Stolica unicornów to Dolina Krzemowa? A może Nowy Jork? Nie, to Austin wyrasta na lidera

Dodane: 21.04.2022

Damian Jemioło

Udostępnij:

Austin – stolica Teksasu i 4. co do wielkości miasto tego stanu – to jedna z najszybciej rozwijających się metropolii w Stanach Zjednoczonych. W latach 1990–2020 miasto podwoiło swoją liczebność i nie zamierza się zatrzymać. Co więcej – wyrasta na stolicę unicornów, startupów i big techów. Czy Austin stanie się nowym królem biznesu za oceanem?

Austin rośnie w siłę

Stolica Teksasu została założona w 1835 r. (wtedy jeszcze jako Waterloo, przemianowano ją na Austin na cześć tzw. Ojca Teksasu – Stephena F. Austina), a prawa miejskie uzyskała cztery lata później. Z europejskiego punktu widzenia, miasto to jest wręcz w wieku wczesnodziecięcym. W końcu nie trudno znaleźć miejscowości nawet i w Polsce, które przekraczają i tysiąc lat istnienia. To jednak wynik odkryć geograficznych i stopniowej kolonizacji obszarów Ameryki. My jednak nie będziemy skupiać się na dziejach kolonializmu i lokowania miast, a na historii biznesu.

Austin przez długie lata było stosunkowo mało znaczącym miastem, nawet w samym Teksasie, którego jest stolicą. Sytuacja zaczęła się zmieniać tuż po II wojnie światowej. Miasto do 1950 r. urosło o prawie 150% w ciągu zaledwie 20 lat. Austin stawało się coraz ważniejszym ośrodkiem naukowym i handlowym. W latach 90. zaczęło również stawać się istotnym miejscem do rozwoju biznesu, technologii czy nauk przyrodniczych.

Według raportu CBRE Austin jest 3. najszybciej rozwijającym się rynkiem nauk przyrodniczych w Stanach Zjednoczonych. W mieście rozwija się przemysł farmaceutyczny czy biotechnologiczny. Dodatkowo – Austin stało się miejscem dla jednego z największych festiwali muzycznych w Stanach Zjednoczonych, z ponad 2 tys. wykonawców grającymi każdego marca na blisko 100 scenach wokół miasta. Tak stolica Teksasu stała się też Światową Stolicą Muzyki na Żywo.

Miasto zaczęło słynąć także jako ważny ośrodek programistyczny. Swoje biura w Austin otwarły Apple, Google, Dell, IBM, Oracle Corporation, Amazon, Meta czy SpaceX. W samym tylko 2019 r. w stolicy Teksasu pracowało ok. 19,2 tys. programistów. A codziennie do Austin przeprowadza się 185 osób. I to głównie z Doliny Krzemowej czy Nowego Jorku. Dlaczego? Bo stolica Teksasu wyrasta na miasto innowacji i szans. Ponadto jest atrakcyjna kulturalnie i rozrywkowo, a koszty utrzymania nadal są niższe niż we wspomnianych wcześniej miejscach.

Fundusze VC i startupy przenoszą się do Austin

Kiedy w Polsce mnóstwo founderów marzy o własnym biurze w Nowym Jorku czy Dolinie Krzemowej, tak w Ameryce niejednokrotnie marzą o przestrzeni w Austin. Jak pokazują dane PitchBook – VC w Stanach Zjednoczonych zainwestowały ponad 5,5 mld dolarów w 412 transakcjach w 2021 r. Co ciekawe w tym okresie 10 najlepszych finansowań w Austin wyniosły 100 mln dolarów lub więcej.

Stolica Teksasu staje się miastem jednorożców – tylko w ubiegłym roku na tamtejszej scenie wyłoniło się kolejne 5 unicornów. W 2021 r. The Zebra, Firefly Aerospace, Abrigo, ZenBusiness czy Iodine Software przekroczyły wycenę miliarda dolarów. Wszystkie swoje siedziby mają właśnie w Austin. Nie umyka to uwadze funduszy VC czy aniołom biznesu, które przenoszą swoje siedziby z Doliny Krzemowej czy Nowego Jorku właśnie do Teksasu.

Tyczy się to np. Jima Breyera i jego funduszu VC – 8VC, czy Geoffa Lewisa, foundera funduszu Bedrock Capital. Obaj przenieśli swoją siedzibę z Doliny Krzemowej do Austin. Ponadto fundusz Next Coast Ventures z Austin ogłosił, że zamknął kapitał w wysokości 310 mln dolarów w trzech funduszach. Z kolei S3 Ventures zebrał 250 mln dolarów na rozwój swojego funduszu.

Choć jak w rozmowie z TechCrunch wskazuje wielu inwestorów – jeszcze 16 lat temu przeprowadzka do Austin zdawała się czymś absurdalnym, bo rynek VC w tym mieście był dość mocno skostniały i pomijał wielu utalentowanych, młodych founderów. Dziś w mieście rozwijają się projekty blockchainowe, technologie dot. rynku nieruchomości, health-tech, med-tech, web3 itd., itd.

Czy Austin to nowa Dolina Krzemowa? Nie do końca

Austin pod niektórymi względami przypomina Dolinę Krzemową. Oba rejony są bogate w startupy i big-techy, szczycą się światowej renomy uniwersytetami czy są domem dla innowatorów. Niemniej jednak choć ekosystem startupowy czy rynek VC w stolicy Teksasu często jest tworzony przez osoby z Doliny Krzemowej, to miejsca te się różnią i mają nieco inną dynamikę.

Dolina Krzemowa jest miejscem, które ugruntowało swoją pozycję i przez długi czas pozostanie ona niezmienną. Morgan Flager – partner zarządzający w Silverton Partners, w rozmowie z TechCrunch przyznał, że Austin przypomina mu Dolinę Krzemową z lat 90. Tj. miejsce, które szybko się rozwija i ma swoistą przedsiębiorczą energię.

Podczas gdy cofounder funduszu Next Coast Ventures – Mike Smerklo, uważa, że Austin i Dolina Krzemowa mają inny charakter. Dla niego porównywanie obu miejsc jest jak zestawianie ze sobą Nowego Jorku i Hongkongu – oba miejsca są wysoko rozwinięte i tworzone są tu innowacje, lecz mają zwyczajnie inny charakter. Stolica Teksasu ma być miastem technologicznym, w którym spółki nawzajem się wspierają, a niekoniecznie ze sobą rywalizują.

Austin, choć dynamicznie się rozwija, to nie jest ono na takim samym poziomie, co Dolina Krzemowa czy Nowy Jork. Niekoniecznie w najbliższych latach „zrzuci” je z tronu, choć niewykluczone, że z czasem może się to wydarzyć. To też poniekąd zasługa władz Teksasu, które postrzega się jako bardzo probiznesowe i prokapitalistyczne.

Faktycznie, tamtejsi urzędnicy starają się zachęcać przedsiębiorców do uruchamiania w stanie swoich spółek czy tworzenia tutaj innowacji. Również system podatkowy w Teksasie jest przychylniejszy przedsiębiorcom niż w Kalifornii. Mam tu na myśli brak stanowego podatku dochodowego. Przez to po prostu więcej pieniędzy pozostaje w obrocie ekosystemu biznesowego czy startupowego.

Według raportu WalletHub – Teksas jest najlepszym miejscem do rozpoczęcia działalności gospodarczej w całych Stanach Zjednoczonych. A samo Austin zostało wyróżnione jako najlepsze miasto w owym stanie. To ze względu na wysoki wskaźnik tworzenia miejsc pracy i liczne finansowania VC w startupy na wczesnym etapie. Jest jednak pewne ALE – koszty nieruchomości.

Te rosną ze względu na migrację ludności, ale także z powodu stanowego podatku od nieruchomości, który jest jednym z najwyższych w kraju. Niemniej, pod względem podatków Kalifornia wypada znacznie gorzej od Teksasu (to akurat zaleta państw federacyjnych, że ich poszczególne prowincje mogą konkurować ze sobą w kwestii np. podatku dochodowego. Zaleta przynajmniej dla biznesu), choć we wspomnianym raporcie chwali się ją za dostęp do zasobów – w tym także tych ludzkich.

Czy Austin wytrzyma olbrzymi wzrost?

Stolicę Teksasu powszechnie chwali się za dynamiczny wzrost – zarówno biznesowy, startupowy, jak i ludnościowy. Niemniej, tak szybkie rozrastanie się, również niesie za sobą pewne problemy. Austin jest wyjątkowo zakorkowanym miastem. To ze względu na to, że infrastruktura nie nadąża za wzrostem ruchu drogowego spowodowanym licznymi przeprowadzkami.

Migracja ludności powoduje też wzrost cen nieruchomości. Ceny mieszkań w Austin w samym tylko 2021 r. podniosły się o ponad 40%. Z tego powodu część austińczyków migruje do sąsiednich miejscowości albo tzw. suburbs (osiedla mieszkaniowe na przedmieściach). Rosnące ceny mieszkań wywołały także w Austin problem bezdomności. Według oficjalnych danych samorządu ok. 1% wszystkich mieszkańców hrabstwa Travis, w którym mieści się Austin – jest bezdomna. Tym samym 10 tys. osób na milion obywateli w tej części świata nie ma domu. Średnia dal Stanów Zjednoczonych to 2506 osób na milion obywateli. Co ciekawe – aż 40% bezdomnej młodzieży w Austin to osoby LGBT+.

Jednak zakup domu w obszarze miejskim Austin jest nadal tańszy niż np. w San Jose w Kalifornii. I to tańszy nawet trzykrotnie. Kolejnym problemem jest wymieranie mikro i małych lokalnych przedsiębiorstw. Z powodu rosnącego podatku od nieruchomości i czynszu – spora część drobnych przedsiębiorców zwyczajnie zamyka swoją działalność. Ich miejsce zastępują startupy i big-techy. Najwyraźniej pogodzenie rozwoju obu tych ekosystemów jest praktycznie niemożliwy.

Samorząd oczywiście dostrzega wszystkie te problemy i stara się im jakoś zapobiegać czy je rozwiązać, ale nie będzie to prosta sprawa. W ciągu następnych dekad zapewne przekonamy się, czy Austin przerośnie Dolinę Krzemową i Nowy Jork, czy może nie wytrzyma tempa, a obecni liderzy zostawią go daleko w tyle.