Co było najpierw: sport czy biznes?
U mnie to nigdy nie były dwa oddzielne światy. Biznes daje presję, tempo, decyzje, które mają realne konsekwencje – dla klientów, zespołu, cash flow. Sport jest miejscem, gdzie to wszystko „resetuję”. Po dniu pełnym operacyjnych tematów wychodzę na trening i nagle wszystko się układa. Problemy, które wydawały się duże, przestają takie być. Dlatego nie potrafię powiedzieć, co było pierwsze. Jedno bez drugiego po prostu nie działa na tym poziomie.
Sport to dla Ciebie sposób budowania odporności i dyscypliny. Czy naprawdę prowadzenie firmy wymaga treningów rodem z Ironmana, aby się na te rynkowe wyzwania przygotować?
Nie chodzi o sam Ironman, tylko o podejście. W obu przypadkach masz bardzo podobny mechanizm: jeśli stoisz w miejscu, to tak naprawdę się cofasz. W biznesie szczególnie dobrze widać to na przykładzie firm działających międzynarodowo. Rynek się zmienia, regulacje się zmieniają, koszty rosną – jeśli nie rozwijasz modelu, przegrywasz. Sport uczy jednego: progres nie jest wygodny. Żeby wejść na wyższy poziom, musisz wyjść ze strefy komfortu. Dokładnie to samo robisz, skalując biznes.
Motto, które Cię napędza?
To nie jest jedno zdanie, tylko jeden kierunek: rozwój. Ale rozumiany bardzo operacyjnie. Lepszy proces zwrotów. Lepsza jakość obsługi. Szybszy czas procesowania.
W naszej branży każdy dzień to szukanie poprawy o kilka procent. Rozwój nie musi być spektakularny. Ale musi być ciągły, bo jeśli Ty nie rośniesz – konkurencja właśnie to robi.
Co jest najbardziej męczące w zarządzaniu?
Najbardziej męcząca jest kumulacja wszystkich aspektów. Jednego dnia masz temat klienta, który traci pieniądze przez zwroty. Drugiego – operację, która się opóźnia. Trzeciego – decyzje finansowe, które wpływają na cały zespół. To nie jest jeden problem. To ciągłe przełączanie się między odpowiedzialnościami. Ale warto dodać, że z czasem przestajesz to traktować jako „męczące”. A po prostu jak środowisko, w którym działasz.
Jeśli tego nie akceptujesz – bardzo szybko się wypalisz.
Przekraczanie granic: tak czy nie?
Każdy founder ma inny próg ryzyka. Znam osoby, które idą all-in bez zabezpieczeń, ale to nie jest mój styl. Należę do osób, które potrzebują wiedzieć, że każde ryzyko jest „policzone”. Że nawet jeśli scenariusz pójdzie źle, mam plan działania. W sprzedaży transgranicznej widzę to codziennie. To branża, w której jeden zły ruch operacyjny może kosztować realne pieniądze. Dlatego nie chodzi o to, żeby nie przekraczać granic. Chodzi o to, żeby wiedzieć, co zrobisz po drugiej stronie, gdy już je przekroczysz.
Pamiętasz ze swojej historii jakiś kryzysowy moment, gdy to właśnie sport pomógł Ci wrócić na właściwe tory?
Nie mam jednego „hero momentu”, ale mam konkretne doświadczenia, które zmieniają perspektywę. Przykładem jest wyprawa na Denali. Dwa tygodnie bez internetu, bez bieżących problemów. I nagle okazuje się, że 80% rzeczy, którymi żyjesz na co dzień, nie ma znaczenia. Wracasz i podejmujesz decyzje – o dziwo, robisz to szybciej. Dlatego myślę, że można powiedzieć, że sport nie tyle wyciąga mnie z kryzysów, co sprawia, że rzadziej do nich u mnie dochodzi.
Jak łączysz trening z prowadzeniem firmy?
Nie liczę na motywację, a buduję system. Mam trenera, który wyznacza mi konkretną godzinę ćwiczeń, melduję się więc na treningu. Z kolei, jeśli zapiszę się na zawody, to oznacza to automatycznie deadline, od którego już nie ma odwrotu.
To działa dokładnie jak w biznesie. Jeśli coś jest „opcjonalne”, to prędzej czy później wypadnie z kalendarza. Jeśli jest zobowiązaniem – zaczynasz organizować wszystko wokół tego.
To na koniec, jeszcze słówko o regeneracji po wysiłku.
Najprostsze rzeczy, które są jednocześnie najtrudniejsze do utrzymania: sen i odpoczynek.
Krótka drzemka w ciągu dnia potrafi zrobić ogromną różnicę. Tak samo regularny, jakościowy sen. I tu nie ma żadnej filozofii – to fundament. Z mojej perspektywy to też obszar, który najłatwiej zaniedbać. A jednocześnie pierwszy, który odbija się na decyzjach i jakości pracy.
Uprawiasz sport? Podziel się z nami swoją pasją. Napisz do nas, a z chęcią przybliżymy Cię w naszym sportowym cyklu #wRuchu.
Czytaj także:
- Dzięki rowerowi, proces doskonalenia i nauki nigdy się nie kończy – Magdalena Janczewska (Science4Beauty)
- Klienta poznałem na szosowej ustawce – Paweł Sieczkowski (Frontline Biosciences) opowiada o kolarstwie #wRuchu
- Gdy doświadczysz latania, trudno wytrzymać na ziemi – Andrzej Przesmycki (CEO PM – Inwestor Zastępczy) #wRuchu
- Dać nura poza swoją strefę komfortu – Maciej Biegański (CEO ForActive) #wRuchu
- Trenuje na nizinach, biega po górach, a energię czerpie ze słońca – Marcin Dolata (Easy Solar) #wRuchu
- Bez komunikacji nie ma dobrej akcji: o polo mówi Magdalena Olczak-Nowicka (Digital Ocean Ventures) #wRuchu
- Strzelectwo jak biznes, na sukces składają się pomniejsze cele – Jarosław Kaczmarczyk (ZeroQs CEO) #wRuchu
- Trening to dla mnie samotnia – Karol Matczak (WUTIF VC) #wRuchu