Polscy mężczyźni nie tyle przeżywają jeden wielki „kryzys męskości”, ile próbują jednocześnie sprostać kilku sprzecznym instrukcjom. Mają być czuli, ale odporni. Zaangażowani w rodzinę, ale bezwzględnie skuteczni zawodowo. Otwarci emocjonalnie, lecz nigdy bezradni. Raport „Męstwo” pokazuje, że pod powierzchnią tych oczekiwań kryje się nie tylko frustracja, lecz także gotowość do zmiany. Dla founderów ta diagnoza może być szczególnie istotna: kultura przedsiębiorczości wzmacnia bowiem niemal wszystkie obciążenia, o których mówią autorzy badania.
Founder ma być człowiekiem, którego nie trzeba pytać, czy sobie poradzi. Poradzi sobie z definicji. Kiedy kończą się pieniądze, znajdzie finansowanie. Kiedy odchodzi kluczowy pracownik, przejmie jego obowiązki. Kiedy produkt nie działa, przeprowadzi pivot. Kiedy inwestor odrzuca kolejną prezentację, poprawi deck i wyśle go dalej. Kiedy sam jest wyczerpany, powinien podobno pamiętać, że budowanie firmy to maraton, nie sprint — po czym wrócić do pracy, ponieważ runway nadal się skraca.
W tej opowieści przedsiębiorca przypomina nieco tradycyjnego męskiego żywiciela, tyle że wyposażonego w MacBooka, konto na LinkedInie i słownik pełen anglicyzmów. Nie pracuje już w kopalni ani przy taśmie produkcyjnej. Nadal jednak wartość samego siebie mierzy wydajnością, statusem i zdolnością do utrzymania świata w całości. Dlatego raport „Męstwo. Co mężczyźni mówią i myślą o sobie w 2026”, przygotowany przez Fundację Nowej Wspólnoty w ramach projektu „Panowie, gadamy!”, warto przeczytać nie tylko jako opowieść o przemianach ról płciowych. To również raport o pracy, przywództwie, samotności, lęku przed słabością i niezdolności do oddzielenia własnej wartości od tego, co człowiek produkuje, zarabia albo buduje.
Kryzys męskości? Tak. I to niejeden!
Największą zaletą „Męstwa” jest odejście od medialnego skrótu pod tytułem „kryzys męskości”. Takie określenie brzmi efektownie, ale więcej zasłania, niż wyjaśnia. Sugeruje, że istniał kiedyś stabilny, powszechnie akceptowany wzorzec mężczyzny, który nagle się rozpadł. Tymczasem raport opisuje proces znacznie bardziej złożony: stare normy tracą siłę, lecz nowe nie zostały jeszcze wystarczająco dobrze nazwane.
Autorzy zaprosili mężczyzn do rozmów o ojcostwie, pracy, sile, związkach i trosce o siebie. Od lutego do maja 2026 roku przeprowadzono pięć spotkań dialogowych i pięć treningów rozmowy. Wzięło w nich udział ponad 200 osób. Osobną część projektu stanowił ogólnopolski sondaż Instytutu Badań Pollster, przeprowadzony w dniach 15–18 maja 2026 roku na reprezentatywnej próbie 505 mężczyzn w wieku 18–64 lat.
Z raportu wyłania się mężczyzna stojący na skrzyżowaniu kilku sprzecznych porządków. Następująca na jego oczach zmiana społeczna niesie jasny przekaz: nie dominuj, słuchaj, okazuj emocje, dziel się obowiązkami, szanuj autonomię partnerki. Analizując sytuację na rynku pracy, można wysnuć jeszcze dodatkowe wnioski: bądź konkurencyjny, dyspozycyjny, odporny na stres i stale zwiększaj swoją wartość. Sytuacja geopolityczna przypomina natomiast: być może będziesz musiał walczyć, bronić rodziny albo kraju.
Autorzy celnie ujmują ten paradoks: współczesny mężczyzna słyszy jednocześnie „mniej siły, więcej serca” oraz „szykuj się na wojnę”. W całej dyskusji o upadku obowiązującego przez długi czas modelu męskości, nie chodzi o proste załamanie się dawnego schematu. Chodzi bardziej o przeciążenie konkurującymi modelami.
Praca jako druga tożsamość
Najmocniejszą częścią raportu — szczególnie z Waszej perspektywy, founderzy — jest rozdział poświęcony pracy. Zasadnicza, postawiona w tej części przez autorów teza brzmi: praca pozostaje dla mężczyzn czymś znacznie większym niż źródłem dochodu. Staje się systemem klasyfikowania ludzi i mechanizmem regulującym poczucie własnej wartości.
Mężczyźni pytają innych mężczyzn, czym się zajmują, zanim dowiedzą się, kim właściwie są. Zapamiętują stanowisko, branżę i zarobki. To zawodowa etykieta pozwala szybko ustalić miejsce w hierarchii. Jednocześnie chroni przed pytaniami znacznie bardziej niewygodnymi: czy jesteś szczęśliwy, z kim możesz porozmawiać, kiedy ostatnio widziałeś dzieci, czego się boisz? W sondażu 33 proc. respondentów zgodziło się ze stwierdzeniem: „Kiedy nie pracuję, czuję się mniej wartościowy”. Przeciwnego zdania było 39 proc., pozostali nie mieli jednoznacznej opinii albo pytanie ich nie dotyczyło.
Jedna trzecia to nie większość, ale wynik pozostaje znaczący. Zwłaszcza że pytanie nie dotyczyło satysfakcji zawodowej ani finansowej stabilności. Dotyczyło wartości człowieka.
W kulturze startupowej takie utożsamienie staje się jeszcze silniejsze. Founder nie tylko wykonuje pracę. Firma jest jego pomysłem, reputacją, siecią kontaktów, publiczną biografią i często najważniejszą opowieścią, jaką przedstawia światu. Pytanie „co robisz?” szybko zamienia się w „kim jesteś?”, a „jak radzi sobie spółka?” — w „ile jesteś wart?”.
Raport nazywa pracę „drugą skórą”, której mężczyźni nie potrafią zdjąć po wyjściu z biura. W przypadku przedsiębiorcy bywa ona wręcz pierwszą skórą. Nie ma wyraźnej granicy między godzinami zawodowymi i prywatnymi, ponieważ odpowiedzialność za firmę nie kończy się wraz z zamknięciem laptopa.
Badania nad dobrostanem przedsiębiorców potwierdzają, że autonomia i poczucie sensu mogą iść w parze z wysokimi kosztami psychicznymi. Systematyczny przegląd niemal tysiąca publikacji dotyczących dobrostanu przedsiębiorców wskazuje na powtarzające się znaczenie niepewności, przeciążenia i wymagających warunków pracy. Z kolei badanie samozatrudnionych opublikowane w 2024 roku pokazało związek między typowymi wymaganiami przedsiębiorczej pracy a psychicznym wyczerpaniem. Znaczenie miały m.in. wydłużanie czasu pracy i kontynuowanie obowiązków mimo pogorszenia samopoczucia.
Autorzy „Męstwa” opisują ten mechanizm bez akademickiego języka, za to za pomocą mocnych świadectw. Jeden z uczestników wspomina, że otoczenie chwaliło go za funkcjonowanie „jak android”. Im więcej pracował, tym lepsze otrzymywał informacje zwrotne. Zatrzymał się dopiero na szpitalnym oddziale ratunkowym, przekonany, że ma zawał. Przyczyną okazał się długotrwały stres.
To ważny fragment, ponieważ pokazuje społeczną naturę przepracowania. Pracoholizm nie zawsze wygląda jak problem. Ba, on przez długi czas może wyglądać jak sukces.
Kiedy świat bije brawo, trudno zauważyć pożar
Przepracowanie founderów bywa przedstawiane jako prywatna decyzja ambitnych jednostek. W rzeczywistości jest podtrzymywane przez cały ekosystem. Inwestor chwali pełne zaangażowanie. Media celebrują tempo wzrostu. Zespół oczekuje spokoju i kierunku. Rodzina może interpretować nieobecność jako poświęcenie dla wspólnej przyszłości. Sam founder tłumaczy sobie, że obecny kryzys jest tymczasowy: jeszcze jedna runda, jeszcze jeden kluczowy klient, jeszcze kwartał, po którym wszystko się uspokoi. Tyle że „jeszcze jeden kwartał” potrafi trwać dekadę.
Raport dobrze wychwytuje moralny kamuflaż pracy. Mężczyzna nie mówi sobie, że zaniedbuje relacje, ponieważ chce podnieść własny status. Mówi, że poświęca się dla rodziny. Problem w tym, że — jak zauważają autorzy — w pewnym momencie może się okazać, iż nie tyle poświęca się dla rodziny, ile poświęca rodzinę dla pracy. Founderowi szczególnie trudno przyjąć tę diagnozę. Przedsiębiorczość nie jest przecież zwykłym wykonywaniem obowiązków. Może być misją, twórczością, sprawdzianem charakteru, próbą rozwiązania realnego problemu. To prawda — i właśnie dlatego granica między zdrowym zaangażowaniem a autodestrukcją jest tak nieostra. Praca, która daje znaczenie, może jednocześnie zabierać przestrzeń potrzebną do odnalezienia znaczenia poza pracą.
Samotność na szczycie niewielkiej firmy
Wyniki sondażu „Męstwa” na pierwszy rzut oka nie przedstawiają obrazu powszechnej rozpaczy. Łącznie 62 proc. badanych określiło się jako raczej lub zdecydowanie szczęśliwi. Kolejne 22 proc. nie uważało się ani za szczęśliwych, ani nieszczęśliwych. Raczej lub zdecydowanie nieszczęśliwych było 15 proc. respondentów.
Równie istotne jest jednak pytanie o oparcie. Dla 47 proc. badanych najważniejszą osobą wspierającą była partnerka lub żona, dla 26 proc. rodzice, rodzeństwo albo inni krewni. Na męskich przyjaciół wskazało tylko 7 proc. respondentów. Nie oznacza to, że mężczyźni nie mają kolegów. Oznacza raczej, że ich relacje z innymi mężczyznami rzadko pełnią funkcję podstawowego zaplecza emocjonalnego. To rozróżnienie jest kluczowe. Albowiem można mieć setki kontaktów, rozbudowaną sieć biznesową i kalendarz pełen spotkań, a jednocześnie nie mieć osoby, do której da się zadzwonić bez konkretnego powodu i bez konieczności utrzymywania wizerunku człowieka kontrolującego sytuację.
Jak sami wiecie najlepiej, founder doświadcza tego w szczególnej postaci. Nie zawsze może podzielić się lękiem z pracownikami, bo obawia się osłabienia ich poczucia bezpieczeństwa. Nie zawsze z inwestorem, bo musi zachować wiarygodność. Nie zawsze ze współzałożycielem, ponieważ stres i odpowiedzialność mogą być źródłem konfliktu. W domu może natomiast próbować chronić bliskich przed szczegółami kryzysu.
W rezultacie, teoretycznie, jesteście otoczeni ludźmi, lecz w praktyce – możecie jednocześnie czuć dotkliwą samotność.
Dane OECD wskazują, że między 2018 a 2022 rokiem pogorszyły się niektóre wskaźniki relacji społecznych mężczyzn. Odsetek mężczyzn deklarujących samotność przez większość lub cały czas wzrósł w analizowanych krajach z 4,7 do 5,2 proc. Szczególnie niepokojące zmiany dotyczyły ludzi młodych. Nie jest to zjawisko wyłącznie polskie ani ograniczone do przedsiębiorców, ale dobrze współgra z obserwacją autorów „Męstwa”: mężczyznom brakuje bezpiecznych przestrzeni rozmowy z innymi mężczyznami.
Słabość jako „naładowana broń”
Raport nie powtarza banalnego twierdzenia, że mężczyźni po prostu „nie potrafią rozmawiać o emocjach”. Pokazuje coś bardziej konkretnego: dla części z nich otwartość nie jest niewygodna, lecz ryzykowna. Mężczyźni są gotowi mówić więcej, ale obawiają się, że ujawniona słabość zostanie później wykorzystana przeciwko nim. Autorzy posługują się sugestywną metaforą „naładowanej broni” wręczanej drugiemu człowiekowi. Zgadzacie się z tak sugestywną przenośnią?
W świecie founderów ta obawa ma bardzo praktyczne podstawy. Lider jest oceniany nie tylko jako człowiek, ale także jako nośnik ryzyka. Jego stan psychiczny może być interpretowany jako informacja o kondycji przedsiębiorstwa. Przyznanie się do paniki, wyczerpania lub utraty wiary w projekt bywa odbierane nie jako akt odpowiedzialności, lecz jako sygnał, że kapitan przestaje panować nad statkiem. Oto więc paradoks, któremu warto poświęcić chwilę. Od nowoczesnego lidera oczekuje się empatii, samoświadomości i autentyczności. Jednocześnie system nagradza niezmienną pewność siebie, optymizm i narracyjną kontrolę. Founder ma być wrażliwy, ale nie może przestraszyć inwestorów. Ma mówić o zdrowiu psychicznym, ale najlepiej już po rozwiązaniu własnych problemów. Ma pokazywać człowieczeństwo, o ile nie koliduje ono z wykresem wzrostu.
Męskie głowy są pełne trosk, ale nie troski
Jedno z najtrafniejszych zdań raportu pojawia się w części poświęconej dbaniu o siebie: męskie głowy są pełne trosk, ale nie troski.
Uczestnicy potrafią wymieniać techniczne formy dbania o siebie: badania, sport, higienę, dietę, wizytę u barbera. Znacznie trudniej przychodzi im rozpoznawanie stanów, które nie mają oczywistej procedury naprawczej: nieprzespanych nocy, ataków paniki, poczucia pustki, lęku bez wyraźnej przyczyny, utraty satysfakcji z pracy lub związku. To różnica między „konserwacją” a „troską”. „Konserwacja” traktuje człowieka jak narzędzie, które trzeba utrzymać w gotowości. Sen ma poprawić produktywność. Sport zwiększyć odporność na stres. Medytacja zoptymalizować skupienie. Urlop umożliwić powrót do wysokiej wydajności. „Troska” zadaje inne pytanie: czy sposób, w jaki żyjesz, jest dla ciebie do zniesienia?
Kultura startupowa z łatwością przejmuje pierwszą wersję. Biohacking, pomiar snu, rutyny poranne i aplikacje mindfulness mogą stać się kolejną warstwą zarządzania zasobem noszącym imię i nazwisko foundera. Odpoczynek przestaje być prawem, a staje się techniką serwisowania maszyny. Raport ostrzega przed takim „technicznym” obchodzeniem własnych emocji. Mężczyźni dobrze wiedzą, jak znaleźć lekarza lub terapeutę komuś bliskiemu, ale mają trudność z wykonaniem tego samego ruchu wobec siebie. Łatwiej pomagać, naprawiać i chronić niż przyznać, że samemu potrzebuje się pomocy.
Nie wolno mylić zadowolenia z brakiem problemu
Obiektywna lektura „Męstwa” wymaga jednak ostrożności. Raport jest wartościowy, ale nie stanowi pełnego klinicznego obrazu zdrowia psychicznego polskich mężczyzn. Jego jakościowa część powstała na podstawie rozmów osób, które dobrowolnie zgłosiły się do udziału w projekcie poświęconym męskim doświadczeniom. W grupach dialogowych nadreprezentowani byli mieszkańcy dużych miast: 59 proc. uczestników pochodziło z miast powyżej 200 tys. mieszkańców. Aż 60 proc. uczestników miało od 30 do 49 lat. Nie jest to zatem statystycznie reprezentatywna próbka wszystkich polskich mężczyzn.
Reprezentatywny charakter miał dopiero sondaż na próbie 505 osób. Był jednak stosunkowo niewielki i obejmował ograniczony zestaw pytań, bez zastosowania klinicznych skal depresji, lęku, wypalenia czy samotności. Raport pozwala więc dobrze opisać język, napięcia i sposoby interpretowania męskości, ale nie pozwala wyliczyć częstości zaburzeń psychicznych. Nie powinno się również wyciągać wniosku, że skoro 62 proc. badanych deklaruje szczęście, kondycja mężczyzn jest dobra i nie wymaga uwagi. Subiektywne szczęście może współistnieć z chronicznym stresem, samotnością, nadużywaniem alkoholu albo unikaniem pomocy. Z drugiej strony nie wolno też przedstawiać każdego napięcia związanego z rolą społeczną jako choroby.
Stąd w mojej opinii, „Męstwo” jest przede wszystkim raportem o znaczeniach. Pokazuje, jak mężczyźni opowiadają o własnym doświadczeniu — nie diagnozując przy tym nikogo.
Twarde dane przypominają o skali ryzyka
Jakościowa opowieść raportu nabiera powagi w zestawieniu z danymi dotyczącymi samobójstw. Według statystyk policyjnych w Polsce w 2025 roku odnotowano 4776 zamachów samobójczych zakończonych zgonem. (zwjr.pl) Dane historyczne konsekwentnie pokazują znaczną przewagę mężczyzn wśród osób umierających w wyniku samobójstwa; dlatego problemu męskiej niechęci do ujawniania kryzysu nie można sprowadzać do dyskusji o stylu komunikacji. Ma on wymiar zdrowia publicznego.
Raport NIZP PZH z 2025 roku wskazuje pogarszający się stan zdrowia psychicznego jako jedno z istotnych wyzwań zdrowotnych, nasilanych przez niepewność geopolityczną, wpływ mediów cyfrowych i społeczne konsekwencje pandemii. Dane NFZ pokazują również rosnące wykorzystanie farmakoterapii: w 2024 roku refundowane leki przeciwdepresyjne wykupiło 1,9 mln osób, niemal dwukrotnie więcej niż w okresie porównawczym wskazywanym przez Fundusz.
Te liczby nie dowodzą bezpośrednio, że polscy founderzy znajdują się w szczególnym kryzysie. Nie istnieje wystarczająco szerokie, reprezentatywne badanie tej konkretnej grupy w Polsce. Pokazują jednak, że opowieści o ukrywanym napięciu, trudnościach w szukaniu pomocy i utożsamieniu własnej wartości ze skutecznością nie rozgrywają się w społecznej próżni.
Founder nie jest firmą
Najważniejsza lekcja „Męstwa” dla przedsiębiorców nie brzmi: pracuj mniej. Nie każdy intensywny okres jest patologią, a budowanie firmy z natury wymaga wysiłku, ryzyka i ponadprzeciętnego zaangażowania. Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje mieć tożsamość, do której może wrócić poza firmą. Jeżeli każda odmowa inwestora staje się osobistym odrzuceniem, spadek przychodów — oceną własnej wartości, a zamknięcie spółki — końcem sensownej biografii, founder traci zdolność do podejmowania racjonalnych decyzji. Broni wtedy nie tylko modelu biznesowego, ale samego siebie.
Badania nad przedsiębiorczym dobrostanem pokazują, że stres może obniżać zarówno subiektywne samopoczucie, jak i postrzegane powodzenie zawodowe. Dobrostan nie jest zatem luksusowym dodatkiem pojawiającym się po osiągnięciu product-market fit. Jest jednym z warunków utrzymania zdolności do oceny ryzyka, współpracy i długofalowego działania.
Raport proponuje zdanie, które mogłoby zawisnąć nad biurkiem niejednego przedsiębiorcy: „Praca to tylko element. Nie jesteś nią”.
W startupowym świecie brzmi ono niemal jak herezja. A jednak może być jedną z bardziej odpowiedzialnych zasad zarządzania.
Rozmowa jako infrastruktura
Sam projekt był eksperymentem z tworzeniem przestrzeni rozmowy. Po spotkaniach dialogowych 77 proc. ankietowanych deklarowało lepsze rozumienie doświadczeń, przekonań i uczuć innych, a 66 proc. — silniejszą więź z ludźmi. Po treningach 92 proc. uczestników chciało stosować poznane wskazówki w codziennym życiu, a 80 proc. mocniej wierzyło, że dobra rozmowa mimo różnic jest możliwa. Nie są to wyniki badania eksperymentalnego z grupą kontrolną. Ankiety wypełniła część uczestników, zatem rezultaty mogą być obciążone efektem samooceny i selekcji. Pokazują jednak coś praktycznego: mężczyźni nie muszą być przekonywani, że rozmowa jest im potrzebna. Gdy otrzymują odpowiednią strukturę i bezpieczne warunki, korzystają z niej i oceniają ją jako wartościową.
Ekosystem startupowy potrzebuje podobnej infrastruktury. Nie kolejnego panelu o odporności psychicznej, na którym człowiek sukcesu opowiada po latach, jak pięknie wyszedł z kryzysu. Potrzebuje miejsc, w których można powiedzieć: nie wiem, czy mój biznes przetrwa; nie umiem rozmawiać ze wspólnikiem; boję się powiedzieć zespołowi prawdę; zaniedbałem rodzinę; nie potrafię odpoczywać; sukces nie przyniósł mi tego, czego oczekiwałem. Bez natychmiastowej rady, bez konkursu na trudniejsze doświadczenie i bez przerabiania każdej słabości na inspirujący post.
Męskość bez instrukcji obsługi
Raport nie daje jednej odpowiedzi na pytanie, czym jest dziś męskość. I słusznie. Próba zastąpienia starego, sztywnego modelu nowym, równie sztywnym ideałem niewiele by zmieniła. Z „Męstwa” wynika raczej, że współczesny mężczyzna chce zachować odpowiedzialność, sprawczość i gotowość do ochrony innych, ale nie chce już płacić za nie emocjonalną nieobecnością, samotnością i przekonaniem, że zasługuje na szacunek wyłącznie wtedy, gdy jest użyteczny. Chce być dobrym ojcem, nie tylko żywicielem. Partnerem, nie konkurentem. Człowiekiem silnym, lecz nie skamieniałym. Pracownikiem lub przedsiębiorcą, ale nie produktem własnej kariery.
Nie wszyscy mężczyźni opisani w raporcie myślą tak samo. Nie wszyscy jednakowo interpretują emancypację kobiet, związki, ojcostwo czy tradycyjne role. Właśnie ta niejednorodność jest ważna. Pokazuje, że polscy mężczyźni nie tworzą jednolitego obozu broniącego dawnego świata. Znaczna część z nich próbuje raczej znaleźć język dla świata nowego.
Founderze, kiedy czujesz, że świat cię nie rozumie, być może dzieje się tak również dlatego, że nauczyłeś się pokazywać mu wyłącznie tę część siebie, która działa, dowozi i rozwiązuje problemy. Nie jesteś w tym doświadczeniu sam. Ale żeby się o tym przekonać, ktoś pierwszy musi przestać pitchować i zacząć mówić.