Złota kopuła i sieć na niskiej orbicie
Rozbicie gigantycznej kwoty 6,45 miliarda dolarów na dwa mniejsze przetargi pokazuje, jak głęboko SpaceX wrosło w strategiczną infrastrukturę wojskową USA. Największa część finansowania – 4,16 miliarda dolarów – została przyznana 29 maja 2026 roku na produkcję wyspecjalizowanych satelitów w ramach programu kosmicznego wykrywania i śledzenia celów ruchomych (SB-AMTI). Projekt ten ma stać się „oczami na orbicie” dla nowej tarczy antyrakietowej i obrony powietrznej, którą administracja Donalda Trumpa ochrzciła mianem „Złotej Kopuły” (Golden Dome).
Czytaj także: Wniosek SpaceX o wejście na NASDAQ właśnie wylądował. Debiut w czerwcu?
Zaledwie kilka dni wcześniej Space Force ogłosiło mniejszy, choć równie kluczowy kontrakt wart 2,29 miliarda dolarów. W jego ramach firma z Hawthorne wybuduje system Space Data Network (SDN) Backbone – sieć komunikacyjną opartą na satelitach poruszających się po niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO). System ma wykorzystywać technologię połączeń laserowych, by zapewnić Pentagonowi bezprecedensową, bezpieczną i odporną na zakłócenia prędkość transferu danych na całym globie. Co ciekawe, SpaceX musi dostarczyć w pełni operacyjny prototyp tej infrastruktury do końca przyszłego roku.
Idealny timing na Wall Street
Decyzja Pentagonu nie zapadła w próżni. W ubiegłym tygodniu SpaceX oficjalnie złożyło dokumenty rejestracyjne do amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), szykując się do debiutu, który według analityków giełdowych nastąpi już w połowie lub pod koniec 2026 roku.
Z dokumentów tych wynika, że spółka planuje pozyskać z rynku około 30 miliardów dolarów, co przy planowanej strukturze udziałów windowałoby wycenę SpaceX do astronomicznego poziomu 1,5 biliona dolarów. Dla porównania, uczyniłoby to z firmy Muska podmiot droższy niż większość gigantów technologicznych z Doliny Krzemowej, plasując ją w absolutnym topie globalnego biznesu.
– Z perspektywy banków inwestycyjnych przygotowujących ten debiut, gwarancja stałych, wieloletnich przychodów z Pentagonu to najlepszy możliwy argument dla funduszy emerytalnych i inwestorów instytucjonalnych. SpaceX udowadnia, że nie jest już tylko kaprysem wizjonera chcącego lecieć na Marsa, ale kluczowym filarem bezpieczeństwa narodowego USA — komentuje William Gavin, analityk ds. sektora obronnego w MarketWatch.
Atut czy ukryte ryzyko?
Nowe kontrakty zbiegły się w czasie z publikacją danych finansowych w prospekcie emisyjnym SpaceX, które rzucają światło na strukturalne uzależnienie firmy od funduszy publicznych. Okazuje się, że tylko w 2025 roku aż jedna piąta (20%) wszystkich przychodów SpaceX pochodziła bezpośrednio od agencji federalnych, takich jak NASA czy Departament Obrony. Co więcej, w latach 2023–2025 firma zrealizowała dla rządu aż 218 kontraktów.
To uzależnienie od jednego, potężnego klienta to miecz obosieczny. SpaceX wprost ostrzega przed tym potencjalnych inwestorów w swoich dokumentach przed-IPO, pisząc, że: „działalność biznesowa z agencjami rządowymi może ulegać znacznym wahaniom w zależności od zmian politycznych, priorytetów administracji, regulacji prawnych, dyrektyw oraz poziomów finansowania zatwierdzanych przez Kongres”.
Dodatkowym czynnikiem ryzyka, na który zwracają uwagę audytorzy, jest charakter umów. Kontrakty na system SDN Backbone mają charakter stałocenowy (fixed-price). Oznacza to, że jeśli koszty opracowania innowacyjnych technologii laserowych przewyższą budżet, SpaceX będzie musiało pokryć stratę z własnej kieszeni, co bezpośrednio uderzy w rentowność spółki tuż po giełdowym debiucie.
Prywatna dyplomacja i miliardowe zwroty z inwestycji
W kuluarach Waszyngtonu oraz w kręgach analityków giełdowych głośno komentuje się także tło polityczne tych gigantycznych transferów pieniężnych. Elon Musk nie ukrywał swojego zaangażowania w kampanię wyborczą Donalda Trumpa, inwestując w jego reelekcję szacunkowo 300 milionów dolarów. Obecne przyznanie kontraktu, stanowiącego aż 18% całego budżetu zakupowego Dowództwa Systemów Kosmicznych (Space Systems Command), wartego 15,6 miliarda dolarów, przez wielu traktowane jest jako dowód na doskonałe relacje na linii Musk–Trump.
Z drugiej strony, obiektywni obserwatorzy rynku podkreślają, że sprowadzanie sukcesu SpaceX wyłącznie do politycznych układów jest niesprawiedliwe i mija się z faktami. Firma Muska w ciągu ostatniej dekady dokonała całkowitej monopolizacji rynku wynoszenia ładunków w kosmos, oferując ceny i niezawodność, z którymi tradycyjni gracze sektora aerospace (jak Boeing czy Lockheed Martin) po prostu nie są w stanie konkurować. Pentagon, budując tarczę w obliczu rosnących zagrożeń satelitarnych ze strony Chin czy Rosji, musiał wybrać partnera zdolnego do masowej produkcji satelitów „na już”. A w tej kategorii SpaceX, posiadające infrastrukturę Starlinka, pozostaje bezkonkurencyjne.
Przyznanie 6,45 miliarda dolarów tuż przed giełdowym debiutem to potężny wiatr w żagle SpaceX. Dla Wall Street to jasny sygnał: Pentagon ufa technologii Muska na tyle, by powierzyć jej kluczowy element obronny kraju. Jednak dla przyszłych akcjonariuszy to także lekcja ostrożności – kupując akcje kosmicznego giganta za zakładany 1,5 biliona dolarów, inwestorzy wchodzą w biznes, którego losy w 20% zależą od kaprysów polityków w Waszyngtonie i stabilności budżetowej amerykańskiego rządu.