#OHO!: Zuza Piechowicz objaśnia nam świat, Maciej Oniszczuk też… i jeszcze Robert Tomaszewski się zgłasza, proszę

Dodane:

MamStartup logo Mam Startup

#OHO!: Zuza Piechowicz objaśnia nam świat, Maciej Oniszczuk też… i jeszcze Robert Tomaszewski się zgłasza, proszę

Udostępnij:

Nie dajcie sobie wmówić, że świat jest złożony. On jest bardzo prosty. Pod warunkiem, że macie pod ręką kogoś, kto Wam go wytłumaczy. A jeśli nie macie, to spokojna głowa. Mamy my. Trio naszych ekspertek i ekspertów już spieszy ku Wam z wyjaśnieniami, o co w tym wszystkim chodzi.

Diabeł powinien ubierać się u Prady

Praca krytyka filmowego zdaje się być niełatwa. Człowiek biorący się za profesjonalne recenzowanie filmów powinien świetnie orientować się w tysiącach tytułów, rozpoznawać reżyserskie style wielkich mistrzów, umieć ocenić film w technicznych kategoriach choćby montażu czy udźwiękowienia… Tak nam się wydawało – ale Zuza Piechowicz, trenerka, która pomaga tworzyć lepsze miejsca w pracy, poszerza nasze horyzonty w tym temacie. Dzięki niej dowiadujemy się, że film można oceniać pod jeszcze innym kątem.

I jest to kąt tak rozwarty, że nie jesteśmy w stanie go w prosty sposób przedstawić.

Otóż, pani Piechowicz Zuza najwyraźniej obejrzała film „Diabeł ubiera się u Prady 2”. I, wnioskując po jej wpisie, musiał to być seans niełatwy, niewygodny, poruszający. Bo przy każdej scenie ze złą szefową – Mirandą Priestly – autorka posta zachodziła w głowę: „a co by było, gdyby Miranda Priestly była facetem?” Nie mówcie, że Wy tak nie mieliście! Wiemy, że tak mieliście, bo po premierze „Diabeł ubiera się u Prady 2” zalaliście nasze skrzynki mailowe listami z pytaniami: „czy to możliwe, żeby kobieta-szef był tak złą postacią?”

I my rzeczywiście się zgadzamy: kobieta-szef nie może być tak złą postacią. To filmowa manipulacja! Bo przecież, jak powątpiewa trenerka Zuza Piechowicz:

„nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mężczyzna byłby jednak inaczej oceniany. Jako skuteczny. Zdeterminowany. Skupiony. Wymagający.”

Na pewno by tak było. Mamy już tak głębokie uprzedzenia, że na mężczyzn w filmach zawsze patrzymy jak na „skutecznych, zdeterminowanych, skupionych, wymagających”. A kobiety to dla nas odruchowo „symbol przekraczania granic w miejscu pracy”.

Dziękujemy Wam za listy, prosimy o więcej.

Diabeł powinien starać się o przepisanie spółki na siebie

Jeśli dziś rano wstaliście z jedną myślą kołaczącą się po głowie: „czy mój majątek jest kuloodporny i anonimowy” albo ewentualnie „a co by było, gdyby Miranda Priestly była facetem?”, to mamy dla Was rozwiązanie. To znaczy – ma je Maciej Oniszczuk. To znaczy – ma je Rockefeller, przytacza je Oniszczuk, a my to tylko nagłaśniamy.

Więc…

Jak powszechnie wiadomo, przepisanie majątku na członka rodziny zdaje się być świetnym planem. Wszystko zostaje w rodzinie, nie?

To nie jest jednak proste jak drut, co wytyka Oniszczuk Maciej, do którego ” co chwilę zgłaszają się (…) 'cwaniacy’, którzy myślą, że przepisanie wszystkiego na członka rodziny to genialny plan”. Biorąc pod uwagę, z jak wielką liczbą „cwaniaków” i ich niemądrych próśb mierzyć się musi co chwilę p. Maciej, jesteśmy mu podwójnie wdzięczni za to, że podzielił się swoją receptą na systemowy sukces albo sukcesyjny system. Jak kto woli.

Otóż, uwaga: firma zarabia pieniądze, które zbiera spółka holdingowa, którą to posiada trust, a nasze nazwiska nie pojawiają się nigdzie.

Panie Oniszczuk – genialne.

Diabeł nie powinien zadzierać z Gen X

Znacie taki zabieg literacki, że niby piszecie o kimś innym, a tak naprawdę macie na myśli siebie?

Oto Robert Tomaszewski w biznesowej power pose, w białej koszuli super mega slim fit, z wypchniętą klatką piersiową, ściągniętymi łopatkami i pulsującymi żyłami pisze, że „Gen X nie puka do drzwi”. Że „to pokolenie, to biznesowy 'GROM'”. Że ich „skuteczność (…) wynika (…) z instynktu przetrwania”.

I nim dobrniemy do końca posta, to odwracamy się za siebie, zerkamy nerwowo przez ramię, czy za nami nie stoi jakaś Gen X w super mega slim fit białej koszuli. Niby nikt nie stoi, ale czujemy niepokój. Nasłuchujemy, czy po redakcyjnej klatce schodowej nie skrada się jakiś biznesowy „GROM” – „skuteczny, odporny i niemożliwy do zdarcia”.

Robert Tomaszewski, człowiek od skalowania sprzedaży i biznesu przez AI, znakomicie deskaluje nasze poczucie zagrożenia dotyczące różnicy międzypokoleniowej. I podsuwa nam – jak przystało na kogoś wychowanego na podwórku bez nadzoru, gdzie opanował zarządzanie kryzysowe (swoją drogą, co u pana Roberta musiało dziać się na podwórku…) – znakomity pomysł na złagodzenie różnic pokoleniowych.

Wystarczy zwolnić Gen X (najlepiej zdalnie, bo najbezpieczniej) i od razu można odetchnąć z ulgą.

Droga czytelniczko, drogi czytelniku. Na pewno o tym wiesz i jest nam nieco niezręcznie to pisać, ale mimo wszystko: napiszemy. Rubryka „#OHO!” jest rubryką satyryczną oraz ironiczną, której celem jest pokazanie w krzywym zwierciadle internetowej twórczości, na jaką nasza redakcja natknęła się w mijającym tygodniu. Do wszystkich postaci przywołanych w „#OHO!” odnosimy się z wielką sympatią i odnosimy się tutaj do ich wpisów, a nie do nich samych.