Patryk Pijanowski (Nebucode): Mam 18 lat i prowadzę software house, gdzie zatrudniam 25 ludzi

Dodane: 08.12.2021

Damian Jemioło

Udostępnij:

Patryk Pijanowski to CEO i founder software house’u Nebucode. W wieku 14 lat sam skonstruował drukarkę 3D. Później zajął się programowaniem. Wygrywając nagrody i mentoringi m.in. u Pawła Sieczkiewicza – postanowił spróbować sił jako founder. Teraz zatrudnia 25 osób i tworzy platformę dla klientów psychoterapeutów, wygrywając 100 tys. zł w konkursie Kopalnia Startupów.

Można powiedzieć, że z przedsiębiorczością jesteś za pan brat od najmłodszych lat. W wieku 14 lat miałeś samodzielnie zbudować drukarkę 3D Oprinter. Opowiesz więcej o tym projekcie? Skąd taki pomysł, jak to działało i czy udało Ci się to spieniężyć?

Mówi się, że ciężkie czasy tworzą silnych ludzi, a silni ludzie tworzą dobre czasy. Tak było również w moim przypadku. Gdy miałem 12 lat, moja rodzina przeżywała trudny okres. To właśnie wtedy zacząłem programować i tworzyć – potrzebowałem zajęcia, które pochłonęłoby mnie w wolnym czasie.

Startowałem i odnosiłem sukcesy w coraz to kolejnych konkursach informatycznych, mentoringowych i biznesowych. Poczułem, że jestem w tym dobry i powinienem w tym kierunku iść. Wkrótce nowe hobby pochłonęło mnie bez reszty i stało się moją pasją.

Drukarki 3D przyszły jako naturalna potrzeba przy pracy z elementami elektronicznymi, budowaniu modeli RC itd. Jako że nie chciałem wydawać dużej sumy na start przygody z drukiem – w wieku ok. 14 postanowiłem zbudować swoją pierwszą drukarkę z rzeczy, które znalazłem w domu i najbliższych sklepach z częściami mechanicznymi itd. Oczywiście nie była ona idealna i miała sporo wad, a jej dokładność pozostawała wiele do życzenia. Budowałem ją na bazie projektu open source Prusa i3 co dawało wiele możliwości – społeczność wokół modeli drukarek RepRap jest naprawdę niesamowita.

Po tym projekcie stwierdziłem, że ciekawsze od samego drukowania jest budowanie drukarek. Kolejny projekt drukarki nazywał się „Leafly”. Chodząc do jednego z lepszych gimnazjów w Warszawie – im. Władysław IV – uciekałem często z lekcji, żeby na czas dojechać do firm zajmujących się gięciem stali, aluminium, lakierowaniem. Wszystko po to, aby zrealizować ten projekt. Prototyp tej drukarki wciąż stoi w mojej byłej szkole. Zrezygnowałem z niego kosztem kolejnego projektu o nazwie Oprinter. Mając większe doświadczenie w projektowaniu, zaprojektowałem i zacząłem budować prototyp nowego urządzenia.

Oprinter miał inny układ osi niż inne drukarki, który w założeniu miał dać większą stabilność i dokładność. Projekt przerwałem ze względu na fundusze oraz bardzo szybko rosnącą konkurencję. Nauczył mnie on wiele o biznesie i technologii – był moim pierwszym poważniejszym projektem. M.in. dzięki niemu zostałem wyróżniony w konkursie Mentors4Teens otrzymując mentoring Pawła Sieczkiewicza – CEO Telemedi.co. Jestem mu niezwykle wdzięczny za pokazanie, w jaki sposób powinno budować się startupy, zapoznanie z metodologią „lean startup” i wiele więcej.

W 2017 r. z kolei stałeś się co-founderem projektu Youth Future Conference 2017. Co dała Ci organizacja tego wydarzenia?

Od zawsze angażowałem się we wszystkie projekty, jakie mogłem – uważam, że są one dużo istotniejsze od szkoły, ze względu na praktyczną wartość, jakie za sobą niosą. Spotykając się z nowymi ludźmi, poszerzamy swoje horyzonty i poznajemy nowe perspektywy.

Tak właśnie w 2017 r., w trakcie moich prac nad drukarką Leafly – zostałem zaproszony przez mojego kolegę do współorganizowania wydarzenia dla młodzieży, łączącego tematy biznesowe, polityczne i kulturalne. Kolejno przyszła nazwa, zapraszanie gości, wszystkie kwestie techniczne i formalne. Całkiem ciężki kawałek chleba, szczególnie patrząc na nasz wiek – mieliśmy wtedy po 14–15 lat.

Sam projekt okazał się całkiem sporym sukcesem. Został wsparty przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a w spotkaniu osobiście uczestniczył minister Gowin. A także partnerzy z firm takich jak Beesfund czy Mastercard – gościliśmy dyrektora generalnego Bartosza Ciołkowskiego. Na tamtej konferencji miałem przyjemność prowadzić swoją pierwszą prelekcję i warsztaty – dotyczyły oczywiście druku 3D oraz drukarki Leafly. Niezwykłe przeżycie.

W 2018 r. założyłeś fundację TechSesh, która miała pomagać młodym ludziom w rozwijaniu talentów technologicznych. Co się z nią dzieje obecnie? Funkcjonuje jeszcze?

W 2018 roku, odchodząc z zespołu Youth Future Conference, zdecydowałem się stanowczo postawić na technologię tworząc TechSesh – organizację wspierającą młodzież w poznawaniu jej „od środka”, będącej wizytówką aktywnej młodzieży w IT.

Od tego czasu z projektu organizowanego w ramach „Zwolnieni z Teorii”, TechSesh przerodził się w fundacje, którą wspólnie z moim co-founderem zaprezentowaliśmy przed KPRM, otrzymując rządowe wsparcie. Jednym z naszych największych sukcesów było zorganizowanie pierwszej konferencji technologicznej w 2019 r.

Na wydarzenie nikomu nieznanej wówczas organizacji przyjechało ponad 300 osób, a inicjatywa została wsparta m.in. przez Ministerstwo Cyfryzacji i zyskała znaczących partnerów. Za organizację tego wydarzenia otrzymaliśmy „Srebrnego Wilk” za najlepszy projekt w województwie mazowieckim w konkursie „Zwolnieni z teorii”.

Fundacja liczy obecnie 25 członków i wspiera kilka tysięcy osób. Organizujemy eventy online i współpracujemy z partnerami z całej Polski, takimi jak ING Tech, Fudo Security oraz Google.

W zasadzie jak udało Ci się rozkręcić ten event? Wówczas jeszcze nikt o nim ani o fundacji praktycznie nie słyszał.

W branży eventowej oraz startupach nic nie jest możliwe bez dobrego networku. Wszystkim osobom, które chciałyby zorganizować takie wydarzenie lub mają pomysł na startup – polecam wcześniejsze uczęszczanie na wydarzenia innych organizacji – Google for Startups, Blockchain4everyone, Impact czy Warszawskie dni Informatyki (Fundacja Academic Partners). To tylko przykłady niesamowitych miejsc na poznawanie nowych osób, które w przyszłości mogą Was wesprzeć.

Tak samo było z TechSeshem – przed wystartowaniem pierwszego wydarzenia spędziliśmy dziesiątki godzin na innych konferencjach, poznając potencjalnych partnerów, prelegentów itd. Muszę też przyznać, że wiele z tych kontaktów utrzymuję do dzisiaj, a niektóre z tych osób to teraz moi dobrzy przyjaciele, wspólnicy czy pracownicy.

Jesteś też founderem software house’u Nebucode, gdzie zatrudniasz 25 osób. Czym się dokładnie zajmujecie i jakich macie klientów

Podczas rozkręcania wszystkich wydarzeń i projektów, poznałem różne osoby, dzięki którym miałem okazję spojrzeć na IT od środka. Szczególnie spodobało mi tworzenie oprogramowania dla startupów, nowoczesnych i innowacyjnych przedsiębiorstw, praca z kryptowalutami – o których wciąż się dużo uczę – oraz IoT.

Wiedząc, czym się chce zajmować, mogłem w pełni poświęcić się rozwojowi i nauce. Spędziłem kilka miesięcy ucząc się Reacta, Node.js, projektowania UI/UX itd. W tym samym czasie zbierałem pierwsze doświadczenie będąc częścią Google Developers Group i pracując jako freelancer. Poprzez sieć kontaktów zdobywałem kolejne leady, która dalej polecała moją pracę – w ten sposób zacząłem prowadzić więcej projektów, niż byłem w stanie. Naturalnym krokiem była decyzja o utworzeniu zespołu.

Wraz z formującym się dopiero zespołem zbudowaliśmy pierwszą aplikację – Monner. Było to moje pierwsze, spore zlecenie. Przy kolejnych projektach zacząłem potrzebować coraz więcej pracowników, w związku z czym kolejnym krokiem było założenie spółki i otworzenie Nebucode – mojego własnego software house.

Obecnie jako CEO w Nebucode sp. z o.o. zarządzam projektami, zatrudniając od jego początku 5 doświadczonych osób – ta liczba w ciągu roku działania firmy wzrosła do 25. Klienci, z którymi pracujemy to bardzo duże i znaczące na rynku spółki – takie jak chociażby Eurorent sp. z o.o, dla którego tworzymy oraz obsługujemy duży system typu ERP, zarządzający kilkudziesięciotysięczną flotą ich samochodów. Czy też Laureaci programu 1.2 (PARP) i wiele innych.

Naszą misją jest tworzenie produktów, które wykorzystują technologię, aby służyć ludziom i środowisku – w taki też sposób staramy się dobierać klientów. Tak oto zbudowaliśmy aplikację TherapyCave – aplikacje do kontaktu ze specjalistami zdrowia psychicznego.

Innym projektem, z jakiego jesteśmy dumni, jest Smart Optimizer Home – rozwiązanie integrujące urządzenie do oszczędzania energii elektrycznej z aplikacją mobilną. Pozwala ono na kontrolowanie ilości zużywanej energii oraz CO2 w gospodarstwie domowym, a tym samym przyczynia się do jej ograniczenia. Byliśmy w nim głównym wykonawcą. Ja sam zaś członkiem zespołu firmy produkującej. Sam Smart Optimizer sprzedał się już w kilkuset sztukach na tereny Malezji, Singapuru i Tajlandii do sieci Dominos Pizza i KFC.

Jak w ogóle mają się sprawy kultury organizacyjnej? Podejrzewam, że ze względu na Twój wiek, niejedna osoba może lub mogła mieć obiekcje przy współpracy z Tobą czy też przy pracy „pod Tobą”. Jak utrzymujesz autorytet w organizacji?

W Nebucode staramy się pracować na zasadach zbliżonych do turkusowej organizacji – od samego początku, wszystkie najważniejsze i strategiczne decyzje podejmujemy wspólnie. Sam jako szef wyznaczam wizje, cele i strategie, rozwiązuje problemy i motywuje.

W IT jako w jednej z niewielu branż panuje merytokracja. Zdecydowanie ciekawym doświadczeniem jest być najmłodszy w swojej firmie, w tym samym czasie będąc szefem. Aczkolwiek w mojej opinii, różnicy nie tworzy wiek, lecz ilość wiedzy, doświadczenia, dojrzałość, motywacja. Pracuje nad swoim podejściem do ludzi, pracy, wkładając całego siebie w tworzenie zgranego zespołu.

Mamy sporo benefitów, dopracowany system motywacyjny, rozbudowany system rekrutacyjny, regularnie organizuje „co w trawie piszczy”, na których rozmawiamy o tym, co się dzieje w zespole i podejmujemy decyzje. Mamy klientów, którzy pracują z nami ze względu na jakość, tempo i wydajność naszej pracy, stałe zlecenia, a przy tym należy pamiętać, że w grudniu mija pierwszy rok naszej działalności! Te rzeczy potwierdza wiele starszych ode mnie osób, które wspierało nas w rozwoju Nebucode od samego początku.

W ciągu jednego roku zmieniliśmy już dwa razy biuro. Zaczynaliśmy, używając adresu wirtualnego – kolejno po 4 miesiącach wynajęliśmy pół piętra w zabytkowej kamienicy na Pradze Północ. Miesiąc temu przeprowadziliśmy się znowu – tym razem do nowoczesnej przestrzeni w Centrum Zarządzania Innowacjami i Technologią na ul. Rektorskiej 4 na Śródmieściu.

Z tego, co mi wiadomo, to jesteś raczej self-made manem. Raczej nie zawdzięczasz swojej wiedzy czy umiejętności uniwersytetom, a własnej pracy organicznej, tak?

Całe doświadczenie i umiejętności, jakie mam wypracowałem dzięki własnej aktywności i pomocy bliskich osób. Ciężkie czasy tworzą silnych ludzi, a silni ludzie tworzą dobre czasy – czuję, że nadeszła moja kolej na to, aby wykorzystać zdobyte doświadczenie do tworzenia lepszych czasów.

Jaki jest Twój background? Skąd w młodym człowieku tak duże doświadczenie i przedsiębiorczość? To zasługa Twoich rodziców, środowiska, w którym dorastałeś

Bardzo trudno jest mi to ocenić – moi rodzice pracują w korporacjach, pełniąc odpowiedzialne funkcje. Zawsze gonili mnie do książek, kiedy ja wolałem programować, tworzyć i poznawać. O pierwszych moich ruchach w biznesie dowiadywali się po fakcie, kiedy przychodziły nagrody, wyróżnienia, czy pojawiały się wzmianki w internecie.

Od strony technologicznej na pewno duży wkład miał mój tata, który z zawodu zajmuje się serwerami, technologią, a prywatnie interesuje się kryptowalutami. Flow do cyferek i ekonomii mogłem odziedziczyć po mamie, która pracuje w banku. Od obojga zawsze mogę liczyć na pomoc i jestem im za to bardzo wdzięczny.

Ostatnio pracujesz nad startupem TherapyCave, która jest platformą do kontaktu ze specjalistami z zakresu zdrowia psychicznego. Wygraliście nawet 100 tys. zł w ramach konkursu Kopalnia Startupów. Skąd takie zainteresowanie obszarem jakiejś formy telemedycyny?

Jest to mój autorski pomysł i projekt aplikacji – wspólnie z zebranym zespołem, zdobyliśmy 2. miejsce we wspomnianym przez Ciebie konkursie Kopalnia Startupów, organizowanym przez Katowice.

Sam obszar telemedycyny śledzę z zaciekawieniem od czasu mentoringu z Pawłem Sieczkiewiczem. Od tego czasu szukałem przestrzeni na zbudowanie swojego rozwiązania w tym trudnym i mocno zajętym rynku.

Obserwując, ile osób podczas pandemii korzysta z usług psychoterapeutów, postanowiłem zacząć działać w tym kierunku i wypracować własną aplikację, rozwiązując błędy poprzednich rozwiązań. Jako aplikacja wyróżniamy się przede wszystkim rozbudowanym systemem dopasowania, wypracowanym przy współpracy z naukowcami z Akademii Ignatianum i Uniwersytetu Warszawskiego. A także w sposobie rozliczeń terapii oraz ćwiczeniom i platformie do anonimowej wymiany przemyśleń. Widzimy również dużą szansę w rozwijaniu kwestionariusza oraz analityki NLP.

Patrzę na TherapyCave z bardzo dużą nadzieją. Jesteśmy w trakcie ciągłego rozwoju, mając świadomość, ile jeszcze pracy jest do włożenia. Mamy gotowy frontend, backend i jesteśmy w trakcie integracji. Pracowaliśmy też z Marcelim Sypieniem, który był dla nas pierwszym inwestorem, a teraz pracuje z nami nad rozwojem aplikacji.

Jak chcesz pozyskiwać klientów dla TherapyCave? W końcu paradoksalnie konkurencja w tym obszarze wydaje się ciężka. Sektor jest dobrze zagospodarowany przez ZnanyLekarz.pl, a niedawno do Polski wszedł też czeski startup Hedepy, który oferuje bliźniaczo podobny produkt.

Obserwując niepokojące konsekwencje sytuacji pandemicznej, wyszliśmy naprzeciw społecznej potrzebie zmniejszenia poczucia dystansu przed podjęciem pomocy psychologicznej.

TherapyCave powstałby popularyzować rzetelną wiedzę i poszerzać gamę perspektyw dbania o zdrowie psychiczne. Wierzę, że nasz projekt będzie inicjował pozytywną zmianę społeczną i wpłynie na podniesienie jakości życia naszych odbiorców.

Konkurencja oczywiście nie śpi. Śledzimy jej ruchy i adekwatnie do tego wprowadzamy zmiany. Widzimy dużą szansę w promowaniu aplikacji do emigrantów, osób niepełnosprawnych i organizacji młodzieżowych. Mamy waiting listy, prowadziliśmy dokładne badania rynkowe i znamy potrzeby naszych użytkowników. Launchu TherapyCave spodziewamy się w styczniu lub lutym 2022 r.

Jak finansujesz działalność startupu? Reinwestujesz zarobione pieniądze z software house’u? Bootstrapping? Fundusze VC?

Pieniądze na rozpoczęcie Nebucode pozyskałem przez pracę jako freelancer – programując. Nie było to łatwe, szczególnie ze względu na to, że polskie prawo nie sprzyja niepełnoletnim przedsiębiorcom. Formalności u notariusza z zakładaniem spółki na pełnoletniego kolegę, umowy przyrzeczenia darowizny i wiele więcej pochłonęły lwią część budżetu.

Nie od razu byłem w stanie rozpoczynać nowe przedsięwzięcia. Samego prowadzenia inwestycji, biura, pracowników i utrzymania cash flow nauczyłem się z czasem.

Wierzę, że istnieją dwa główne rodzaje sh – tzw. venture housy (founderzy tworzą nowe startupy wew. firmy) oraz takie, które idą głównie w obsługę nowych klientów (pisanie podobnych do siebie aplikacji, szukanie nowych klientów, wyspecjalizowanie w danym produkcie itd.).

Nebucode jest dla mnie więcej niż software housem. To startup, w którym mamy na celu zbudowanie aplikacji do tworzenia software (tj. aplikacja nocode). Chcemy, aby nasze usługi były połączone z platformą nocode, na której podstawowe elementy aplikacji webowej czy mobilnej byłyby możliwe do zaprojektowania przez użytkownika.

Bardziej skomplikowane elementy, byłyby opisywane przez klienta i zlecane bezpośrednio do nas – jako nowy funkcjonalny blok. W celu zrealizowania tego i innych pomysłów potrzebujemy pieniędzy oraz nowych kompetencji w zespole. Do wszystkiego dojdziemy w swoim czasie.

icon-112px-padlock Created with Sketch.

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem