Paradoks cyfrowej suwerenności
Instytucje unijne znalazły się w ogniu krytyki za nadmierne promowanie platform takich jak Facebook, X (dawniej Twitter), Instagram czy TikTok. Kontrowersja dotyczy nie tylko obecności urzędników w mediach społecznościowych, ale przede wszystkim systemowego umieszczania odnośników i trackerów tych platform w oficjalnych zasobach publicznych. Szczególne oburzenie ekspertów wywołał fakt, że linki do śledzących użytkowników platform znaleziono nawet w materiałach edukacyjnych i kolorowankach dla dzieci, publikowanych na portalach UE.
Główne zarzuty: śledzenie i brak alternatyw
Eksperci z organizacji zajmujących się prywatnością i wolnym oprogramowaniem (m.in. powiązanych z ruchem Fediverse) wyliczają szereg uchybień:
- naruszenie prywatności najmłodszych: obecność przycisków „Udostępnij” lub wtyczek społecznościowych w materiałach dla dzieci może prowadzić do zbierania danych o nieletnich przez algorytmy reklamowe korporacji, co stoi w sprzeczności z duchem RODO;
- hipokryzja legislacyjna: podczas gdy Komisja Europejska nakłada miliardowe kary na Meta czy Google za praktyki monopolistyczne, jednocześnie legitymizuje ich pozycję, czyniąc z nich główny kanał komunikacji z obywatelami;
- marginalizacja zdecentralizowanych rozwiązań: mimo że UE finansuje projekty takie jak Mastodon czy inne rozwiązania typu open-source (w ramach programów takich jak NGI – Next Generation Internet), ich obecność na oficjalnych stronach jest znikoma w porównaniu do komercyjnych gigantów.
Głos krytyki: „To nie są darmowe narzędzia”
Analitycy cytowani przez Tech.eu zwracają uwagę, że korzystanie z mediów społecznościowych przez instytucje publiczne nigdy nie jest „darmowe”. Ceną jest przekazywanie uwagi obywatela oraz jego danych behawioralnych podmiotom trzecim. „Instytucje publiczne powinny być neutralnymi strażnikami cyfrowej przestrzeni, a nie naganiaczami dla prywatnych monopoli” – czytamy w jednym z komentarzy eksperckich.
Reakcja Brukseli i kontekst prawny
Komisja Europejska od lat deklaruje chęć budowania „cyfrowej dekady” (Digital Decade 2030), która ma opierać się na bezpieczeństwie i suwerenności. Krytycy zauważają jednak, że bez zmiany nawyków komunikacyjnych samych urzędników, te cele pozostaną jedynie na papierze. Warto przypomnieć, że w 2024 roku Europejski Inspektor Ochrony Danych (EDPS) wydał ostrzeżenie dotyczące korzystania z Microsoft 365 przez Komisję Europejską, co pokazuje, że problem uzależnienia od Big Tech dotyczy całego software’u wykorzystywanego przez UE.
Koalicja organizacji cyfrowych domaga się:
- usunięcia trackerów mediów społecznościowych ze stron skierowanych do dzieci;
- wdrożenia zasady „Open Source First” w komunikacji publicznej;
- promowania standardów takich jak ActivityPub, które pozwalają na komunikację niezależną od jednego dostawcy.
Sprawa ta staje się kluczowym testem dla nowej kadencji komisarzy, którzy będą musieli odpowiedzieć na pytanie: czy Europa potrafi komunikować się ze swoimi obywatelami bez pośrednictwa Doliny Krzemowej?