Inicjatywa Mety to element szerszego wyścigu zbrojeń. Microsoft i Google również pracują nad agentami AI, jednak Meta wydaje się najbardziej zdeterminowana, by wykorzystać własną kadrę jako „laboratorium”. Firma planuje wydać na infrastrukturę AI w 2026 roku blisko 140 miliardów dolarów, co pokazuje, że dla Marka Zuckerberga AI to projekt typu „wszystko albo nic”.
Na postawione przez nas etyczne pytanie: „gdzie kończy się optymalizacja technologii, a zaczyna naruszanie podstawowej prywatności w miejscu pracy?”, Meta odpowiada bez mrugnięcia okiem: „postęp wymaga danych”. Nawet jeśli ceną jest poczucie, że Wielki Brat nie tylko patrzy, ale i liczy każde Twoje kliknięcie.
Nowa era monitoringu: Model Capability Initiative (MCI)
Zgodnie z informacjami ujawnionymi przez Reuters oraz branżowe serwisy takie jak Gizmodo, Meta wdraża w swoich biurach w USA oprogramowanie o nazwie Model Capability Initiative (MCI). Narzędzie to nie ogranicza się jedynie do logowania czasu pracy. To precyzyjny system przechwytywania interakcji człowiek-komputer, który rejestruje:
-
precyzyjne ruchy kursora,
-
kliknięcia w poszczególne elementy interfejsu,
-
skróty klawiszowe,
-
okazjonalne zrzuty ekranu dla zapewnienia kontekstu wykonywanych zadań.
Gdzie AI nie może, tam po człowieka pośle
Oficjalna narracja firmy, przekazana pracownikom przez dyrektora ds. technologii (CTO) Andrew Boswortha, jest klarowna: obecne modele AI, choć imponujące w generowaniu tekstu, wciąż „niezdarnie” radzą sobie z obsługą oprogramowania. Mają problem z nawigowaniem po rozwijanych menu czy efektywnym wykorzystaniem skrótów, które dla człowieka są intuicyjne.
„Jeśli budujemy agentów, którzy mają pomagać ludziom w codziennych zadaniach, nasze modele potrzebują realnych przykładów tego, jak ludzie faktycznie korzystają z komputerów” – argumentuje rzecznik Mety w oświadczeniu dla TechCrunch. Celem jest stworzenie tzw. „agentów autonomicznych”, które będą w stanie wyręczyć użytkownika w żmudnych procesach biurowych.
Innowacja czy dystopia?
Choć Meta zapewnia, że dane są anonimizowane i nie będą wykorzystywane do oceny wydajności pracowników (tzw. performance reviews), wewnątrz firmy zawrzało. Na kanałach komunikacji wewnętrznej pracownicy zadają pytania o możliwość rezygnacji z programu (opt-out), nazywając inicjatywę „dystopijną”. Eksperci zwracają uwagę na szerszy kontekst socjologiczny. Prof. Ifeoma Ajunwa z Uniwersytetu Yale podkreśla w wypowiedzi dla The News, że tego typu monitoring, niegdyś zarezerwowany dla kurierów czy pracowników magazynowych (tzw. gig economy), wkracza teraz do świata białych kołnierzyków. W USA ramy prawne dotyczące inwigilacji pracowników na poziomie federalnym są bardzo liberalne, co daje korporacjom niemal nieograniczone pole manewru.
Ironia sytuacji nie umyka obserwatorom rynku pracy. Meta wdraża systemy totalnego monitoringu w momencie, gdy media donoszą o planowanych redukcjach zatrudnienia sięgających nawet 10% personelu w nadchodzących miesiącach. Pracownicy mają poczucie, że ich codzienna praca – a konkretnie jej cyfrowy ślad – jest wykorzystywana do szkolenia algorytmów, które w przyszłości mogą uczynić ich stanowiska zbędnymi.