Surface Pro X - czy to jeszcze tablet, czy już może laptop?

Udostępnij:
Urządzenie wyprodukowane przez Microsoft ma być rozwiązaniem uniwersalnym - służącym zarówno do rozrywki, jak i pracy. Czy faktycznie tak jest? Sprawdzamy!

Elastyczność jest w dzisiejszych czasach kluczową cechą, jeśli chodzi o nowoczesne technologie - w końcu doszliśmy do momentu, w którym nie chcemy otaczać się dziesiątkami sprzętów, a wolimy mieć jedno urządzenie służące do wielu celów. Chyba właśnie z tego powodu stosunkowo słabo przyjęły się na naszym rynku tablety, które mogą być przydatnym gadżetem, ale jednak w wielu kwestiach nie dorównują laptopom.

Urządzenie o nazwie Surface Pro X ma obalić tę teorię i udowodnić, że tablet z dołączaną klawiaturą może zastąpić nasze notebooki, ultrabooki i inne komputery do pracy i rozrywki. Trudno było nam w to uwierzyć, dlatego zdecydowaliśmy się na test - przez miesiąc używałam produktu od Microsoftu na różne możliwe sposoby. Jak się sprawdził u mnie ten sprzęt i czy polecilibyśmy go pracownikom biur, korporacji i tym działającym w trybie home office?

 

Zacznijmy od konstrukcji tego urządzenia, która ma zarazem swoje mocne, jak i słabe strony. Surface X Pro to urządzenie składające się z tabletu i dołączanej do niego klawiatury, dzięki której staje się swego rodzaju laptopem. Tablet jest w zasadzie bezramkowy, wyposażony w 13-calowy ekran, który można obsługiwać za pomocą dotyku, jak i rysika. To co bardzo nam się spodobało to "stopka" - dzięki niej mogłam być cały czas mobilna, bo miałam pewność, że z każdego miejsca z płaską powierzchnią (niestety na kolanach się nie sprawdza) będę miała dobry widok na wyświetlane treści. Było to wygodne, mimo że sam tablet ma swoje gabaryty i waży 0.77 kg. Sama obudowa jest wykonana z anodyzowanego aluminium z domieszką kompozytu węglowego. Uprzedzamy - niestety ta powierzchnia okropnie się palcuje.

Wracając do tematu wyświetlacza - muszę tu wspomnieć, że patrzenie na Surface'owy ekran PixelSense jest absolutną przyjemnością. Odwzorowanie barw i szczegółowość są na najwyższym poziomie, dlatego z chęcią zabierałam tablet do sypialni i oglądałam na nim filmowe produkcje nagrane w najlepszej jakości. Czasami uciążliwe były odbłyski wynikające z błyszczącej powierzchni matrycy, ale szczerze mówiąc jestem w stanie przymknąć na to oko, bo mogłam sobie tak ustawić ekran, aby je zniwelować. Podsumowując - test na wyświetlanie obrazów, tekstów i filmów zdany na piątkę z plusem.

Pierwsze wątpliwości, co do tego sprzętu pojawiły się jednak po dołączeniu do niego klawiatury - świetnie wyprofilowanej i z całkiem niezłym, szklanym gładzikiem, ale jednak "wiszącej" nad powierzchnią biurka. Co to znaczy? Signature Keyboard to oddzielna, podświetlana klawiatura, którą jednym ruchem możemy zamocować do tabletu (za pomocą podwójnego magnetycznego złącza na dolnej krawędzi tabletu, ale również jest magnetycznie przytwierdzanej do wyświetlacza). I tak jak wyobrażam sobie niezbyt intensywne używanie tego rozwiązania, tak niestety kilkugodzinne korzystanie z tej dołączanej klawiatury nie jest w 100% komfortowe. Okazuje się, że pokryta czarną Alcantarą klawiatura (materiał dodaje eleganckiego sznytu) jest na tyle miękka, że przy uderzeniach w klawiaturę notorycznie się ugina. Dla redaktorów, dziennikarzy i osób, które dużo piszą, może to być kłopotliwe. Na drobny plus odnotowuję specjalny rower w klawiaturze do chowania rysika.

Z perspektywy sprzętu do pracy, kolejnym utrudnieniem jest brak możliwości zainstalowania na tym urządzeniu bardziej zaawansowanych aplikacji i programów np. graficznych. Wynika to z faktu, że sprzęt korzysta z układu o architekturze ARM64. Procesory ARM są bardzo chwalone za swoją wydajność, ale w tym akurat wypadku system daje możliwość instalowania tylko 32-bitowych wersji programów. Co to oznacza? Chociażby to, że nie jestem w stanie zainstalować na nim programów z rodziny Adobe, z których korzystam na co dzień (te występują już tylko w zasadzie w wersji 64-bitowej).

A naprawdę szkoda, bo już wyobrażałam sobie, jak mogą wyglądać prace graficzne na tym sprzęcie - zwłaszcza, że mamy dedykowane piórko, a muzyka ze świetnych głośników (stereofoniczne 2W z obsługą technologii Dolby® Audio) mogłaby umilać pracę twórczą.

Mimo to wierzę, że wszędzie tam, gdzie do pracy wystarczy edytor tekstu, Excel, poczta, czy też niezbyt obciążające system aplikacje webowe, Surface X Pro może być naprawdę dobrym narzędziem. Warty podkreślenia jest fakt, że mimo, że ten model nie ma aktywnego chłodzenia, pracuje niezwykle cicho i wydajnie. Do tego można polegać na baterii tego sprzętu, który wytrzymuje ponad 10 godzin bez konieczności podłączania do ładowarki.

Kolejna zaleta to przednia kamera (5 Mpx), która zapewnia świetny obraz podczas konferencji. Natomiast do skanowania dokumentów z pewnością przyda się aparat z tyłu obudowy (10 Mpx).

Równie wygodne jest tu połączenie z internetem - wystarczy w odpowiednim miejscu włożyć modem LTE i zapomnieć o czymś takim jak dodatkowy router. Do dyspozycji mamy też moduł Wi-Fi 5, Bluetooth 5.0, slot nanoSIM, złącze Surface Connect. Niestety brak czytnika kart microSD i złącza audio jack, a jedyne porty to dwa USB-C 3.2.

Czy mogę polecić Surface Pro X do pracy? Tak, ale nie wszystkim. Jeśli szukamy sprzętu domowo-firmowego, a nasze obowiązki zawodowe nie są związane z instalowaniem programów do profesjonalnej obróbki grafiki, czy wideo, to będziecie naprawdę zadowoleni z tego sprzętu. Dla mnie model wart obecnie ok. 7,5 tys. zł (tyle kosztuje nasz zestaw tablet + klawiatura w wersji Alcantara) jest niestety niewystarczającym rozwiązaniem, dlatego (trochę ze smutkiem) wracam do swojego laptopa.