Wybuch pandemii sprzyja rozwojowi rynku EdTech – Max Azarov (Novakid)

wybuch pandemii sprzyja rozwojowi rynku edtech max azarov novakid
Udostępnij:
– Z naszej perspektywy kryzys stał się katalizatorem zmian, jeśli chodzi o pracę oraz edukację online. Pandemia wymusiła na polskim biznesie oraz edukacji przyspieszoną cyfryzację i zaprzyjaźnienie się z nowymi technologiami, co akurat wszystkim powinno wyjść na dobre – mówi Max Azarov, współzałożyciel i CEO Novakid.

Rozmawiamy z dyrektorem generalnym Novakid, online’owej szkoły języków obcych dla dzieci, o rynku EdTech, początkach Novakid i wpływie koronawirusa na jego biznes.

Skąd wziął się pomysł na Novakid?

Pomysł na szkołę to wypadkowa potrzeb rynkowych oraz moich własnych doświadczeń. Znajomość języka angielskiego otworzyła mi wiele drzwi – dzięki temu miałem szansę pracować w prestiżowych, międzynarodowych firmach, poznać wiele wartościowych osób, a także rozwijać międzynarodowy biznes. Języka musiałem się jednak nauczyć sam, na własną rękę. Nie chciałem, by podobną ścieżką kroczyły moje dzieci – każdy rodzic pragnie zapewnić swoim pociechom jak najlepszy start, stąd pomysł na szkołę, która umożliwi najmłodszym ciekawą i angażującą edukację w oparciu o nowe technologie.

Pomysł założenia szkoły języka angielskiego dla dzieci może wydawać się trochę nierozsądny ze względu na ogromną konkurencję. Rynek nauczania dzieci języka angielskiego jest ogromny – według szacunków jest 2,5 razy większy niż rynek dla dorosłych. Większość wspomnianego rynku stanowią jednak szkoły stacjonarne. Novakid działa online, co oznacza, że nie musimy ściągać do kraju zagranicznych lektorów, ubiegać się dla nich o wizy, wynajmować powierzchni do nauczania i finalnie, uwzględniać tych kosztów w cenie zajęć. To znacznie zwiększa liczbę potencjalnych talentów, które możemy przyciągnąć na naszą platformę oraz pozwala oferować naszym klientom atrakcyjne ceny, znacznie niższe niż w przypadku szkół stacjonarnych. Cena za jedną lekcję wynosi od 29 zł. Przy czym nasi nauczyciele to native speakerzy lub nauczyciele dwujęzyczni z językiem angielskim jako drugim językiem ojczystym (near-native).

Od czego zacząłeś pracę nad Novakid?

Uruchomienie startupu w sektorze EdTech było dla mnie i współzałożyciela Novakid – Dimy Malina – zupełnie nowym doświadczeniem. W przeszłości wspólnie pracowaliśmy w branży telekomunikacyjnej oraz w LG Electronics. Novakid rozwijaliśmy razem, planując wspólnie kolejne kroki i dzieląc się zadaniami oraz odpowiedzialnością.

Moja działka to produkt i strategia biznesowa, natomiast Dima odpowiada za część operacyjną, wsparcie użytkowników i nauczycieli. Pierwszym etapem było uruchomienie MVP we wrześniu 2017 roku. Zostało ono przetestowany wśród naszych pracowników, a już w listopadzie oficjalnie uruchomiliśmy sprzedaż naszych usług. Podczas pierwszego roku działalności Novakid nasze główne wydatki i inwestycje były związane z marketingiem, budowaniem zespołu i rozwojem spółki. Na tę chwilę mogę powiedzieć, że to bardzo dynamiczny rozwój – pozyskaliśmy już łącznie ponad 2,2 mln dolarów od zewnętrznych inwestorów.

Jakie były kolejne etapy rozwoju?

Startupy koncentrują się często na osiąganiu sukcesu na swoim jednym, rodzimym rynku. W Novakid obraliśmy zasadniczo inne podejście, jakim jest jednoczesne wejście na różne rynki międzynarodowe. Świadomie zaczęliśmy od równoległego rozwoju naszych usług w Polsce i Rosji, a chwilę później w Turcji, udowodniając sobie oraz inwestorom, że nasz produkt jest potrzebny nie tylko polskojęzycznym klientom.

Co na początku działalności sprawiło Ci największą trudność?

Zaczynaliśmy wszystko od zera i zderzyliśmy się z bardzo nieoczekiwanymi sytuacjami. Dla przykładu istnieje słynna gra „Wisielec”. Wykorzystaliśmy jej zasady do opracowania zadań dla dzieci. Tureccy rodzice byli zszokowani, że pokazujemy szubienicę ich pociechom. Zdaliśmy sobie sprawę, że popełniliśmy bezmyślny błąd. Teraz zamiast „Wisielca” mamy głodną gąsienice, która zjada jabłka.

W każdym kraju, w którym działamy, mamy własny, dedykowany danemu rynkowi zespół marketingowy. Schemat według którego zatrudniasz jednego świetnego specjalistę, który sprzedaje usługi na cały świat nie sprawdza się w przypadku naszego produktu. W tym biznesie język i kontekst lokalny są bardzo ważne. Lokalni marketingowcy lepiej rozumieją, w jaki sposób kierować komunikat do odbiorców, czego unikać w budowaniu przekazu. Lepiej rozumieją dane demograficzne, kulturę, trendy i sezonowość.

Kiedy zacząłeś zarabiać na Novakid?

Na tę chwilę jesteśmy na etapie nieustannych inwestycji w rozwój Spółki, zwłaszcza w rozbudowany zespół specjalistów. Novakid nadal nie jest najłatwiejszym projektem z inżynieryjnego punktu widzenia. Na szczęście, możemy tu liczyć na naszych inwestorów i zewnętrzne wsparcie.

Wciąż się rozwijamy, także dzięki inwestorom. Mamy za sobą dwie zewnętrzne rundy finansowania, w których zebraliśmy łącznie 2,2 mln dolarów, o czym wspominałem już wcześniej. Docieramy też coraz szerzej do międzynarodowych klientów – na tę chwilę mamy ok. 10 tys. aktywnych użytkowników naszej platformy w niemal 40 krajach na całym świecie. Do ich dyspozycji jest ponad 150 anglojęzycznych lektorów. W 2019 roku osiągnęliśmy obrót ponad 2 mln dolarów. To trzykrotnie więcej niż w roku poprzednim.

Jak kryzys spowodowany koronawirusem wpłynął na Twoją działalność?

Nie ukrywam, że odnotowujemy duży wzrost zainteresowania naszym produktem na polskim rynku, ale także w większości krajów, w których jesteśmy obecni z Novakid. Nawet we Włoszech czy Hiszpanii, czyli w krajach, w których kryzys był odczuwalny najbardziej.

Czy byłeś chociaż w jakimś stopniu przygotowany na kryzys? Jakie wnioski na przyszłość wyciągnąłeś z obecnej sytuacji?

Bacznie przyglądaliśmy się rozwojowi sytuacji w różnych krajach. Byliśmy jednak świadomi, że sektor EdTech, w którym działamy, nie będzie tak mocno dotknięty konsekwencjami pandemii. Wierzymy, że w każdej sytuacji trzeba szukać pozytywów i traktować ją jako naukę na przyszłość.

Z naszej perspektywy kryzys stał się katalizatorem zmian, jeśli chodzi o pracę oraz edukację online. Pandemia wymusiła na polskim biznesie oraz edukacji przyspieszoną cyfryzację i zaprzyjaźnienie się z nowymi technologiami, co akurat wszystkim powinno wyjść na dobre.

Zrozumieliśmy, że zdalna nauka wcale nie jest gorsza od tradycyjnego modelu nauczania, a nawet potrafi być dla dzieci ciekawsza i bardziej angażująca. Nie mówiąc już o wygodzie wirtualnego nauczania.

Jak dalej zamierzasz rozwijać Novakid?

Novakid w obecnej postaci – z interaktywną platformą edukacyjną, wycieczkami VR i grami online – to wersja 1.0. Zdecydowanie rozszerzymy produkt, wzbogacimy go i to nie tylko w kontekście zajęć z nauczycielem. Wierzę, że możemy stworzyć fascynujące środowisko anglojęzyczne dzięki nowym formatom gier, innowacjom IT, w tym także dzięki wirtualnej rzeczywistości.

Co radzisz właścicielom startupów technologicznych z sektora EdTech, którzy obecnie walczą o przetrwanie?

Stawiajmy na personalizację nauki i dostosowanie metod do odbiorcy. Wydaje się oczywiste, że dzieci należy uczyć inaczej niż dorosłych – zaangażować je w interaktywne gry czy wycieczki VR. Jednak ze względu na potrzebę zwiększenia przychodów, większość szkół internetowych koncentruje się na takich usługach, jak przygotowanie do egzaminu, matury, aż po edukację dorosłych, pomijając w tym wszystkim tak ważny aspekt efektywnego nauczania języka od najmłodszych lat. Wchodząc coraz głębiej w zagadnienie edukacji dzieci, jesteśmy pewni, że stosowanie jednej metody dla wszystkich jest absolutnie ślepym zaułkiem rozwoju.