Motywacyjnie
Mamy do Was pytanie: jakie zdanie słyszycie przez całe życie? Zrobiliśmy sondę w redakcji i wyszło nam, że niektórzy z nas słyszą „co z tą Polską?”, inni dostają pytanie, czemu MamStartup nie można kupić w osiedlowym dyskoncie, a jeden nasz stażysta regularnie jest zaczepiany tekstem „za kim jesteś?”
Olga Kozierowska, CEO & Founder Sukces Pisany Szminką, słyszy, że „da radę”. I nie jest z tego powodu najwyraźniej zadowolona, pisząc naprawdę długiego posta. Zastanawialiśmy się więc, czy gorzej by było, gdyby pani Kozierowska słyszała „Nie dasz rady”. Czy to by ją bardziej motywowało? Bardziej inspirowało? Bardziej zadowolało?
Być może, gdyby CEO & Founder Sukces Pisany Szminką słyszała, że nie da rady, to by się tyle nie złościła. Nie miałaby w sobie tyle irytacji, której sama nie rozumie. Może by się lepiej wysypiała. Nie wiadomo.
Pani Olga, jak przystało na osobę publiczną przystało, nie zatrzymuje się na osobistej opinii. Formułuje, jak to jest w modzie, eksperckie opinie, posuwając się do socjologiczno-psychologicznych diagnoz. Twierdzi, że „całe pokolenia kobiet wychowano do bycia niezastąpionymi”. Rzecz jasna, w domyśle to mężczyźni tak te kobiety wychowali, bo przecież nie kobiety. To byłoby nielogiczne. Kobieta wychowana do tego, by być niezastąpioną, raczej nikogo nie wychowuje, tylko wszystko robi sama.
A czemu ci mężczyźni tak wciąż i wciąż mówią do Kozierowskiej Olgi i innych kobiet, że dadzą one radę? Tu znów p. Olga sufluje merytoryczną odpowiedź: „bo to wygodne”. W pracy, w domu, pewnie wszędzie, bo życie kobiety to praca i dom, dom i praca. To doprawdy porażające obserwacje. Mocne i trafiające w samo sedno. W sam splot słoneczny.
Ostatkiem sił zapewne, pisze pani Olga tego posta. Doceńmy to, że miast odpocząć i zaznać świętego spokoju – bo, jak przekonuje Kozierowska Olga, kobiety marzą tylko o świętym spokoju – to pisze ona posta. Dyskusję wzbudza. Komentarze zbiera. Angażuje. Inspiruje.
No po prostu – Olga Kozierowska daje radę.
Edukacyjnie
Mamy do Was pytanie: za co najbardziej kochacie Polskę? No, ale czemu się dziwicie? Skąd ten wyraz zaskoczenia na Waszych twarzach? Przecież to oczywiste, że każdego dnia trzeba się zastanowić, za co kochamy Polskę. Aby było Wam łatwiej, zrobiliśmy sondę w redakcji i wyszło nam, że kochamy Polskę za to, że w dyskoncie spożywczym można kupić sobie pismo o startupach. To jest piękne. Kochamy też Polskę za to, że Polki i Polacy mają dystans do siebie, nigdy się nie obrażają i znają się na żartach. Jedna ze stażystek dodała też, że kocha Polskę za paprykarza szczecińskiego.
Ale to za mało, przekonuje nas okazjonalny duet patriotyczny, dr Michał Wrzosek i Łukasz Jurkowski. Jako że dr Wrzosek dał się nam ostatnio poznać jako ekspert od spędzania czasu z „osobą, która wazy ponad 230 kg”, to wydawało się nam, że grafik ma już zapełniony. Zdaje się jednak, że energia rozpiera Wrzoska Michała i buty naczelnego dietetyka Polski są już dla niego za małe. Dlatego wskoczył w rolę historyka-patrioty i wraz z kolegą „Jurasem” przypominają nam, że:
- Polka zdobyła dwa Noble
- Polak ruszył ziemię (pisownia dosłowna – tak, tak, ruszył ziemię)
- mieliśmy drugą konstytucję na świecie
oraz że
- Polacy przetrwali więcej niż większość Europy
co jest po prostu faktycznym faktem z faktografii duetu Wrzosek & Jurkowski.
Polska wstała z kolan, mówią uśmiechnięci panowie w podkoszulkach, Polska została odbudowana niemal od zera, mówią panowie w czarnych spodniach. Dowodem na to kariera Roberta Lewandowskiego, rzecz jasna.
I coś tam jeszcze jest o chlebie z piekarni i o mentalności, i o tym, żeby doceniać kraj, w którym żyjemy, i jeszcze w ogóle dużo się tam dzieje. A że jest to po prostu wszystko takie piękne, takie no po prostu polskie i piękne, to na pytanie: „za co najbardziej kochamy Polskę?”, odpowiadamy, że za dr. Wrzoska i za Jurkowskiego.
Olśniewająco
Mamy do Was pytanie: czy jeśli się pocicie, to macie ochotę na lemoniadę? Zrobiliśmy sondę w redakcji i wyszło nam, że częściej pocimy się ze stresu, że w osiedlowym dyskoncie wykupili nam cały nakład pisma o startupów. Ale czy wtedy nachodzi nas ochota na lemoniadę? No… trudno powiedzieć.
Do pytania zainspirował nas post Łukasza Matyńskiego, co-ownera i eksperta ds. reklam. To kolejny szczęśliwy człowiek, który może czerpać życiową mądrość od przedszkolaków. Obserwujemy od dłuższego czasu ten trend i kiełkuje w nas chęć stworzenia biuletynu „Startupowe przedszkole” tudzież „Bombelki i tęczowe jednorożce”, bo w tej grupie społecznej jest chyba sporo genialnych jednostek. A przynajmniej w takim przekonaniu utwierdzają nas użytkownicy LinkedIna.
Ale do rzeczy, a raczej – do lemoniady. Oto bowiem pięcioletni chłopczyk tłumaczy Matyńskiemu Łukaszowi istotę marketingu.
„Mój zuch w trzech zdaniach pokazał czytanie rynku lepiej niż niejedna prezentacja, którą widziałem w tym roku” – pisze Matyński Łukasz, a my czujemy, że z napięcia aż zaschło nam w gardle.
A co zrobił ów zuch? No po prostu poinformował rodziców, że będzie sprzedawać lemoniadę w tym dniu, kiedy ludzie będą się najbardziej pocić. Aż się w nas zagotowało, więc wypiliśmy ze dwa dzbanki wody. Bo nasze redakcyjne dzieci poszły do pracy, mając 7 lat. A można było posłać je znacznie wcześniej! Całe dwa lata!
Gdy już przełknęliśmy naszą wychowawczą porażkę, wczytaliśmy się w dalszą analizę Łukasza Matyńskiego.
„W naszej branży mamy tendencję do komplikowania rzeczy, które są proste. Owijamy oczywistości w żargon, bo brzmi to mądrzej i łatwiej obronić budżet. A potem dziwimy się, że klient nie rozumie, za co płaci” – pisze on, a my kiwamy głową, żarliwie przytakujemy. To zresztą brzmi jak kolejne zdanie, które podpowiedział Matyńskiemu jego pięcioletni autorytet.
„Z naszego doświadczenia w Media Choice najlepsze kampanie wizerunkowe, jakie robiliśmy, zaczynały się od pytania na poziomie pięciolatka: kiedy człowiek tego naprawdę potrzebuje i co wtedy czuje?” – puentuje refleksyjnie p. Łukasz.
I wiecie, za co jeszcze kochamy Polskę? Za to, że są tu u nas najmądrzejsze, najbardziej rozwinięte, najdojrzalsze pięciolatki ever.
I ostatnie pytanie do Was: daliśmy dziś radę?
Droga czytelniczko, drogi czytelniku. Na pewno o tym wiesz i jest nam nieco niezręcznie to pisać, ale mimo wszystko: napiszemy. Rubryka „#OHO!” jest rubryką satyryczną oraz ironiczną, której celem jest pokazanie w krzywym zwierciadle internetowej twórczości, na jaką nasza redakcja natknęła się w mijającym tygodniu. Do wszystkich postaci przywołanych w „#OHO!” odnosimy się z wielką sympatią i odnosimy się tutaj do ich wpisów, a nie do nich samych.