Otrzymaj zaliczkę lub całą pensję przed dniem wypłaty. O aplikacji Flexee rozmawiamy z jej założycielem i prezesem Flexee Group – Andrzejem Nowakiem

Dodane: 25.06.2021

Mam Startup

Udostępnij:

Flexee to technologia, dzięki której pracownicy mogą bez trudu sięgnąć po wypracowane wynagrodzenie w dowolnym dniu miesiąca, w sposób natychmiastowy. Jak działa aplikacja? Kto z niej korzysta? Oraz jaka jest jej przyszłość? Między innymi na te pytania odpowiada Andrzej Nowak, założyciel i prezes nowego na polskim rynku fintechu, Flexee Group.

Andrzej Nowak posiada wieloletnie doświadczenie w sektorze Private Equity i Venture Capital. Nabył je, pracując dla m.in TFI PZU, MCI i Private Equity Managers. Dysponuje również doświadczeniem menedżerskim w rozwoju międzynarodowych organizacji, w których pełnił m.in. funkcje członka zarządu. Jest absolwentem wydziału Matematyki Stosowanej na AGH w Krakowie, gdzie ukończył studia magisterskie na kierunku Matematyka, o specjalizacji Finanse i Ubezpieczenia. Posiada licencję doradcy inwestycyjnego (nr 406) oraz maklera papierów wartościowych (nr. 2309).

Jak dużą popularnością na świecie cieszy się trend „salary on-demand”?

Dużą. Od mniej więcej trzech lat pojawiają się na rynku spółki działające w tym modelu. Inwestorzy na zachodzie już uwierzyli w ten trend, czego przykładem są spółki które osiągnęły status jednorożca – głównie w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. U nas natomiast salary on-demand to wciąż nowość.

Tyle że wspomniane spółki mają pewne ograniczenia w skalowaniu, wynikające z modelu biznesowego, który kierują na rynek bardziej pracodawców niż konsumentów. Najpierw muszą przekonać pracodawcę do swojej usługi, następnie połączyć się z systemem księgowym firmy, a na samym końcu pracodawca udostępnia aplikację swoim pracownikom. A to właśnie oni mają największą potrzebę, by otrzymywać swoje wynagrodzenie w miarę zarabiania. Ten trend nazywamy salary on-demand. Też się nim inspirujemy, ale nie ograniczamy się wyłącznie do niego. Dla nas to jedna z ofert dotarcia do konsumenta, tj. przez pracodawców. Jednocześnie rozwijamy naszą usługę bezpośrednio do konsumentów, dzięki czemu każdy, kto zarabia będzie mógł korzystać z Flexee bez pośrednictwa pracodawców.

Wspomniał Pan o interesującej różnicy kulturowej – na zachodzie pracownicy dostają tygodniówki, w Polsce zaś wynagrodzenia wypłacane są co miesiąc. Czy Polacy nie będą obawiać się, że „przejedzą” wynagrodzenie, jeśli otrzymają je wcześniej?

Wspomniana bariera nie wynika z kulturowych uwarunkowań, ale z modelu, w jakim funkcjonuje cały rynek, chociażby korporacje – dlatego nie mamy w Polsce tygodniówek. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację. Pracownik w fabryce chce otrzymać zaliczkę. Idzie więc do kierownika hali. Kierownik hali do dyrektora, a dyrektor do działu księgowego. Dopiero gdy dział księgowy otrzyma zgodę, wypłaca pracownikowi zaliczkę. Następnie ten sam dział musi to rozliczyć, odprowadzić należne składki itp. To bardzo żmudny, długi i manualny proces, który stanowi sporą barierę.

Kolejny kłopot to cash flow. Wynagrodzenia pracowników zazwyczaj wypłacane są na samym końcu. Wcześniej pieniądze trafiają do kontrahentów i tak dalej. A zatem problem nie jest po stronie pracowników, ale pracodawców. Co więcej, pracownicy chcą otrzymywać wynagrodzenia wcześniej – wiem to, bo z nimi rozmawiamy. Widzimy to również na żywym organizmie, na pracownikach, którzy korzystają z aplikacji Flexee. Mało tego, pracodawcy, z którymi współpracujemy używają aplikacji Flexee jako narzędzia, które pomaga im w rekrutacji pracowników – pracownicy chętniej zatrudniają się u takich pracodawców, gdy mogą otrzymywać wynagrodzenie wcześniej.

Kto poniesie koszty za korzystanie z Flexee w ramach Waszej współpracy z pracodawcami – pracownik czy pracodawca?

Współpracujemy z pracodawcami, którzy chcą brać te koszty na siebie – i biorą w całości lub do jakiegoś stopnia. Ale z drugiej strony mamy pracodawców, którzy chcą przerzucać koszty na pracowników, a pracownicy brać je na siebie. Najczęściej jednak opłaty za usługę rozłożone są na obie strony.

Zatem jak wyglądają wspomniane koszty?

Zbudowaliśmy Flexee w taki sposób, aby oferować klientom dowolność, jeśli chodzi o model rozliczania się. To może być procentowa opłata za każdą wypłatę wynagrodzenia lub opłata stała w formie subskrypcji za liczbę wypłat do określonej kwoty miesięcznie. Model rozliczania ustalamy indywidualnie z każdym klientem.

Co ciekawe, Flexee umożliwia wypłaty wynagrodzeń nie tylko osobom zatrudnionym na umowę o pracę, ale także w oparciu o umowy cywilnoprawne.

Zgadza się. Nie ma dla nas znaczenia forma zatrudnienia. To pracodawca decyduje, którym pracownikom chce dać dostęp do Flexee. Z kolei, gdy pracownik przychodzi do nas, wówczas nie pytamy go o umowę – liczą się dla nas m.in. wpływy na konto.

Jak więc zabezpieczacie swój interes? W przypadku pracodawcy jest to raczej proste. Natomiast w przypadku pracowników, którzy sami opłacają dostęp do Flexee, ponosicie wyższe ryzyko.

Pracownik, z którym bezpośrednio zawieramy umowę, przechodzi automatyczną analizę ryzyka kredytowego. To wieloetapowy proces, który dzieje się w tle. Użytkownik poddawany jest skanowaniu behawioralnemu – obserwujemy jego ruchy na stronie, frazy, które wpisuje i tak dalej. Za jego zgodą wykonujemy geo-skanowanie rachunku. Do tego weryfikujemy, czy pracownik nie zalega ze spłatami rat. W ten sposób wyliczamy scoring kredytowy.

Wspomniał Pan, że usługa dla klientów indywidualnych będzie dostępna od czwartego kwartału. Dlaczego wtedy, a nie dziś?

Potrzebujemy czasu na przygotowanie technologii i pozyskanie finansowania. Słowem: musimy być gotowi do wejścia na szeroki rynek konsumencki. Wyobraźmy sobie, że tysiące użytkowników będą pobierać Flexee i oczekiwać natychmiastowego dostępu do kapitału. Musimy nim dysponować.

Zatem w jaki sposób przekona Pan inwestorów, żeby zainwestowali pokaźną kwotę w Flexee?

Pierwsze rundy finansowania już mamy za sobą. Zebraliśmy łącznie 3 miliony złotych na rozwój oraz dodatkowe fundusze pod płynność na wypłaty wcześniejszych wynagrodzeń naszych użytkowników. Niedługo wyjdziemy po większy kapitał.

A jak przekonam inwestorów? Sam wywodzę się z branży private equity – przez wiele lat pracowałem w funduszach. Wiem, że inwestorzy nie będą w nas inwestować tylko po to, by wpompować pieniądze na wypłaty wynagrodzeń. Inwestorzy oczekują technologii za tym idących. Nie będziemy więc przedstawiać się jako spółka, która oferuje jedynie wypłaty.

Jesteśmy fintechem, spółką technologiczną z branży finansowej i właśnie tak się pozycjonujemy. Działamy w modelu łatwo skalowalnym na użytkowników i rynki globalne.

Myślę, że dla inwestorów jesteśmy ciekawym celem inwestycyjnym. Nie wspominając o tym, że za fintechami od dłuższego czasu idą rundy finansowania. Sektor finansowy daje ogromny potencjał inwestorom.

Ponadto pokażemy potencjalnym inwestorom naszą wizję i plan rozwoju. Flexee będzie oferowało dostęp do szybkich wypłat wynagrodzeń każdemu oraz będzie zintegrowane ze sklepami internetowymi. Wtedy pojawi się na rynku nowa forma płatności za towary, które będzie można nabywać za wypracowane w trakcie miesiąca wynagrodzenie. Na przykład użytkownik Flexee, który w danym miesiącu przepracował 14 dni, nie będzie musiał czekać do 10. dnia kolejnego miesiąca na wynagrodzenie, żeby kupić buty, na które promocja kończy się za kilka godzin.

Oczywiście na koniec pokażemy trakcję, przyrosty użytkowników, wypłat, wskaźniki typu MRR itd. A tutaj już mamy się czym pochwalić.

Skoro mowa o trakcji. W jaki sposób przekonał Pan Santander Consumer Bank i 40 000 użytkowników do skorzystania z Flexee?

Doprecyzuję – nawiązaliśmy współpracę z pracodawcami, którzy mają 40 000 pracowników. A pozyskujemy ich różnymi kanałami, niektórzy sami się do nas zgłosili – sami dostrzegają potrzebę. Tak na przykład było z jednym z pracodawców. Właściciel firmy odezwał się do mnie i powiedział: „Potrzebuję twojego rozwiązania, bo rynek po koronawirusie znów jest rynkiem pracownika”. Chciał użyć Flexee jako benefitu i argumentu podczas rozmów rekrutacyjnych. Natomiast do Santandera trafiliśmy przez akcelerator Accelpoint.

Na rynku fintech można zauważyć, że startupy mocno zacieśniają współpracę z bankami. Zdaje się jednak, że w przypadku Flexee nie ma aż tak silnej konieczności. Wasz rynek jest chyba szerszy.

Zgadza się, chociaż jesteśmy otwarci na współpracę z bankami. Ale rzeczywiście nie jest to dla nas deal-breaker. W naszym biznesie charakterystyczne jest to, że nie musimy się uzależniać od kogokolwiek. Nie musimy współpracować z żadnym bankiem, żeby dostarczyć usługę na rynek.

Możemy działać z pracodawcami z dowolnej branży i z klientami indywidualnymi – pracownikami. Niemniej uważam, że współpraca z bankami niesie wiele korzyści, zwłaszcza na początku. Przede wszystkim uwiarygadnia produkt. Bank ma kapitał. My zaś jesteśmy w stanie dostarczyć innowacje – nie od dziś wiadomo, że rynek bankowy jest skostniały. Współpraca może być różna np. możemy zaoferować naszą technologię w modelu white label, co oznacza, że bank może oferować nową usługę, naszą usługę, swoim klientom. Może być to również świetne miejsce na cross-selling produktów finansowych. Potencjał się ogromny.

Na koniec proszę powiedzieć, jak zamierza Pan zakończyć ten rok?

Ten rok to budowanie skali i dalszy rozwój technologii. Chcę zrealizować kilka kluczowych punktów. Podpiąć do usługi wszystkich, pozyskanych już 40 000 użytkowników. Dostarczyć bezpośrednio technologię szerokiemu rynkowi konsumentów. Przygotować się do wejścia na rynek e-commerce. I na końcu wyjść do inwestorów po większe finansowanie. Na produkt jest duży popyt, więc to must have, jeżeli chcemy wyjść szeroko na rynek. A pamiętajmy, że nie mówimy tylko o rynku polskim. Pierwszego klienta z zagranicy już mamy.

 

Artykuł powstał we współpracy z Flexee