Podczas wtorkowego wystąpienia na konferencji zorganizowanej przez Commonwealth Bank of Australia (CBA) w Sydney, Sam Altman podzielił się niezwykle szczerym podsumowaniem ostatnich lat rozwoju sztucznej inteligencji. W rozmowie z dyrektorem generalnym CBA, Mattem Comynem, lider technologicznego giganta przyznał, że choć jego zespół precyzyjnie przewidział tempo rozwoju samych modeli AI, to radykalnie pomylił się w ocenie ich bezpośredniego wpływu na dynamikę zatrudnienia.
– Cieszę się, że się pomyliłem. Myślałem, że do tej pory zaobserwujemy znacznie większy wpływ sztucznej inteligencji na eliminację stanowisk dla początkujących pracowników biurowych (ang. entry-level white-collar jobs), niż miało to miejsce w rzeczywistości – wyznał Altman, cytowany przez agencję Reuters.
Miliarder odniósł się także do zarzutów o wcześniejsze podycanie strachu, zauważając, że jako lider rewolucji miał obowiązek ostrzegać przed realnymi ryzykami, nawet jeśli dziś uważa swoje ówczesne intuicje za „nietrafione”.
Czynnik ludzki nie do zastąpienia
Współczesna perspektywa Altmana opiera się na prostym, lecz kluczowym wniosku: sztuczna inteligencja staje się doskonałym narzędziem, ale nie kompletnym substytutem człowieka. Choć algorytmy przejmują coraz więcej zadań w korporacjach i instytucjach finansowych, „ludzki komponent” pracy okazuje się dla pracodawców i klientów wartością fundamentalną.
To dość znacząca zmiana altmanowskiej narracji w momencie, gdy globalne korporacje, takie jak Amazon, HSBC, Standard Chartered czy sam goszczący Sama Commonwealth Bank of Australia, otwarcie wdrażają automatyzację opartą na AI w strukturach operacyjnych. Zamiast jednak masowo zwalniać, rynek uczy się nowego podziału obowiązków.
Dwa obozy
Choć ton wypowiedzi szefa OpenAI jest uspokajający, w świecie nauki i biznesu wciąż ścierają się skrajne opinie. Analizując obecny krajobraz opinii eksperckich, można wyraźnie wyodrębnić dwa główne nurty. Zanurzmy się w oba.
Sceptycyzm i technologia na sterydach, czyli nurt umiarkowanego optymizmu
Wielu ekspertów podziela zdanie, że sztuczna inteligencja nie eliminuje zawodów, lecz drastycznie je transformuje, zwiększając produktywność. Doskonałym przykładem jest rynek programistyczny, który miał ucierpieć jako jeden z pierwszych. Oren Etzioni, emerytowany profesor informatyki na University of Washington oraz założyciel Allen Institute for Artificial Intelligence (Ai2), wskazuje w analizach dla Harvard Business School, że rozwój narzędzi takich jak asystenci kodu nie eliminuje programistów: „kodowanie nie zniknie, ale dostanie sterydów. Nawet najlepsza sztuczna inteligencja nie jest w stanie samodzielnie wygenerować złożonych, w pełni oryginalnych programów”.
Podobne zjawisko widać w sektorach kreatywnych (copywriting, design), gdzie AI stała się codziennym narzędziem pracy wspierającym, a nie zastępującym ludzką pomysłowość.
Przestrogi przed „szokiem na rynku pracy”, czyli ten drugi, bardziej pesymistyczny nurt
Z drugiej strony barykady stoją eksperci, którzy ostrzegają, że obecne spowolnienie zwolnień to jedynie cisza przed burzą, wynikająca z czasu, jakiego firmy potrzebują na pełne wdrożenie nowych technologii. Do grona największych krytyków nadmiernego optymizmu należy prof. Geoffrey Hinton, nazywany „ojcem chrzestnym AI”. W swoich niedawnych wystąpieniach Hinton ostrzegał, że skokowe przyrosty możliwości modeli AI w 2026 roku (m.in. zdolność do autonomicznego zarządzania całymi projektami inżynieryjnymi, a nie tylko wykonywania pojedynczych zadań) mogą przynieść bolesny wstrząs. Według jeszcze czarniejszych scenariuszy powielanych przez analityków rynkowych, do końca dekady generatywna sztuczna inteligencja w taki czy inny sposób wpłynie lub zredukuje ekwiwalent milionów etatów na świecie, jeśli tempo adaptacji gwałtownie przyspieszy.
Pamiętajmy: OpenAI u progu giełdy
Ewolucja narracji Sama Altmana z „ostrzegania przed zagrożeniem egzystencjalnym” w stronę „stabilnego, dojrzałego partnerstwa człowieka z AI” ma również bardzo pragmatyczny wymiar biznesowy. Zaledwie kilka dni temu media obiegła informacja, że OpenAI przygotowuje się do poufnego złożenia wniosku o pierwszą ofertę publiczną (IPO) w Stanach Zjednoczonych. Szacuje się, że firma celuje w astronomiczną wycenę na poziomie biliona dolarów, planując pozyskanie co najmniej 60 miliardów dolarów kapitału.
Wchodząc na giełdę, OpenAI musi pozycjonować się jako silnik globalnego wzrostu gospodarczego, a nie jako niszczyciel stabilności społecznej. Inwestorzy z Wall Street znacznie chętniej lokują kapitał w technologiach, które maksymalizują zyski przedsiębiorstw poprzez zwiększanie efektywności pracowników, niż w rozwiązaniach generujących masowe bezrobocie i niepokoje społeczne.