Zobacz, jak startupy mogą pomóc odnaleźć się uczelniom, szkołom i przedszkolom w nowej rzeczywistości

zobacz jak startupy moga pomoc odnalezc sie uczelniom szkolom i przedszkolom w nowej rzeczywistosci
Udostępnij:
Jak koronawirus zmieni system edukacji na świecie i w naszym kraju? Jakie zmiany są nieuniknione? Z pewnością wpływ będzie długotrwały, daleko przekraczający czas trwania samej pandemii. Na przykład w tym tygodniu władze Uniwersytetu w Cambridge ogłosiły, że przedłużają zdalne nauczanie do końca letniego semestru 2021 roku.

Nasze uczelnie mogą pójść jej śladem. Czy będzie to dla nich zabójczy cios, czy ożywczy zastrzyk i szansa na oszczędności? A co z dziećmi, najmłodszymi użytkownikami placówek oświatowych, przedszkoli i żłobków? Czy po chwilowym otwarciu nie będziemy musieli w pośpiechu ich zamykać, jako głównych ognisk rozprzestrzeniania się wirusa? Startupy z całego świata pracują nad tym, aby edukacja mogła działać pomimo tych niezwykle trudnych warunków. W tym tekście znajdziecie rozwiązania, które mogą pomóc nam odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Duża część z tych pomysłów to zwycięskie rozwiązania hackathonu “EUvsVirus”, w którym pod egidą Komisji Europejskiej wzięło udział tysiące uczestników ze 144 krajów świata.

Wirtualne tablice

Niby online, a jakby offline, w dobrym tego słowa znaczeniu: nauczyciel pokazuje sposób dochodzenia do danego wyniku, uczniowie „wywoływani są do tablicy”, a zapisywanie przez nich rozwiązań zadań obserwować może każdy z uczniów/studentów w swoim domu. Uczniowie mogą też pracować w grupie: w „real time” zapisywać swoje myśli na tablicy, łączyć je, grupować, graficznie pokazywać korelacje. Takie rozwiązanie obok potentatów na rynku oferuje również - i to z licznymi już sukcesami - Clickmeeting, polska platforma do prowadzenia webinarów. Startup działa globalnie; w Niemczech zanotował w przeciągu ostatnich miesięcy ponad 800 procentowy wzrost liczby użytkowników.

Lepszy kontakt z uczestnikami

Dzięki Zoom czy Microsoft Teams uczestnicy mogą widzieć nie tylko twarz nauczyciela, ale wszystkich innych obecnych na wykładzie/konferencji i zadawać im pytania w prywatnych czatach. A zamiast wspólnych przerw między zajęciami? Na przykład wspólna rozrywka w zdalnym Escape Room. Współpraca, współzawodnictwo, wysiłek i zabawa pomogą lepiej wykonywać zadania grupowe te w szkole i na studiach.

Uczciwość egzaminowanych

Kolejnym wyzwaniem zdalnej edukacji jest przeprowadzania uczciwych egzaminów, klasówek, testów - potrzebne rozwiązania uniemożliwiające oszustwa: korzystanie z pomocy naukowych. Rozwiązanie LockDown Exams to jednoczesne blokowanie ekranu telefonu i komputera na włączonej aplikacji LockDown Exams na czas egzaminu oraz jednoczesne włączenie kamery, na której widoczny jest egzaminowy. Aplikacja wykrywa i przesyła nauczycielowi informację o sygnałach mogących świadczyć o nieuczciwości egzaminowanego: głos rozmów, odchodzenie od ekranu komputera czy dźwięk innej klawiatury.

Nowe technologie szansą na obniżkę kosztów stałych

Profesor ex cathedra zasiada za biurkiem i… rozpoczyna długi monolog, bez jakiejkolwiek chęci zaangażowania studentów w podzielenie się swoim zdaniem, odpowiedzią na pytania bardziej złożone niż te dotyczące materiału przerabianego na ostatnich zajęciach. Tak wielu z nas wspomina swoje studia na polskiej uczelni.

Co do tego ma koronawirus? Po prostu wygląda na to, że konieczność uczestniczenia w wykładach online tak naprawdę nie zmniejszy jakości zdobywanej przez polskich studentów wiedzy: siedząc w wykładowych ławach tak samo, jak przed ekranem komputera słuchamy tego, co ma nam do przekazania wykładowca. Utrudniona interakcja w trakcie wykładów onlinowych wiele nie zaszkodzi, bo w fizycznym świecie i tak jej praktycznie nie było. Za to wyprowadzenie zajęć z sal wykładowych może paradoksalnie pomóc polskim uczelniom.

Zajęcia nie muszą polegać na monologu prowadzącego, teorię można zadać studentom do domu, a na wykładach iść krok dalej: mierzyć się z teoriami, dyskutować i próbować stosować je w praktyce, w ramach długich, kilkutygodniowych grupowych projektów. O tym, że ten model nauczania jest możliwy, przekonało się wielu Polaków studiujących za granicą, w tym również ja sama. W Danii moje studia wyglądały właśnie tak głównie dlatego, że zamiast stu studentów, w grupie była nas dwudziestka, a wykładowcy mieli czas na rozwijanie swojej wiedzy, na pracę naukową.

Niewielu pracowników polskich uczelni ma taką szansę: jest presja na realizację wielu, wielu godzin dydaktycznych. Bo tak jest zbudowany nasz system oświaty: im więcej studentów, tym większa dotacja od państwa; a prace naukowe mogą poczekać. A gdyby tak przenieść większość wykładów do sieci? Z takiej zmiany można by uzyskać znaczące oszczędności na wynajmie i utrzymaniu sal wykładowych. Dodatkowo, prowadzenie zajęć online umożliwia zdecydowane poszerzenie liczby studentów, którzy korzystając z nauki w trybie zdalnym mogą mieszkać w mieście na drugim końcu Polski lub nawet w innej części świata.

Żłobki i przedszkola: telekonferencje nie pomogą

Psycholodzy ostrzegają: długotrwałe siedzenie w domach, bez kontaktu z innymi dziećmi, konieczność długotrwałych samotnych zabaw (pracujący rodzice, niewiele osób ma możliwość siedzenia dwóch miesięcy na zasiłku opiekuńczym bez zagrożenia utraty pracy, szczególnie teraz, w momencie kryzysu gospodarczego spowodowanego pandemią) jest dla nich po prostu szkodliwe. Zdecydowanie bardziej niż dla dorosłych. No to w takim razie trzeba wysłać dzieci do żłobka i przedszkola - nasuwa się oczywisty wniosek. Ale tę decyzję krytykują przedszkolanki.

„Wyobrażasz sobie dwu, trzy, nawet czterolatka, który nie widzi mimiki twarzy swojej wychowawczyni, nie widzi jej uśmiechu? Wyobrażasz sobie dziecko, które trzeba przytulić, bo stłukło kolano podczas zabawy, albo po prostu tęskni za mamą i chce posiedzieć na kolanach, i my musimy tego odmówić? Jak takie zachowanie wpływa na psychikę małego dziecka” - tłumaczy mi znajoma, pracująca w jednym z krakowskich przedszkoli. Inna dopowiada „Wolę, żeby moje dziecko siedziało w domu i nie miało kontaktu z innymi dziećmi, niż żeby przestrzegając zasad w przedszkolu, nie potrafiło później dotknąć, przytulić innego dziecka”.

No cóż, pomimo obaw i zrozumiałych zastrzeżeń, rodzice muszą wrócić z zasiłków do pracy, a dzieci do żłobków i przedszkoli: opieki nad najmłodszymi, po prostu nie da się wykonać, tak jak lekcji i wykładów, zdalnie: tu chodzi o zapewnienie fizycznej opieki dla dzieci. Dlatego rozwiązania, które pomagają przejść przez koronawirusa uczniom i studentom, takie jak telekonferencje, programy i aplikacje ułatwiające wymianę dokumentów i wspólną pracę po prostu nie mają żadnego znaczenia dla dzieci w wieku żłobkowo-przedszkolnym. Jak więc nowe technologie i innowacyjne pomysły startupów mogą pomóc najmłodszym i ich wychowawcom? Tutaj chodzi głównie o skuteczne rozwiązania z branży medycznej: szybka dezynfekcja i tanie testy na obecność wirusa.

Szybka dezynfekcja

Dobrze znanym i tanim rozwiązaniem, które pomoże w zwalczaniu koronawirusa w placówkach oświaty, są maty dezynfekujące. Dzieci z łatwością mogą wnieść na butach zarazki, ale dzięki macie nie dostaną się one do środka placówki. Innym pomysłem są całe kabiny dezynfekujące - w nich dezynfekowane są nie tylko buty, ale całe ubranie. Z takich rozwiązań korzystają w Polsce od ponad miesiąca szpitale, na przykład dostarczonych przez Toyotę komór dekontaminacyjnych w ramach akcji #jedziemyzpomocą dwudziestu jednostek Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Wielokrotne użycie maseczek prościej i pewniej

We wprowadzeniu tego rozwiązania w życie może pomóc szybka dezynfekcja maseczek, rękawiczek, przyłbic. Na przykład “RefresherBoxx” - jeden ze zwycięzców organizowanego przez Komisję Europejską pod koniec kwietnia Hackathonu EUvsVirus. Przyrząd wyposażony jest w promienie UVC i ozon.

Biorąc za przykład przedszkole, pani przedszkolanka po skończonym dniu zajęć zbiera wszystkie maseczki od dzieci i wkłada je do szafki, w której znajduje się urządzenie dezynfekujące. Na następny dzień przedszkolanki otrzymują prawidłowo zdezynfekowane maski, wolne od koronawirusa, bakterii i grzybów. A gdyby tak wszystkie dzieci miały na twarzach maseczki? Nie miałyby wtedy możliwości dotykania twarzy potencjalnie przenoszącymi koronawirusa palcami. W pomieszczeniach maseczki na niewiele się zdadzą, ale na świeżym powietrzu, na placu zabaw mocno minimalizowały ryzyko zakażenia, pomimo wspólnych, „kontaktowych” zabaw. W końcu mogłyby się razem bawić, nie zachowywać 2 metrów odstępu.

Ciuciubabka, berek, złodzieje i policjanci, zabawa w piaskownicy - wszystkie te zabawy mogłyby być dostępne, gdy dzieci miały na twarzach maseczki, a przedszkola możliwości szybciej, skutecznej ich dezynfekcji, takiej jak np. RefresherBoxx.

Szybkie testy - święty Graal czasów pandemii

Jak przewidują wirusolodzy, w Polsce z koronawirusem będziemy walczyć jeszcze wiele miesięcy, może nawet do czasu wynalezienia szczepionki. A przecież żłobki i przedszkola to niestety tradycyjnie główne ogniska chorobowe, a to ze względu na nie wypracowaną jeszcze odporność małych organizmów. Dość powiedzieć, że do czasu, gdy nie wysłałeś swojego dziecka do jednej z tych placówek, nie wiedziałeś, że szkarlatyna nie dokonała żywota w XIX wieku, a owsiki i wszy to problem dzieci w krajach wysokorozwiniętych. Dlatego placówki te są obok szpitali najbardziej narażone na przenoszenie COVID-19.

Najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji wydają się szybkie testy na koronawirusa, tak aby placówka nie musiała być zamykana na kilka kolejnych dni, zaburzając spokój dzieci i pracę rodziców. Jeżeli udałoby się znacząco obniżyć również ceny testów, to moglibyśmy dojść do sytuacji, w której każdego dnia rano, przed przyjęciem do placówki, wszystkie dzieci są testowane pod kątem koronawirusa. Takie rozwiązanie byłoby całkowitą rewolucją: dzieci mogłyby się swobodnie bawić, nie musiałyby zachowywać dystansu, a przedszkolanki nosić maseczek. Jednym z takich testów może okazać się produkt polskiego startupu Genomtec (o tym nagrodzonym licznymi nagrodami rozwiązaniu pisaliśmy tutaj). Inne, które obiecują, że dzięki zastosowanym technologiom będą miały niską cenę to np. również polski startup SensDx czy zagraniczne Instant SARS-CoV-2 breathalyzer, SERS4SARS oraz POCOVIDSCREEN-AI.

Dziecko w wieku żłobkowo-przedszkolnym przeziębione jest przynajmniej kilka dni w miesiącu: katar, kaszel - to wszystko objawy z podejrzeniem o COVID-19. Do tej pory takie objawy nie były niepokojące i dzieci mogły uczęszczać do placówki oświatowej. Teraz będzie inaczej - jak możemy przeczytać w regulaminach wysyłanych rodzicom „dzieci z katarem, kaszlem nie mogą zgłaszać się do placówki”.

Jeżeli nie wprowadzimy nowych rozwiązań pozwalających na szybkie uzyskanie informacji czy mamy do czynienia z katarem siennym, przeziębieniem czy właśnie koronawirusem, czekają nas tysiące regularnie zamykanych przedszkoli. A takie działanie wyłącza rodziców z wykonywania obowiązków zawodowych i rodzi zagrożenie utraty pracy, nie wspominając już o wpływie na psychikę dzieci, życiu w poczuciu ciągłego zagrożenia, nieufności do kolegów i koleżanek, obawy przed dotykiem, wspólną zabawą. Błyskawiczne testy mają oczywiście szersze zastosowanie: można je zastosować w każdym zakładzie pracy, z ogromną korzyścią dla gospodarki.

Chiny, czyli codzienność po pandemii

Na koniec jeszcze popatrzmy na Chiny - kraj, który praktycznie pożegnał się już z koronawirusem (a przynajmniej jego pierwszą falą). Jakie rozwiązania, pomimo wygaśnięcia pandemii, nadal obowiązują w placówkach oświaty? Uczniowie nie muszą nosić masek, ale muszą zachowywać odstęp (np. wyznaczone linie rozdzielające przed drzwiami do klasy). Każdy uczeń przed wejściem do szkoły ma mierzoną temperaturę i dezynfekowane dłonie. W stołówkach zainstalowano na stołach ścianki z pleksi. Dzieci i ich rodzice również starają się pomóc: dzieci w jednej ze szkół Hangzhou noszą na głowach “czapki-dżetki” - nakrycia głowy imitujące samoloty z popularnej bajki “Super Wings”, których skrzydła mają metr długości. Czyli obowiązkową odległość, jaką muszą zachować dzieci w placówkach oświaty.