Dawid Pałka bierze się do roboty
Najpłodniejszy twórca polskiego LinkedIna i człowiek z najoryginalniejszym hobby (przypominamy: seryjne zakładanie biznesów) po raz kolejny zaskoczył wszystkich. Ale tym razem nie chodzi o kolejne zawodowe perypetie Dawida i jego rozważania.
W swoim najnowszym wpisie Dawid Pałka napisał:
„Dość.
Za dużo już swoich myśli przelałem na klawiaturę, a następnie na LinkedIna. Pogubiłem się już w tym, ile spółek prowadzę, ile cygar wypalam i ile spółek prowadzę. Po prostu za dużo tego, Postanawiam, jak na kontrarianina i anarchistę przystało, który chodzenia pod prąd uczył się na wspólnej sesji golfa z Peterem Thielem, postanawiam zrobić coś przełomowego.
Biorę papiery do teczki i kanapkę do siatki, a następnie idę – NIE NIE NIE, SZYDERCY, NIE DO BANKU – do pracy. Będę pracował na rzecz rozwoju Polski, bo Polska jest najważniejsza. Będę pracował przy budowie Krakowskiego Szybkiego Tramwaju. Kocham Polskę i szybkość.”
Zamiast głębokich myśli, głębokie wykopy. Szanujemy.
Julia Wojtkowiak z Nie-Szkoły mówi szkole „tak”
„Nie dam się zaszufladkować” – dobitnie stwierdziła Julia Wojtkowiak w rozmowie z naszą redakcyjną koleżanką. I rzeczywiście! W ekosystemie zbudowanym na niespełnionych obietnicach, wielkich słowach oraz oszałamiających obietnicach, Julia Wojtkowiak jest wyjątkiem od reguły. Rzeczywiście, nie dała się zaszufladkować. Oto w swoim linkedinowym wpisie donosi, że robi sobie wagary od Nie-Szkoły i idzie do szkoły.
Tak, szkoły.
„Rozwój Nie-Szkoły kosztował mnie wiele wysiłku. Tak-Wysiłku.
Praca po 17,5 godziny
na dobę. Ani chwili
przerwy. Bez czasu na drugie śniadanie.
Dlatego postanowiłam zrobić
sobie przerwę i pójść do szkoły, gdzie
przerwy są obowiązkowe.
I jest nawet przerwa
śniadaniowa.
Tak-śniadaniowa!”
Trzymamy kciuki za nowy etap w życiu Julii i czekamy na posta ze szkolnym świadectwem!
Borys Musielak zaczyna kłaniać się startupom
Nadwiślański enfant terrible zdecydował się swego czasu na szokujące stwierdzenie: że on już nie będzie odpisywał na maile ludzi, którzy zaczynają korespondencję od staropolskiego „dzień dobry”.
Świat się zatrzymał. Zatrzymały się też setki tysięcy młodych dłoni, piszących właśnie maila do Borysa Musielaka. A następnie w te pędy owe dłonie poczęły kasować swoje grzecznościowe powitanie, zastępując je luzackim:
„Elo!”, „Siemka!”, „Kopsnij szluga, Borys”, czy też „What’s up, Bor?”
Najnowsze wieści w tej dramie z pogranicza kultury, socjologii oraz interpersonalnej komunikacji są następujące: Borys jednak poluzował swoją restrykcyjną politykę kontaktową.
„Dzień dobry wszystkim!” – zaczął swojego posta inwestor i anioł biznesu, a także fan koszykówki. „Jako osoba od zawsze działającą na rzecz równości, postanowiłem nie czynić nierówności. Wiem, że bycie spójnym i konsekwentnym jest w tym niespójnym i niekonsekwentnym szalenie istotne. Dlatego od dziś znów czytam maile, które rozpoczynają się od 'dzień dobry'” – wyjaśnia założyciel SMOK Ventures. I dodaje:
„Do widzenia!”
Jarosław Sroka daje z siebie wszystko
Jarosława Srokę znamy wszyscy. Gdyż on bywa wszędzie. Startupowy event uda się tylko wtedy, gdy jest na nim Jarosław Sroka. Człowiek z ogromnym doświadczeniem i jeszcze ogromniejszym sercem. Jako doświadczony ekspert z niekwestionowaną gospodarczą wiedzą, Jarosław Sroka już nic nie musi robić w swoim życiu. A jednak robi.
Robi dla startupów. Dla was, dla nas robi: prowadzi eventy. Zaprasza founderki i founderów na scenę, pokazuje ich światu, pomaga skrócić dystans od garażu do sławy. Każdy, kto miał przyjemność poznać pana Jarosława ten wie, jak wiele jest w nim szczerej życzliwości i bezinteresowności.
Jarosław Sroka jest tak zaangażowany w rozwój ekosystemu, że jest gotów wyjść z siebie. I stanąć obok. Dosłownie.
Właśnie dotarła do nas wiadomość, że Jarosław Sroka zrobi panel discussion, w którym hostem będzie Jarosław Sroka, key speakerem będzie Jarosław Sroka, ekspertem Jarosław Sroka, a gościem specjalnym Jarosław Sroka.
Cały ten nieludzki trud po to, aby lżej było Wam. W końcu, dzięki takiemu panel discussion dowiecie się o wiele, wiele więcej niż podczas zwykłej rozmowy.
Ręce same składają się do oklasków, a nogi same prostują się do standing ovation. Brawo, panie Jarosławie!
Maciej Polak już nic nie musi
Legenda startupowego ekosystemu. Któż z nas nie wstrzymuje oddechu przy lekturze jego postów oraz biuletynów, publikowanych z korporacyjną regularnością? Właśnie. Posty Polaka Macieja są jak wzorzec z Sèvres do kwadratu. Nikt na świecie nie potrafi nasycić posta czy tekstu taką liczbą informacji o startupach.
Przykładowo, jeśli post liczył 1756 znaków, to 1810 znaków u Macieja w takim poście dotyczy właśnie founderów. Maciej udowadniał, że nie ma na niego mocnych i każdy temat można napisać z perspektywy startupów czy funduszy inwestycyjnych. Maciej, nawet jak szedł na rower, to czuł, że pedałuje startupem, czuł przy wzniesieniach trudności spółek, a na zjazdach czuł się jak founder po zyskaniu milionowej inwestycji.
Inwestycji, oczywiście od funduszu finansowanego przez PFR Ventures.
Ale tak było. Teraz Maciej Polak odkrył nowy świat: świat, gdzie rower jest rowerem (a nie narzędziem do networkingu), orzeł orłem (a nie polskim ciosem w ChatGPT), a Warszawa stolicą Polski (a nie polską Doliną Krzemową).
Cóż, nasz polski LinkedIn zubożał. Ale wewnętrzny świat Macieja na pewno się wzbogaci.
Dr Maciej Kawecki mówi, jak jest
Gdzie byłaby polska nauka bez dr. Macieja Kaweckiego? Często dostajemy od Was listy i SMSy z takim pytaniem. Za każdym razem wpadamy w zadumę i melancholijnie kiwamy głowami. To prawda, gdzie by była nauka, gdyby dr Maciej Kawecki nie odkrył przed nami tych wszystkich „genialnych”, „jedynych”, „najlepszych na świecie” polskich naukowców, których udało mu się wypatrzyć i opisać.
Teraz przyjdzie nam się zmierzyć z takim stanem rzeczy, gdyż dotarła do nas właśnie depesza z centrali dr. Macieja Kaweckiego:
„Nigdy nie było łatwiej nas okłamać. Nigdy. Uważam, że jedynym co możemy zrobić to przestać wierzyć randomowym treściom w 100 %. Po prostu.
Dlatego muszę zrobić to, co robię. Po prostu.
W San Francisco, pijąc kawę i patrząc na ulicę, poznałem najgenialniejszego, wybitnego, wręcz nie mieszczącego się w ludzkiej skali człowieka. Niby zwykły człowiek, bo nie skończył Politechniki Wrocławskiej, stopnia naukowego nie ma, a mimo to ujął mnie. Właśnie tak. Ujął.
On powiedział: 'nie ufaj nikomu, sprawdzaj każdego’. I pobiegł dalej. Tak przed siebie.
Postanawiam, że dość już mówiłem o tym, jak będzie. O tym, jaką rewolucję zrobią wszyscy ci naukowcy, wynalazcy, innowatorzy dla przyszłości. Przyszłość dostała ode mnie już za wiele. Zdecydowanie.
Dlatego od dziś skupiam się na teraźniejszości. Chcę Wam mówić o tym, jak jest. Tu i teraz. Zostaję fact checkerem.
To o tyle zrozumiała decyzja, że w swych wędrówkach i odkryciach nie natrafiłem jeszcze na polskiego genialnego, wybitnego, niezrównanego, wyjątkowego fact checkera. Cóż, to przestrzeń dla mnie. Przyroda nie znosi próżni.
Dlatego od teraz moje przestrzenie na platformach społecznościowych zapełniać będę treściami, które weryfikować będą rzeczywistość. Chcę być dla Was krynicą czystej, sycącej, może i orzeźwiającej wiedzy. Na pierwszy ogień idzie temat: OZE, a może SROZE? Jak jest naprawdę?
Tak. Naprawdę.”
Panie dr. Macieju Kawecki – powodzenia!
Jarosław Królewski: „polskie Rady to za mało!”
Trzymajcie się foteli, najlepiej tych żelaznych, bo w tym tygodniu w #OHO! nic nie jest stałe! Po Radzie Biznesu u Nawrockiego i Radzie Przyszłości u Tuska, Jarosław Królewski stwierdził, że polskie podwórko to za mało na jego moce obliczeniowe.
Jarosław Królewski DOŁĄCZA DO MAŁEJ RADY W KRÓLEWSKIEJ PRZYSTANI! Właśnie odebrał nominację od samego Namiestnika. Wjeżdża do Westeros na pełnej… mocy.
Mówi nam w wywiadzie: „Nie interesuje mnie, kto zasiądzie na Żelaznym Tronie. Interesuje mnie, czy ten tron ma wbudowane API”.
Dziś doradzasz premierowi, jutro prezydentowi, a w środę ogłaszasz, że dołączasz do kolejnej Małej (choć może Wielkiej) Radzie w Westeros. Kłaniamy się Jarosławowi i życzymy masę sukcesów!
Bo zmiana, proszę Państwa, to jedyna stała!
Droga czytelniczko, drogi czytelniku. Na pewno o tym wiesz i jest nam nieco niezręcznie to pisać, ale mimo wszystko: napiszemy. Rubryka „#OHO!” jest rubryką satyryczną oraz ironiczną, której celem jest pokazanie w krzywym zwierciadle internetowej twórczości, na jaką nasza redakcja natknęła się w mijającym tygodniu. Do wszystkich postaci przywołanych w „#OHO!” odnosimy się z wielką sympatią i odnosimy się tutaj do ich wpisów, a nie do nich samych.