„Polski startup potrzebuje nie tylko kapitału” – Piotr Mieczkowski

Dodane:

MamStartup logo Mam Startup

„Polski startup potrzebuje nie tylko kapitału” – Piotr Mieczkowski

Udostępnij:

Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający fundacji Digital Poland oraz wiceprzewodniczący TechPL, przedstawia swoją ocenę sytuacji Startup Poland i analizuje rolę instytucji otoczenia biznesu oraz think-tanków w kontekście efektywnego wsparcia rodzimych startupów. Czy jego apel o nową kulturę współodpowiedzialności spotka się z odzewem ekosystemu?

Otwarty apel Borysa Musielaka omawiany na łamach MamStartup.pl o potrzebie wsparcia fundacji Startup Poland może wywołać ciekawą dyskusję o kondycji polskiego ekosystemu innowacyjnego. W mojej ocenie pytanie jednak nie brzmi wyłącznie, czy uda się wesprzeć fundację i jej działania. Równie ważne bowiem jest to, czy polski ekosystem technologiczny dorósł do budowania trwałych instytucji reprezentujących jego interesy w postaci powszechnego i reprezentatywnego samorządu gospodarczego.

Czytaj także: „Pomożecie?”, czyli Startup Poland na rozdrożu

Nie da się ukryć, że przez ostatnią dekadę polski sektor startupowy i deep techowy wykonał duży skok. Przy wsparciu m. in. PFR, środków unijnych i zagranicznego kapitału powstały dziesiątki funduszy VC, tysiące nowych startupów, programy akceleracyjne, centra innowacji i pierwsze jednorożce. Doszło jednak do pewnego paradoksu: im większy staje się ekosystem, tym wcale nie łatwiej sfinansować reprezentatywne organizacje, które pracują na rzecz wszystkich jego uczestników.

Z tym problemem mierzy się nie tylko fundacja Startup Poland. Dotyczy on praktycznie każdej organizacji prawnie reprezentującej przedsiębiorców w Polsce, również technologicznych.

Czytaj także: Półrocze rekordów i megarund: PR od PFR czy polski rynek VC rzeczywiście przeżywa złoty wiek?

Zbyt wielu beneficjentów, zbyt mało współodpowiedzialnych

Prawne organizacje branżowe takie jak izby i związki organizacji pracodawców przygotowują regularnie stanowiska legislacyjne, uczestniczą w konsultacjach ustaw i rozporządzeń, budują relacje z administracją, promują polskie firmy za granicą, organizują i wspierają misje gospodarcze, tworzą raporty i analizy oraz reprezentują przedsiębiorców w Brukseli. Większość przedsiębiorców i członków ekosystemu korzysta z efektów tej pracy, nawet jeśli nigdy nie zapłaciła ani złotówki na funkcjonowanie organizacji, która ją wykonuje.

Mamy tu do czynienia z klasycznym problem dobra wspólnego. Każdy chciałby mieć silną reprezentację swojego środowiska, ale niewielu chce ponosić koszty jej utrzymania. W efekcie organizacje samorządowe funkcjonują od projektu do projektu, od grantu do grantu, od sponsora do sponsora lub przy stałych i niskich stawkach członkowskich. Trudno w takich warunkach planować wieloletnie działania, zatrudniać najlepszych ekspertów czy prowadzić konsekwentny dialog z administracją i odpowiednio rozwijać ekosystem.

Polska wciąż nie nauczyła się współpracy

Jednym z największych wyzwań polskiego środowiska, nie tylko technologicznego, pozostaje rażąco niski poziom zrzeszania się przedsiębiorców. Szacuje się, że do organizacji gospodarczych należy zaledwie około 1-2 proc. firm. To jeden z najniższych wskaźników w Europie!

Problem ma charakter kulturowy. Polski przedsiębiorca często postrzega sukces jako efekt głównie własnej pracy i jest kowalem własnego losu. Historycznie Polacy w ramach zaborów, wojen czy PRL najczęściej walczyli z systemem, kultywując przez wiele lat liberum veto i kombinowanie na boku, a sama współpraca i przykładowo spółdzielnie mogą się źle kojarzyć. Widać to też na przykładzie kuriozalnych przypadków, gdy zwycięzca konkursu dla aniołów biznesu chwalił się w serwisie LinkedIn, że nie dołożył do ekosystemu ani złotówki i jest z tego dumny. Po 30-minutowej refleksji i informacji zwrotnej – wpis szybko skasował, co akurat cieszy. Zatem, wspólne finansowanie instytucji reprezentujących całe środowisko nadal nie jest czymś naturalnym w Polsce.

Widać to również poza biznesem. Przykładowo frekwencja w głosowaniu w warszawskim budżecie obywatelskim pozostaje wręcz symboliczna, a zainteresowanie sprawami wspólnymi jest znacznie niższe niż w wielu krajach Europy Zachodniej czy państwach bałtyckich, a szczególnie skandynawskich – które są liderem współprac, cyfryzacji i siedzibą wielu jednorożców oraz inwestorów.

W efekcie, mamy coraz więcej świetnych przedsiębiorców technologicznych, ale nadal stosunkowo niewiele trwałych instytucji zdolnych reprezentować ich interesy.

Ekosystemowi nie pomaga też zbytnio państwo, które poprzez swoje instytucje pozyskuje środki unijne i publiczne, a następnie konkuruje swoimi usługami z podmiotami z rynku, przeznaczając przy tym czasami 1% budżetu instytucji na CSR czy marketing wspierając w ten sposób ekosystem. Nasze państwo historycznie nieskutecznie tworzyło też własne urzędnicze struktury takie jak np. fundacja Platforma Przemysłu Przyszłości, zamiast opracować trwały mechanizm finansowania reprezentatywnego samorządu gospodarczego czy think-tanków, co w Europie jest uważane za najbardziej dojrzały model animacji ekosystemu.

W Polsce niestety nadal dominują projekty finansowane grantowo, a państwo znacznie chętniej wspiera pojedyncze przedsięwzięcia typu CSR lub wizerunkowych niż budowę trwałych instytucji ekosystemu.

Ekosystem to nie tylko startupy

Dojrzałe ekosystemy technologiczne opierają się na kilku filarach. Potrzebny jest kapitał, uczelnie, administracja, korporacje oraz reprezentatywne organizacje pośredniczące między wszystkimi uczestnikami rynku. To właśnie one prowadzą dialog z państwem, przygotowują propozycje zmian legislacyjnych, organizują współpracę między przedsiębiorcami oraz reprezentują kraj podczas międzynarodowych debat.

Ich wartość staje się szczególnie widoczna wtedy, gdy pojawiają się nowe regulacje dotyczące rynku cyfrowego. Pojedynczy startup nie jest w stanie uczestniczyć w dziesiątkach konsultacji ani utrzymywać ekspertów od prawa europejskiego. Organizacja branżowa może robić to w imieniu setek firm. Dlatego finansowanie takich instytucji nie powinno być traktowane jako koszt marketingowy, lecz jako inwestycja w konkurencyjność całego sektora. Organizacje te wypracowują też często dobre praktyki do wykorzystania przez członków ekosystemu, raporty promocyjne i analityczne  czy sieciują oraz wspierają zawieranie konsorcjów.

Europa pokazuje, że można inaczej

W wielu krajach Europy współpraca przedsiębiorców wygląda zupełnie inaczej.

W naszym regionie CEE też mamy kilka dobrych przykładów. Na Litwie największe krajowe firmy technologiczne wspólnie finansują inicjatywę rozwijające ekosystem startupowy „Unicorns Lithuania”, który nie tylko monitoruje publicznie transakcje ale też wkład firm w gospodarkę publikując np. zapłacone podatki, stworzone miejsca pracy. Z kolei Estonia pokazuje, jak efektywnie wspierać innowacje bez budowania zbędnej biurokracji. Sercem tamtejszego sukcesu jest model, w którym państwo występuje wyłącznie jako fundator, a zarządzanie i wykonanie oddaje w ręce rynku. Państwowa agenda Startup Estonia rozdziela środki publiczne oraz unijne, ale niemal 100 proc. działań zamawia w otwartych przetargach. Finansowanie na animację ekosystemu, organizację wydarzeń, programy edukacyjne czy analizy trafia bezpośrednio do organizacji branżowych i fundacji, takich jak Estonian Founders Society czy Garage48. Zamiast tworzyć własne zespoły analityczne, administracja udostępnia jedynie anonimowe dane podatkowe przez API, pozostawiając tworzenie raportów niezależnym ekspertom.

W efekcie, państwa te zasilają rynkowych liderów, zamiast z nimi konkurować.

Mocno chciałbym zaznaczyć, że w większości krajów Unii Europejskiej zrzeszanie się przedsiębiorców w izbach gospodarczych jest obowiązkowe. Zamiast opierać się na dobrowolności, jak ma to miejsce w Polsce, państwa takie jak Niemcy, Francja, Włochy czy Austria wymagają od firm przynależności do odpowiednich organizacji samorządu gospodarczego. Taki system gwarantuje izbom stabilne finansowanie, a wszystkim przedsiębiorcom zapewnia powszechny dostęp do szkoleń, doradztwa oraz ochrony ich interesów. To właśnie dzięki powszechnemu członkostwu europejskie organizacje biznesowe dysponują odpowiednią siłą i kapitałem, co pozwala im realnie wpływać na kształtowanie prawa w Brukseli i skutecznie promować rodzimy biznes na rynkach globalnych. Dzięki temu reprezentatywne samorządowe organizacje nie zastanawiają się co roku, czy przetrwają kolejne dwanaście miesięcy. Mogą koncentrować się na realizacji swojej misji.

Potrzebujemy profesjonalnych organizacji i powszechnego samorządu gospodarczego, a nie kolejnych inicjatyw

Jestem przekonany, że nasz ekosystem nie cierpi dziś na brak pomysłów ani nowych fundacji. Potrzebuje profesjonalnych organizacji posiadających stabilne finansowanie, ekspertów, zdolność prowadzenia dialogu z administracją oraz mandat wynikający z reprezentowania dużej liczby przedsiębiorców. To oznacza również większą odpowiedzialność po stronie członków.

Przedsiębiorcy powinni traktować składkę członkowską podobnie jak inwestycję w rozwój własnego rynku. Tak samo jak finansują księgowość, doradców podatkowych czy działania sprzedażowe, powinni finansować instytucje, które walczą o lepsze warunki prowadzenia biznesu. Nie da się oczekiwać profesjonalnego rzecznictwa, jeśli organizacja utrzymuje się wyłącznie z grantów lub okazjonalnych darowizn.

W mojej ocenie odpowiedzią na te wyzwania jest projekt przygotowany w ramach inicjatywy SprawdzaMY, wspierany przez organizacje takie jak TechPL. Proponuje on zmianę ustawy z 1989 r. o izbach gospodarczych i wprowadzenie powszechnego samorządu gospodarczego. Taki krok wzmocniłby ogólnokrajową platformę reprezentującą faktycznie wszystkie firmy, w tym najmniejsze podmioty technologiczne.

Co ważne propozycja ta wyklucza monopol jednej wielkiej izby, znany z modelu austriackiego. Zamiast tego stawia na konkurencję. Przedsiębiorca miałby obowiązek zapisać się do izby, ale mógłby dowolnie wybrać organizację dopasowaną do swojego sektora, na przykład energetyki czy zdrowia, lub przypisaną do jego województwa. Co niezwykle istotne, projekt zakłada stworzenie mechanizmów osłonowych dla najmniejszych. Dla nowo założonych firm opłaty przez pierwsze dwa lata wynosiłyby zero złotych, a koszty te pokrywałaby sama izba lub państwo. Dla firm działających dłużej wprowadzono by mechanizm podatkowy na wzór ulgi badawczo-rozwojowej. Opłaconą składkę można by było rozliczyć jako koszt z potrójną mocą. W praktyce oznacza to, że tysiąc złotych wydane na składkę, obniżałoby podstawę opodatkowania tak, jak wydatek rzędu trzech tysięcy złotych.

Czas na nową kulturę współodpowiedzialności

Powstanie nowej parasolowej inicjatyw w ramach reprezentatywnego samorządu gospodarczego, takiego jak TechPL w ramach KIGEiT zrzeszającego wiodące organizacje sektora nowych technologii, pokazuje, że środowisko dostrzega potrzebę silniejszej reprezentacji przedsiębiorców technologicznych. Sama liczba organizacji, nawet wysoka, nie będzie jednak sukcesem. Prawdziwym testem okaże się to, czy przedsiębiorcy będą gotowi nie tylko korzystać z efektów ich pracy, ale również regularnie współfinansować ich działalność. Inaczej każda kolejna organizacja prędzej czy później stanie przed tym samym pytaniem, które dziś zadaje sobie fundacja Startup Poland.

Dojrzałość ekosystemu nie mierzy się wyłącznie liczbą startupów, wysokością rund finansowania czy liczbą jednorożców. Mierzy się również zdolnością przedsiębiorców i administracji do budowania wspólnych projektów i samorządowych organizacji, finansowania ich i traktowania jako strategicznej inwestycji we własną przyszłość. Z kolei poszczególne organizacje tworzące ekosystem muszą zrozumieć, że musimy połączyć siły bo żadna z nich, nawet najbardziej utalentowana czy znana, sama nie zadba o ekosystem.

Piotr Mieczkowski

dyrektor zarządzający fundacji Digital Poland, wiceprezes European AI Forum, wiceprzewodniczący TechPL, AI Poland przy KIGEiT, członek rady biznesowej Bielik.ai