Większość z nas kojarzy szkolenia BHP z nudnymi wykładami o trzymaniu się poręczy na schodach czy zakazie biegania po korytarzu. Jednak dla Roberta Tracza, foundera startupu AI-HSEQ, bezpieczeństwo pracy to kwestia o wiele głębsza, dotykająca granicy życia i śmierci.
W kolejnym odcinku naszego podcastowego cyklu „Sprawdzam!”, Robert Tracz opowiedział nam o swojej drodze z platformy wiertniczej do świata sztucznej inteligencji oraz o tym, dlaczego tradycyjne systemy zarządzania bezpieczeństwem często zawodzą tam, gdzie ryzyko jest największe.
Od wypadku na platformie do innowacji
Początek misji Roberta Tracza sięga 2012 roku i dramatycznego wydarzenia na platformie wiertniczej, kiedy to jego kolega uległ ciężkiemu wypadkowi. To właśnie to doświadczenie stało się impulsem do głębszej edukacji w zakresie bezpieczeństwa. Jak wspomina sam Tracz: „mój kolega doznał wypadku – spadł z kilku ładnych metrów na dno zbiornika. Ja byłem tą osobą, która udzieliła mu pierwszej pomocy, wezwała helikopter… to wzbudziło we mnie pewne przemyślenia i zdecydowałem, że będę się dalej edukował w tym kierunku (bezpieczeństwa – dop. red.)”.
Lata pracy w międzynarodowych projektach doprowadziły go do gorzkiego wniosku: mimo wprowadzania systemów ISO czy metodologii lean, globalna liczba wypadków śmiertelnych i ciężkich nie spada w takim tempie, jak liczba drobnych incydentów. Tracz zauważył, że przyczyny tragedii są inne niż lekkich urazów, a kluczem do ich uniknięcia jest analiza tzw. predyktorów – sytuacji, które o mały włos nie zakończyły się tragicznie.
Sztuczna inteligencja zamiast „słupków”
Głównym problemem współczesnego BHP jest ogrom danych. W dużych projektach offshore liczba raportów o niebezpiecznych zdarzeniach może sięgać nawet 170 tysięcy rocznie. Człowiek nie jest w stanie rzetelnie przeanalizować takiej masy tekstu, dlatego często opiera się tylko na statystykach, które nie oddają realnego ryzyka.
Startup AI-HSEQ wykorzystuje modele NLP (przetwarzania języka naturalnego) do jakościowej analizy raportów. System odsiewa nieistotne informacje, skupiając się na zdarzeniach z potencjałem śmiertelnym, generuje rekomendacje i predykcyjne wskaźniki KPI. Wyniki są imponujące: w testach wewnętrznych system poprawnie zidentyfikował ryzyko w 97% przypadków, podczas gdy eksperci-ludzie osiągnęli wynik 75%.
Robert Tracz podkreśla, że w dzisiejszym świecie pośpiech jest wrogiem bezpieczeństwa: „żyjemy teraz w czasach, w których ludzie po prostu nie mają na to czasu, bo są za bardzo zabiegani i zapracowani (…). Niestety w bezpieczeństwie jak robimy coś szybko, to z reguły kończy się to na tym, że te działania są albo nieefektywne, nie trafiają w rzeczywiste problemy organizacji”.
Kultura troski, czyli kask nie tylko dla szefa
W rozmowie poruszono również niezwykle ważny wątek kultury bezpieczeństwa. W Polsce raportowanie zagrożeń wciąż bywa postrzegane jako „kablowanie”, a nie wyraz troski o kolegów. Tracz argumentuje, że kluczem jest dwukierunkowa komunikacja i budowanie zaufania między menedżerem a pracownikiem. Prawdziwym sukcesem dla startupu nie są tylko cyfry w Excelu, ale zmiana mentalności. Tracz obrazowo tłumaczy, na czym polega wysoka kultura bezpieczeństwa: „to jest sytuacja, w której kiedy mnie tam nie ma na miejscu pracy (…), oni noszą kaski i stosują się do wszystkiego, na co żeśmy się wszyscy razem zgodzili (…), a nie tylko wtedy, kiedy ja tam jestem”.
Misja: bezpieczny powrót do domu
Nazwa startupu, choć dla niektórych trudna do wymówienia (AI-HSEQ), precyzyjnie definiuje obszar działania: połączenie sztucznej inteligencji ze zdrowiem (Health), bezpieczeństwem (Safety), środowiskiem (Environment) i jakością (Quality). Celem nadrzędnym pozostaje jednak wizja miejsca pracy, z którego każdy pracownik zawsze wraca bezpiecznie do swojej rodziny.
Chcesz dowiedzieć się więcej o tym, jak AI może ratować życie w fabrykach i na placach budowy?
Zachęcamy do odsłuchania pełnej rozmowy z Robertem Traczem w serwisach: