Ale nie martwcie się. Mimo że benzynowa apokalipsa już się zaczęła, to tym razem nie jesteśmy osamotnieni w tej walce. Oto bowiem w Sądzie Federalnym w Sacramento w Kalifornii złożony został bezprecedensowy pozew zbiorowy. Grupa amerykańskich kierowców oskarża największych graczy na rynku paliwowym o wykorzystywanie zaawansowanych algorytmów AI do potajemnego koordynowania cen na stacjach benzynowych i sztucznego zawyżania kosztów tankowania.
Wśród pozwanych znalazły się potężne korporacje, w tym BP, Marathon Petroleum, 7-Eleven, Walmart, Circle K oraz Albertsons. Kluczowym elementem domniemanego procederu jest jednak firma technologiczna Kalibrate Fuel Systems, dostawca oprogramowania cenowego opartego na sztucznej inteligencji.
Mechanizm „niewidzialnej ręki” algorytmu
Pamiętacie nauki liberałów o niewidzialnej ręce rynku? Zapomnijcie. Wyrzućcie do kosza książki Adama Smitha i Leszka Balcerowicza. Te lektury już się nie przydadzą. Przeciwnie – są zupełnie nieprzydatne! Tak właśnie dzieje się, gdy ZACZYNA SIĘ coś nowego. Zgodnie z treścią pozwu, koncerny paliwowe, które łącznie zarządzają ponad 1700 stacjami benzynowymi w samej Kalifornii, zrezygnowały z tradycyjnej, uczciwej rywalizacji rynkowej na rzecz platformy AI oferowanej przez Kalibrate. Zamiast niezależnie ustalać stawki na podstawie własnych kosztów i lokalnego popytu, algorytm miał automatycznie przetwarzać i synchronizować ceny w oparciu o poufne, współdzielone dane konkurentów.
Efekt? Zamiast walki o klienta poprzez obniżki, system doprowadził do sytuacji, w której ceny rosły ramię w ramię. W regionach, gdzie oprogramowanie Kalibrate zyskało największą popularność, ceny benzyny podskoczyły nawet o 22 do 30 centów na galonie, a oleju napędowego o 33 centy – i to w momencie, gdy stawki na niektórych stacjach i tak przekraczały już barierę 7 dolarów za galon w związku z napięciami geopolitycznymi na linii USA-Iran.
Dla przeciętnego konsumenta kilkadziesiąt centów może brzmieć niepozornie, jednak w skali tak ogromnego stanu jak Kalifornia liczby te są zatrważające. Jak wyliczyli autorzy pozwu: „każdy dodatkowy cent na galonie kosztuje kalifornijskich kierowców w przybliżeniu 134 miliony dolarów rocznie”.
Prawo kontra technologia
Sprawa ta jest wyjątkowa z punktu widzenia legislacyjnego. To jeden z pierwszych procesów wytoczonych na mocy nowej kalifornijskiej ustawy Assembly Bill 325 (AB 325), która weszła w życie 1 stycznia bieżącego roku. Przepisy te zostały stworzone bezpośrednio w celu zwalczania tzw. „algorytmicznego ustalania cen” (ang. algorithmic price fixing). Powodowie argumentują również, że działania korporacji rażąco naruszyły Cartwright Act – flagową kalifornijską ustawę antymonopolową.
Zjawiskiem tym od dłuższego czasu interesuje się także Departament Sprawiedliwości USA (DOJ). Urzędnicy zwracają uwagę na tzw. koncepcję zmowy hub-and-spoke (piasty i szprych). W tym modelu konkurenci nie muszą spotykać się w zadymionych gabinetach, by potajemnie uzgodnić ceny. Wystarczy, że wszyscy przekażą kontrolę nad cennikami jednemu, centralnemu algorytmowi, który zrobi to za nich, eliminując rynkowe anomalie na korzyść korporacyjnych zysków.
Zaczęło się i chyba szybko się nie skończy
Na ten moment koncerny paliwowe wymienione w pozwie odmawiają komentarza bądź nie odpowiedziały na prośby o odniesienie się do zarzutów. Warto jednak zauważyć, że kalifornijski regulator (Division of Petroleum Market Oversight) już w maju wysyłał wezwania do niektórych właścicieli stacji w związku z podejrzanie wysokimi marżami.
Sprawa przeciwko gigantom paliwowym może stać się punktem zwrotnym dla całej gospodarki. Narzędzia firmy Kalibrate są stosowane na tysiącach stacji w całych Stanach Zjednoczonych, a analogiczne algorytmy zarządzają cenami w branży hotelarskiej, wynajmie mieszkań czy handlu e-commerce. Wynik tego procesu da odpowiedź na kluczowe pytanie współczesnej ekonomii: czy potrafimy pociągnąć algorytmy – i ludzi, którzy za nimi stoją – do odpowiedzialności za drenowanie kieszeni konsumentów?