego analizujemy upadek formatu TED, a na deser serwujemy parkingową segregację od BARDZO WAŻNEGO CZŁONKA RADY NAUCZYCIELI, którego prosta wiadomość (it’s giving medieval energy) motywuje do… dokończenia pracy magisterskiej.

Zaradny młodzieniec, ale pouczyłby się matmy!

Poznajcie Wiktora. Wiktor ma 15 lat, rower i – o zgrozo – chęć do pracy. Chłopak w półtora miesiąca wyciągnął z krakowskich trawników 1700 złotych. Wydawałoby się, że to sukces, ekologia, lekcja przedsiębiorczości! Ale wtedy, do sekcji komentarzy, wchodzi on… linkedinowy analityk finansowy, uzbrojony w arkusz Excela (albo wiedzę z matmy!) i poczucie wyższości.

Według naszego eksperta, 15-latek, zamiast biegać po bulwarach, powinien usiąść w piwnicy, przeprowadzić gruntowną analizę amortyzacji worka na śmieci oraz obliczyć koszt alternatywny utraconych korzyści płynących z kucia tabliczki mnożenia. Nastolatek przecież, zamiast zbierać puszki (lub je opróżniać!), powinien wdrażać strategię samorozwoju, zgodną z najnowszymi trendami „zmieniającego się rynku pracy”.

Wizja jest piękna: Wiktor nie idzie na pole (pfu, przepraszamy – na dwór!), tylko robi certyfikat z zarządzania, obliczając koszty magazynowania worków w piwnicy babci.

No pewnie! Zamiast zarobić na konsolę czy nowe buty, lepiej zostać młodym rekinem biznesu, który nie ruszy się z kanapy, póki stawka godzinowa nie uwzględni „utraconej wartości nieodebranych butelek”. Bo przecież w dobie AI i cyfryzacji, zbieranie realnej gotówki z ziemi to „ślepa uliczka”.

Matma jest prosta: zero butelek = zero kosztów transportu i magazynowania = 100% czasu na Linkedinie!!11!1!1!!!

OPTYMALIZACJA.

Pauza… wzruszenie… i Twój kredyt w tle

Formaty TEDowe jeszcze kilka lat temu cieszyły się popularnością, dzisiaj są jak „obwoźny cyrk” – jak pisze jeden z komentujących – albo jak zbyt idealnie wyprasowana koszula.

Dzisiaj, jeśli najnowsze prelekcje o tym, jak porażka uczy (no szok!), albo jak oddychanie pomaga w życiu, przypadły Wam do gustu, to oficjalnie jesteście częścią „millenialskiego cringe’u premium”.

Autorka postu dzieli się artykułem, zadając jednocześnie pytanie: „Czy to znaczy, że jestem krindżowa?”. Bo autorka, Marta Malik, lubi TedTalki tak bardzo, że ma nawet aplikację TED TV.

Według autora artykułu, format upada.

„To już nie są wykłady. To są pitch decki dla ludzkich emocji.” – pisze autor.

Według autora, jeśli masz kredyt i konto na LinkedInie, to Twoje zdolności poznawcze kończą się na kolorowych slajdach i wzruszającej pauzie prelegenta.

Jeśli następnym razem poczujesz inspirację, natychmiast ją stłum – pomyśl o swoim kredycie i wróć do szeregu!

My wracamy do szeregu.

A TED Talki będziemy oglądać w piwnicy babci Wiktora.

Lepszy i gorszy sort – wersja parkingowa

Trzymajcie się ram rowerów, jak i my trzymamy się klawiatur. Oto przed jedną ze szkół pojawiła się informacja, która… a dobra, przeczytajcie sami:

„Informujemy, że parking przed budynkiem szkoły przeznaczony jest wyłącznie dla nauczycieli posiadających wykształcenie magisterskie. Pracownicy obsługi szkoły oraz osoby posiadające wykształcenie licencjackie proszeni są o korzystanie z parkingu znajdującego się za budynkiem szkoły (tzw. parking „dziki”).”

Bielutka kartka, choć lekko pomięta, została podpisana przez „KLUCZOWEGO CZŁONKA RADY NAUCZYCIELI” (wszystko było z małej litery, ale dla podkreślenia istoty wakatu, wrzucamy z wielkich).

Rozumiecie ten prestiż? Masz magistra – parkujesz na honorowym miejscu, Twoje opony dotykają nagrzanej kostki brukowej (można nawet w szpilkach zasuwać!), a słońce obija się w Twojej masce z należytym szacunkiem.

Masz licencjat? Oj, oj… Twoje miejsce jest na „dzikim parkingu” (zasuwaj w kaloszach), gdzieś pomiędzy krzakami a porzuconą oponą od traktora.

Pani od polskiego z tytułem magistra wysiada suchą stopą pod samym wejściem, poprawiając duże okulary przeciwsłoneczne z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku akademickiego. Wiadomo przecież, że te dwa dodatkowe lata pisania pracy o wpływie sonetów na rozwój rzodkiewki Carmen (w ramach ciekawostki napiszemy, że rzodkiewki należą do rodziny kapustowatych), daje Ci niemal boską moc.

Jeśli stopień magistra pozwala też parkować równolegle za pierwszym… Chyba sami się skusimy!!

Skoro o segregacji mowa, być może KLUCZOWY CZŁONEK RADY NAUCZYCIELI powinien pójść o krok dalej. Może woźna, jeśli nie ma doktoratu, niech nie wchodzi głównym wejściem, tylko jakimś podkopem? A rodzice uczniów z wykształceniem zawodowym niech zostawiają dzieci dwa skrzyżowania dalej, żeby nie zbezcześcić magisterskiego powietrza.

KLUCZOWY CZŁONEK RADY NAUCZYCIELI chce, żeby każdy wiedział, gdzie jest jego miejsce w szeregu (albo na którym parkingu kończy się jego godność).

Droga czytelniczko, drogi czytelniku. Na pewno o tym wiesz i jest nam nieco niezręcznie to pisać, ale mimo wszystko: napiszemy. Rubryka „#OHO!” jest rubryką satyryczną oraz ironiczną, której celem jest pokazanie w krzywym zwierciadle internetowej twórczości, na jaką nasza redakcja natknęła się w mijającym tygodniu. Do wszystkich postaci przywołanych w „#OHO!” odnosimy się z wielką sympatią i odnosimy się tutaj do ich wpisów, a nie do nich samych.