Pogubiliśmy się jako ludzie. Używamy technologii niezgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem – Wojciech Stramski

pogubilismy sie jako ludzie uzywamy technologii niezgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem wojciech stramski
Udostępnij:
– Sama technologia nie rozwiąże problemów. Równolegle do wprowadzania tych rozwiązań należy zmieniać nawyki i zachowania ludzi. Najtrudniej będzie zmienić przyzwyczajenia ludzi z kultury zachodniej – twierdzi Wojciech Stramski, założyciel funduszu DeepChangeVentures.

Z Wojciechem Stramskim rozmawiamy o zrównoważonym rozwoju i wyzwaniach związanych z największymi problemami, które dotykają Ziemię.

Czy Twoje zainteresowanie ekologią wynika z jakichś osobistych doświadczeń? Czy jest może podyktowane zdrowym rozsądkiem w kontekście tego, co aktualnie dzieje się z naszą planetą?

Wojciech Stramski: Wydaje mi się, że wszystko w jednym. Interesuję się nie tylko ekologią, ale także celami zrównoważonego rozwoju, które zdefiniowało ONZ 5 lat temu. Te cele mówią również o eliminacji głodu i chorób na świecie.

Urodziłem się w Polsce. Razem z rodzicami wyemigrowaliśmy w latach 80. do Stanów Zjednoczonych. Jako imigrant z Polski wychowałem się w trudnych warunkach.

Moi rodzice, są profesorami oceanografii. Gdy byłem dzieckiem, zaszczepili we mnie zamiłowanie do tematów związanych z ochroną środowiska i tego, jakie są skutki ocieplenia planety.

Jestem związany z biznesem od ponad 20 lat i widzę, że firmy mają duży problem z tym, żeby realizować cele, które wyznaczył ONZ. Dlatego wydaje mi się, że musimy wziąć sprawy we własne ręce i zacząć działać. Nie możemy czekać na rządy, ani korporacje; zmiany musimy wziąć na swoje barki.

Co było bezpośrednią przyczyną wzięcia spraw we własne ręce?

W.S.: Mam 8-letnią córkę, która przyszła kiedyś ze szkoły i powiedziała: „Tato nie chcę, aby w przyszłości nie było zwierząt na Ziemi. Czy możesz coś z tym zrobić?”. Więc zacząłem się zastanawiać, czy mogę coś z tym zrobić.

I tak powstał fundusz  DeepChangeVentures?

W.S.: Tak. Uważam, że na rynku jest bardzo dużo pieniędzy, które są wykorzystywane w zły sposób. Konsumpcja na obecnym poziomie jest ogromna. Dodatkowo jest jeszcze sztucznie stymulowana.

Nie brakuje nam kapitału, ale cierpimy na deficyt wyobraźni i strategii.

Na świecie coraz więcej ludzi mówi, że nowe technologie wykorzystujemy w inny sposób, niż wskazywała pierwotna idea. Silicon Valley, super komputery i Internet były tworzone przez hipisów, którzy wierzyli w wolność. Ich myślą przewodnią było życie w zgodzie z naturą. A my tę technologię zaczęliśmy wykorzystywać zupełnie do innych celów, by napędzać konsumpcję. A przecież połowa ludzi na świecie nie ma dostępu do internetu, a czasem nawet do prądu. Powinniśmy się zastanowić nad tym, jak technologia może pomóc ludziom zaspokoić ich podstawowe potrzeby, takie jak dostęp do żywności, opieki zdrowotnej czy edukacji.

Istnieje dużo organizacji walczących z głodem czy ratujących przyrodę.

W.S.: To prawda, ale ich działalność przypomina efekt plastra, który naklejamy na ranę, by zatamować krwawienie. Mój pomysł jest zaś taki, by wspierać inicjatywy, które nie będą atakować efektu, a niwelować jego przyczyny. To trudniejszy proces, ale też o wiele skuteczniejszy i trwalszy. Skorzystamy na tym wszyscy.

Czy masz pomysł na to, by rozwiązać problem braku transparentności organizacji zbierających pieniądze na szczytne cele?

W.S.: Jednym z projektów, którym się przyglądamy to platforma dająca transparentność wszystkim osobom wpłacającym pieniądze na cele charytatywne i prospołeczne. Każdy będzie mógł zobaczyć, na co te pieniądze konkretnie idą. To nie może być tak, że tylko mały fragment datków trafia do potrzebujących, a reszta jest przeżerana przez administrację.

Czy już współpracujesz z jakimiś startupami?

W.S.: Tak, ale jeśli chodzi o same nazwy projektów, to nie mogę zdradzić szczegółów. Inwestujemy w sztuczną inteligencję, machine learning, NLP, NLU (Natural Language Understanding), rozpoznanie obrazu i blockchain. Będziemy wykorzystywać te technologie, aby przeciwdziałać głodowi oraz rozwijać takie dziedziny jak HealthTech i wellness.

Uważasz, że technologia ocali naszą planetę?

W.S.: Sama technologia nie załatwi problemów, ale znacznie ułatwi walkę z nimi. Równolegle do wprowadzania tych rozwiązań należy zmieniać nawyki i zachowania ludzi.

Najtrudniej będzie zmienić przyzwyczajenia ludzi z kultury zachodniej. Mieszkańcy Zachodu głównie kupują produkty wytwarzane w krajach uboższych. Niska cena stymuluje popyt. Wymieniamy telewizory co 3 lata, telefony co rok. Przedmioty są bardziej dostępne w coraz niższych cenach. Ale jest tak, ponieważ kraje, w których są produkowane, nie wymagają od producentów stosowania np. rygorystycznych przepisów dotyczących ochrony środowiska. Sądzę, że powinniśmy poświęcać więcej uwagi temu, co kupujemy, skąd to pochodzi i przede wszystkim, czy jest nam w ogóle potrzebne.

Czy da się zmienić te przyzwyczajenia?

W.S.: Prezesi wielkich korporacji kładą nacisk na to, żeby co chwilę dowozić zyski i wzrosty wartości dla swoich akcjonariuszy. Ci zaś, oczekują przyrostu wartości spółek, w które inwestują powyżej normatywnych zwrotów giełdowych. Prezesi są wynagradzani i zarabiają milionowe premie.

Trudno zakładać, że zmienią swoje postępowanie. Dlatego musi powstać nowa rzeczywistość. Wierzę, w to, że właśnie młodzi founderzy mogą mieć lepsze pomysły. To oni, powiedzą nam, jak chcieliby zmieniać ten świat dla siebie i przyszłych pokoleń. Powstanie nowy sposób oceny wartości podmiotów też przez młodych inwestorów. Pieniądze zaczniemy alokować inaczej. Będziemy wynagradzać prezesów nie tylko na podstawie wyników, ale także za pozytywny wpływ na ekologię, społeczeństwo itd.

Jak postrzegasz najnowsze zdobycze technologii? 

W.S.: Europa i Stany Zjednoczone pogubiły się jeśli chodzi o technologię. A jednocześnie Chiny inwestują w bardzo zaawansowaną sztuczną inteligencję i zaczynają te rozwiązania eksportować. Coraz więcej krajów będzie pod władzą chińskiej sztucznej inteligencji – np. państwa Afryki, Południowej Ameryki i cała Azja.

Dodatkowo, w większości państw uboższych technologia pozwoli zrobić diametralny przeskok technologiczny bez zbędnych wydatków w infrastrukturę. Te kraje bardzo mocno stawiają na swój własny rozwój.

Na pustyni w Namibii jest lepszy zasięg internetowy niż w niejednym miejscu w Polsce. Z kolei Armenia postawiła teraz piąty akcelerator. Jest to inicjatywa tamtejszego prezydenta, który inwestuje pieniądze w startupy mające sprostać celom zrównoważonego rozwoju.

Często wspominasz o marnotrawstwie żywności. Zastanawiam się, z czego wynika to, że ludzie marnują tak wiele jedzenia. W moim rodzinnym domu zawsze kupowało się i gotowało jedynie tyle, ile było rzeczywiście potrzeba.

W.S.: 30% tego, co produkujemy na świecie – wyrzucamy. Jednocześnie rocznie na świecie umierają z głodu miliony ludzi. To wszystko, co dzisiaj wytwarzamy, wystarczyłoby, aby nakarmić wszystkich głodujących ludzi.

Są różne przyczyny tego, że wyrzucamy jedzenie. Kraje Europy Zachodniej i Stany Zjednoczone marnotrawią żywność na ostatnim etapie: w domu, w restauracji, w sklepie. Jeśli chodzi o kraje biedniejsze, jedzenie jest wyrzucane głównie na poziomie produkcji i łańcucha dostaw. Często nie ma tam odpowiedniej infrastruktury oraz warunków do przetrzymywania jedzenia, aby się nie psuło.

Kiedyś ludzie w Polsce mieli większy szacunek do jedzenia. Duże piętno odcisnęła wojna czy komunizm, kiedy tego jedzenia naprawdę brakowało. Dzisiaj młodzi ludzie mają nieograniczony dostęp do wszystkiego i nie szanują żywności, tak samo, jak nie szanują innych rzeczy, które kupują. Bo zawsze można kupić nowe. Technologia już nawet pozwala nam nie wychodzić z domu, żeby tego dokonać. Łatwiej i taniej nigdy nie było.

Jak temu zaradzić?

W.S.:  Najpierw ludzi trzeba uświadomić, co kupują, co jedzą i co wyrzucają. W niektórych restauracjach są technologie, które mierzą, ile dany lokal wyrzuca psującego się jedzenia. Jednak nie kontrolują, ile wyrzuca się tego, co zostaje na talerzu konsumenta. Należy to wszystko opomiarować. Technologia już na to pozwala. To samo trzeba zrobić w domu. W Stanach Zjednoczonych średnio wydaje się ok 10% budżetu domowego na jedzenie (ok. 7 tys.dolarów rocznie). Jeżeli 20% z tego można zaoszczędzić, to są to kolosalne oszczędności dla budżetu domowego, nie mówiąc o tym, jaki pozytywny wpływ na ekologię może to mieć.

Nierównowaga w konsumpcji i produkcji powoduje, że bogatsze kraje nabywają produkty na rynkach globalnych – na różnych giełdach. Potem to, co im niepotrzebne, wyrzucają. Natomiast biedniejsze kraje nie mają pieniędzy nawet na to, aby ten towar nabyć.

Edukacja mogłaby zmienić postępowanie ludzi w zakresie ekologii i zrównoważonego działania?

W.S.: Jeśli chodzi o dzieci, to ich świadomość problemu jest na zaskakująco wysokim poziomie. Problemem są dorośli, trzeba zacząć ich edukować. Wystarczy, aby 3-5% ludzi  zmieniło całkiem swoje zachowania i zaczęło dbać o naszą planetę i o swoje zdrowie. Wtedy do tej grupy będą przełączać kolejne osoby.

Czy uważasz, że te 5% ludzi będzie się zrzeszać, czy będą działać samodzielnie?

W.S.:  Dzięki nowym technologiom ludzie będą się raczej zrzeszać w większe grupy. Ten ruch społeczny musi być wsparty odpowiednimi rozwiązaniami technologicznymi. Takie technologie ułatwią im podejmowanie działań i uproszczą proces przyłączania się kolejnych zainteresowanych. Powstały proces będzie trzeba też odpowiednio zmarketingować.

Ludzie w grupie czują się silniejsi. Mają poczucie, że mogą więcej zrobić. A przede  wszystkim przynależność do grupy motywuje. 

W.S.: Właśnie. Chodzi o to, żeby coraz więcej ludzi mogło o tym mówić; np. w pracy czy wśród znajomych. Tak samo jest z aktywnością fizyczną. W porównaniu do tego, co było widać w Polsce 20 lat temu, dzisiaj  każdy zauważy, że coraz więcej ludzi uprawia jakiś sport. Dlatego że zapisało się do jakiejś grupy, albo dlatego że znajomi też zaczęli biegać, jeździć na rowerze, czy ćwiczyć.

A co z drzewami? Betonujemy miasta na potęgę, pozbawiając je zieleni.

W.S.: Musimy mieć więcej zielonych terenów. Ponad 70% CO2 jest wchłaniane przez oceany i plankton, a 30% pochłaniają drzewa. Plankton zaczyna umierać, bo zmieniają się temperatury i prądy mórz. Jednocześnie zatrważająco dużo wycinamy drzew. Musimy zrozumieć, że naturalne zasoby są ograniczone, więc nie możemy wymieniać telefonu na nowy co rok.

Jestem optymistą i wierzę w to, że wymyślimy sposób na to, aby to wszystko naprawić. Jest za wcześnie na to, by się poddać. Musimy zorganizować się jako społeczeństwo i wymagać wspierania tych zmian przez autorytety ze świata polityki i mediów.

Który kraj wg Ciebie staje się proekologiczny?

W.S.: Chińczycy idą w bardzo dobrym kierunku. Zrobili ogromny postęp w ostatnich 20 latach. Tamtejsi politycy wiedzą, że ciąży nad nimi przykra przyszłość z punktu widzenia obsługi zdrowotnej społeczeństwa. Zamykają fabryki, które nie spełniają wymogów ekologicznych. W Szanghaju jest masa elektrycznych samochodów na ulicach. Nie widziałem tam ani jednego motoru, czy skutera, który jeździ na paliwo.

Z drugiej strony nam się nie podoba to, że produkty wytworzone w Chinach drożeją i wymuszamy przenoszenie produkcji do krajów, które nie stosują tak rygorystycznych zasad (np. Indii) i cieszymy się z małych oszczędności.

Zjednoczone Emiraty Arabskie, a w szczególności Dubaj to kolejny rejon inwestujący w zaawansowane technologie proekologiczne.

Jakie inicjatywy proekologiczne cieszą Cię w Polsce?

W.S.: Podobają mi się startupy, które pozwalają budować lepszą świadomość społeczną na temat problemów, które dotykają każdego z nas. Przykładem jest Airly, który mierzy zanieczyszczenie powietrza i udostępnia tę wiedzę za darmo w Internecie.

Wszystkie działania, które służą opomiarowaniu ekosystemu np. zdrowotnego albo żywnościowego, są ogromnie pożyteczne, bo uzyskane w ten sposób dane budują świadomość społeczeństwa i zachęcają do podjęcia działań.

Media też powinny dawać dobry przykład, wspierając pozytywne inicjatywy. Tak, jak wtedy, gdy skupiły więcej uwagi na jakości powietrza.

Mam nadzieję, ze takie działania szybciej doprowadzą nas do osiągnięcia magicznego progu 5% społeczeństwa, które będzie dążyć do wdrożenia zmian. Musimy wszyscy nawzajem się wspierać.

Czego moglibyśmy się nauczyć od innych krajów?

W.S.: Butan jest bardzo ciekawym krajem. Zmienił swoją narodową konstytucję, w której teraz znajdują się konkretne zapisy mówiące o poszanowaniu środowiska. Dla mnie to jest przykład wzorcowego kraju. Kostaryka potrafiła zrobić transformację energetyczną – co roku już osiągają nieprawdopodobne wyniki, utrzymując się z 100% odnawialnych źródeł energii przez ponad 300 dni w roku. Niemcy zmierzają w tym samym kierunku.

Jakie masz przesłanie na koniec naszej rozmowy?

W.S.: Ważne jest, abyśmy spojrzeli w lustro i odpowiedzieli sobie, jaki tryb życia prowadzimy i jaką planetę chcemy zostawić naszym dzieciom i wnukom. Naszemu funduszowi zależy na tym, aby łączyć founderów i inwestorów dla których zysk to coś więcej niż kilka dodatkowych zer na koncie. Gdy człowiek zniknie z planety, dolary i diamenty, które zgromadziliśmy na niewiele się zdadzą. Dlatego pozyskane środki pieniężne przekazuję na to, aby zrealizować te istotne społecznie i ekologicznie cele.

Nie czekając na odgórne inicjatywy, wspólnie zaczniemy budować nowy, lepszy świat.