... ... ...

[Miesiąc Programowania:] Wszystko jest dla mnie nowe, czyli jak bootcampy przygotowują do pracy na stanowisku programisty

Dodane

07-03-2018

Łukasz Gronowski
Ciągle panuje przeświadczenie, że do znalezienia dobrze płatnej pracy konieczne jest posiadanie wyższego wykształcenia. Wbrew powszechnej opinii istnieją jednak zawody, w których tytuł magistra nie jest konieczny, by pracować na wymarzonym stanowisku. Jednym z nich jest programista.

Zawód programisty od kilku lat owiewają liczne legendy, mity i plotki. Wśród nich są tematy zarobków, zakresu zadań, używanych technologii, czasu potrzebnego na przygotowanie do zawodu czy sposobów nauki programowania.

Postanowiliśmy odczarować tę profesję i wspólnie z serwisem Antyweb zorganizowaliśmy akcję "Miesiąc Programowania". Przez cały miesiąc będziemy publikować wysokiej jakości materiały skierowanie do programistów oraz wszystkich osób, które chciałyby rozpocząć swoją przygodę z programowaniem.

Tu znajdziesz je wszystkie.

fot. unsplash.com

Z uwagi na spore braki specjalistów na rynku pracy próg wejścia podczas procesów rekrutacyjnych bywa bardzo przychylny dla potencjalnych kandydatów. Wynagrodzenie i benefity pozapłacowe stanowią bardzo silne argumenty „za”,  jeśli ktoś z Was zastanawiał się nad zmianą branży. Nie oszukujmy się, rozwój technologiczny i dynamicznie postępująca globalna cyfryzacja powodują, że zawody związane z branżą IT są dziś najbardziej „sexy” na rynku.

Szkoła: kupowanie kota w worku

By zauważyć sens tekstu powyżej, warto spojrzeć na sektor edukacji. Na przestrzeni ostatnich dwóch (może trzech) lat szkoły programowania wyrastają jak grzyby po deszczu. Czy przypomina to trochę wysyp prywatnych uczelni na przełomie ostatnich kilkunastu lat? Analogicznie do „Wyższych Uczelni Wszystkiego i Niczego”, różnią się one poziomem nauczania, sposobami pozyskiwania kursantów, a także skutecznością. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ jestem absolwentem bootcampu programistycznego.

Spontanicznie zapisałem się na kurs programowania „Java i Android” organizowany w Poznaniu przez Software Development Academy. Wybrałem tę ścieżkę przez słowo „Android” zawarte w tytule. Na studiach byłem barmanem, czasem kelnerem. Java kojarzyła mi się tylko z kawą, za to przez erę smartfonów Android mówił mi zdecydowanie więcej. Łatwo dojść do wniosku, że nie miałem wiele wspólnego z technicznymi kierunkami studiów, z programowaniem tym bardziej. Do podjęcia decyzji o rozpoczęciu bootcampu bez zrobienia rozsądnego researchu na temat programowania skłoniły mnie statystyki zawarte na stronie internetowej akademii. Według firmy, 78% kursantów zdobywa pracę w ciągu 3 miesięcy od zakończenia kursu. Przekonało mnie to. 

Zacząłem program szkoleniowy z trzydniowym opóźnieniem. Dzięki temu mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że nauka w tym wypadku to nie tylko pusty slogan. Pierwszego dnia czułem się jak przedszkolak wśród trzecioklasistów. Później wcale nie było łatwiej. Wyprzedzając błędy w interpretacji – to nie moje negatywne odczucia. To pierwsze porównanie marketingu z rzeczywistością – jeśli ktokolwiek uważa, że jakakolwiek szkoła programowania zrobi z niego programistę bez wysiłku własnego – jest w ogromnym błędzie. 

Zakres materiału jest spory, często wymaga teoretycznego uzupełnienia i praktycznej powtórki. Mój bootcamp przewidywał 360 godzin warsztatów, większość w tygodniu, w trybie wieczorowym. Są oczywiście tryby weekendowe, aczkolwiek decydując się na zajęcia wieczorowe w tygodniu warto pamiętać, że często wiąże się to z wyrzeczeniami dotyczącymi życia prywatnego. 

Trener: sprzymierzeniec lub wróg

Podczas rozmów rekrutacyjnych poznałem uczestników bootcampów organizowanych przez oddziały SDA w innych miastach, a także absolwentów innych kursów. Dzięki wymienionym doświadczeniom mogę stwierdzić, że większość programów szkoleniowych jest zorientowana na technologie, w których statystycznie najczęściej poszukiwani są pracownicy. Dzięki temu narzędzia uwzględnione w projekcie szkoleniowym są aktualne. 

Ważnym aspektem są trenerzy. Trudno o obiektywną opinię, gdyż często na ocenę „wykładowców” składają się subiektywne opinie kursantów. Osobiście nie odkryję Ameryki – jedni byli lepsi, inni gorsi. Z pobłażliwym dla nowego rynku przymrużeniem oka muszę stwierdzić, że zdarzają się też tragiczni – naturalne, że drugi lub trzeci sezon działania szkół to metoda prób i błędów. Niektórzy trenerzy nie odnaleźli się w nowej roli – byli być może świetnymi programistami, ale kiepskimi nauczycielami. Niestety ja i kilkadziesiąt innych kursantów wielu szkół programowania przekonało się o tym na własnej skórze.

Marzenie: słowo klucz

Dostałem pracę w ciągu miesiąca od zakończenia kursu. Cieszyłem się z własnego sukcesu, przy okazji skracając czas otrzymania pracy po zakończeniu bootcampu na stronie Software Development Academy. Nie mogę powiedzieć złego słowa na moją szkołę programowania. Dostałem pracę, cel został osiągnięty. Przebrnąłem magiczną granicę i zostałem Junior Android Developerem. Dostałem pracę na stanowisku, które w czasie kursu stało się moim marzeniem. Marzenie to słowo klucz w tym felietonie. Kursanci wszelkich szkół programowania muszą chcieć programować, żaden bootcamp nie wznieci w uczestnikach pasji, tym bardziej nie zrobi z nich programistów jeśli sami nie będą chcieli nimi zostać naprawdę. To kolejne zestawienie marketingu z rzeczywistością. 

W trakcie zajęć niektórzy sprawiali wrażenie jakby sam fakt brania udziału w kursie spełniał ich „American Dream”. Zachowywali się, jakby samo partycypowanie w tego typu przedsięwzięciu powodowało, że wszystko w ich życiach się zmieni. Biorąc pod uwagę osobiste doświadczenia stwierdzam, że ani studia, ani bootcamp nie zrobią z Ciebie programisty (mimo że to świetny zawód) bez indywidualnego zaangażowania.

Pora przytoczyć tytuł. Wymarzoną pracę dostałem miesiąc po zakończeniu kursu. Mając dwadzieścia trzy lata rzuciłem nieperspektywiczne studia, by rozpocząć bootcamp i miesiąc po jego zakończeniu dostać pracę. Nie oznacza to jednak, że pół roku kursu zrobiło ze mnie specjalistę. Pół roku finansowych, prywatnych, jakichkolwiek de facto poświęceń otworzyło mi furtkę to kolejnych kilku lat podobnych wyzwań. Z tą różnicą, że mam za sobą pierwsze i jestem dobrze przygotowany na kolejne.

Komentarze (0)