Żegluję, uczę się chińskiego i angażuję rodzinę w pracę nad Prodromus. Bartłomiej Wielogórski o zdrowiu w startupie

zegluje ucze sie chinskiego i angazuje rodzine w prace nad prodromus bartlomiej wielogorski o zdrowiu w startupie
Udostępnij:
Moi bliscy, czując się częścią naszego projektu, lepiej rozumieją i akceptują mój mniejszy udział w życiu rodzinnym. Świadomość takiego wsparcia świetnie działa na psychikę i pozwala wyzwalać wciąż i wciąż świeże zasoby energii.

Czytasz właśnie artykuł z cyklu pt. „Zdrowie w startupie”, w którym właściciele startupów z sektora HealthTech podpowiadają, jak dbać o zdrowie, oraz zdradzają jaką drogę musieli przebyć, aby ich produkty znalazły się na rynku.

Część I. Własne zdrowie

Przy ogromnym zaangażowaniu czasowym w prowadzenie firmy niewiele jest czasu dla siebie i na dbanie o zdrowie. Dlatego staram się codziennie rano zjeść w domu solidne śniadanie. Nie dość, że daje mi ono energię na większą część dnia, to jedząc je z rodziną, spędzamy wspólnie czas. Później, w drodze do pracy, poruszam się częściowo komunikacją miejską, a częściowo pieszo, lub jak okoliczności pozwolą, klasyczną hulajnogą lub rowerem (nie elektrycznymi!).

Rozmowy telefoniczne, jeśli tylko nie wymagają spoglądania w monitor komputera, odbywam chodząc. To pozwala wstać od biurka, rozprostować kości i czasem nawet wyjść na zewnątrz, by skorzystać ze słońca. Staram się znaleźć codziennie krótką chwilę dla siebie. Jadąc tramwajem mam czas na naukę chińskiego, przeczytanie kilku stron książki. Z kolei w samochodzie słucham audiobooków. To pozwala na krótkie chwile relaksu i oderwanie od spraw firmowych.

Rodzinne wypady

Od czasu do czasu, choć rzadko się to udaje, staram się zrobić coś specjalnego i wtedy organizujemy rodzinny wypad na żagle, w góry lub choćby krótką wycieczkę rowerową. To nie tylko dawka ruchu na świeżym powietrzu. Żeglarstwo lub wędrowanie po górach budują mocne relacje z bliskimi.

Moja rodzina bardzo pomaga w wielu naszych działaniach. Dzieci są naszymi testerami i modelami w sesjach fotograficznych, żona pomaga merytorycznie w księgowości, a czasem po prostu siada do maszyny i szyje uprząż pacjenta – element robota. Moi bliscy, czując się częścią naszego projektu, lepiej rozumieją i akceptują mój mniejszy udział w życiu rodzinnym.

Świadomość takiego wsparcia świetnie działa na psychikę i pozwala wyzwalać wciąż i wciąż świeże zasoby energii.

Czego unikam

Nigdy nie paliłem. Staram się być aktywny. W zasadzie nie jadam fast-foodu. Alkohol jest także bardzo rzadko w użyciu i często opowiadam anegdotę: kiedy dostałem czteropak piwa, czwarte zdążyło się przeterminować. Z innymi rzeczami niestety nie zawsze się udaje. Szczególnie, gdy chodzi o sen, którego generalnie mi brak.

Część II. Zdrowie innych

Filarów zdrowego stylu życia jest kilka: zdrowe odżywianie, sen, ruch, ale najważniejszym z nich jest równowaga w życiu osobistym. Na temat istotności odpowiedniej diety i ruchu napisano już niejedno i dziś mało kogo trzeba do tego przekonywać.

Bez snu i właściwej diety szybko tracimy energię i siły do działania. Ruch umożliwia nie tylko utrzymanie ciała w dobrej kondycji, ale pozwala też zresetować się psychicznie. Bez równowagi w życiu osobistym, nic nie miałoby sensu. Wiedząc, że na prowadzeniu biznesu tracą najbliżsi, łatwo stracić motywację i pełne zaangażowanie, nietrudno wtedy o osłabienie psychiki, a ta wpływa na całokształt spraw związanych ze zdrowiem.

Ruszać się, ruszać i jeszcze raz ruszać

Przez wiele lat, przed startupem, uprawiałem sport bardzo intensywnie. Od dziecka byłem w klasie sportowej. Później, przez kilkanaście lat uprawiałem jujitsu osiągając stopień 1 dan (czarny pas). Bardzo dużo jeździłem rowerem (robiąc nawet dwustukilometrowe, dzienne wypady). Odcinam kupony od budowanej od dziecka kondycji fizycznej i psychicznej. Dziś to procentuje i jeśli miałbym coś polecić, to ruszać się, ruszać i jeszcze raz ruszać.

Część III. Droga startupu na rynek medyczny

Przypadek i chęć pomagania

Grzegorz, prywatnie mój szwagier, będąc na etapie wyboru tematu pracy magisterskiej, otrzymał e-mail od kolegi – rodzica bliźniaków z porażeniem mózgowym, który prowadził akcję informacyjną wśród znajomych, szukając środków na terapię chłopców. Grzegorz zainteresował się tematem i postanowił, że w ramach swojej pracy magisterskiej skonstruuje urządzenie automatyczne, które pomoże bliźniakom. Wymagało to dużego samozaparcia i wysiłku, półtora roku ciężkiej pracy i zaangażowania prywatnych oszczędności.

Kiedy prototyp powstał, trafił do chłopców zupełnie za darmo, tym razem i ja postanowiłem pomóc i nadać temu projektowi ciąg dalszy. Zacząłem szukać finansowania, pierwszych kontaktów medycznych, naukowych i handlowych i tak się to zaczęło.

Prototyp w ciągu dwóch lat pracy z chłopcami okazał się strzałem w dziesiątkę. Porzuciłem inne zajęcia zawodowe i oddałem się w całości budowaniu firmy, która będzie dostarczała nowoczesną terapię niepełnosprawnym dzieciom. Pierwsze spotkania z rodzicami tych dzieci, ich reakcje upewniły mnie w tym, że warto walczyć o dalszy rozwój pomysłu za wszelką cenę.

Naszym flagowym produktem jest Prodrobot

Zautomatyzowany trenażer chodu. Urządzenie pomaga w rehabilitacji dzieci niepełnosprawnych i takich, które mają problemy z chodzeniem z powodów urazowych i innych. Wprowadziwszy do oferty system ProdElvis, poprawiamy efektywność terapii, poprzez wizualizację sposobu poruszania pacjenta w czasie rzeczywistym. System pozwala analizować przebieg terapii całego cyklu terapeutycznego, trwającego niekiedy przez wiele lat.

Naszą ofertę wkrótce powiększymy o Prodrobota Magna, który jest robotem rehabilitacyjnym dla dorosłych. Odpowiada na problem starzenia się społeczeństw w skali globalnej. Umożliwia terapię licznych, wpływających na możliwość chodzenia, schorzeń neurologicznych mających związek z chorobami cywilizacyjnymi.

Dzięki naszym produktom, zarówno najmłodsi pacjenci (pięcio-, sześcioletni), jak i Ci najstarsi mogą liczyć na efektywną terapię zautomatyzowaną. W skali globalnej w przyszłości należy spodziewać się braku wykwalifikowanej kadry medycznej w branży rehabilitacyjnej. To kieruje zainteresowania płatników – rządów i ubezpieczycieli – na terapię zautomatyzowaną, jako efektywną i tańszą w dłuższej perspektywie. Właśnie takie problemy rozwiązujemy dzięki naszej pracy.

Automatyzacja rehabilitacji

Obecnie rehabilitacja realizowana jest w sposób tradycyjny, prostymi narzędziami, gdzie przede wszystkim czynnikiem decydującym o efektach terapii jest człowiek. Dzięki automatyzacji procesu, eliminujemy problem z powtarzalnością zabiegów w toku całego procesu terapeutycznego. Możemy kontrolować korpus pacjenta i utrzymywać go stale w sposób bezpieczny w pozycji pionowej. Terapeuta może skoncentrować się na pracy z kończynami dolnymi.

W terapii tradycyjnej, jeden terapeuta może prowadzić terapię pojedynczego stawu, najczęściej w pozycji leżącej lub siedzącej. Prodrobot poprzez kontrolę obu nóg i korpusu, daje terapeucie komfort pracy, zapewnia bezpieczeństwo pacjenta i terapeuty oraz zapewnia powtarzalność, jakiej człowiek nie jest w stanie zapewnić. Pięć programów ćwiczeń w dwóch wariantach, pozwalających na zmianę prędkości ruchu i długości kroku, zapobiega nudzie podczas terapii.

Dzięki naszym rozwiązaniom, przy znacznie mniejszych nakładach czasu i wysiłku terapeuty, możemy osiągać szybciej rezultaty terapeutyczne, a co za tym idzie często pomagamy stawiać pacjentom pierwsze samodzielne kroki i uniezależnić się od wózka inwalidzkiego.

Od garażu w prywatnym domu, po firmę działającą globalnie…

…i sprzedającą produkty na dwóch kontynentach, w dziewięciu krajach. Na początku była chęć pomocy i świetny pomysł od strony inżynierskiej. Później zaczął się intensywny etap nauki, jak z tego pomysłu zrobić biznes. Ten etap zresztą trwa nadal.

Zaczęliśmy spotykać się z osobami, które mogą nam pomóc. Z powodu tematu, jakim się zajmujemy, wiele osób nas wspierało i przekazywało wiedzę, która pomagała podejmować dobre decyzje. Zainteresowaliśmy naszym tematem media, co pomogło pozyskać inwestora. Później, jako firma, musieliśmy skończyć etap rozwoju produktu i opracować wersję komercyjną. Równolegle z tym trwały prace nad rejestracją, certyfikacją i pozyskaniem partnerów handlowych. Pozyskaliśmy pierwszych dystrybutorów i rozpoczęliśmy sprzedaż. Od tego momentu, rozwijamy naszą sieć sprzedaży o kolejne rynki. Chcemy odpowiadać coraz lepiej na potrzeby klientów wprowadzając kolejne produkty.

Dziś szukamy kolejnego inwestora, który zwiększając nasz kapitał pozwoli na dalszy rozwój portfolio i wprowadzanie naszych produktów na rynek amerykański, a także wiele innych, które pokrywają 80% rynku globalnego.

W trakcie wprowadzania produktu na rynek musieliśmy się zmierzyć z wieloma wyzwaniami. Na pewno trudny był etap realizacji wprowadzenia prototypu na rynek, okupiony niejedną nieprzespaną nocą. Niełatwa była rejestracja i pozyskanie pierwszych i kolejnych klientów.

Ale najtrudniejsze było i jest pozyskiwanie kapitału do rozwoju naszego kapitałochłonnego projektu. Mieliśmy sporo szczęścia, bo najpierw rozpoczęliśmy współpracę z inwestorem JCI Venture, który uwierzył w nasz pomysł na pierwszym etapie, a później, mimo braku profesjonalnego przygotowania, udało nam się pozyskać inwestora Warsaw Equity Group.

Przed nami kolejny etap, ale tym razem mamy na pokładzie profesjonalnych inwestorów, którzy pomagają nam wypracować optymalną strategię i przygotować przekaz dla nowych inwestorów.

Szczere i zaangażowane podejście

Na wcześniejszym etapie ujęliśmy inwestorów naszym szczerym i zaangażowanym podejściem do tego, co chcieliśmy zaproponować światu. Przekonała ich nasza historia, podchwycona i spopularyzowana przez media, z którymi pracowaliśmy od wczesnego etapu. Produktu na tym etapie nie było, był tylko pomysł i prototyp.

Nasze późniejsze dokonania i ogrom pracy, jaki zainwestowaliśmy w nasz projekt, w połączeniu z pierwszymi rezultatami sprzedażowymi gotowego produktu i wizją rozwoju portfolio, były, jak się zdaje, decydujące. Nie wiem co ostatecznie zadecydowało, ale na tamtym etapie to się sprawdziło – WEG zainwestowało w nas jako drugi inwestor i wniosło dużo profesjonalizmu do naszych działań. Na obu etapach jak się wydaje, istotne były nasza pasja i doświadczenie.

Realnym wsparciem były i są dotacje. Udało się pozyskać kilka z nich, choć wiele razy kosztowało mnie to nieprzespaną noc lub dwie.

Autor: Bartłomiej Wielogórski, prezes firmy Prodromus