Spawarka to nowy Python? Google będzie szkolił rzemieślników

Dodane:

Informacja prasowa Informacja prasowa

Google

Udostępnij:

Pracownicy umysłowi Alphabetu protestują przeciwko zwolnieniom, a spółka wraz z partnerami uruchamia inicjatywę wspierającą kształcenie w zawodach technicznych. Programiści z niepokojem patrzą w przyszłość, ponieważ rośnie zapotrzebowanie na elektryków, monterów, spawaczy i innych fachowców niezbędnych do budowy infrastruktury dla sztucznej inteligencji. 

Przed kalifornijską siedzibą Alphabetu w Mountain View zgromadził się tłum protestujących inżynierów i programistów, którzy domagali się ochrony przed zwolnieniami. Ich petycję podpisało blisko 4,5 tys. pracowników. W dokumencie skierowanym do prezesa Sundara Pichaia wybrzmiewa wyraźny sprzeciw wobec polityki prowadzonej przez kierownictwo firmy. Autorzy petycji zarzucają władzom Alphabetu przedkładanie krótkoterminowych zysków nad dobro pracowników.

Twórcy oprogramowania i inni specjaliści z branży IT, jeszcze do niedawna należący do najbardziej poszukiwanych i najlepiej wynagradzanych pracowników na rynku, z niepokojem obserwują narastającą falę redukcji etatów. Uzasadnienie jest niemal zawsze takie samo: automatyzacja, cięcie kosztów oraz dążenie do zwiększenia efektywności.

Apel protestujących pracowników pozostał bez pozytywnej reakcji ze strony Google. Równolegle Ruth Porat, pełniąca funkcję dyrektor ds. inwestycji w Alphabecie, ogłaszała nową inicjatywę dotyczącą rozwoju kompetencji zawodowych. Google, wspólnie z gigantem finansowym BlackRock, koncernem samochodowym Ford oraz producentem odzieży roboczej Carhartt, powołuje do życia inicjatywę pod nazwą „Alliance for America’s Skilled Trades”. Celem tego sojuszu nie jest kształcenie kolejnych pokoleń programistów czy specjalistów od uczenia maszynowego, lecz masowe szkolenie spawaczy, elektryków, hydraulików oraz monterów systemów chłodniczych.

– Koncern, który przeznacza miliardy dolarów na rozwój sztucznej inteligencji, musiał wyłożyć kapitał na kształcenie ludzi potrafiących posługiwać się lutownicą, młotem i kluczem mechanicznym. Brzmi to jak paradoks, ale rzeczywistości nie da się oszukać. Sztuczna inteligencja nie istnieje w próżni. Potrzebuje gigantycznych ilości energii, tysięcy kilometrów miedzianych kabli, potężnych instalacji hydraulicznych oraz precyzyjnie dostrojonych systemów chłodzenia. Tych zaś nie stworzy ani nie utrzyma żaden wirtualny agent – mówi Marcin Stypuła, ekspert ds. Google z Semcore, jednej z najskuteczniejszych agencji marketingu internetowego w Polsce. 

Zawodówka zamiast studiów wyższych 

Popyt na zawody rzemieślnicze i techniczne jest bezpośrednim następstwem zmiany w sposobie budowania potęgi technologicznej. Takiego zdania jest Paul Morgan, dyrektor operacyjny do spraw nieruchomości komercyjnych w globalnej firmie JLL. Określa on obecny moment mianem punktu zwrotnego. Jego zdaniem gwałtownie rosnące zapotrzebowanie na fachowców zbiega się w czasie z drastycznym kurczeniem się dotychczasowej siły roboczej, wynikającym z procesów demograficznych i masowego przechodzenia na emeryturę roczników powojennego wyżu. Ten kryzys podażowy stwarza realne zagrożenie dla dalszego rozwoju centrów danych, wyspecjalizowanych laboratoriów oraz nowoczesnych zakładów produkcyjnych.

Z kolei Bayo Ogunlesi, szef działu infrastruktury w BlackRock, zwraca uwagę, że o długofalowej trajektorii gospodarczej decydują dziś nie tyle same koncepcje technologiczne, ile zdolność do ich materialnej realizacji. Inwestycje w cyfrowe fundamenty wymagają wysoce wykwalifikowanych pracowników, których wyszkolenie trwa lata i wymaga bezpośredniego transferu praktycznej wiedzy.

– Inwestycje w amerykańską infrastrukturę będą miały kluczowy wpływ na długoterminowy rozwój gospodarczy kraju, jednak ich powodzenie ostatecznie zależy od wykwalifikowanych pracowników, którzy realizują te projekty – przekonuje Ogunlesi. Dodaje, że rozbudowa tego zaplecza kadrowego wymaga długofalowego zaangażowania i współpracy pomiędzy sektorem publicznym, prywatnym oraz instytucjami edukacyjnymi.

Amerykański system edukacji odczuwać już skutki zmian na rynku pracy. Dane National Student Clearinghouse Research Center – niezależnego ośrodka badawczego monitorującego szkolnictwo wyższe w USA – pokazują, że podczas gdy dynamika zapisów na czteroletnie studia licencjackie wyraźnie osłabła, rośnie zainteresowanie krótkimi, specjalistycznymi programami kształcenia zawodowego oraz tamtejszymi odpowiednikami szkół policealnych.

Sztucznej inteligencji brakuje rozsądku 

Przyczyna, dla której sztuczna inteligencja nie zagraża zawodom fizycznym i rzemieślniczym, leży w samej konstrukcji obecnych modeli generatywnych. Socjolożka Zeynep Tufekci na łamach „The New York Times” trafnie zauważa, że wielkie modele językowe nie są maszynami rozumującymi, lecz silnikami prawdopodobieństwa. Nie weryfikują one prawdziwości ani logiczności generowanych przez siebie treści pod kątem obiektywnych praw rządzących rzeczywistością. Szacują jedynie, które słowa lub sekwencje danych powinny wystąpić po sobie na podstawie gigantycznych zbiorów treningowych.

Taka charakterystyka sprawia, że sztuczna inteligencja znakomicie radzi sobie w domenie formalnej i weryfikowalnej, takiej jak pisanie prostego kodu komputerowego czy analiza ustrukturyzowanych dokumentów prawnych. Kod można bowiem natychmiast uruchomić w środowisku testowym i automatycznie sprawdzić, czy działa. Sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej w świecie rzeczywistym, gdzie każdy przypadek wymaga indywidualnego osądu, elastyczności i interpretacji kontekstu.

Według Zeynep Tufekci, liczne nieudane wdrożenia – od chatbota linii Air Canada, który obiecał pasażerowi zniżkę nieprzewidzianą w regulaminie, po testowany przez McDonald’s system przyjmowania zamówień w drive-thru, potrafiący dopisywać klientom setki nuggetsów i inne niezamówione produkty – dobitnie pokazują, że sztucznej inteligencji wciąż brakuje zdrowego rozsądku.

Paradoks Moraveca 

Tufekci przekonuje, że hydraulik, elektryk czy monter klimatyzacji podejmują decyzje w warunkach niepewności i zmienności środowiskowej. Cieknąca instalacja w starym budynku nie odpowiada schematom z podręcznika, a rozwiązanie problemu wymaga nie tylko zręczności manualnej, ale przede wszystkim trójwymiarowej wyobraźni przestrzennej oraz ciągłego testowania hipotez w czasie rzeczywistym. Algorytm może przeanalizować tysiące schematów połączeń elektrycznych, ale nie zdiagnozuje uszkodzonego kabla ukrytego pod tynkiem w budynku o nietypowej konstrukcji, ani nie dokona precyzyjnego lutowania w trudno dostępnym miejscu.

– To, że sztuczna inteligencja nie jest w stanie w pełni zastąpić człowieka wiadomo nie od dziś. Mamy tu do czynienia ze zjawiskiem określanym mianem paradoksu Moraveca. Polega ono na tym, że zadania, które dla ludzi wymagają ogromnego wysiłku intelektualnego, takie jak skomplikowane obliczenia matematyczne czy analiza ogromnych zbiorów danych, dla maszyn okazują się relatywnie proste. Jednocześnie czynności, które dla czteroletniego dziecka są intuicyjne i niemal automatyczne, jak chwytanie przedmiotów o nieregularnych kształtach, poruszanie się w nieznanym otoczeniu czy rozpoznawanie emocji, są dla sztucznej inteligencji gigantycznym wyzwaniem – tłumaczy Marcin Stypuła z Semcore. 

Czystki kadrowe w Dolinie Krzemowej 

Podczas gdy inwestycje w infrastrukturę sztucznej inteligencji rosną, w korporacjach Doliny Krzemowej narasta atmosfera głębokiej niepewności. Fala zwolnień obejmuje kolejne firmy. Microsoft ograniczył zatrudnienie o ponad dwa procent, likwidując tysiące etatów. Block zredukował niemal połowę swojej załogi, a Oracle pożegnał się z ponad dwudziestoma tysiącami pracowników, wskazując w raportach finansowych na wzrost efektywności osiągany dzięki automatyzacji.

Niepokój coraz częściej dotyka również samych twórców technologii. Inżynierowie oprogramowania publicznie przyznają, że każdego dnia towarzyszy im obawa przed utratą pracy. Obowiązek korzystania z narzędzi wspierających programowanie sprawia, że część specjalistów zaczyna zastanawiać się, czy ich własna praca nie przyczynia się do rozwoju algorytmów, które w przyszłości zastąpią ich całkowicie.

Lęk ten nie ogranicza się jednak wyłącznie do stanowisk technicznych. Redukcje obejmują również kadrę kierowniczą średniego szczebla, analityków marketingowych oraz zespoły odpowiedzialne za rekrutację.

Widmo erozji kompetencji 

Tymczasem głębokie zmiany w strukturze zatrudnienia w zawodach umysłowych mogą w dłuższej perspektywie przynieść poważne konsekwencje gospodarcze i społeczne. Autorzy Raportu World Economic Forum „Future of Jobs Report 2025” zwracają uwagę na ryzyko bezrefleksyjnego zastępowania ludzkiego osądu automatyzacją w imię krótkoterminowej poprawy wyników finansowych. Eliminowanie doświadczonych pracowników prowadzi bowiem do stopniowej erozji pamięci instytucjonalnej oraz utraty unikalnej wiedzy specjalistycznej.

Doświadczony prawnik, analityk finansowy czy architekt oprogramowania wnoszą do organizacji znacznie więcej niż tylko umiejętność szybkiego przetwarzania informacji. Ich wartość przejawia się w zdolności do oceny sytuacji w szerszym kontekście, rozumienie społecznych i biznesowych uwarunkowań, a także budowanie relacji opartych na zaufaniu.

– Firmy, które pozbędą się najbardziej doświadczonych specjalistów, mogą krótkoterminowo poprawić wyniki finansowe, ale jednocześnie pozbawiają się najcenniejszego zasobu – zdolności do podejmowania trafnych decyzji w sytuacjach, których nie da się przewidzieć na podstawie danych historycznych. Sztuczna inteligencja jest wyjątkowo skuteczna w rozpoznawaniu wzorców, ale nadal nie posiada odpowiedzialności, intuicji biznesowej ani rozumienia konsekwencji swoich rekomendacji – uważa CEO Semcore, Marcin Stypuła.